#rrgbA

Spytałem mojej współlokatorki, z którą razem studiuję, czy jest gotowa na jutrzejszy egzamin. Zdziwiła się szalenie i po dłuższej chwili milczenia powiedziała: „Żartujesz sobie?”. Teraz to ja nie wiedziałem, o co chodzi, ale po chwili mi uświadomiła, że egzamin był dzień wcześniej...

#IVuAp

Będąc w podstawówce, miałam okropną nauczycielkę języka niemieckiego (może to wydawać się dziwne, ale ja naprawdę lubiłam ten przedmiot). Jej problemem była zazdrość o status majątkowy uczniów, wiec zawsze ci mający trochę więcej byli przez nią gnębieni. Oceniała wszystko po ubraniach, samochodach, wakacjach (zawsze po tym okresie musieliśmy jako zadanie opisywać swój pobyt).

W 4 klasie mieliśmy do opisania naszą drogę z domu do szkoły. Ja z racji przeprowadzki do nowego domu miałam bardzo prostą drogę. Dosłownie 800 m prosto i skręt w prawo, aby podejść pod drzwi szkoły.
Oddałam swoją kartkę z zadaniem. Dwa dni później dostałam ocenę niedostateczną i uwagę. Dlaczego? BO ONA WIE, GDZIE JA MIESZKAM I NIE MAM TAKIEJ PROSTEJ DROGI DO DOMU, A POZA TYM TO MAM UWAGĘ ZA PRÓBĘ OSZUKANIA NAUCZYCIELA.

Oczywiście sprawa się wyjaśniła, moja mama tak tego nie zostawiła.
A ona miała jeszcze 5 lat, żeby mnie męczyć, bo akurat poszłam do gimnazjum, do którego się przeniosła, ba, została nawet moim wychowawcą, a pięknym sytuacjom nie było końca ;)

#TMUMV

Autobus. Popołudniowe godziny szczytu, ludzie poupychani jak sardynki w puszce. Kolejny przystanek – niektórzy ludzie na chwilę wychodzą, inni wciskają się w ściany, aby umożliwić wyjście innym. Niedaleko mnie młoda dziewczyna również przesunęła się, aby zrobić przejście, ale potrącona nastąpiła na nogę pani w średnim wieku. „Patrz, gdzie leziesz, gówniaro!” – odezwała się Grażyna. Dziewczyna odburknęła tylko, że nie zrobiła tego celowo i już miała odwrócić się od rozmówczyni, kiedy okazało się, że Grażynie towarzyszy Janusz, gotów bronić swojej damy zawsze i wszędzie, który zaczął swoją tyradę o tym, że nie dość, że nie uważa, to jeszcze gówniara pyskuje starszym i jak chętnie sprałby taką pasem. Dziewczyna spokojnie odwinęła się parce tak, że się zapowietrzyli i wykorzystała okazję, żeby się oddalić i wcisnąć się w kąt.

Norma w moim pięknym mieście i pewnie zapomniałbym o całym zdarzeniu, gdyby nie poprosiła mnie o ogień po wyjściu z autobusu. Widziałem, że była wściekła, mówiła roztrzęsionym głosem. Zagadałem więc, że nie ma się czym denerwować, chamstwo jest na porządku dziennym i dobrze sobie poradziła. Uśmiechnęła się i... rozkleiła. Oboje zbaranieliśmy, zbity z tropu zacząłem wypytywać, o co właściwie chodzi. Początkowo próbowała mnie spławić, ale w końcu powiedziała mi, że walczy z fobią społeczną i choć na pierwszy rzut oka nie da się uznać jej za osobę nieśmiałą i niepewną siebie, tak naprawdę bardzo źle znosi takie sytuacje. Że stara się nie przeszkadzać innym, ale niemota z niej, a wiele osób od razu reaguje krzykiem i wyzwiskami. Że nie jest w stanie przejść nad tym do porządku dziennego i choć stara się nie dawać tego po sobie poznać, w środku czuje się jak zaszczute zwierzę. Że zazdrości Grażynie tego, że ktoś się za nią wstawił i też chciałaby mieć wtedy obok kogoś takiego. Że pewnie w oczach świadków pokazała, że jest właśnie taką niewychowaną gówniarą, jaką ją nazwali, bo zniżyła się do ich poziomu, ale nauczyła się w szkole, że to jedyny sposób na poradzenie sobie z agresorami. Kiedy mi to opowiedziała, uspokoiła się, podziękowała za rozmowę i po pewnym czasie się rozeszliśmy.

