#WcEoR

Od zawsze należałam do ludzi chamskich, nie posiadałam za dużo szacunku do innych. Wszystko komentowałam, pyskowałam, zawsze musiałam postawić na swoim i wyrazić swoje zdanie.
Z czasem zobaczyłam, że ludzie naprawdę potrafią zrobić dużo dobrego (nie wszyscy, nadal twierdzę, że niektórzy to rodzone zło) i zasługują na szacunek i dobre traktowanie.
Po moim pobycie w szpitalu psychiatrycznym (choruję na ChAD) też zmieniłam zdanie na temat ludzi.

Zaczęłam pomagać innym, lubię powiedzieć coś miłego, jestem wolontariuszką (nie twierdzę, że robię to bezinteresownie, bo dostaję za to uśmiech innych, co sprawia, że jestem szczęśliwa), potrafię podejść do przypadkowych ludzi powiedzieć, że ładnie wyglądają lub po prostu życzyć miłego dnia. Zaczęłam reagować na każdy akt nienawiści.

Każdy się może zmienić, tylko musi chcieć.

#Gnq7W

Wiem, że każdy z biegiem lat zauważa w swoich rodzicach wady. Dla mnie kiedyś mama była bohaterką. Potrafiła zmienić swoje życie, rozstać się z moim ojcem i zacząć żyć według własnych zasad w wielkim mieście. Podziwiam ją za wytrwałość, dzięki której to osiągnęła, i pracowitość (przez jakiś czas ciągnęła 3 etaty). Nie mieliśmy nikogo w wielkim mieście, więc mogliśmy liczyć tylko na siebie, przez co mama zrzuciła na mnie (jako starsze dziecko) sporą część odpowiedzialności.

Zaczęłam wcześnie pracować, już w szkole dorabiałam, na wakacje pracowałam normalnie, a w wieku 17 lat podpisałam normalną umowę zlecenie i łączyłam ją z liceum. Nie mogliśmy sobie pozwolić na jakieś wakacje, ale na podstawowe zachcianki starczało. Mama wymagała ode mnie dorzucania się do rachunków. Pewnie powiecie „Matka tyle dla ciebie zrobiła, jesteś jej to winna”. Może macie rację. Ale nie miałam już wtedy pieniędzy dla siebie. Czułam się gorsza od innych i niesprawiedliwie traktowana. Najdroższe ciuchy kosztowały 30 zł, kupione w jakimś markecie. Nie mogłam wyjść z koleżankami, miałam siedzieć w domu i w pracy i zajmować się bratem (między nami nie ma dużej różnicy).

Obecnie trwa remont mieszkania, a wyprowadziłam się z domu i zamieszkałam z chłopakiem. I zaczęły się problemy.
Sama z siebie obiecała, że nie będzie dzwonić z pierdołami, żebyśmy się nacieszyli życiem itd. Wytrzymała miesiąc. Zaczęła dzwonić do mnie codziennie lub prawie codziennie kilka razy dziennie i to z jakimiś pierdołami „a jak ci dzień mija?”, „a jak tam w pracy?” itd. Nie potrafi treściwie podać mi jakiejś informacji, tylko wszystko rozwleka. Potrzebuje mojej pomocy, ale jak przyjeżdżam, żeby coś przewieźć, to rozciąga w czasie i zamiast uszanować mój czas i załatwić coś w godzinę, sprawa trwa trzy. Rządzi się moim czasem, nie pytając mnie o zgodę i moje plany. Muszę do niej zadzwonić i powiedzieć, że w ten dzień mnie nie ma w mieście, bo wyjeżdżam. A jak jestem na miejscu po pracy, to od razu mam od niej telefony, zadania do wykonania itd. Nie wiem, jak mam jej powiedzieć, że mam swoje życie. Mówię jej delikatnie, że mam co robić u siebie, ale do niej to nie dociera. Nie lubię się kłócić, potem mam od razu wyrzuty sumienia, że mogło ją to zranić, że jest przemęczona przez remont itd. Wszystko zbieram do siebie i nie umiem rozładować emocji. Duszę w sobie i czekam, aż mi przejdzie.

Kocham moją matkę, ale czasami mam jej dość. Po prostu mam dość. Jest piątek wieczór, a ja jutro z samego rana mam już coś zrobić, a potem czekać na telefon, żeby zrobić coś innego. Jestem zmęczona. Mam urlop od ciężkiej psychicznie pracy, a oni nie potrafią tego uszanować. A ja nie potrafię się odciąć.

#Daky6

O tym, jak duży mam problem z ludźmi.

Jestem jeszcze młoda i niepełnoletnia, co sprowadza się do tego, że naturalnie mieszkam z rodzicami. Tak się składa, że mieszkamy na małym osiedlu oddalonym o dobre pięćdziesiąt kilosów od jakiegokolwiek większego miasta, tu dosłownie psy dupą szczekają, każdy zna każdego, a jedyną formą ochrony są babcie wyglądające z okien i patrolujące okolicę. Tak się składa, że moi rodzice mają też spożywczaka, a to oznacza, że zawsze kupowałam "u siebie" i mniej więcej o tym będzie to wyznanie.

