#VDm8C
Od kiedy tylko pamiętam, mój dość bliski krewny zawsze zachwycał się jedną z polskich biathlonistek, opowiadając przy tym historię, jak to przed paroma laty spotkał ją na wakacjach. Kilkunastoletnia ja wkraczająca w świat internetu odkryłam, że od owej pani można dostać zdjęcie z jej własnoręcznym podpisem – wystarczyło tylko wysłać na podany adres list z zaadresowaną kopertą zwrotną. Po kilku tygodniach oczekiwania list dotarł, więc trzeba było przejść do dalszej części planu.
Razem ze wtajemniczoną w całą akcję mamą zaadresowałyśmy kopertę na adres owego krewnego, przykleiłyśmy znaczek, żeby wyglądało na legitną przesyłkę prosto od ulubionej biathlonistki i pod osłoną nocy podrzuciłyśmy mu prezent do skrzynki na listy...
Krewny początkowo się ucieszył, ale niedługo później zmienił platformę telewizji cyfrowej, gdyż, jak stwierdził, był przez nią monitorowany i to te skurczybyki z telewizji na pewno doniosły do tej biathlonistki, że on zawsze ogląda jej biegi, a on sobie tego nie życzy.
Wciąż nie wie, że to moja sprawka. :D
A wujek nie wpadł na to, skąd owa biathlonistka miałby jego adres?
Biedny paranoiczny wąsaty wujek Janusz.