#sn3Q6

Niesamowicie relaksuje mnie wieszanie prania i prasowanie.
Uwielbiam ten moment, gdy pralka skończy swoją pracę, mogę wyjąć pranie i zacząć je wieszać, czy to na sznurkach na dworze, czy na suszarce.
Przy czym nie jest to takie zwykłe szybkie wieszanie. Zawsze staram się obok siebie wieszać ubrania tych samych domowników, wszystko musi być idealnie równo, często zmieniam ułożenie, żeby tylko nie było żadnej luki, a jak wieszam pranie na dworze, to spinacze muszą być w tym samym kolorze co ubranie. Dlatego bardzo nie lubię, gdy ktoś na siłę chce mi w tym pomagać, bo wiem, że nie zrobi tego tak, jak ja chcę.
A jak już to pranie wyschnie, to oddaję się kolejnej ulubionej czynności – prasowaniu. Tu też mam swój rytuał. Najpierw majtki (tak, prasuję majtki!), potem ręczniki, ściereczki, bieżniki, następnie piżamy, później ubrania, które daję na wieszak, a na końcu resztę. Każdemu domownikowi układam na osobne kupki, a potem rozkładam w szafkach.
Fakt, dość długo mi z tym schodzi, ale nawet sobie nie wyobrażacie, jaką ja wtedy mam frajdę! :D
Dragomir Odpowiedz

To jakieś natręctwo?

HansVanDanz

Natręctwa bywają odstępstwem od normy, czasem wbrew własnej woli.
Autorka robi to co lubi i co ją relaksuje.
Ale fakt, że przesadza z prasowaniem majtek i ścierek 😉

Dragomir

Ale jak ktos jej chce pomóc to się denerwuje, bo musi być wg jakiejś tam kolejności bo inaczej nie wiem co, świat się skończy? Dziwny taki przymus i mi się kojarzy raczej z męczeniem się, niż relaksem.

HansVanDanz

Może ma jakąś formę autyzmu.
Z resztą jest wiele osób, które mają swój system pracy oraz nie lubią jak ktoś im się wpier#ala do roboty.
W tym ja.

Czaroit Odpowiedz

Moja kumpela tak miała. Kochała prasować, nawet rzeczy w szafach układała kolorami. Twierdziła, że ją to niesamowicie relaksuje. Wydało mi się to podejrzane, "pachniało" wewnętrznym przymusem, więc popracowałyśmy z tym trochę. I nagle się okazało, że za tym "relaksowaniem" stały zupełnie inne przyczyny. Gdy je puściła, prasowanie poszło się bujać. Teraz woli relaksować się choćby pachnącą kąpielą, a prasowanie sprowadza się do tego, że raz na ruski przeleci żelazkiem jakąś koszulę.

Postac

A czemu pranie i prasowanie jest złym sposobem na relaksowanie się?
Akurat ja też lubię dobierać spinki do powieszonej rzeczy, prasować też lubię. I co w tym złego?

Czaroit

Postac
Nic, o ile nie stoi za tym wewnętrzny przymus, maskowany złudzeniem relaksu. Gdyby u mojej kumpeli to była autentyczna przyjemność, prasowalaby z lubością do dziś. I nikt by jej tego nie zabronił.

Ja np. lubię myć szyby. Same szyby, framugi już nie. Tak raz, dwa razy do roku naprawdę sprawia mi to frajdę. 😁

upadlygzyms

Ale jak to? Przecież framugi są do mycia najlepsze!
Powinnaś zasięgnąć specjalistycznej porady.

Czaroit

upadlygzyms
Nie znasz się, Waćpan. Ktoś Cię okrutnie oszukał.

Najlepsze są szyby, które z usyfionych, w parę chwil zamieniają się w doskonale czyste i przejrzyste. 😊

upadlygzyms

Czaroit
Ty będziesz mówiła mnie jak się szyby myje?!
Mnie, który studentem będąc myciem tychże wyżej wymienionych na strawę dla dziecków inaczej by z głodu piszczących zarabiał?!
Cóż za bezczelność!

upadlygzyms

Acha, a tych pomówień przebrzydłych, że z kilka takich firm obskoczyłem bo z każdej po kilku dniach wylatywałem, to wiary nie dawaj.
Po pierwsze łeż to, po drugie to przez te baby zazdrosne, konkurencji fachowca się bojące i ich pomówienia było.

Czaroit

upadlygzyms
A gdzieżbym śmiała Cię uczyć, jak się szyby myje. Za to mogłabym Cię pouczyć co nieco o czerpaniu z tego zajęcia przyjemności. 😜

Gdybym wprzódy dała Ci parę korków, to by Cię z tych 9 firm na zbity pysk nie wywalili. A tak, nie mając przyjemności, nie przykładałeś się jak należy. Tymczasem szybka, podobnie jak kobieta - potrzebuje uwagi i dopieszczenia, by w pełni rozbłysnąć pięknością.

Ech, faceci. Zawsze koncentrują się nie na tym, co trzeba.

Framugi. No też coś...

upadlygzyms

Czaroit
A dyć człek się cały żywot uczy i tak jak kiep ducha oddaje.
Gdybym ja wiedział, że z oknami to niczym z niewiastą w alkowie czynić należy, byłbym teraz czyścicielem czempionem, albo jakoś tak. A tak człek bezrozumny dobre żaków zwyczaje porzucił i zamiast chlać całymi dniami, uczyć się z tej rozpaczy zaczął i ślepi teraz w ekrany, coraz to nowe projekty wykańczając.
Żeć ze starym radarem, niczym z panią nadobną, znaczy powoli napięcie zwiększać, rozgrzać solidnie a odpowiednimi pokrętłami poruszać, no i nie za bardzo wierzyć trzeba, to wiedziałem, ale że z oknami podobnie...
Ha, nic to. Może chociaż wnukom późno nabytą mądrość przekażę i z łezką w oku kiedyś mnie starego przy flaszce trunku zacnego wspomną.

Dodaj anonimowe wyznanie