#u6e8S

Mój mąż ma nadwagę. Lubi też uprawiać seks, choć bardzo go męczy wszelka aktywność fizyczna. Dodatkowo, przy zbyt dużym jak na niego wysiłku, zaczyna mieć silne mdłości.

W efekcie moment zaraz po seksie spędzamy oboje w toalecie. Ja się myję, on zaś wisi nad kiblem i rzyga.

Jak to mówią - nieważne jak, ważne, że razem.

#81mkK

Przed chwilą przeczytałem wyznanie o tym, jak rodzice zmuszają do nauki dzieci od podstawówki. Nie mówię tutaj o chodzeniu do szkoły, a po szkole uczeniu się jakiś czas po czym czas wolny. Mówię o twardym "obozie koncentracyjnym" tworzonym dla dzieci przez niektórych rodziców, i właśnie to wyznanie chciałbym skierować do osób, które mają dzieci bądź zamierzają mieć, by dać im do myślenia.

Od dziecka nie lubiłem się uczyć, serio.
W rodzinie niejednokrotnie słyszałem, oczywiście nie wprost, że jestem totalnym debilem, osłem, tępakiem i niemotą, która w życiu nic nie osiągnie. Jedynymi osobami, które we mnie wierzyły byli moi rodzice. Nigdy nie narzucali mi przymusu nauki na najwyższy poziom, jedynie taki, żeby zdać, co nie zawsze się udawało (klasy nie zawaliłem, ale semestr się zdarzyło). Do czego zmierzam: moi rodzice dali mi tzw. wolną rękę, i mimo zawalonych semestrów nigdy nie podnosili na mnie głosu, a jedynie wymagali, bym poprawiał wszystko na oceny co najmniej dopuszczające.

Osoby z moja mentalnością, czyli oby zdać, zazwyczaj przez rodzinę i społeczeństwo są skazywane na roboty na łopacie, czy jako tzw. robol na budowie (osobiście szanuje każdy zawód, pamiętajcie: żadna praca nie hańbi). Ale na własnej osobie chcę pokazać, że tak nie musi być. Po skończeniu gimnazjum część mojej rodziny widziała mnie w szkole zawodowej, na jakimś kierunku, po którym od razu będę mógł iść do pracy, ale mimo mojego lenistwa poszedłem do liceum humanistycznego. Jakie było zdziwienie, gdy dumny oświadczyłem, że dostałem się na humana, i jakie dobijające były opinie, że jestem leser, i z tego kierunku wylecę tak szybko, jak się tam dostałem. Dobrze się domyślacie: skończyłem ten kierunek, ba! Zdałem maturę (jako jedyny z rodziny, tak na marginesie), lecz to nie wystarczyło, i moja rodzina (nie licząc rodziców) nadal miała mnie za zero. Dlatego zrobiłem coś, co jeszcze parę miesięcy temu sam uważałem za idiotyzm: poszedłem na studia. Stara śpiewka: wyje*** cię stamtąd, tak szybko, jak tam się dostałeś. I co? Właśnie zdałem część semestru w terminach zerowych, z wcale nie najgorszym wynikiem, bez siedzenia po paręnaście godzin w książkach, a jedynie powtarzaniu z notatek.

Zakończenie: Tak jak wspominałem na początku, da się wychować dziecko bez zmuszania go do nauki w każdej wolnej chwili, czego osobiście jestem przykładem, i dziękuję moim rodzicom za to, czego mnie przez coś takiego nauczyli: samodzielności, i ponoszenia konsekwencji za swoje czyny, bo zawsze gdy coś mi nie poszło w szkole, to sam musiałem się z tego wykaraskać, nie z powodu tego, że mnie olewali, a chcieli mnie tego nauczyć.

#2OAit

We wrześniu odbyła się moja pierwsza lekcja z nową nauczycielką. Gdy podczas czytania listy obecności usłyszałam swoje nazwisko, powiedziałam "obecna" i uśmiechnęłam się, bo nie chciałam wyjść na gbura.

