#A6KbI
Ruszyliśmy ochoczo na łąkę położoną w dolinie rzeczki, siadamy sobie na brzegu... Lekki wiaterek, słoneczko grzeje w plecy, czyste, bezchmurne, niebieskie niebo... Ja i ona. Rozmowa leci jak z nut, oboje w dobrych humorach, jednym słowem sielanka. Myślę sobie – to jest ten moment, w którym musisz w końcu postawić sprawę jasno: dalej przyjaźń czy może bliższe uczucie? Zdecydowany z szarmanckim uśmiechem zaciągnąłem się i mówię do niej: „Wiesz co, Karolina, jak już tak tutaj siedzimy, toooo...”.
Niestety nie dokończyłem, bo właśnie złapał mnie spory atak kaszlu po drapiącym gardło dymie. Tak spory atak kaszlu, że zacząłem się dusić i krztusić. W tym momencie mój wrażliwy żołądek przypomniał sobie, że warto byłoby wyrzucić z siebie to, co na wczorajszej imprezie w siebie wlałem. Tym oto sposobem wyrzygałem i wykaszlałem mojej niedoszłej miłości cały obiad na buty, na moje buty i na większą część mojego ubrania...
PS Pytania nie dokończyłem, ale jesteśmy umówieni na kolejne spotkanie :)
Od osoby na głębokim kacu zazwyczaj fiołkami nie pachnie , także z ust. Raczej nikt w takiej sytuacji nie umawia się na randkę z kimś na kim mu zależy.
Nikt rozsądny.
Skoro impreza była dla ciebie ważniejsza od "miłości życia" to masz jakieś spaczone priorytety
Chociaż daj jej znać zawczasu, że ryzykuje związek z chlorem.