Nie potrafię razem z moim chłopakiem uprawiać seksu na trzeźwo, bo za bardzo się wstydzę i hamulce w mojej głowie zaczynają działać.
Za każdym razem, gdy chcemy się kochać, musimy wypić z 0,5 l wódki.
Internet mnie zwichnął.
W domu miałem z nim do czynienia od zawsze i „surfowałem” już w wieku 6 lat. Podczas codziennego przeglądania i grania w gry online, natrafiłem na dziwny film. Był to dziki pornol, w którym uczestniczyło kilka kobiet i co najmniej 10 mężczyzn. Taki widok powinien przerazić siedmiolatka, ale mnie zachwycił. Od tej pory marzyłem o seksie ZE WSZYSTKIMI. Zacząłem być strasznie miły dla nauczycielek i swoich kolegów, bo liczyłem, że zaproszą mnie na „coś więcej”. Niedawno odpaliłem swój stary laptop i znalazłem na nim zapisy z gry The Sims 2, w których mój sim miał romans z 30 mieszkańcami miasta...
Od tamtej pory minęło kilkanaście lat, zostałem studentem, w miarę ułożyłem sobie życie, ale moje „marzenie” nie zniknęło.
Przez ostatni miesiąc miałem wiele snów erotycznych, których uczestnikami byli między innymi: wykładowcy, dziewczyna dostarczająca pizzę, mój najlepszy przyjaciel i aktorka z „M jak Miłość”.
Na pierwszej lekcji z nowym nauczycielem zdarza się, że ten, w ramach lekcji organizacyjnej, pyta się każdego ucznia o to, czym się interesuje oraz prosi, by uczeń się przedstawił.
Pewnego razu, w trakcie takiej właśnie lekcji, czekając na moją kolej, trochę się zamyśliłem. W trakcie rozmyślań nad znaczeniem nazwy zespołu, którego swego czasu słuchałem, nauczycielka zapytała mnie, jak się nazywam... Odpowiedziałem:
Dimmu Borgir.
Mój ojciec ma całkiem specyficzne poglądy. Jest hipokrytą i szowinistą. Uważa, że kobiety powinny tylko zajmować się domem, a mężczyźni pracować. Chociaż sam nie pracuje, co mnie bardzo wkurza. Jednak najbardziej denerwującą rzeczą w jego zachowaniu jest to, gdy np. słyszy o gwałcie. Jego reakcja? Śmieje się z tego. A jak usłyszy, że zbiorowy, to już w ogóle. Kiedy pytam, dlaczego się z ofiary śmieje, że przecież to nie jej wina, to on wtedy odpowiada, że jej, i dalej się śmieje. Dla mnie to jest obrzydliwe i oburzające. Nie wiem, jak można być takim człowiekiem.
Sytuacja z serii autobusowych.
Do autobusu wsiada matka z dzieckiem (ok. 6 lat), sadza dziecko na ostatnim wolnym miejscu, a sama stoi, co bardzo nie spodobało się dwóm babciom z typu "moher". Babcie kręcą się oburzone i półgłosem psioczą pod nosem na matkę, która niby źle wychowuje dziecko, bo kto to widział, młode to powinno stać, a nie rozsiadać się kosztem stojącej matki!
Oburzenie było coraz głośniejsze, co nie uszło uwadze zdenerwowanej matki, która nie wytrzymała i odpowiedziała "Pani wybaczy, ale to dziecko właśnie wypisano ze szpitala i nie ma siły stać".
Zapadła martwa cisza, a dwie pogrążone w owej ciszy "panie", mam nadzieję, pięć razy ugryzą się w język, nim po raz kolejny postanowią kogoś pochopnie ocenić.
Mam Aspergera. Czasem palnę coś głupiego i często można mnie przyłapać na tępym gapieniu się w przestrzeń, ale jestem niegroźna. Nie mam zamiaru też nic z tym robić, Asperger jest częścią mojej osobowości, a ja nikomu krzywdy nie robię.
Dziś siedziałam na ławce i czekałam na koleżankę, oczywiście gapiąc się bezmyślnie przed siebie. W pewnym momencie zarejestrowałam, że w moim kierunku zmierza jakaś karynowata baba. Zaczęła się na mnie wydzierać. Usłyszałam, że jestem bezczelna, że jak śmiem ją oceniać, że ona przynajmniej zna się na modzie, a ja wyglądam jak dewota.
Czym sobie na to zasłużyłam? Bezczelnie się na nią gapiłam, więc zdecydowanie miałam coś do jej nadwagi, przyciasnych ciuchów i ogólnie karynowatego wyglądu. Jak próbowałam się jej wytłumaczyć, to rzuciła się na mnie z pięściami, przypadkowy przechodzień ją ode mnie odciągał.
