#dtEnF

Byłem w układzie z kobietą, miała to być tylko przygoda, sama postawiła sprawę jasno, że szuka tylko przygody. Po kilku miesiącach zakochaliśmy się w sobie. Problem polegał na tym, że ona ma trójkę dzieci z dwoma innymi mężczyznami. Serce podpowiadało, że to ta jedyna, zdrowy rozsądek kazał uciekać. Zdrowy rozsadek wygrał. Piszę to w pełnej świadomości jako facet, ryczę jak dziecko i wiem, że mogę kiedyś żałować. Charakter idealny, ciało zadbane, uwielbia bliskość, seks, a jednak z jakichś powodów jest dwukrotną rozwódką z trójką dzieci. Wiem, że ona też bardzo cierpi.

#7vPRj

Mam 23 lata  i wstydzę się swojej rok starszej siostry. I szczerze mówiąc, nie wiem, czy to dobrze czy źle.

Moja siostra od gimnazjum była patologiczna. W liceum/technikum (których nie skończyła i zrobiła szkołę dla dorosłych) ciągnęło ją do różnego rodzaju osób z tzw. patologii. Później zaczęły się narkotyki, alkohol, bale do rana przez cały tydzień. Nawet tatuaż sobie u kogoś po alkoholu walnęła.

Ze 3 lata temu przestała brać i nadużywać alkoholu, ale dalej dla mnie jest beznadziejnym człowiekiem. Ze względu na swój wygląd wyrywa chłopaków jak leci (potrafi mieć trzech naraz), byleby ją zaspokoił emocjonalnie, fizycznie, a jak jeszcze materialnie, to ma szansę z nią być nawet z 5 miesięcy.

Pracuję z nią razem w jednym miejscu i często muszę słuchać, jak ludzie się z niej tu naśmiewają albo obgadują (czasem sami mówią, że nie wierzą, że to moja siostra albo że to córka naszego taty). Ona z nikim nie ma dobrych relacji (jedynie ze mną może w ogóle porozmawiać), od każdego czuje się lepsza, mimo że kompletnie nic nie potrafi i po prostu jakoś się w tej pracy utrzymuje. Każdy ma o niej złą opinię, a jeszcze ma taką, że jest do wynajęcia na wieczór (nie wiem, czy tak robi, ale też bym się nie zdziwił).

Już kilka razy zdarzyło mi się zaprzeczyć, że to moja siostra. Z jednej strony bardzo się jej wstydzę, ale z drugiej strony to moja siostra i też się słabo z tym czuję, że kilka razy się jej wyparłem. Jak byliśmy dziećmi, byliśmy zgranym duetem, w gimnazjum ona się odmieniła zupełnie.

#sPLzq

Sąsiadka w bloku właśnie pół godziny temu zapukała z zarzutami, że od dwóch miesięcy (mamy styczeń, mieszkam tu od września) nie może spać, bo ja kąpię się o różnych porach, m.in. woda leci o trzeciej czy czwartej nad ranem i teraz (około północy). Dziwnym trafem ja nigdy nie słyszę, żeby ktoś od niej się mył ani używał jakiegokolwiek kranu, tylko słyszę, jak facet wyklina i drze się na dzieciaka za ścianą.

Przepraszam, że się myję i dbam o higienę?

#HwxuT

Opowiem Wam o pewnej miłości, która trwa, mimo że nie ma przyszłości.

Mariusza znam od dziecka, Justynę przedstawił mi na początku ich znajomości. Polubiłem ją, z czasem nawet bardzo. Ona mnie też. Ale nigdy nie przekroczyliśmy pewnej granicy, mimo niejednej wspólnej imprezy suto zakrapianej alkoholem. Mijały lata, ich związek się rozwijał, wzięli ślub, mają dziecko. A moje życie uczuciowe to pasmo porażek. I coraz częściej żałuję, że to nie ja spotkałem Justynę pierwszy. Wiadomo, że nikt nie jest idealny, przez lata zdążyłem poznać jej wady i zalety. I ona ma akurat te cechy, które mnie w kobiecie bardzo pociągają, a nie są typowe. Co ciekawe, to co mnie w niej tak kręci, Mariuszowi akurat przeszkadza. On w niej widzi coś innego. Poza tym jest niesamowicie seksowna. Nieważne, że ma kilka nadprogramowych kilogramów, nawet gdy widzę ją bez makijażu i w dresie, to i tak muszę odganiać kosmate myśli. Wiem, że byłbym z nią szczęśliwy. Tylko czy ona by była szczęśliwa ze mną? Tego nie wiem i nigdy się nie dowiem. Chociaż czasami zastanawiam się, co by było, gdyby Mariusz zginął w wypadku. Czy wtedy mógłbym go zastąpić? Ale zaraz odganiam takie myśli.

