#IVuAp
W 4 klasie mieliśmy do opisania naszą drogę z domu do szkoły. Ja z racji przeprowadzki do nowego domu miałam bardzo prostą drogę. Dosłownie 800 m prosto i skręt w prawo, aby podejść pod drzwi szkoły.
Oddałam swoją kartkę z zadaniem. Dwa dni później dostałam ocenę niedostateczną i uwagę. Dlaczego? BO ONA WIE, GDZIE JA MIESZKAM I NIE MAM TAKIEJ PROSTEJ DROGI DO DOMU, A POZA TYM TO MAM UWAGĘ ZA PRÓBĘ OSZUKANIA NAUCZYCIELA.
Oczywiście sprawa się wyjaśniła, moja mama tak tego nie zostawiła.
A ona miała jeszcze 5 lat, żeby mnie męczyć, bo akurat poszłam do gimnazjum, do którego się przeniosła, ba, została nawet moim wychowawcą, a pięknym sytuacjom nie było końca ;)
#TMUMV
Norma w moim pięknym mieście i pewnie zapomniałbym o całym zdarzeniu, gdyby nie poprosiła mnie o ogień po wyjściu z autobusu. Widziałem, że była wściekła, mówiła roztrzęsionym głosem. Zagadałem więc, że nie ma się czym denerwować, chamstwo jest na porządku dziennym i dobrze sobie poradziła. Uśmiechnęła się i... rozkleiła. Oboje zbaranieliśmy, zbity z tropu zacząłem wypytywać, o co właściwie chodzi. Początkowo próbowała mnie spławić, ale w końcu powiedziała mi, że walczy z fobią społeczną i choć na pierwszy rzut oka nie da się uznać jej za osobę nieśmiałą i niepewną siebie, tak naprawdę bardzo źle znosi takie sytuacje. Że stara się nie przeszkadzać innym, ale niemota z niej, a wiele osób od razu reaguje krzykiem i wyzwiskami. Że nie jest w stanie przejść nad tym do porządku dziennego i choć stara się nie dawać tego po sobie poznać, w środku czuje się jak zaszczute zwierzę. Że zazdrości Grażynie tego, że ktoś się za nią wstawił i też chciałaby mieć wtedy obok kogoś takiego. Że pewnie w oczach świadków pokazała, że jest właśnie taką niewychowaną gówniarą, jaką ją nazwali, bo zniżyła się do ich poziomu, ale nauczyła się w szkole, że to jedyny sposób na poradzenie sobie z agresorami. Kiedy mi to opowiedziała, uspokoiła się, podziękowała za rozmowę i po pewnym czasie się rozeszliśmy.
A ja nie mogę sobie wybaczyć, że nie wpadłem na to, żeby się za nią wstawić. Może gdybym ja albo ktoś inny reagował w takich momentach, zamiast rozkoszować się miejskim widowiskiem, szybciej uporałaby się z fobią? Ile jeszcze jest takich osób, które tylko wyglądają, jakby sobie świetnie radziły? Od tej pory nie będę dawał cichego przyzwolenia na takie zachowania.
Anonimowi, przyłączycie się?
#V0wHa
Oczywiście dopytywali o autorów, ale ja przez parę dni migałem się od odpowiedzi.
W końcu ze mnie to wyciągnęli. Powiedziałem zgodnie z prawdą, że wszystkie kawałki pochodzą z gier video (starszych lub bardziej niszowych). Nagle uśmiechy wszystkim zeszły i pojawiło się zażenowanie. Zaczęli się bulwersować. „Ale jak to z gier? Normalny jesteś? Ciebie o coś poprosić, to wszytko na odwal się zrobisz i jakieś dziwne akcje odprawiasz bez naszej zgody. ILE TY MASZ LAT, CZŁOWIEKU, ŻE W GRY GRASZ I JESZCZE NAM TO WCISKASZ”. Oczywiście muzyka została szybko zmieniona.
