Aktualnie siedzę na urlopie, niedługo jednak wracam do swojego „normalnego” życia. I nie chcę tego. Praca za najniższą krajową i wczesne wstawanie to nic trudnego, jednak jazda przez szare, depresyjne miasto, żeby 8 godzin spędzić z tymi ludźmi, jest demotywująca. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam trudnej pracy, ale ja naprawdę nie potrzebuję większej liczby znajomych i staram się ze wszystkich sił zachowywać kontakty tylko służbowe, nie uważam współpracowników za swoich kolegów, pewniej się czuję przed sprzątaczkami, bo one mnie nie wypytują o nic, o rodzinę, dom, plany na przyszłość, nie interesuje ich, czy zachlałem weekend. Dla mnie ci wszyscy ludzie to grupa nieznajomych i nie czuję potrzeby spowiadania się im z czegokolwiek, zwłaszcza że moje słowa przez nich docierają dalej, poza dział produkcji.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jak by płacili za wymyślanie sobie problemów to z pewności szybko byś awansował: nie bawią Cię small talk to odpowiadaj zdawkowo - nic ciekawego nie robiłeś w weekend, nie mam żadnych większych planów, zobaczymy co życie przyniesie i tyle. Problem solved.
No to... Nie spowiadaj się? Można mieć dobry kontakt z ludźmi z pracy i nie dzielić się swoim życiem prywatnym
Nawet jest łatwiej. Wystarczy się skupić na zadawaniu pytań, będą Cię za to jeszcze uwielbiać, bo ludzie lubią jak ktoś się nimi interesuje. Dopiero jak po latach zmienisz pracę i znikniesz z ich radaru, to może, ale niekoniecznie dotrze do nich, że nic o Tobie nie wiedzą
Jak tam młody? Było co w łykend?
Problemy pierwszego świata...