#zg7Br

Rodzice mojego narzeczonego mnie nie akceptują, bo nie chodzę do kościoła. Nie wyglądają na dewotów, dobrze zarabiają, podróżują, są modnie ubrani, na ich ścianach nie wiszą krzyże, ale nie mogą znieść myśli, że nie uczęszczam co niedzielę na mszę. Mówiłam, że wierzę w Boga, ale na tym etapie życia nie czuję potrzeby, żeby chodzić do kościoła, zresztą jestem dorosła i zwyczajnie nie potrafię zrozumieć, jak osobę pełnoletnią można zmuszać do wiary. Oni twierdzą natomiast, że nie posiadam moralności i dają do zrozumienia mojemu narzeczonemu, że jestem degeneratką.
Kiedyś zaprosili mnie, żebym pojechała z nimi na mszę, ja jednak odmówiłam, nie chciałam robić coś wbrew sobie, mimo że dzięki temu zapunktowałabym w ich oczach. Od tego momentu zostałam ostatecznie przekreślona i już oznajmili, że na nasz ślub nie przyjdą. Co trochę śmieszne, ci sami ludzie potrafią wyśmiewać się z wyglądu innych i patrzeć z góry na kogoś, kto nie żyje na podobnej stopie życiowej co oni. Oceniają wszystko u drugiej osoby: standard, na jaki może sobie pozwolić, wykształcenie, ambicje, ale także wzrost, wagę, nawet ubrania.

Skutek jest taki, że sama ich nie akceptuję i jeszcze bardziej obrzydzili mi chodzenie do kościoła.
ArabellaStrange Odpowiedz

Najwięcej złego dla Kościoła robią wierzący - hipokryci…

Raczej nie jesteśmy w ich gronie, a jednak bardzo byłoby nam z mężem żal, gdyby nasze dzieci znalazły sobie niewierzących małżonków. I zdecydowanie byśmy wtedy namawiali dzieci do zastanowienia się. Z założeniem, że uszanujemy ich decyzję.

boopboop

Ciemnogród.

Postac Odpowiedz

A mogłaś pojechać, posiedzieć godzinę myśląc o niebieskich migdałach, i wrócić. I nie byłoby żadnej dyskusji, a narzeczony nie musiałby wybierać między Tobą, a rodzicami.

HansVanDanz

Katolicka hipokryzja. "Idę na mszę, bo tak wypada, bo co ludzie powiedzą".
A kogo to obchodzi?

Postac

Narzeczonego i jego rodziców.
Hipokryzja to jest "wierzę, ale nie żyję zgodnie z zasadami wiary".

Dodaj anonimowe wyznanie