A ja nie mogę sobie wybaczyć, że nie wpadłem na to, żeby się za nią wstawić. Może gdybym ja albo ktoś inny reagował w takich momentach, zamiast rozkoszować się miejskim widowiskiem, szybciej uporałaby się z fobią? Ile jeszcze jest takich osób, które tylko wyglądają, jakby sobie świetnie radziły? Od tej pory nie będę dawał cichego przyzwolenia na takie zachowania.
Anonimowi, przyłączycie się?

#V0wHa

W pewnym ośrodku kulturalnym (z którym jestem dość mocno powiązany i często się angażuję w różne akcje) zostały zainstalowane głośniki na korytarzach i w toaletach. Zostałem poproszony o znalezienie jakiejś muzyki, żeby sobie grała, póki osoby za to odpowiedzialne nie znajdą jakieś lepszej, zgadzającej się z ich wizją artystyczną. No oczywiście się zgodziłem i zgrałem trochę muzyki. Od razu wszystkim się spodobała. Chwalili utwory, mówili, że nigdy takiej muzyki nie słyszeli, że oryginalne, że idealnie pasuje do tego miejsca i w ogóle super cud miód.
Oczywiście dopytywali o autorów, ale ja przez parę dni migałem się od odpowiedzi.
W końcu ze mnie to wyciągnęli. Powiedziałem zgodnie z prawdą, że wszystkie kawałki pochodzą z gier video (starszych lub bardziej niszowych). Nagle uśmiechy wszystkim zeszły i pojawiło się zażenowanie. Zaczęli się bulwersować. „Ale jak to z gier? Normalny jesteś? Ciebie o coś poprosić, to wszytko na odwal się zrobisz i jakieś dziwne akcje odprawiasz bez naszej zgody. ILE TY MASZ LAT, CZŁOWIEKU, ŻE W GRY GRASZ I JESZCZE NAM TO WCISKASZ”. Oczywiście muzyka została szybko zmieniona.

Ludzie mają jakieś dziwne uprzedzenia do gier, że są dla dzieci albo uzależnionych Azjatów czy pryszczatych prawiczków. Dla mnie gry mogą być dziełem kulturalnym na takim samym poziomie jak np. filmy. Nawet gdyby tak nie było, to nie zmienia to faktu, że taka muzyka może dorównywać filmowej. Gdyby muzyka pochodziła z jakichś nominowanych filmów, to pewnie by ją zostawili i do teraz by tam sobie grała.

PS Akurat tego tam nie wrzuciłem (zbyt rozpoznawalne i oczywiste), ale dla zainteresowanych proponuję zapoznać się z muzyką np. naszego rodzimego Wiedźmina, The Legend od Zelda Breath of the wild, Cupheada czy BioShocka. :)

#sn3Q6

Niesamowicie relaksuje mnie wieszanie prania i prasowanie.
Uwielbiam ten moment, gdy pralka skończy swoją pracę, mogę wyjąć pranie i zacząć je wieszać, czy to na sznurkach na dworze, czy na suszarce.
Przy czym nie jest to takie zwykłe szybkie wieszanie. Zawsze staram się obok siebie wieszać ubrania tych samych domowników, wszystko musi być idealnie równo, często zmieniam ułożenie, żeby tylko nie było żadnej luki, a jak wieszam pranie na dworze, to spinacze muszą być w tym samym kolorze co ubranie. Dlatego bardzo nie lubię, gdy ktoś na siłę chce mi w tym pomagać, bo wiem, że nie zrobi tego tak, jak ja chcę.
A jak już to pranie wyschnie, to oddaję się kolejnej ulubionej czynności – prasowaniu. Tu też mam swój rytuał. Najpierw majtki (tak, prasuję majtki!), potem ręczniki, ściereczki, bieżniki, następnie piżamy, później ubrania, które daję na wieszak, a na końcu resztę. Każdemu domownikowi układam na osobne kupki, a potem rozkładam w szafkach.
Fakt, dość długo mi z tym schodzi, ale nawet sobie nie wyobrażacie, jaką ja wtedy mam frajdę! :D

