#pfxCY

Nie piję napojów w puszkach. Zawsze wyobrażam sobie, że stały wcześniej w hurtowni, w której pracuje otyły, spocony mężczyzna, który aby umilić sobie nudną pracę, wkłada palec w brudne majtki, a następnie jeździ nim po krawędziach puszek. Wizja dotknięcia ustami takiej puszki skutecznie zniechęca mnie przed kupnem słodkich napojów z automatów.

#do5SM

Rok temu byłem ostry siłownik, tzn. codziennie na siłce i mikro trening przy każdej okazji. Rok przerwy od wszystkich ćwiczeń, bo budował mi się dom i zabrało mi to cały wolny czas. Po roku wyszykowałam sobie własną siłownię we własnym domu, no i do boju. Po trzech dniach takie zakwasiory, że mam wrażenie, że przy każdym ruchu coś skrzypi. Próbowałem rozruszać każdą partię mięśni w te trzy dni, więc mało było mięśni, które nie bolały. A na treningu zrobiłem prawie nic. Ale nie to jest najgorsze. Mojej kobicie się zachciało ostrego seksu, może to ten testosteron albo kwas mlekowy zadziałał, nie wiem. W każdym razie ostro się napaliłem, bo się mocno kobita nawyginała, żeby mnie rozruszać. No i... tak bolesnego seksu nigdy nie doświadczyłem, zamiast orgazmu dyszałem i stękałem z radości, że luba doszła i mogę przestać się ruszać. Na ogół nie piję alko, a zwłaszcza jak trenuję, ale jak usnęła, wychlałem z pół litra. Usnąłem na kanapie, na golasa. Rano otwieram oczy, patrzę, gdzie jestem, spoglądam przez drzwi tarasowe, a tam mój sąsiad chowa się za płot speszony, kiedy dostrzegł, że go zobaczyłem. Teraz cały czas myślę, ile czasu tam stał i mnie oglądał. Aż głupio iść i oddać mu tę młotowiertarkę.

#A7fTW

Miałam trudne dzieciństwo – mieszkałam z mamą, następnie z tatą i tak w kółko. Skakałam z domu na dom z powodu niezaakceptowania mnie ze strony drugich połówek rodziców i przez podejście rodziców do mnie. Myślałam, że coś się zmieni, ale byłam w błędzie. Byłam dla nich problemem, dalej jestem. Mam 17 lat i nie mieszkam z żadnym z nich, mieszkam z wujkami.

Byłam dla rodziców elementem wzbogacenia się, z powodu mojej osoby wyciągali od siebie jak najwięcej pieniędzy. Znęcali się nade mną psychicznie i fizycznie. Sprawa trafiła na policję, ale została odrzucona przez brak dowodów. Mimo tego, jacy byli, czasami odczuwam brak bliskości i tę pustkę, że z nimi nie mieszkam. Popadłam w depresję, ale zbagatelizowali to. Z wujkami mieszka mi się dobrze, czuję się jak w normalnej rodzinie.

Nie potrafię do końca opisać tego, co przeżyłam, bo jest mi po prostu wstyd. Przez brak wsparcia, bliskości, wtedy ciągłe upokarzanie mnie i brak wiary we mnie oraz odrzucenie od strony najbliższych na ten moment nie potrafię zaufać ludziom. Jestem bardzo wrażliwa i zamknięta w sobie, nic do mnie nie dociera, boję wielu prostych rzeczy, nie mam ambicji ani zainteresowań. Ciężko mi z tym, bo nie mogę się przełamać, czuję, że to taka wewnętrzna bariera w głowie. Mimo tego jak było w minionych latach, staram się tego nie pokazywać. Teraz mam chłopaka, z którym jestem szczęśliwa, mam też przyjaciół. Jestem w szkole takim „śmieszkiem”, dużo ludzi ma we mnie ogromne wsparcie i darzą mnie zaufaniem. Każdego stawiam ponad siebie i czuję satysfakcję, kiedy komuś pomogę – to jedyne cechy, które w sobie lubię.

#3s6sW

Minęło 6 lat od rozstania się z moim byłym chłopakiem, a ja wciąż go kocham. Czas nie leczy ran, nie w każdym przypadku. Przez ten czas miałam jedną poważną relację i kilka chwilowych. Walczyłam wiele razy o odzyskanie mojego eks. Niestety bezskutecznie. Nie chcę Was zanudzać, więc po prostu zadam Wam pytanie. Czy mieliście kiedyś taką sytuację, że Wasz/a eks nie chciał/a do was wrócić i mówił/a, że już nic nie czuje, a jednak po jakimś czasie znów do siebie wróciliście?
To chyba moja jedyna nadzieja. Wierzyć, że będzie dobrze jeszcze kiedyś.

