#pvKXH

Kilka miesięcy temu przespałam się ze swoim bratem ciotecznym Pawłem. Miałam wyrzuty sumienia, ale trudno, stało się. Później znalazłam sobie chłopaka, zamieszkaliśmy ze sobą i zapomniałam o tamtym zdarzeniu.

Przedwczoraj wróciłam z miasta wcześniej niż zwykle, bo staram się jeszcze unikać tłumów i robię szybkie zakupy. Po przekroczeniu progu mieszkania usłyszałam dziwne krzyki, poszłam do sypialni i zobaczyłam Pawła w łóżku z moim chłopakiem. Nie mogę się otrząsnąć po tym widoku. Chyba to karma...

#PxQhJ

Jak byłam mała, to byłam grubym dzieciakiem. Uwielbiałam jedzenie, a za sportem nie przepadałam. Na początku liceum zaczęłam tracić nadprogramowe kilogramy i zyskiwać bardziej kobiecą sylwetkę. Koleżanki zazdrościły – pytały o dietę cud, w końcu na początku pierwszej klasy byłam taka okrągła, a kilka miesięcy później wyglądam super. Jakieś 1,5 roku później okazało się, że to nie był cud, tylko pasożyty. Wtedy dały fajne combo wraz z alergiami. Przez kilka miesięcy praktycznie nic nie mogłam jeść – co chwilę nowe produkty spożywcze powodowały u mnie nowe reakcje alergiczne. Przez to, że prawie nic nie jadłam, znowu schudłam, tym razem powoli przekraczając dolną granicę dopuszczalnego BMI.

Po jakimś roku udało mi się w miarę wrócić do normy z wagą i tym, co mogę jeść. Od tego czasu jeszcze bardziej kocham jedzenie. Uwielbiam poznawać nowe smaki. Jedzenie to, moim zdaniem, jedna z najwspanialszych rzeczy w życiu. Mogłabym jeść cały czas. Już zaczęły przybywać mi kilogramy.

Z jednej strony lubię swoją figurę, nie chcę przytyć i być okrągła jak w dzieciństwie. A z drugiej uwielbiam jedzenie i dalej nie przepadam za sportem. Do tego strasznie boję się tego, że kiedyś znowu nie będę mogła jeść i będę cały czas głodna, nie wiedząc, czy to, co zjem, nie zaszkodzi mi bardziej niż głód.

#XHD7W

O segregacji klientek salonów sukien ślubnych.

W jakim ja byłam szoku, gdy okazało się, że za przymierzenie sukni, która mi się podoba, muszę zapłacić 200 zł! Takie opłaty za przymiarki pobierają wybrane salony, gdy suknia ma wyższą cenę, czytaj kilka tysięcy.

Mało tego, w jednym z salonów wejście do pomieszczenia, w którym były sukienki z linii premium, było zastawione tablicą reklamową. Zastanawiam się tylko na jakiej podstawie klientki są tam wpuszczane, kto ocenia kogo stać, a kogo nie?

#6WSQo

Gdy miałam 8 lat, miałam dość dziwne poglądy na temat miłości.
Otóż uważałam, że jeśli mój „mąż” będzie mnie kochał, to będzie uwielbiał pić moje siki.
Nie wiem, jak do tego doszłam, ale uważałam tę teorię za bardzo prawdziwą, a nawet pisałam o tym epopeje szczęścia w pamiętniku. Ostatnio znalazłam ten pamiętnik.
Co było ze mną nie tak?

#CRhbI

Między mną i siostrą jest 7 lat różnicy, mamy innych ojców. Mój ojczym przez lata znęcał się nade mną, moja siostra zawsze była oczkiem w głowie. Wyzwiska, bicie, brak pieniędzy na podstawowe rzeczy w szkole (mimo że mieliśmy kasę) to codzienność. Marzenia o ucieczce, studiach i mieszkaniu na stancji trzymały mnie przy życiu. Moja siostra, mając około trzech lat, rozkminiła sytuację. Nauczyła się kłamać. Często coś psuła albo zaczynała ze mną dymy i zganiała na mnie. Ojczymowi lepszego pretekstu nie było trzeba. Cieszyło ją moje nieszczęście. W końcu udało mi się wynieść z domu, jak miałam 15 lat. Ucięłam kontakty z ojczymem i siostrą, z mamą utrzymuję niezbędne minimum, bo mam do niej żal, że nie pomogła. W międzyczasie moja mama poznała nowego faceta i z nim zamieszkała. Moja siostra jako rozpuszczona gówniara nie mogła się zdecydować, z którym z rodziców chce mieszkać, więc pomieszkiwała raz tu, raz tu. Chodziła do gimnazjum, ja studiowałam. 
Pewnego dnia o 6 rano obudziła mnie matka telefonem, że siostra się targnęła. W sumie na siostrę wylane, ale matka w rozpaczy, to jadę pocieszać. Nikt nie wie, dlaczego to zrobiła. Pomyślałam, że może ktoś jej dokuczał w szkole – wtedy było kilka głośnych spraw. Ogarnęłam jej kontakty z fejsa, przemaglowałam koleżanki. Okazało się, że wielu osobom mówiła, że była molestowana przez sąsiada.

