#btNJL

Przeprowadziłam się w październiku do chłopaka do niewielkiej miejscowości z dużego miasta. Musiałam w szybkim tempie znaleźć pracę, ale niestety jak w takich miejscach bywa – bez znajomości nie znajdziesz nic. W końcu udało mi się po 2 tygodniach znaleźć pracę, ale dojeżdżanie do i z pracy odbijało się na moim stanie psychicznym i fizycznym (łącznie w ciągu dnia 3 godziny w pociągu + 2 km z buta na i z pociągu, więc dodatkowa godzina). Jednak praca była w miarę okej, co w moim przypadku graniczy z cudem – mam nawroty depresji, bardzo wątpię w siebie i szybko się poddaję nawet po nic nieznaczącym negatywnym komentarzu/uwadze.
Przed Wigilią dowiedziałam się od kierowniczki, że firma podjęła decyzję o zwolnieniu z końcem roku wszystkich na UZ. Na UZ byłam ja i jedna dziewczyna. Z czasem okazało się, że to było kłamstwo – kierowniczka po prostu obiecała komuś znajomemu, że zatrudni go u siebie i chciała się kogoś pozbyć, trafiło na mnie (tę drugą dziewczynę przenieśli w końcu w inne miejsce, choć kierowniczka mówiła, że jeśli będzie mogła którąś z nas zatrzymać, to zostaję ja, bo pracuję tu dłużej, a druga dziewczyna miała być tylko na okres świąteczny). Okej, trudno, znajdę coś innego – pomyślałam.
Cały styczeń i luty upłynęły mi na wysyłaniu CV i pogłębianiu swojej kiedyś leczonej depresji. Za styczeń nie dostanę żadnych pieniędzy, a o zwolnieniu dowiedziałam się za późno, by móc coś sobie zaoszczędzić. Teraz wszystko spoczywa na barkach chłopaka, za co mam do siebie ogromne wyrzuty. Cały czas szukam pracy, ale każda szansa jej dostania, choć na początku jest radość, to za chwilę pojawiają się wątpliwości i rezygnuję. Chciałabym znaleźć jakąś dobrą, najlepiej zdalną pracę i przestać być problemem, normalnie żyć, móc mieć za co kupić chłopakowi prezent (bo teraz dosłownie nie mam nawet 5 zł na koncie). Znaleźć coś, w czym się odnajdę, bez kontaktu z ludźmi, tylko ja i papiery.
Duszka1 Odpowiedz

Pochodzę z mniej więcej takiej miejscowości o jakiej piszesz i... niestety nie mam dobrych wieści. Przeprowadzanie się w takie rejony ma sens jedynie gdy masz zagwarantowaną pracę (obowiązkowo na UoP) albo masz takie kwalifikacje, że możesz śmiało swoją pracę wykonywać zdalnie nawet dla korporacji na drugim końcu świata. Nigdy nie przeprowadzaj się w ciemno nie mając gwarancji zatrudnienia - w takich miejscowościach to strzał w kolano, ale to już wiesz...

A co do tego, co możesz zrobić... "uruchom" chłopaka i jego rodzinę. Trzeba rozesłać wici, że szukasz pracy. Im więcej osób wie i przekaże to dalej, tym lepiej. Może jakiś wujek chłopaka, który prowadzi swój "januszeks" poszukuje kogoś do papierkowej roboty albo coś w tym stylu...

Póki siedzisz na bezrobociu - skup się na podnoszeniu kwalifikacji - może jakieś internetowe kursy? Przy okazji podniesiesz swoje kwalifikacje albo nauczysz się czegoś nowego. I nie licz też na duże wynagrodzenie, w takich miejscach najważniejsze jest to, żeby w ogóle mieć pracę, niestety jej jakość i wypłata schodzą na dużo dalszy plan. Możesz też pokombinować w ten sposób, żeby zarejestrować się w okolicznym Urzędzie Pracy i złapać się na jakiś staż albo szukać stażu na własną rękę, który UP Ci sfinansuje (przynajmniej za moich czasów tak było). Dla nazwijmy to "pracodawcy" jesteś wtedy darmowym pracownikiem, więc dla nich to zysk, a Ty w zamian za to nabywasz doświadczenie na lokalnym rynku.

