#zg7Br
Kiedyś zaprosili mnie, żebym pojechała z nimi na mszę, ja jednak odmówiłam, nie chciałam robić coś wbrew sobie, mimo że dzięki temu zapunktowałabym w ich oczach. Od tego momentu zostałam ostatecznie przekreślona i już oznajmili, że na nasz ślub nie przyjdą. Co trochę śmieszne, ci sami ludzie potrafią wyśmiewać się z wyglądu innych i patrzeć z góry na kogoś, kto nie żyje na podobnej stopie życiowej co oni. Oceniają wszystko u drugiej osoby: standard, na jaki może sobie pozwolić, wykształcenie, ambicje, ale także wzrost, wagę, nawet ubrania.
Skutek jest taki, że sama ich nie akceptuję i jeszcze bardziej obrzydzili mi chodzenie do kościoła.
Najwięcej złego dla Kościoła robią wierzący - hipokryci…
Raczej nie jesteśmy w ich gronie, a jednak bardzo byłoby nam z mężem żal, gdyby nasze dzieci znalazły sobie niewierzących małżonków. I zdecydowanie byśmy wtedy namawiali dzieci do zastanowienia się. Z założeniem, że uszanujemy ich decyzję.
Ciemnogród.
A mogłaś pojechać, posiedzieć godzinę myśląc o niebieskich migdałach, i wrócić. I nie byłoby żadnej dyskusji, a narzeczony nie musiałby wybierać między Tobą, a rodzicami.
Katolicka hipokryzja. "Idę na mszę, bo tak wypada, bo co ludzie powiedzą".
A kogo to obchodzi?
Narzeczonego i jego rodziców.
Hipokryzja to jest "wierzę, ale nie żyję zgodnie z zasadami wiary".