Siedem lat później, jestem na rozprawie jako świadek. Po pytaniach czuję, że linia obrony będzie szła po tym, że siostra z patologicznej rodziny, że sama mu wskoczyła do łóżka. Mimo że nigdy nie zrobiła dla mnie nic dobrego, zamieniła moje życie w koszmar, chciałam oszczędzić jej upokorzeń. Zaczęłam zeznawać, że wszystko OK, że normalna nastolatka, dobrze się uczyła, wesoła i że wszystko runęło w momencie, gdy została skrzywdzona. Rodzina bez odchyleń, a różnica wieku między nami jest na tyle duża, że wiadomo, że byłyśmy inaczej traktowane.
Najgorsze było potem: pytania, które mi zadawano, sugerowały, że to ona była maltretowana w dzieciństwie, a to ja byłam faworyzowana. Po prostu wcześniej w zeznaniach nakłamała jak z nut, odwracając sytuację.

Zastanawia mnie teraz jedno: czy aby na pewno oskarżony jest naprawdę winien? Żałuję, że wybieliłam w sądzie rodzinę, aby stanąć po stronie siostry, która od zawsze kłamała dla zabawy albo własnych korzyści.

Wiecie, co jest najgorsze w tej sytuacji? Sędzia pytaniami wyraźnie sugerowała mi, że to moja wina, że siostra mieszkała z ojczymem, że miała ciężkie dzieciństwo, bo jej dokuczałam i się z nią biłam.

A tak naprawdę, jak miałam 13 lat, to moim marzeniem był porządny cyrkiel na matematykę, taki w pudełku za 7 zł, bo marzyłam, żeby zostać architektem. Niestety, ojczym uznał to za fanaberię i cyrkla nie dostałam.

#9hJRb

W okresie mojego dojrzewania ojczym (którego poznałem oficjalnie kilka miesięcy wcześniej) dostał zadanie od mamy, żeby mnie uświadomić o seksie i ciele dojrzewającego chłopca.
Chłop tak się tym przejął, że przez godzinę opowiadał mi o miesiączkowaniu i pozycjach seksualnych, posiłkując się informacjami z Wikipedii. Nie wiem, kto był bardziej zażenowany.
Jeszcze długi czas później mnie unikał.
coztegoze2 Odpowiedz

Jakby nie patrzeć super, że facet mówił o miesiączkowaniu. Tylko wiadomo, że to się powinno inaczej odbywać. Taka rozmowa "objawiająca" nie ma sensu dla nastolatka.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#pZ9Jx

W klasach 1-3 podstawówki miałam bardzo fajną wychowawczynię. Organizowała nam fajne wycieczki, słuchała nas , lekcje z nią były przyjemne. Ze względu jednak na to, że w klasach 1-3 byliśmy tą "najniegrzeczniejszą klasą'' nie mogę nazwać pierwszych (późniejszych też) lat w podstawówce sielanką. Wydzierano się na nas, dokładano nam dodatkowe zadania do domów, nikt nie chciał wysłuchiwać naszych opinii ani problemów. Rozumiałam to w pewnym sensie, jednak jednej rzeczy do tego dnia nie mogę ani zrozumieć, ani zapomnieć.