Mariusz jest dla mnie jak brat, nigdy bym mu źle nie życzył. Justynie też nigdy nie powiem o swoich uczuciach, bo ona kocha Mariusza i straciłbym ich oboje. Pozostaje mi cieszyć się ich szczęściem i starać się stłumić to uczucie w sercu. Tylko czasem, gdy sobie puszczę „Z nim będziesz szczęśliwsza” w wykonaniu SDM, łzy mi cisną się do oczu.

PS. Jakiś czas temu odkryłem, że jedna z aktorek kina fikanego jest do Justyny łudząco podobna. Przepraszam, ale nie powiem która, bo możliwe, że ktoś z naszych znajomych też to odkrył i wyznanie nie będzie już anonimowe.

#JdDe8

Lubię anonimowość – dosłownie. Kiedy nadchodzą mrozy, zdejmuję okulary i wychodzę z domu w innych ciuchach niż zwykle (kurtka wojskowa, spodnie moro), a na twarz zakładam kominiarkę (czarną, z dziurami na oczy i usta). Nawet znajomi mnie nie rozpoznają. Ludzie gapią się na mnie jak na wariata, a ja się tym nie muszę przejmować i mogę patrzeć im prosto w oczy. Udaję, że strzelam z palców, tańczę na ulicy, przybijam piątki, rzucam śnieżkami, posyłam całusy dziewczynom i robię dziwne miny, jak ktoś się za długo na to gapi.

To forma radzenia sobie z własną nieśmiałością – boję się bycia ocenianym przez innych i jestem na to wrażliwy, więc zawsze starałem się robić wszystko jak trzeba i jak wypada, na tip-top, aż w końcu w wieku 22 lat postanowiłem to przewalczyć. Chyba pomaga :)

Trzymajcie kciuki... i nie bójcie się spotkanych wariatów w kominiarkach, a przynajmniej nie wszystkich :D

#sKhSy

W wakacje pracowałam sobie na parkingu w miejscowości, gdzie ludzie szli na popularny szlak górski – dbałam o ustawienia samochodów, pomoc w parkowaniu, pobieranie opłat itp.

Pewnego dnia przyjechała rodzinka i już podchodzę do nich, aby poinstruować kierowcę, by bliżej dostawili samochód do innego. Pan kierowca powiedział: „Dzi-dzi-dzień dobry” i przy tym zrobił dziwną miną. Spojrzałam na jego nogi – zdrowe, więc w swoim zamotaniu automatycznie uznałam, że on pewnie jakiś upośledzony albo chory, może ma zespół Tourette'a czy coś w tym stylu. Jako że chciałam być miła, powiedziałam mu, że miejsca dla niepełnosprawnych mamy troszkę niżej...

Pan kierowca i jego dzieci zrobili wielkie oczy, a ja po krótkim przeanalizowaniu sytuacji dostałam rumieńca wstydu i zażenowania, że powiedziałam tak do zdrowego człowieka. I mi, i jemu zrobiło się głupio.

W każdym razie chciałam dobrze i dostałam nauczkę, żeby nie być nadgorliwym.

#VM6dJ

Umówiłam się z przyjaciółką na pieczenie świątecznych pierniczków. Ogólnie uwielbiam to, jest z tym dużo śmiechu, no i można posłuchać dobrej muzy. Byłyśmy umówione na konkretny dzień, ale nie na konkretną godzinę, tak aby zdążyć przed wieczorną świąteczną posiadówą, taką à la wigilią. Koleżanka się nie odzywała, o której robimy, więc sama do niej przyszłam. A ona już robiła pierniczki z koleżanką, która do niej wpadła, i nawet nic mi nie powiedziała...

Jest mi wstyd, bo mam 23 lata, a to mnie zabolało. Nie mam zbyt dużo znajomych i nie wiem, czy to normalne, czy przesadzam.

#rkdU6

Jestem otyła. Bardzo. Moje BMI wynosi powyżej 40. Co w tym anonimowego? To, o czym powinno się mówić głośno, zamiast bagatelizować problem.