#t4p1C

Jakiś czas temu stałem w kolejce na stacji w celu nabycia biletu. Stoję tak już dłuższą chwilę, ludzie w kolejce się niecierpliwią, ja również pełen wątpliwości, czy zdążę na pociąg, spoglądam na zegarek. Czas płynął bardzo szybko, już tylko 5 minut do pociągu, a przy okienku wciąż ta sama osoba! Najwyraźniej pani nie mogła się zdecydować czym, o której i kiedy chce jechać. Dla osób, które śpieszyły się na pociąg istna katastrofa. Pani w kasie zapytała, czy ma być miejsce przy oknie. I wtedy się zaczęło! „A to zapłacę więcej przy oknie? A będzie mi wiało? A będzie to... tamto?” Patrzę na zegarek — pociąg odjechał. No cóż, mówi się trudno. Zaraz nadjedzie następny. Kobieta dalej zadaje pytania: „A może to? Nie, może jednak to, będzie wygodniej”. Wtem jakiś mężczyzna, już tak zdenerwowany na kolejne pytania kobiety, odpowiedział: „A może, k*rwa, z widokiem na morze?”. Wybuchnąłem śmiechem, a razem ze mną cała kolejka. Biedna kobiecina się speszyła i wyszła.

(Uprzedzając zarzuty, że mogłem zapytać, czy mnie przepuści. Tak, zapytałem panią w kolejce, czy mnie przepuści, ale odpowiedziała, że to zajmie jej tylko minutkę)

#pLdNG

Nie wiem dlaczego, ale byłam kozłem ofiarnym dla własnej rodziny. Zawsze byłam wyśmiewana jako sierota, która nic nie potrafi. Gdy zaczęłam dorastać, wyśmiewano moją chudość, styl ubierania, włosy. Własna matka twierdziła, że mam beznadziejne nogi i mam zakładać spodnie. Moje poczucie własnej wartości nie istniało. Byłam beznadziejna, w szkole zawsze na końcu. Chłopak? Zapomnij, kto by mnie zechciał.
W wieku 19 lat musiałam opuścić dom rodzinny i ruszyć na podbój wielkiego miasta.
Byłam przerażona, jak sobie poradzę, dodatkowo rodzina we mnie podsycała ten lęk.

Poradziłam sobie. Mam pracę, którą lubię, jestem pewna siebie, mam własną rodzinę, mam dom. Poradziłam sobie z tym sama! Jestem szczupła, mam długie, zgrabne nogi, za którymi oglądają się i faceci, i babeczki.

Nie czuję satysfakcji. Mam w sobie dużo żalu. Za stracone lata, lata podstawówki, liceum, kiedy powinnam korzystać z życia, a byłam zahukaną szarą myszką w kącie. Stracone lata, nigdy ich nie odzyskam.

#IFTXB

Mam 22 lata i co roku od 5 lat w każdą wigilię stoję przy oknie i liczę na to, że któreś z rodziców jednak przyjedzie chociaż na pół godziny albo zadzwoni.
Rodzice są po rozwodzie i oboje poukładali sobie życie. Przez cały rok jest okej, widujemy się nawet kilka razy w miesiącu, ale gdy przychodzą święta, oboje znikają, no bo przecież to czas dla rodziny...
Pamiętam, jak czasem jako dzieciak marudziłam na zmęczenie spowodowane przygotowaniami. Chętnie nie przespałabym nawet trzech nocy z rzędu, byleby usłyszeć od któregoś z nich „wesołych świąt”.

#ATFLk

Rzucił mnie facet. Rzucił mnie przez SMS-a. To by jeszcze było do przełknięcia, zostałaby urażona duma i nadgryzione ego, ale to, co odstawiał przez około dwa miesiące, nadawałoby się do jakiejś łzawej telenoweli. Opiszę historię w skrócie.

Typ, o którym mowa, lat 45, pełniący poważną funkcję, osoba wręcz publiczna, uchodzący za wspaniałego człowieka, prezes znanej w pewnych kręgach fundacji.

W sierpniu dostałam od niego wiadomość, że od ponad miesiąca wie o wznowie swojego nowotworu i jedzie do Niemiec na zabieg usunięcia guza. Rzecz ludzka, zdarza się, wiedziałam o tym, że kiedyś chorował. W szpitalu, jak twierdził, miał przebywać 2-4 dni. Zrobiły się z tego dwa tygodnie. Gdy wrócił do kraju, od razu musiał położyć się do szpitala, ponieważ po zabiegach, które tam przeszedł, wysiadły mu nerki. Ponoć sprowadził do siebie przyrodnią siostrę, by się nim zajmowała w trakcie rekonwalescencji. Trwało to wszystko bardzo długo, ciągle pisał o tym, co mu robią w szpitalach, że guz nacieka bardzo, że chemia nie przynosi pożądanego efektu, że założyli mu stomię, że cierpi, że się boi, że opłacił sobie pogrzeb, że pozałatwiał wszystkie ważne sprawy.

W trakcie leczenia nie widzieliśmy się ani razu. Ja chciałam, on nie, ponieważ twierdził, że jest w złym stanie psychicznym i fizycznym i nie chce, bym go oglądała w takiej formie, że jeśli chcę zakończyć relację z nim, to on to zrozumie...

