Właśnie dostałam opieprz od pewnego tatusia roku, bo nie widzę, że dzieci jadą.
Dlaczego nie widziałam?
Bo siedzę na przystanku na wąskim chodniku i czytam książkę.
Grupa dzieciaków na rowerach prawie przejechała mi po nogach, no ale to ja mam uważać…
Jestem już długi czas z dziewczyną, około 7 lat. Po takim czasie czas się ożenić, ale tutaj pojawia się problem, bo dziewczyna powiedziała, że ona nie chce mieszkać w domu, w którym mieszkam ja sam, bo jej się nie podoba wystrój i położenie pokoi oraz to, że dom należy do mnie, a nie do nas. Pierścionek już kupiłem, ale w mojej głowie ciągle mam to, że ona nie będzie chciała się wprowadzić do mnie i myślę, czy pytać ją o rękę, bo po co, skoro będziemy mieszkać osobno. Może ktoś miał podobny problem i powie, co w tej sytuacji zrobić.
Moja mama myje się w łazience przy otwartych drzwiach. Możecie myśleć różne rzeczy, ale ona nie widzi w tym nic dziwnego :) Ma 60 lat, a ja 20.
Jak przychodzą znajomi, to wchodzi im do łazienki bez pukania.
Byłem pomysłowym nastolatkiem. Warszawa, nowo otwarta druga linia metra. Oczywiście piękne toalety, niedaleko których stało wyposażenie do jakiegoś punktu usługowego, który też miał być w podziemiach. Miałem wtedy przenośny mikrofon, stanąłem za tym wyposażeniem, żeby się nie rzucać w oczy, i kiedy ktoś dotykał klamki drzwi od toalet, mówiłem na cały głos: „KUPA JEST PŁATNA!!”.
Ludzie różnie reagowali – większość po prostu wchodziła, kilka osób odskoczyło jak oparzone, jeden facet wybuchnął głośnym śmiechem.
Teraz po latach to już by nie przeszło, bo wszędzie kamera na kamerze i zaraz by mnie zdjęli.
Mam nadzieję, że nikt przeze mnie nie narobił w spodnie.
Wyjadam mojemu psu chrupki – takie kosteczki. Najlepsze są te żółte. Nikomu się do tego nie przyznam, wiecie tylko wy.
Szkoda mi tylko Maksia, zawsze patrzy na mnie z ogromnym wyrzutem w oczkach. Ale co poradzić, kiedy to silniejsze ode mnie?
Od początku wakacji pracuję w restauracji/pubie nad morzem. Ostatnio przyszedł do nas klient ze stuzłotowym banknotem w dłoni, oparł się o bar i wymachując stówą, spytał:
– Macie pięćdziesiątkę?
Spojrzałam w stronę kasy. Akurat było dość krucho z drobnymi, więc odpowiedziałam mu:
– Niestety nie mamy jak rozmienić, akurat kończą nam się drobne, a bardzo ich potrzebujemy...
Gościu strzelił facepalma:
– Wódkę, dziewczyno! Macie, kurrrrna, wódkę?!
Muszę to w końcu z siebie wyrzucić.
Ponad trzy lata temu zerwałam z moim narzeczonym. Od samego początku wydawało mi się, że to ten jedyny. Po pięciu latach związku czegoś mi brakowało, sama do końca nie wiedziałam czego. Często słyszeliśmy w żartach, że on jest za dobry dla mnie. I faktycznie. Po tych trzech latach, po kilku poznanych facetach, sama przed sobą przyznaję, że to był ten jedyny. Na siłę szukałam w nim nowych wad. Miał je jak każdy, a ja je tylko wyolbrzymiałam. Próbowałam go zmienić — nie wiem po co. Kiedyś się z tego śmiałam, ale teraz tak, był dla mnie za dobry. Cholernie za nim tęsknię. Od paru miesięcy nie ma niemalże dnia, kiedy bym o nim nie myślała. Tak bardzo bym chciała cofnąć czas, żeby znów był obok mnie. Najbardziej też chyba żałuję, że na koniec „nawrzucałam mu”. Patrzyłam na to, jaki on jest, a nie na to, jaka ja jestem wobec niego. Źle go traktowałam. Nie szanowałam go. Mogłabym go przepraszać codziennie do końca życia, byle by tylko był ze mną.
Czytając jakieś wyznanie o spowiedzi, przypomniała mi się moja najbardziej żenująca spowiedź.
W wieku kilku lat dużo czasu spędzałam ze swoją kuzynką. Jako nierozłączne towarzyszki dzieliłyśmy się też wspólnymi przemyśleniami i zagwozdkami. Najbardziej interesowały nas dorosłe kobiety, nie rozumiałyśmy piersi i włosów łonowych. Skąd się to bierze? Dlaczego mama takie ma? Zamiast zapytać nasze rodzicielki, postanowiłyśmy odkrywać świat na własną rękę. Nasi rodzice kupowali wtedy programy telewizyjne, ku naszej uciesze, na ich ostatniej stronie były zazwyczaj zdjęcia nagich pań z podpisem „wyślij SMS, żeby ściągnąć tapetę”, niestety żadna z nas nie miała komórki, więc tylko patrzyłyśmy i dyskutowałyśmy o teorii powstania piersi i włosów łonowych i jak takie nabyć.