Ludzie mają jakieś dziwne uprzedzenia do gier, że są dla dzieci albo uzależnionych Azjatów czy pryszczatych prawiczków. Dla mnie gry mogą być dziełem kulturalnym na takim samym poziomie jak np. filmy. Nawet gdyby tak nie było, to nie zmienia to faktu, że taka muzyka może dorównywać filmowej. Gdyby muzyka pochodziła z jakichś nominowanych filmów, to pewnie by ją zostawili i do teraz by tam sobie grała.
PS Akurat tego tam nie wrzuciłem (zbyt rozpoznawalne i oczywiste), ale dla zainteresowanych proponuję zapoznać się z muzyką np. naszego rodzimego Wiedźmina, The Legend od Zelda Breath of the wild, Cupheada czy BioShocka. :)
#sn3Q6
Uwielbiam ten moment, gdy pralka skończy swoją pracę, mogę wyjąć pranie i zacząć je wieszać, czy to na sznurkach na dworze, czy na suszarce.
Przy czym nie jest to takie zwykłe szybkie wieszanie. Zawsze staram się obok siebie wieszać ubrania tych samych domowników, wszystko musi być idealnie równo, często zmieniam ułożenie, żeby tylko nie było żadnej luki, a jak wieszam pranie na dworze, to spinacze muszą być w tym samym kolorze co ubranie. Dlatego bardzo nie lubię, gdy ktoś na siłę chce mi w tym pomagać, bo wiem, że nie zrobi tego tak, jak ja chcę.
A jak już to pranie wyschnie, to oddaję się kolejnej ulubionej czynności – prasowaniu. Tu też mam swój rytuał. Najpierw majtki (tak, prasuję majtki!), potem ręczniki, ściereczki, bieżniki, następnie piżamy, później ubrania, które daję na wieszak, a na końcu resztę. Każdemu domownikowi układam na osobne kupki, a potem rozkładam w szafkach.
Fakt, dość długo mi z tym schodzi, ale nawet sobie nie wyobrażacie, jaką ja wtedy mam frajdę! :D
#btNJL
Przed Wigilią dowiedziałam się od kierowniczki, że firma podjęła decyzję o zwolnieniu z końcem roku wszystkich na UZ. Na UZ byłam ja i jedna dziewczyna. Z czasem okazało się, że to było kłamstwo – kierowniczka po prostu obiecała komuś znajomemu, że zatrudni go u siebie i chciała się kogoś pozbyć, trafiło na mnie (tę drugą dziewczynę przenieśli w końcu w inne miejsce, choć kierowniczka mówiła, że jeśli będzie mogła którąś z nas zatrzymać, to zostaję ja, bo pracuję tu dłużej, a druga dziewczyna miała być tylko na okres świąteczny). Okej, trudno, znajdę coś innego – pomyślałam.
Cały styczeń i luty upłynęły mi na wysyłaniu CV i pogłębianiu swojej kiedyś leczonej depresji. Za styczeń nie dostanę żadnych pieniędzy, a o zwolnieniu dowiedziałam się za późno, by móc coś sobie zaoszczędzić. Teraz wszystko spoczywa na barkach chłopaka, za co mam do siebie ogromne wyrzuty. Cały czas szukam pracy, ale każda szansa jej dostania, choć na początku jest radość, to za chwilę pojawiają się wątpliwości i rezygnuję. Chciałabym znaleźć jakąś dobrą, najlepiej zdalną pracę i przestać być problemem, normalnie żyć, móc mieć za co kupić chłopakowi prezent (bo teraz dosłownie nie mam nawet 5 zł na koncie). Znaleźć coś, w czym się odnajdę, bez kontaktu z ludźmi, tylko ja i papiery.
#BVhpr
Sam nie wiem, jak to jest z tym powrotem, bo wyjechałem na dwa lata, zostałem 28. Kto wie, może tam wrócę, zwłaszcza że RPA czasem jawi mi się jako raj utracony. Oczywiście to wszystko subiektywne sentymenty. Niemniej mogą wpłynąć na przyszłość.