#btNJL

Przeprowadziłam się w październiku do chłopaka do niewielkiej miejscowości z dużego miasta. Musiałam w szybkim tempie znaleźć pracę, ale niestety jak w takich miejscach bywa – bez znajomości nie znajdziesz nic. W końcu udało mi się po 2 tygodniach znaleźć pracę, ale dojeżdżanie do i z pracy odbijało się na moim stanie psychicznym i fizycznym (łącznie w ciągu dnia 3 godziny w pociągu + 2 km z buta na i z pociągu, więc dodatkowa godzina). Jednak praca była w miarę okej, co w moim przypadku graniczy z cudem – mam nawroty depresji, bardzo wątpię w siebie i szybko się poddaję nawet po nic nieznaczącym negatywnym komentarzu/uwadze.
Przed Wigilią dowiedziałam się od kierowniczki, że firma podjęła decyzję o zwolnieniu z końcem roku wszystkich na UZ. Na UZ byłam ja i jedna dziewczyna. Z czasem okazało się, że to było kłamstwo – kierowniczka po prostu obiecała komuś znajomemu, że zatrudni go u siebie i chciała się kogoś pozbyć, trafiło na mnie (tę drugą dziewczynę przenieśli w końcu w inne miejsce, choć kierowniczka mówiła, że jeśli będzie mogła którąś z nas zatrzymać, to zostaję ja, bo pracuję tu dłużej, a druga dziewczyna miała być tylko na okres świąteczny). Okej, trudno, znajdę coś innego – pomyślałam.
Cały styczeń i luty upłynęły mi na wysyłaniu CV i pogłębianiu swojej kiedyś leczonej depresji. Za styczeń nie dostanę żadnych pieniędzy, a o zwolnieniu dowiedziałam się za późno, by móc coś sobie zaoszczędzić. Teraz wszystko spoczywa na barkach chłopaka, za co mam do siebie ogromne wyrzuty. Cały czas szukam pracy, ale każda szansa jej dostania, choć na początku jest radość, to za chwilę pojawiają się wątpliwości i rezygnuję. Chciałabym znaleźć jakąś dobrą, najlepiej zdalną pracę i przestać być problemem, normalnie żyć, móc mieć za co kupić chłopakowi prezent (bo teraz dosłownie nie mam nawet 5 zł na koncie). Znaleźć coś, w czym się odnajdę, bez kontaktu z ludźmi, tylko ja i papiery.

#BVhpr

Wróciłem po 28 latach w RPA... I zanim zapytacie – nie, nie chodziło o taką czy inną sytuację w RPA, dzieci zaczęły studiować w EU i była ciekawa oferta pracy w Polsce.
Sam nie wiem, jak to jest z tym powrotem, bo wyjechałem na dwa lata, zostałem 28. Kto wie, może tam wrócę, zwłaszcza że RPA czasem jawi mi się jako raj utracony. Oczywiście to wszystko subiektywne sentymenty. Niemniej mogą wpłynąć na przyszłość.

Z ciekawostek na temat powracania: Okęcie, cargo (to z „Killera”). Przyleciało parę skrzyń dorobku życia, konkretnie 1530 kg. No i trzeba to odprawić, mienie powracających jest zwolnione od cła. Co na to pan celnik? „Proszę nam udowodnić, że pan w tym RPA mieszkał”. Cholera, paszportu RPA nie mam przy sobie... ale mam zaświadczenie z miejsca pracy! 28 lat zatrudnienia, w jednej firmie, może być? Co usłyszałem? „E… no ale pan mógł zdalnie”. Tak, praca zdalnie, od 1990...  Po chwili słyszę „Chcemy rachunki za media”. Mam jeden, jest tam konkretny numer konta. Więc siadam do laptopa i wyciągam rejestr wpłat na to konto z iluś tam lat. Chyba już sami nie wiedzieli, czego się czepić, bo po chwili padło „No dobrze... Pytanie ostatnie... A skąd my wiemy, że pan tak naprawdę wraca?”.

Ano właśnie... i tu jest pies pogrzebany, bo czy ja tak do końca wiem? Zwłaszcza po takim przywitaniu  :)

#gsKT2

Mam prawie 17 lat i ostatnio z moim chłopakiem zaszliśmy dalej, niż powinniśmy, bardzo się stresuję rozmawiać o tym z kimkolwiek, więc może tu ktoś mi powie, czy jest szansa zajścia w ciążę. Zdajemy sobie sprawę z konsekwencji takiej głupoty, aczkolwiek mój chłopak w ciągu dnia sprawił sobie przyjemność, potem gdy przyszedł do mnie, weszłam na niego, po czym powiedział mi, że robił to w ciągu dnia i musimy skończyć. Minęło od tego zdarzenia około dwóch tygodni, dziś powinnam dostać miesiączkę, jeszcze nic nie ma. Nie sądzę, abym miała ją dostać w najbliższym czasie, bo skupiam się na tym, że mogę być w ciąży. Potrzebuję czyjegoś zdania na ten temat, nie czuję się z tym dobrze, pisząc o tym tutaj, ale nie mam zbytnio komu się wygadać oprócz jemu, jednakże on twierdzi, że nie zaszło do zapłodnienia. Ja bardzo się martwię, dodam, że miałam dni płodne tego dnia... Dziękuję za uwagę.

