#fZ3Yh
Kilka miesięcy później podczas śniadania zrobiło mi się niedobrze – zupa mleczna nigdy nie należała do moich ulubionych posiłków w przedszkolu. Nie chciałam wyjść na słabą, więc z zimną krwią zapytałam panią, czy mogę pójść do toalety, nic nie wspominając o tym, że za moment zwymiotuję. Po przekroczeniu drzwi sali pobiegłam szybko do toalety. Niestety nie zdążyłam dotrzeć do kabiny i zupa mleczna wraz z pozostałą zawartością mojego żołądka znalazła się na podłodze. Było mi wstyd przyznać się, że nabałaganiłam i wtedy w mojej głowie zrodził się idealny pomysł. Całe wymiociny wytarłam starannie ręcznikiem zawieszonym na wieszaczku z kotkiem. Kolorem były zbliżone do koloru ręcznika, a ja postarałam się, żeby dobrze w niego wsiąkły. Nikt niczego nie zauważył.
Strasznie cieszyła mnie myśl, że ten dzieciak, który ukradł mi wieszak, przynajmniej raz wytarł sobie twarz moimi wymiocinami.
Nie najlepszy pomysł na opowiadanie. Przecież to byłby smród na całą łazienkę.
Ale źródło nie od razu do zlokalizowania. Mogło się to wydarzyć.
I wychowawczyni w przedszkolu która patrzy jak dzieci się biją o wieszak.
Akurat dzieci w przedszkolu kłócące się o wszystko to raczej norma.