Zawsze kiedy mam iść do jakiegoś innego sklepu na osiedlu, to zaczynam się stresować i szukać wymówek tylko po to, żeby nie musieć tego robić (mimo że sprzedawczynie oczywiście znam). Kiedy jestem już zmuszona, to mówię cicho i wychodzi na to, że nie kupuję połowy rzeczy, bo wstydziłam się powiedzieć, że jednak jeszcze poproszę ten chleb. Raz byłam u cioci i musiałam iść do dużego sklepu kupić owoce. Jakie było moje zdziwienie, kiedy przy kasie pani powiedziała, że to powinno być zważone. Przerażona powiedziałam, że zaraz wracam. Poszłam, zaważyłam i powiedziałam ile wyszło, a ona pyta gdzie naklejka. Pamiętam jak dziś kolejkę i zniecierpliwionych sąsiadów, uhhh, koszmar. Kiedy mam iść kupić jakąś bluzkę do przydrożnego sklepu, to strasznie wstydzę się powiedzieć, że nie chcę jej kupić i że jednak na nic się nie zdecyduję (i to kiedy pani ekspedientka, którą znam z pięć lat, poświęciła mi trochę czasu). W trakcie dnia praktycznie nie wychodzę sama na dwór - iść samej na rozpoczęcie szkoły? Nie ma mowy. Sama na pizzę w życiu bym nie poszła. Ba! Nawet kiedy muszę poczekać tam sama na znajomych. Albo kiedy czekam na kogoś przed blokiem czy sklepem. Coś okropnego.
Kiedy z kimś piszę, nawet ze znajomym, to trzy razy myślę nad odpowiedzią, a potem zawsze usuwam konwersację, żeby nie musieć tego czytać.
Mimo pozorów w towarzystwie nie jestem nieśmiała. Zawsze to ja gadam najwięcej, uwielbiam poznawać nowych ludzi i nie boję się odezwać. Ludzie nazywają mnie - uwaga - duszą towarzystwa.
Byłam ostatnio u babci w mieście i tam aż tryskałam energią. Nie bałam się iść sama do Maca albo do kina. Codziennie łaziłam po nieznanym (to miasto województwa, w którym nigdy nie byłam, a weźcie pod uwagę, że całe życie spędzam na malutkim osiedlu) mieście i byłam w nowym sklepie. Przy zakupach nie bałam się wejść do dużego sklepu i zapytać o pomoc. Nawet sama pojechałam autobusem (pierwszy raz bądź co bądź) i spytałam przypadkową osobę o cenę bilet. W kinie spytałam jednego pana o coś, z drugim chwilę pogawędziłam.

Rozmawiałam z jedną koleżanką i wreszcie powiedziałam jej to, co od dawna chciałam. Kupiłam kilka ubrań, które od zawsze mi się podobały, chociaż są trochę kontrowersyjne i przyciągające uwagę. Czułam na sobie wzrok ludzi, ale szczerze i pięknie miałam wyrąbane. Ścięłam nawet włosy.

Naprawdę nie wiem o co chodzi, na osiedlu nawet nie chcę wyjść na śmieci, a tu sami widzicie. Może tak sobie tylko wmówiłam, że tutaj mi lepiej.

#e1cuK

Historia sprzed wakacji. Od dłuższego czasu podobał mi się pewien chłopak z mojej szkoły. Nigdy nie miałam okazji ani też odwagi, żeby do niego zagadać – jest o wiele starszy. Mam jednak to (nie)szczęście, że posiadam starszego brata, który czasem organizuje domówki, kiedy rodziców nie ma w domu.

Tak też było kilka miesięcy temu. Brat zorganizował małą imprezę i przyszedł między innymi TEN chłopak. Tak czułam, że się pojawi, więc wystroiłam się. Pomalowałam się i ubrałam seksowny, bieliźniany top. Wiecie, teraz są modne takie aksamitne topy z koronką. Chciałam zwrócić jego uwagę, myślałam, że może w końcu mi się uda zagadać… a tylko najadłam się wstydu.

Kiedy wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni po małe piwo, zwróciłam co prawda jego uwagę, ale raczej nie w ten sposób w jaki bym chciała. Odwrócił się w moją stronę i całkiem głośno powiedział do mojego brata:
- Hej, Tomek, Twoja siostra chyba idzie już spać, to może my się jednak zmyjemy, co, nie przeszkadzamy?
Uznał, że jestem w PIDŻAMIE, rozumiecie?

Tomek wyjaśnił mu, że ja się tak po prostu ubrałam, ale wstyd palił mi policzki. Chciałam, żeby zobaczył we mnie kobietę, a on wziął mnie za smarkulę, która psuje starszym imprezę i powinna już lulać.
Teraz to raczej nieprędko odważę się do niego zagadać. No chyba że za jakieś dwa lata, „jak podrosnę”. Jestem załamana!

#548H2

Żona dowiedziała się, że chcę ją zostawić. Pomogła mi się spić, a nie mam mocnej głowy. Przestała brać tabletki i była wyjątkowo chętna, więc uległem prymitywnym pragnieniom. Po kilku tygodniach siedziałem w pracy, szukając w międzyczasie kwatery w innym mieście po planowanym rozstaniu. Telefon, że jest w ciąży i to bliźniaczej. Załamka trwająca chyba z półtora roku. Teraz kocham dzieci i nienawidzę żony i jakoś muszę to pogodzić.
Dodaj anonimowe wyznanie