Pani uznała, że się z niej naśmiewam, bo, jak to ujęła, "nikt normalny w dzisiejszych czasach nie mówi obecny zamiast jestem". Zostałam zwyzywana od niewychowanych gówniar, które nic nie wiedzą o życiu.

Nawet nie wiem, jak to skomentować.

#deBEe

To było jak zwykle, jakieś 10 lat temu. Spacerowałem po mieście, patrząc na wszystko wokół, ale nic szczególnego mnie nie zainteresowało. Aż tu nagle popatrzyłem w lewo i zobaczyłem ją. Była piękna, z długimi, falującymi włosami i niebieskimi oczami. Uśmiechała się słodko, a na jej twarzy malowała się radość. Zauroczony, stanąłem przed... plakatem i patrzyłem na nią z zachwytem. Postanowiłem, że muszę ją znaleźć. No więc zacząłem szukać informacji na temat tej dziewczyny. Sprawdzałem w internecie, w księgarniach i wszędzie, gdzie tylko mogłem. W końcu udało się. Okazało się, że dziewczyna na plakacie to wygenerowana komputerowo postać.
No cóż, wesoło mi nie było, ale jednocześnie podziwiając jej piękno, postanowiłem zostawić ją w mojej wyobraźni jako idealną kobietę. Nie zawsze można zdobyć to, czego się pragnie, no ale marzenia są po to, żeby je mieć ;)

#LqhBh

Wyobraź sobie, że jesteś pewną siebie, energiczna, ładną osobą. Raczej podobasz się mężczyznom. Miałaś w życiu kilku partnerów seksualnych. Seks sprawiał Ci ogromną radość, był dla Ciebie ważny.

Poznajesz faceta, w którym się zakochujesz z wzajemnością. Dogadujecie się. Macie podobne cele i priorytety. Zamieszkaliście razem – tu również się fajnie zgrywacie. Jest też seks, może trochę krótki, ale dobry. Jesteś usatysfakcjonowana.

Po pewnym czasie seksu jest mniej. Raz na tydzień, później raz na dwa. Zastanawiasz się, co się stało. Chcesz rozmawiać – rozmowa jest bardzo ważna. On jest zmęczony, zestresowany, rodzice są chorzy, nie ma tak częstej ochoty jak Ty. OK. Akceptujesz to, ale chcesz kompromisu. Jeśli jedna strona lubi seks codziennie, a druga raz na dwa tygodnie, to można kochać się raz w tygodniu.

Na początku się udaje. Jednak zauważasz z czasem coraz mniejsze zaangażowanie. Seks trwa max 5 minut, nie ma żadnej gry wstępnej. Ty robisz mu czasem loda, on nigdy się nie odwdzięcza. Twierdzi, że nie lubi, ale nie nadrabia inaczej.
Scenariusz jest zawsze ten sam, chociaż chciałabyś coś zmienić. Pora dnia, miejsce – zawsze to samo. Koronkowa bielizna i pończochy? Żadnej specjalnej reakcji. Seks jest chujowy. Próbujesz rozmawiać, czule, delikatnie. W końcu dowiadujesz się, że on nie ma ochoty, bo ma negatywne doświadczenia seksualne związane z byłą żoną (nie masz nic wspólnego z ich rozwodem). Próbujesz zachęcić go do psychologa, nic.

Ty próbujesz dać mu czas. Nigdy już pierwsza nie inicjujesz. Nie chcesz go do niczego zmuszać, jednocześnie w głębi duszy żebrzesz o ten seks. Zaczynasz analizować. Czyli na początku gdy się kochaliście nie miał żadnej traumy, a teraz już tak? A może udawał, zmuszał się? Dlaczego w temacie seksu mówi o złych doświadczeniach eks, gdy Wy jesteście razem już półtora roku? Starasz się być najlepsza – jesteś zawsze lojalna, wspierasz. Poza tym naprawdę dobrze się dogadujecie. Dlaczego więc seks zanikł? Bo seksu już nie ma od miesiąca. Nie pamiętasz, żeby przejechał dłonią po Twoim udzie czy pocałował w szyję. Oczywiście on codziennie przytula Cię i po powrocie z pracy i przed snem.