Nie mam pojęcia jak zakończyć to wyznanie, po prostu chciałam opisać co mi się przydarzyło. Mimo wszystko nadal mam zamiar bezczelnie gapić się na ludzi.
Jestem 31-letnią kobietą od 5 lat w małżeństwie. Małżeństwie z kierowcą tira. Męża nie ma w tygodniu, na weekendy wraca do domu. Mamy 2-letniego synka, wybudowany dom i dwa pieski. Piękna historia rodzinna, co nie? Ja pracuję zawodowo, do pracy dojeżdżam ponad godzinę, zarabiam całkiem nieźle. I tutaj zaczynają się schody...
Męża nie ma, ze wszystkim jestem sama. Sama wychowuję dziecko, sama ogarniam dom, podwórko, opłaty, zwierzęta... On przyjeżdża w piątki lub soboty, rzuci swoje szmaty do prania i albo chleje ze znajomymi w warsztacie, albo sam w domu. Nie mówię, sama też lubię się pobawić... ale nie do takiego stanu. I jak zacznie w piątek, tak od rana w sobotę klin... Ja w tym czasie piorę, prasuję, robię mu zakupy oraz jedzenie na następny tydzień pracy. Przy jego piciu zawsze są jakieś straty, zawsze jakieś szkody, bo tak się nachleje, że coś rozwali. Rozmowy kończą się na niczym – bo on w tygodniu nie pije, więc nie jest alkoholikiem. Niedziela w łóżku, bo zbyt źle się czuje, żeby gdzieś wyjść, a musi wytrzeźwieć, żeby móc ruszyć dalej w trasę... Godzina 18 – wyjeżdża. Kiedy rozmawiamy przez telefon i wspominam weekend, to przeważnie słyszę, że teraz to jak zawsze wypominam i szukam problemu na siłę, chcę się kłócić.
Ja mam już chyba dość... Z jednej strony kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego, z drugiej marzę, żeby to pierdolnąć i w końcu być szczęśliwa. Żeby z kimś dzielić to życie, a nie komuś usługiwać.
Wieczorem orientujesz się, że ktoś przykleił na tył samochodu nalepkę Cracovii.
Rano przypominasz sobie, że mieszkasz na terenie Wisły.
Dziękuję „kibicom”...
Znacie to uczucie, kiedy nauczyciel pokazuje waszą pracę jako przykład?
Czujesz wtedy taką dumę z samego siebie...
Kiedyś nauczycielka pokazała mój zeszyt jako przykład jak nie prowadzić zeszytu.
Chciałam zapaść się pod ziemię, nie polecam.
Całe życie słyszałam od matki, jak bardzo zmarnowałam jej życie, wiele razy mówiła, że chciała aborcji, jednak państwo tego zabraniało. Nigdy nie usłyszałam od niej, że mnie kocha, nigdy nie powiedziała, że jest ze mnie dumna. Zawsze dla matki byłam debilką jak mój ojciec. Lała mnie pasem i nie musiała mieć do tego powodu.
Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, usłyszałam od niej, że muszę usunąć, bo dziecko zmarnuje mi życie, tak jak ja zmarnowałam jej. Nawet przez chwilę o tym nie pomyślałam. Gdybym chciała usunąć, zrobiłabym to bez problemu, ponieważ wiem, jak to jest być tym niechcianym dzieckiem. Chciałam mieć kogoś, kto będzie mnie kochać, kim się zaopiekuję i dam miłość, jakiej nigdy ja nie dostałam. Komu stworzę normalny dom, a nie piekło. Urodziłam zdrową córkę.
Mimo wielu lat terapii u psychologa żałuję, że moja matka mnie urodziła. Nie potrafię funkcjonować w życiu, ciągle mam poczucie, że robię za mało dla córki, że ją źle wychowuję, mam niskie poczucie wartości, nie potrafię skupić się na niczym, skoczyłam szkołę zawodową, bo matka wmówiła mi, że jestem zbyt głupia na technikum, a co dopiero na liceum. Jestem po kilkunastu próbach, zażywam leki na depresję. Myślę, że matka ułatwiłaby mi i zaoszczędziła ran psychicznych oraz fizycznych, dokonując aborcji. Wiem, że powinnam dziękować za życie, jednak nie potrafię. Obecnie radzę sobie psychicznie dzięki zerwaniu kontaktów z matką, jednak nie potrafię zapomnieć o tym, co ona mi robiła.
Dodaj anonimowe wyznanie