Opisywana sytuacja wydarzyła się w 3 klasie, podczas lekcji. Dostałam czkawki, spytałam się nauczycielki, czy mogę iść na stołówkę po cukier, który kazali na czkawkę brać w przedszkolu. Ona stwierdziła, że to idiotyczne i kazała mi się napić. Wzięłam więc swoją wodę i zaczęłam pić małymi łyczkami. Nie przechodziło, więc zaczęłam pić większymi łykami. Podczas picia znowu czknęłam, co spowodowało "zaklinowanie się" wody gdzieś w przełyku (nie umiem tego zbyt dobrze określić, przepraszam jeżeli brzmi to idiotycznie). Zaczęłam pokaszliwać, coraz mocniej się krztusząc. Ktoś z tyłu klepał mnie po plecach. Koleżanka z ławki próbowała powiedzieć coś pani, jednak ta, zajęta konwersacją z drugą nauczycielką, nie zwracała na nas uwagi. Spadłam z krzesła na podłogę i na klęczkach próbowałam wypluć wodę - nieskutecznie. Obie nauczycielki patrzyły na mnie przez chwilę jakby były w jakimś transie, po czym znowu się zagadały. Jakieś 8 osób (na 20) rzuciło się z krzeseł, żeby mi pomóc. Po nieudolnych próbach odkrztuszenia mnie za pomocą poklepywania, ktoś od tyłu zaczął naciskać na nadbrzusze, co w końcu poskutkowało. Woda wyleciała, my wytarliśmy ją z podłogi chusteczkami, nauczycielki przestały ględzić i akurat wtedy skończyła się lekcja.

Może i brzmi to trochę niewiarygodnie, ale szczerze mówiąc nadal mam po tym sporą traumę i do dnia dzisiejszego boję się pozbyć czkawki popijając ją :/ .

#ZKrUY

Mam 14 lat i interesuję się techniką, elektroniką, a szczególnie rakietami. Jestem ogromnym fanem Elona Muska i jego firmy SpaceX.

Po długim researchu i nauce kupiłem potrzebne składniki i zacząłem budować swoją rakietę. Niestety głupi ja podczas robienia lontu z saletry i cukru nie wiedziałem, że nie wolno podgrzewać całej mieszkanki dłużej niż minutę/dwie.

Efekt - ogromny wybuch w kuchni, całe mieszkanie w dymie. Garnek stał się silnikiem rakietowym i zwęglił się kompletnie. A koledzy z bloku chcieli dzwonić na straż, widząc ogromny dym unoszący się z mieszkania.

No ale mnie to nie powstrzymało. :D Tylko teraz będę ostrożniejszy ;)

#ybBb1

Mówi się, że ludzie wierzą w Boga, bo nie mogą wytrzymać myśli, że śmierć jest końcem i po zamknięciu oczu nie ma nic więcej. Ja mam kompletnie na odwrót. Wierzę w Boga, tak po prostu, bez żadnego powodu, ale panicznie przeraża mnie wizja życia wiecznego i tego, że jakkolwiek ono będzie wyglądać, będzie trwało bez końca. Nie mogę sobie w ogóle wyobrazić, co ja mógłbym tak robić przez całą nieskończoność, a kiedy o tym pomyślę, dostaję ataku paniki.
No cóż, mam nadzieję, że Bóg wymyślił coś ciekawego i jeśli po śmierci trafię do tego lepszego miejsca, to nie będziemy się razem nudzić.

#BPU15

Moim największym kompleksem jest mój nos. Nie chodzi o jego rozmiar, ale o dźwięk, jaki wydaje. Jestem drobną, młodą babeczką. Z pozoru cicha i spokojna... do czasu aż nie kichnę. Nigdy nie potrafiłam kichać cicho lub stłumić kichnięcia. Za nic. Zawsze kichałam głośno i potężnie. Jeśli kiedykolwiek słyszeliście tzw. „kich starego”, to ja go przebijam stokrotnie. Dodatkowo muszę powiedzieć, że moje kichnięcie brzmi ordynarnie, a konkretnie jego końcówka, ponieważ brzmi mniej więcej jak „AH-AH-AAAPCH'UJ!!”. Kicham tak, że sąsiad z drugiego końca wsi krzyczy mi „na zdrowie!”, a w jednostkach straży pożarnej włączają się syreny alarmowe, wrony zaczynają latać do góry brzuchami, a amstaff sąsiada prawie się o budę zabił. Cóż, przynajmniej mam mocne płuca... chyba.

Tak że jakby ktoś zarzucił poradą, jak nauczyć się kichać cicho, to złotem obsypię.
Dodaj anonimowe wyznanie