Cierpiałam, fizycznie i psychicznie. Schudłam, zdarzyło mi się przedawkować leki uspokajające, nasenne i antydepresyjne, cudem jakimś nie umarłam.
Obiecał, że po kontroli w Niemczech, gdzie jedzie z siostrą, wreszcie się zobaczymy.
Nie zobaczyliśmy się. Wrzucił na Instagram zdjęcia ze swoją byłą (a obecnie największą przyjaciółką) z koncertu w Berlinie. Wysłał mi tylko wiadomość, że zrobiono mu niespodziankę i w jego sytuacji to takie wspaniałe, i że wspaniałym uczuciem jest świadomość, że ma się przyjaciół... Zaczął jeździć do Berlina. Twierdził, że wcale się tam nie bawi, że wrzuca zdjęcia tylko po to, by znajomi tak myśleli.

Części znajomych opowiedział o tym, że poznał kogoś innego i nie za bardzo wie, jak mi to oznajmić. Części znajomych opowiadał o wznowie nowotworu. Jeszcze innym ludziom wciskał zupełnie bezsensowne kity. Jaka jest prawda, chyba nigdy się nie dowiem. Wysłał mi tylko wiadomość, że w obecnej sytuacji nie chce nikogo angażować w siebie emocjonalnie i bardziej bym cierpiała, będąc z nim.

Od kilku osób dowiedziałam się po fakcie, że to jego stary numer, rzucanie drugiej osoby „na nowotwór”. A wystarczyło powiedzieć, że już nie chce się ze mną spotykać. Na to nie miał odwagi.

#90OgC

Ostatnio mam wrażenie, że mój chłopak bardziej woli spędzać czas z moim kotem niż ze mną. Jak na to wpadłam?

1. Piątek, siedzimy sobie na kanapie, popijamy herbatkę. Nagle chłopak mówi: „No chodź tu do mnie, kotku”. Ja cała w skowronkach przybliżam się i... no właśnie. A. zabiera mi mojego kocura z kolan i przytula się do niego namiętnie.
2. Jakiś miesiąc temu podczas naszej kłótni (która zdarza się może raz na ruski rok), A. wykrzyknął: „Ale jak odejdę, to biorę kota ze sobą!”. Potem mnie przeprosił, ale to z kotem spędził większość wieczoru.
3. Pod choinkę dostałam od niego dwie różne mieszanki gorącej czekolady w saszetkach, które zawierają w sobie mleko. Nie toleruję laktozy, a chłopak wie o tym od dwóch lat. Co dostał kot? Wypasione siedzenie, które potem sprawdziłam i kosztowało prawie 80 zł (!), no i do tego chyba z 10 kg suchej karmy z wyższej półki... Ja za to kupiłam mu o wiele lepszy i bardziej osobisty prezent.
4. A teraz hit! Ostatnio A. wpadł do mnie w weekend przed świętami. Posiedzieliśmy chwilę, a po jego wyjściu zauważyłam, że... nie ma mojego kocura. Szukam wszędzie, dzwonię do chłopaka i pytam, czy widział go, jak do mnie przyszedł. Powiedział tylko, że mam niego czekać. Po paru minutach wraca do mieszkania z moim kotem. Twierdził, że chciał zmierzyć jego obwód, bo chce mu kupić strój na święta...

Tę ostatnią sytuację opowiedziałam rodzinie, znajomym, ale jeszcze nikt mi nie uwierzył. Powiem szczerze, że ja sama nie uwierzyłabym, gdyby ktoś mi powiedział, że czyjś chłopak potrafi mieć obsesję na punkcie kota! Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co się stanie, jak kot nagle odejdzie (a jest już dosyć stary).

#Jz3nP

Dwie pary butów mi się rozleciały w podobnym czasie; w lewym bucie z jednej pary odklejona podeszwa, w lewym bucie z drugiej pary puściły szwy. Wizyta w dwóch sklepach, obuwie zaniesione, wnioski przyjęte. 
Mija odpowiednio 3 i 4 tygodnie, dostaję dwie odmowy. Uzasadnienie: obuwie używane niezgodnie z zastosowaniem (gra w piłkę nożną), a opis produktu mówi, iż jest to „obuwie rekreacyjne przeznaczone do użytkowania porą jesienną w warunkach suchych...”. Marketing z ulotki zacytowany perfekcyjnie.
W obu przypadkach napisałem odwołanie z moim uzasadnieniem — gra w piłkę wykluczona, ponieważ nie potrafię grać, nie umiem nawet kopnąć porządnie piłki. Ostatni raz w życiu kaleczyłem ten sport jakieś 15 lat temu w gimnazjum.

Oczywiście, jak można się było domyślić, sklep odwołanie odrzucił. Ale że aż taki bogaty nie jestem, żeby co 3 miesiące wymieniać sobie po dwie pary butów, to trzeba było coś z tym zrobić. Nagrałem więc filmik, jak „gram” w piłkę. Nawet kupiłem sobie na rynku takiego „UEFA” balona za 15 zł, coby mieć niezbędny rekwizyt. Do kolejnej odmowy dołączyłem płytkę z owym nagraniem. 48 sekund kompromitacji.

W jednym przypadku kasę oddali, w drugim dalej twardo się trzymają swego.
Dodaj anonimowe wyznanie