#UMMGX

Parę lat temu miałem Volvo. Czarne. Do pracy ubierałem się w czarny garnitur, a że była jesień, to chodziłem w czarnym płaszczu. Ogólnie mówiąc – bardzo elegancko.

Wracałem wieczorem do domu i coś pękło w wydechu, a że warsztat był po drodze, to zajechałem. Specjalista zajrzał, pocmokał i wydał werdykt, że trzeba wymienić. Podał też kwotę, która dla mnie była nieosiągalna. Spojrzałem wtedy na niego i powiedziałem, że pracodawca tak mi się każe do pracy ubierać, bo jestem pierwszym kontaktem jego klientów, a pracuję jako ochroniarz w urzędzie i nie stać mnie na taki wydatek.

Pan spojrzał na mnie współczująco, wziął palnik acetylenowo-tlenowy, kawałek pręta i w trzy minuty zaspawał nieszczelność. Wydech był sprawny jeszcze kilka lat :D

#sCRW8

Była sobie studniówka. Niby nic nadzwyczajnego. Tańczysz, pijesz i znowu tańczysz i tak do rana. Na studniówce był też dyrektor szkoły. On również tańczył, pił i znowu tańczył. Problem w tym, że kiedy dyrektor wychodził, to wtedy oficjalnie przynoszono alkohol, więc każdy czekał, aż sobie pójdzie. No i nadszedł ten czas, ale ku zdziwieniu tych, co na polu palili sobie papierosy, dyrektor wsiadł do auta (tu był pierwszy szok, bo trochę wypił), dalej zaczął cofać i walnął w auto (drugi szok), następnie uciekł z parkingu i po prostu odjechał (trzeci szok, że nawet nie wysiadł zobaczyć). No to my wszyscy lecimy pod to auto i kolejny szok. Mercedes S-klasa, cały zderzak rozwalony.

Nie dalej jak za 15 minut orkiestra studniówkowa ogłaszała, żeby właściciel auta się zgłosił na recepcję.

Dyrektor wrócił. Dogadał się z właścicielem merca, ale niesmak pozostanie, bo wszyscy widzieli.

#Y0PVU

Jestem po ślubie 9 lat i tak bardzo jestem już zmęczona... Od dawna się nie układa, ciągłe kłótnie mnie już po prostu wykańczają, nie daję już rady. Mamy dwójkę dzieci, chciałabym odejść, ale nie mam gdzie i nie mam z czego żyć (niestety ja nie pracuję, zajmuję się młodszym dzieckiem w domu), na pomoc rodziny nie mam co liczyć. Mój mąż mnie wykańcza psychicznie i nerwowo, wszystko musi być tak, jak on chce. Nie mamy wspólnych pieniędzy, u nas jest moje-twoje. Nie pomaga mi przy dzieciach, jak wróci do domu, to od razu telefon i piwko. Ja rozumiem, że pracuje czasami do wieczora, ale ja też chcę mieć coś z życia, a niestety nie mam nic, tylko dom i dzieci, moją jedyną atrakcją jest pojechanie na zakupy raz w tygodniu. Mam 32 lata, a czuję się, jakbym miała 50, nic mnie nie cieszy. Po prostu mam dość wszystkiego. Żadne próby rozmowy nic nie poprawiają, bo i tak kończy się kłótnią, czasami potrafimy nie rozmawiać ze sobą tygodniami, a wtedy robi mi na złość. Wiem, że lepiej nie będzie i jestem tego świadoma, ale naprawdę nie mam gdzie odejść i za co żyć, a mieszkam na wsi. Nie mam pojęcia, co ja mam robić.

#xBenm

Aktualnie siedzę na urlopie, niedługo jednak wracam do swojego „normalnego” życia. I nie chcę tego. Praca za najniższą krajową i wczesne wstawanie to nic trudnego, jednak jazda przez szare, depresyjne miasto, żeby 8 godzin spędzić z tymi ludźmi, jest demotywująca. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam trudnej pracy, ale ja naprawdę nie potrzebuję większej liczby znajomych i staram się ze wszystkich sił zachowywać kontakty tylko służbowe, nie uważam współpracowników za swoich kolegów, pewniej się czuję przed sprzątaczkami, bo one mnie nie wypytują o nic, o rodzinę, dom, plany na przyszłość, nie interesuje ich, czy zachlałem weekend. Dla mnie ci wszyscy ludzie to grupa nieznajomych i nie czuję potrzeby spowiadania się im z czegokolwiek, zwłaszcza że moje słowa przez nich docierają dalej, poza dział produkcji.