Z ciekawostek na temat powracania: Okęcie, cargo (to z „Killera”). Przyleciało parę skrzyń dorobku życia, konkretnie 1530 kg. No i trzeba to odprawić, mienie powracających jest zwolnione od cła. Co na to pan celnik? „Proszę nam udowodnić, że pan w tym RPA mieszkał”. Cholera, paszportu RPA nie mam przy sobie... ale mam zaświadczenie z miejsca pracy! 28 lat zatrudnienia, w jednej firmie, może być? Co usłyszałem? „E… no ale pan mógł zdalnie”. Tak, praca zdalnie, od 1990... Po chwili słyszę „Chcemy rachunki za media”. Mam jeden, jest tam konkretny numer konta. Więc siadam do laptopa i wyciągam rejestr wpłat na to konto z iluś tam lat. Chyba już sami nie wiedzieli, czego się czepić, bo po chwili padło „No dobrze... Pytanie ostatnie... A skąd my wiemy, że pan tak naprawdę wraca?”.
Ano właśnie... i tu jest pies pogrzebany, bo czy ja tak do końca wiem? Zwłaszcza po takim przywitaniu :)
#gsKT2
#VJM6P
Co w tym anonimowego? Pomimo wszystko nieprzyjemności zawsze się zdarzają i wykształciliśmy sobie taką niecodzienną „taktykę obronną”, a mianowicie jak ktoś tylko zapyta, dlaczego jesteśmy razem, to odpowiadamy: „Ja jestem z nim dla kasy, a on ze mną dla młodego ciała”. Wiem, strasznie to głupie, ale działa i mamy święty spokój, a pytający zazwyczaj pali buraka.
#ykmcg
Babeczki przychodzą się malować do drogerii. Różne. Od kloszardowych, którym nie możemy odmówić przetestowania podkładów/szminek, po takie z torebką od Channel. Ludzie nie wiedzą, jaką od tego można np. opryszczkę złapać. Albo zapalenia spojówek od użycia kredki czy eyelinera, który testowało z 50 osób. Nie zdają sobie sprawy, że wszystko oprócz cienia i podkładu służy do sprawdzenia koloru na RĘCE.
PROMOCJE... bitwa pod Grunwaldem czasami. Co bezczelniejsze grzebią w dolnych szufladach... Jedna przyszła z pretensją, że szafka jest zamknięta na klucz i ona nie może sprawdzić, czy czasem tam czegoś nie schowałam dla koleżanki (aż chciałoby się powiedzieć: kochana, dla koleżanki to ja chowam dzień przed promocją na zapleczu).
Zdarzało się, że dama kupowała szampon, połowę przelewała w domu, dolewała wody i leciała oddać zakup. Dlatego też jest już zakaz zwracania produktów, które nie są zafoliowane.
Zdarzają się klientki GWIAZDY – fakt, zostawiają i po 600 zł w drogerii, ale też robią z konsultantki służącą, która wszędzie z nią musi łazić. O ile nie mam nic przeciwko, o tyle jak już uwiesi na mnie swoją torebkę czy wykorzystuje moją rękę do wąchania perfum, to średnio mi się to podoba.
Miałam taką jedną, co wchodząc do drogerii, podrzuciła nam dziecko w foteliku pod kasę – „Ja tylko po szampon” – i 20 min jej nie było. Gdyby to nie była stała klientka, to pewnie byłaby afera.
Najgorsze są afery o próbki... „A bo moja koleżanka dostała trzy próbki tutaj i ja też chcę”. Tylko że koleżanka zrobiła zakupy za 400 zł, a pani za 20, i czego oczekuje? Worka z darmowymi kosmetykami? Prezenty mamy dla osób, które albo są stałymi klientami, albo zrobią zakupy za większą sumę – takie jest odgórnie polecenie i nie mamy zamiaru tłumaczyć się później u kierownika...
Kończąc wyznanie jedna uwaga – WIĘCEJ KULTURY :)