Już nie jesteś taka sama. Przestajesz w siebie wierzyć. Twoja niska samoocena odbija się na pracy czy w codzienności. Zamykasz się w sobie. Stajesz się milcząca. On pyta co się dzieje, ale Ty nie wiesz, co mu powiedzieć. Kochasz go, ale masz dość. Chcesz odejść, ale kto odchodzi od drugiej osoby z takiego powodu? Drażni Cię, że on nie myśli o Twoich potrzebach. Myślałaś o odejściu już kilka razy. Ale ostatnio on wspomina o ślubie i budowie domu – Twoich dwóch największych marzeniach, a jego lękach, w końcu on jeden ślub miał już za sobą, a dom? Robi to dla Ciebie, stara się.

Co jest więc nie tak? Co robisz? Co myślisz? Co chcesz mu powiedzieć?

#SfVrG

Przy rozdawaniu prezentów przypomniała mi się pewna sytuacja, która miała miejsce bodajże jeszcze w podstawówce. Stałam na korytarzu i słyszałam jak kolega z klasy zapraszał innego kolegę na urodziny. Ja nie przepadałam za tym chłopakiem tym bardziej, że zaprosił jeszcze dziewczyny, które nie szczyciły się moją sympatią.
Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale podeszłam do niego i zapytałam czy mogę przyjść do niego na urodziny. On nieco zmieszany odpowiedział, że tak. Czaicie? Wprosiłam się do kogoś na urodziny. Na dodatek kiedy już :zabawa: urodzinowa trwała w najlepsze, przyszedł czas na prezenty. Kiedy otworzył prezent ode mnie zobaczył w nim kubek. Chyba nie bardzo mu się spodobał, bo od razu powiedział przy wszystkich, że odda go dla siostry. Ja spaliłam buraka i uciekłam do toalety. Potem jego siostra zaprosiła mnie do swojego pokoju i tam zaczęłyśmy grać w gry. I tak minęła mi reszta imprezy. Morał chyba taki, że bardziej nadawałam się do spędzania czasu z jego młodszą siostrą niż z rówieśnikami...

#I0z2H

Wczoraj były urodziny mojej przyjaciółki. Padła propozycja urządzenia przyjęcia-niespodzianki. Podzieliliśmy między siebie obowiązki. Lubię piec i gotować, więc z chęcią wzięłam na siebie przygotowanie kilku przekąsek i zrobienie tortu urodzinowego. Po spędzeniu połowy dnia w kuchni postanowiłam na chwilę się zdrzemnąć. Obudziłam się w środku nocy. Okazało się, że na imprezę poszli wszyscy, włącznie z moją współlokatorką, a oprócz tego wzięli przygotowane przeze mnie jedzenie. Nikt nawet nie wpadł na pomysł, żeby spróbować mnie obudzić.

#E6OEJ

Zawsze byłam czarną owcą w rodzinie, wszystko było moją winą i jako najmłodsza nigdy nie miałam racji. W każde święta moja babcia wywoływała z kimś awanturę, a w zeszłoroczną wigilię trafiło na mnie. Moja mama zamiast stanąć w mojej obronie, bo nie raz się sama z nią kłóci, podjudzała ją jeszcze bardziej i znowu ja byłam ta najmłodsza, która w ogóle nie powinna się odzywać.

Zdenerwowana, opuściłam wigilijny stół i poszłam do siebie do pokoju, po skończonej kolacji zostałam zwyzywana od najgorszych i psychicznych, poinformowana o tym że i tak nie mam gdzie odejść, bo nikt mnie nie chce i ojciec też mnie zostawił jak byłam mała, więc teraz też mnie nie przyjmie. Ale to nie moja wina, bo przecież jestem psychiczna, plus inne obelgi i szarpanina. Ogólnie niechciane zło największe.