#eWyw9

Jestem kochanką.
Wiem, że większość ludzi pogardza wchodzeniem w romans z osobą zajętą i liczę się z hejtem, ale muszę to z siebie wyrzucić.

Nie planowałam tego, przyszedł do mnie na drinka, było nas parę osób, znajomi z pracy. Nowe mieszkanie, nowy krok w życiu, wyjście z bardzo ciężkiego związku, w którym przeszłam depresję... było co świętować. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, ludzie powoli się zmywali, a nam nie kończyły tematy. Tej samej nocy prawie do czegoś doszło, ale tylko prawie.
Pisaliśmy dużo, nigdy z żadnym facetem nie rozmawiałam tak szczerze, bez wstydu czy udawania. Doszło do tego, że zostaliśmy „friends with benefit”, pociąg między nami był za silny, nie dało się tego zignorować.

Minął rok, a ja z czasem uświadomiłam sobie, że on jest moją bratnią duszą. Po dwóch długoterminowych związkach widzę, czego mi w moich eks brakowało. Póki co nie jestem w stanie tego zakończyć. Mimo że wiem, że jest to toksyczne. Nie dość, że nie jestem w porządku w stosunku do innej kobiety, to sama robię sobie krzywdę. Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będziemy razem, on nie czuje nic więcej jak przyjaźń,  jest nieziemska chemia między nami, powietrze elektryzuje i wiem to od osób, które z nami przebywają, mimo że tylko jedna osoba wie, że coś między nami jest.

Mam nadzieję, że z czasem pociąg do siebie nam zgaśnie i zostanie czysta przyjaźń. Naiwne? Niemożliwe? Powiedzcie to sercu, ja tłumaczyłam tysiąc razy, a i tak nic z tego.

#dp8Vk

Poszłam do przedszkola na przedstawienie mojej córki z okazji Dnia Babci i Dziadka. Niestety, moi rodzice mieszkają za granicą, więc musiałam zastąpić Zuzi tego dnia babcię i… chyba mi się udało. Trochę się zdziwiłam, kiedy przedszkolanka z innej grupy przywitała mnie w szatni słowami: „Witamy babcię Zuzi, zapraszamy na święto seniorów!”.

Mam 27 lat. Chyba najwyższy czas zainwestować w krem przeciwzmarszczkowy.

#CcPuj

Niedawno zadzwonił do mnie mój były chłopak, z którym nie miałam kontaktu od rozstania, czyli jakieś pół roku. Odebrałam zaciekawiona, przywitałam się, mimo chłodnych stosunków, kulturalnie, a w odpowiedzi usłyszałam: „ZADOWOLONA JESTEŚ Z SIEBIE?! ŻE CO, ŻE TAKI ZE MNIE IDIOTA, ŻE PO PÓŁ ROKU NIC NIE WIEDZIAŁEM?! NO TO JUŻ WIEM”, po czym mój dawny wybranek się rozłączył. Sekundę później otrzymałam na komunikatorze link do strony z anonimowym wyznaniami. Wchodzę w link, czytam. Dziewczyna opowiada o tym, że zdradzała swojego chłopaka od początku związku i że mimo rozstania on nadal o niczym nie wie.
 
Oprócz podobnego wieku i zbieżności imion chłopaka (tu Adam i tam Adam) nie było żadnych podobieństw do naszej historii. Jak się domyślacie, łącznie ze zdradą. Nie wiem do dziś, czy to jakieś marne prowo, czy może można być aż tak głupim. Chociaż wspominając wspólnie spędzone chwile, jestem w stanie obstawić to drugie.

#zggcY

Na ostatnim finale WOŚP ustawiłam się razem z koleżankami w kolejce po herbatę.

Już z daleka było widać żołnierzy, którzy rozdawali napoje. Jeden z nich miał zeza (czego nie zauważyłyśmy od razu). W pewnym momencie, gdy byłyśmy bliżej, wyżej wspomniany żołnierz z uśmiechem na ustach zapytał, jaki napój podać. Patrzył przy tym na ludzi znajdujących się za nami.
Po braku odpowiedzi zapytał jeszcze raz i znowu nikt mu nie odpowiedział.
Po trzeciej próbie poddał się, znikając na zapleczu.

Po chwili ścięłam się, że pan zwracał się do nas, ale niestety przez swoją chorobę nie mógł na nas patrzeć.

A my, jak ostanie idiotki, za każdym razem oglądałyśmy się na ludzi za nami...

Dawno nie było mi tak wstyd.
Dodaj anonimowe wyznanie