anonimowe6692

I nie miej wyrzutów sumienia względem chłopaka - w końcu Ty się dla niego przeprowadziłaś

KurzaStopa

Zgodzę się z tym, że nie ma lepszego sposobu na dostanie pracy niż polecenie.
Pracodawca bardziej doceni usłyszane od swojego pracownika: "synowa sąsiadki znajomej mojej znajomej to zdolna dziewczyna" niż wysłane CV.
Uruchom chłopaka, teściów, wujków, kogo się da.
Moją pracę dostałam przez znajomość z kimś, kto miał odpowiednie kontakty w rodzinie i dopiero PO zatrudnieniu mnie mogli się przekonać, że się nadaję na to stanowisko, bo przed tym moje CV było żałosne.

HansVanDanz

Mieszkam na wsi i większość mieszkańców okolicznych wsi dojeżdża do pracy do miast.
Nie wychodzimy z założenia "musimy pracować na miejscu".
W małych miejscowościach bez prawa jazdy i samochodu, "jesteś w ciemnej dupie". Wiadomo, jest komunikacja publiczna, d bez auta to jak bez ręki.

Postac Odpowiedz

"Cały czas szukam pracy, ale każda szansa jej dostania, choć na początku jest radość, to za chwilę pojawiają się wątpliwości i rezygnuję." - czyli jeśli byś nie rezygnowała, to już byś prawdopodobnie miała pracę. Zawsze lepiej pracować gdziekolwiek i szukać czegoś lepszego, niż mieć wyrzuty sumienia, że jest się na czyimś utrzymaniu.

Ja byłam trochę na utrzymaniu męża, gdy urodziły nam się dzieci. Miałam duże wyrzuty sumienia i próbowałam się przekonać, że jest OK. I w końcu mi się udało. Zrobiłam coś dla rodziny - urodziłam i wychowałam dzieci na tyle, by mogły pójść do placówek. On w tym czasie utrzymywał nas finansowo.
Ty się przeprowadziłaś dla chłopaka. On Cię utrzymuje, ale Ty szukasz pracy i pewnie przejęłaś obowiązki domowe, skoro nie pracujesz.
Razem na dobre i na złe. U Ciebie jest teraz finansowo gorszy czas, ale nie poddawaj się z szukaniem. A jeśli sytuacja będzie się utrzymywać, to zastanówcie się nad przeprowadzką.

JoseLuisDiez Odpowiedz

Przeprowadzka do mniejszej miejscowości to był błąd, mogliście czegoś poszukać w dużym mieście. Duże miasto daje lepsze perspektywy zatrudnienia.
" bardzo wątpię w siebie i szybko się poddaję nawet po nic nieznaczącym negatywnym komentarzu/uwadze." - popracuj nad tym, bo nigdzie nie zagrzejesz dłużej miejsca. Niestety takie są polskie realia, że bardzo często trafi się ktoś, kto będzie negatywnie wypowiadać się o Twojej pracy, nawet jak 99,9% swoich obowiązków będziesz wykonywać dobrze. A tym bardziej jak zaczynasz gdzieś pracę, to ciężko oczekiwać, że od razu będziesz wszystko robić tak jak osoba z wieloletnim stażem.
Wszechobecne "śmieciówki" i zatrudnianie "swoich" to niestety rzeczywistość rynku pracy w małych miejscowościach (o innych patologiach nie wspominając), a pracownik często musi się godzić na to, bo ze znalezieniem innej pracy może być problem, a w innych firmach jest podobnie.
"Cały czas szukam pracy, ale każda szansa jej dostania, choć na początku jest radość, to za chwilę pojawiają się wątpliwości i rezygnuję" - z takim podejściem pracy zbyt szybko nie znajdziesz. Jak jesteś na bezrobociu i nie masz oszczędności/innych form zarobku, to trzeba brać co jest i szukać dalej czegoś innego.

Dodaj anonimowe wyznanie