Jak na ironię pół roku później dowiedziałam się, że choruję na nowotwór i teraz moja mama codziennie chodzi do kościoła i modli się po kilka godzin za moje wyleczenie. Chyba się pogubiłam...

#1gkcz

Temat na czasie, bo o Wigilii. Mam przebłyski wspomnień o tym dniu spędzonych z rodzicami i dziadkami od strony taty w domu. Jednak skończyło się to, gdy miałam 10 lat, bo wtedy umarli.

Później święta były istną tragedią. W trzy osoby "nie opłacało się" robić kolacji, więc zaczęliśmy chodzić do drugiej babci. Kobieta mnie po prostu nie lubiła, bo przeze mnie i mojego tatę moja mama straciła szansę na karierę - jest tylko nędzną programistką. Z wzajemnością ze strony mojego taty - prawdziwy przykład relacji zięć-teściowa z kawałów. Pamiętam, jak ojciec robił cokolwiek, byle w Wigilię pracować. Wspominam też smutna mamę, która robiła dobra minę do złej gry przy mnie, ale tak naprawdę płakała w poduszkę.

Pewnego roku tata wrócił o 22 do domu. Razem z mamą na niego czekałyśmy, na drugą Wigilię. Jednak on stwierdził, że jest zmęczony i nawet nie podzieliliśmy się opłatkiem. Czas mijał, a my po prostu dostosowałyśmy się do sytuacji.

Paręnaście lat później, wiedząc jak będzie w domu, spędziłam święta z rodziną narzeczonego. To było dla mnie szokiem, jak oni są dla siebie mili i serdeczni. Po prostu cieszą się swoim towarzystwem. To była taka prawdziwa Wigilia.
Od tamtej pory ja spędzam święta z narzeczonym, tata w pracy, a mama z rodzeństwem i babcią. Wszyscy są zadowoleni, tylko mi jakoś głupio tłumaczyć, dlaczego nie jeżdżę na święta do domu.

#qPvuc

Jestem bardzo drobną kobietą. Ludzie na mój widok zazwyczaj kręcą głową z politowaniem i zastanawiają się, jakim cudem udało mi się przeżyć tyle lat, bo takie drobne coś na pewno nie jest w stanie samo sobie otworzyć słoika, a napadnięte gdzieś w nocy mogłoby natychmiast zostać porwane. Znajomi z pracy ciągle sugerują podwózki i przynoszą mi jedzenie, zmartwieni nawet moją wagą (która jest odpowiednia). Dla wszystkich tych ludzi jestem urocza, słodka. Nic tylko chronić mnie przed wszystkim, co złe.

Mamy w pracy takiego jednego faceta. Takiego "prawdziwego mężczyznę", co wręcz dostaje zapaści na wieść o tym, że kobiety też mogą być silne i pracować w tych samych zawodach, że w ogóle mogą wyjść z kuchni albo mogą chcieć mieć swoją przestrzeń osobistą. Obrzydliwy człowiek. Niestety przyczepił się do mnie. Ciągle sugeruje randki, chwali się ile to już lasek wyrwał, mówi jak bardzo by mnie chronił, jak bardzo nie musiałabym chodzić do pracy, bo on by nas utrzymywał (bo wiecie - ja nie mogę lubić mojej pracy. Z pewnością pracuję, bo brak mi faceta) i bla, bla, bla.

Ostatnio zostałam napadnięta przed pracą. Oczywiście nasz prawdziwy mężczyzna natychmiast ruszył mi na pomoc i... padł po jednym ciosie. Ostatecznie to ja uratowałam jego.

Tak, jestem krucha.
Tak, jestem urocza.
Nie, nie jestem bezbronna.
Tak, mam za sobą kursy samoobrony i gaz pieprzowy w torebce.
Nie, nie zostałam przeproszona.
Dodaj anonimowe wyznanie