Chodziłam od lekarza do lekarza, z różnymi dolegliwościami. Bezsenność w nocy, nadmierna senność w ciągu dnia. Wypadanie włosów, lęki, depresja. Rozwiązanie od lekarzy było jedno: „schudnie pani, to minie”. No to kilka lat temu poszłam do dietetyka, potem kolejnego. Pięć posiłków dziennie, aktywność fizyczna. Im więcej ćwiczyłam, im bardziej trzymałam się pór jedzenia, tym bardziej tyłam. I kolejne „kłamie pani, jakby pani jadła sałatę, to by pani schudła”. 
Mój stan zdrowia się pogarszał, w ostatnim czasie tyłam wręcz tak dużo, że musiałabym jeść i nic więcej nie robić – 12 kilogramów w 5 tygodni. Lekarz zaproponował operację bariatryczną, żebym przestała tyle jeść. Tłumaczę jak krowie na rowie, że ja nie jem tyle, żebym potrzebowała operacji. „Przecież widzę, jak pani wygląda, proszę przestać kłamać, zwyczajnie się pani obżera”. Kolejne załamanie. Nie wiem, co jest, co ja już mam jeść, skoro wszyscy twierdzą, że jem jak świnia i dlatego jestem gruba? Kolejne ćwiczenia, trener na siłowni mocno dorzucił. Ciężko trenowałam. I jeszcze bardziej przytyłam. Znowu wmawiano mi, że żrę więcej, bo sobie rekompensuję ćwiczenia.

Jestem weganką. Produkty, których używam, są ekologiczne. Nie jem śmieci od wielu lat, również z przyczyn światopoglądowych.

Przypadkowo miałam kontakt z lekarzem, którego zainteresowało to, co mówię. W sytuacji całkowicie prywatnej, nie służbowej. Mimo że przyjmował tylko prywatnie, nie wziął ode mnie ani grosza.

Co się okazało? Ćwiczenia tak intensywne przez lata szkodziły mi, pięć posiłków dziennie pogarszało mój stan zdrowia. To, co jadłam, zamieniało się w tłuszcz. Poziom kortyzolu niewiarygodnie wysoki, hiperinsulinemia, hashimoto. Lekarz zalecił dwa duże tłuszczowe posiłki dziennie i ograniczenie aktywności fizycznej do spacerów. Póki co bez leków, żeby zobaczyć, jak moje wyniki się zmienią przy prawidłowych dla mnie zaleceniach. Miesiąc i schudłam 10 kilogramów, jedząc 2600 kcal dziennie. Wcześniej jadłam 2000 kcal i mocno tyłam.

Piszę to, bo widzę, jak patrzy się na ludzi otyłych. Słyszę obelgi i wmawianie, że to od nadmiernego jedzenia. Nie każdy taki jest. Gdybym posłuchała lekarza i zdecydowała się na operację, tylko pogorszyłabym swój stan zdrowia.

Zanim ocenicie kogoś tylko przez pryzmat wagi, zastanówcie się. Są różne choroby, o których ludzie nie wiedzą. Tyją i słyszą tylko, że to przez złą dietę. Nie zawsze tak jest. Warto zapytać i zasugerować badania, jeżeli ktoś „tyje z powietrza”, bo może się okazać, że tak małe zmiany mogą zmienić tak wiele.

#elmET

Byłam na święta u rodziców i postanowiłam odwiedzić przyjaciółkę. Moi rodzice mieszkają jakieś 500 m od centrum miejscowości, więc umówiłyśmy się tak, żebym wracała kiedy będzie jeszcze dość jasno.

W drodze powrotnej jakieś 50 m przede mną szedł mężczyzna w długim płaszczu. Obydwoje szliśmy dość szybko, ale on w pewnym momencie obejrzał się i zaczął wręcz podbiegać. Nawet pomyślałam sobie „rosły chłop, a się chuchra 160 cm boi”. Po chwili mężczyzna zszedł na pobocze, zarzucił płaszcz na głowę, ściągnął spodnie i kucnął w wiadomym celu. Przystanęłam na chwilę i stoję jak słup, nie dowierzając własnym oczom. Tymczasem nic nie zapowiada, żeby pan miał kończyć, a robi się coraz bardziej ciemno. Przeszłam na drugą stronę ulicy, minęłam pana, nie patrząc w jego stronę i poszłam do domu. Pozostała tylko refleksja na przyszłość, że po twarzy poznałby każdy, po d*pie raczej nikt.
Dodaj anonimowe wyznanie