#VJM6P

Jestem z moim partnerem już 2 lata i co ważne, jest ode mnie 22 lata starszy, a ja sama mam 23 lata. Ludzie często zakładają, że jestem z nim dla kasy (co oczywiście nie jest prawdą, oboje mamy podobny status materialny). Ogromną przykrość sprawiają mi pytania ludzi typu: „Co jest z tobą nie tak, masz jakieś zaburzenia?”, „Nie miałaś ojca?” albo wprost stwierdzają, jak moja była już przyjaciółka, że nie ma wytłumaczenia na taki „wynaturzony związek” innego niż kasa partnera. Zawsze staram się, żeby on nie słyszał takich przytyków (bardzo przeżywa różnicę wieku i nie do końca potrafi sobie to ułożyć, boi się o przyszłość). 
Co w tym anonimowego? Pomimo wszystko nieprzyjemności zawsze się zdarzają i wykształciliśmy sobie taką niecodzienną „taktykę obronną”, a mianowicie jak ktoś tylko zapyta, dlaczego jesteśmy razem, to odpowiadamy: „Ja jestem z nim dla kasy, a on ze mną dla młodego ciała”. Wiem, strasznie to głupie, ale działa i mamy święty spokój, a pytający zazwyczaj pali buraka.

#ykmcg

Praca w drogerii... Mogłabym napisać książkę o komicznych sytuacjach, ale też i o cebulactwie kobiet, które czasami wyglądają jak milion dolarów. Kilka razy zdarzyło mi się złapać taką na kradzieży testerów – serio, nie połasiła się na nowe, tylko na tester... Szminki odgryzają i wynoszą w ustach. Cienie do powiek wyciągają palcem i wkładają w kawałek kartki, podkłady przelewają do swoich pojemniczków... Trochę nas śmieszy, jak to oglądamy na kamerach, nie wiemy, czy dzwonić na policję, czy podejść i zapytać, co ona tak właściwie robi.

Babeczki przychodzą się malować do drogerii. Różne. Od kloszardowych, którym nie możemy odmówić przetestowania podkładów/szminek, po takie z torebką od Channel. Ludzie nie wiedzą, jaką od tego można np. opryszczkę złapać. Albo zapalenia spojówek od użycia kredki czy eyelinera, który testowało z 50 osób. Nie zdają sobie sprawy, że wszystko oprócz cienia i podkładu służy do sprawdzenia koloru na RĘCE.

PROMOCJE... bitwa pod Grunwaldem czasami. Co bezczelniejsze grzebią w dolnych szufladach... Jedna przyszła z pretensją, że szafka jest zamknięta na klucz i ona nie może sprawdzić, czy czasem tam czegoś nie schowałam dla koleżanki (aż chciałoby się powiedzieć: kochana, dla koleżanki to ja chowam dzień przed promocją na zapleczu).
Zdarzało się, że dama kupowała szampon, połowę przelewała w domu, dolewała wody i leciała oddać zakup. Dlatego też jest już zakaz zwracania produktów, które nie są zafoliowane.

Zdarzają się klientki GWIAZDY – fakt, zostawiają i po 600 zł w drogerii, ale też robią z konsultantki służącą, która wszędzie z nią musi łazić. O ile nie mam nic przeciwko, o tyle jak już uwiesi na mnie swoją torebkę czy wykorzystuje moją rękę do wąchania perfum, to średnio mi się to podoba.
Miałam taką jedną, co wchodząc do drogerii, podrzuciła nam dziecko w foteliku pod kasę – „Ja tylko po szampon” – i 20 min jej nie było. Gdyby to nie była stała klientka, to pewnie byłaby afera.

Najgorsze są afery o próbki... „A bo moja koleżanka dostała trzy próbki tutaj i ja też chcę”. Tylko że koleżanka zrobiła zakupy za 400 zł, a pani za 20, i czego oczekuje? Worka z darmowymi kosmetykami? Prezenty mamy dla osób, które albo są stałymi klientami, albo zrobią zakupy za większą sumę – takie jest odgórnie polecenie i nie mamy zamiaru tłumaczyć się później u kierownika...

Kończąc wyznanie jedna uwaga – WIĘCEJ KULTURY :)
Dodaj anonimowe wyznanie