Jakiś czas później nadszedł czas na moją pierwszą komunię i co za tym idzie — spowiedź. Księdza dobrze znałam, parafia mała, gosposia na plebanii z rodziny, zapewnienia ze strony rodziców, że to nic strasznego. Więc podchodzę i wymieniam wyuczone grzechy: „Byłam niegrzeczna, nie słuchałam rodziców, cudzołożyłam, byłam niemiła dla koleżanek”. Jakież było moje zdziwienie, kiedy ksiądz, zamiast wyrazić pochwałę dla mojej skruchy i wielkiej odwagi, że przyznałam się do tak okropnego grzechu jak patrzenie na nagie panie, zaczął mnie wypytywać o to kiedy i gdzie ktoś mnie dotykał, i że muszę powiedzieć o tym rodzicom. Zirytowana wytłumaczyłam księdzu, co mam na myśli — miałam mówić grzechy Bogu, a nie rodzicom! Ksiądz afery nie zrobił po moich tłumaczeniach, teraz gdy już rozumiem, co tak naprawdę miał na myśli, cieszę się, że w jakiś sposób chciał zareagować :D
Poznałem taką jedną Izę przez aplikację randkową. Oboje byliśmy po trzydziestce i oboje szukaliśmy kogoś do stałego związku. To znaczy ja szukałem, bo Iza, choć niby deklarowała to samo, to czas pokazał, że raczej chyba niekoniecznie chodziło jej o związek, a już na pewno nie o stały. Doskonale znam ten typ kobiet — wieczne imprezowiczki szukające zabawy i sponsora. Mimo to postanowiłem spróbować i chciałem zaprosić ją na kawę. Jednak Iza zaproponowała restaurację, twierdząc, że mają tam znakomite jedzenie (czyli że znała już ten lokal). Niestety, restauracja nie okazała się tania. Drugie danie bez zupy i wina to wydatek rzędu 130 zł. Dla mnie dużo. Na domiar złego Iza wybrała chyba najdroższą potrawę z menu, plus zupa i plus lampka wina o dziwnej nazwie. Razem prawie 650 zł. Kurwa, ja pierdolę.
Podczas jedzenia rozmowa średnio nam się kleiła. Czułem od samego początku, że nie pasujemy do siebie. Zdjęcie na jej profilu pokazywało znacznie młodszą osobę niż była dziś (a więc to zdjęcie z przeszłości). Póki ze sobą tylko pisaliśmy, to wydawała się być w miarę okej. Jednak bezpośrednia rozmowa ukazała wiele czerwonych flag.
Wszystko co dobre kiedyś się kończy, więc i jedzenie, skądinąd dobre i smaczne, też się skończyło. Poprosiłem kelnera o rachunek. Iza była zaskoczona, słysząc, że poprosiłem też o jego rozdzielenie.
– Przecież to ty mnie zaprosiłeś – zaatakowała natychmiast.
– Zaprosiłem cię na kawę – przypomniałem. – Restauracja i obiad to już były twoje pomysły.
– Prawdziwy dżentelmen by zapłacił za pierwszą randkę.
– Randka to spotkanie romantyczne dwojga zakochanych ludzi. My nie jesteśmy na randce. Nawet się nie znamy. Spotkanie zapoznawcze to nie to samo co randka.
Jak łatwo się domyślić, Iza nie była zdruzgotana obrotem sprawy, a wysokością rachunku. Rozumiem, że była częstą bywalczynią tego lokalu i niejednego „najsgaja” zdążyła naciągnąć na drogi obiad, ale – jak już wspomniałem – ja znam ten typ kobiet i na pewno nie zamierzam wchodzić w rolę sponsora dla takich.
Mój 84-letni dziadek lubi sobie dobrze zjeść... Jakiś czas temu chwalił się, jaki to dobry gulasz w puszce znalazł w lodówce. Ja siedziałem przy stole i wcinałem jakąś kanapkę. W kuchni była też mama i dziadek. Moja mama otwiera lodówkę. Wyjmuje karmę dla kota i przekłada do jego miseczki. Dziadek robi duże oczy.
– Gośka, co ty kotu dajesz?!
– Jak to co? Karmę...
Nigdy nie widziałem bardziej zdziwionego dziadka. Regularnie podbierał papu kotu... Otwierał puszkę, zawartość przekładał do miseczki i podgrzewał w mikrofali. To nic, że na puszce narysowany jest ogromny kot.
Smakowało mu, ale teraz już trzyma się od kociego przysmaku z daleka.
Dodaj anonimowe wyznanie