#4OuIa

Ponad dwa lata temu dostałam wiadomość, na bardzo znanym portalu społecznościowym, od mojego byłego chłopaka. Zdziwiłam się bo nie utrzymywaliśmy kontaktu już od dawna. Z treści wiadomości dowiedziałam się, że jego kolega bierze udział w konkursie na tym portalu i byłoby fajnie jakbym polubiła konkursowy komentarz tego kolegi, bo może wygrać coś tam. Raczej rzadko robiłam tego typu rzeczy, ale tym razem pomyślałam sobie, że pomogę. Miałam dobry humor, to co mi szkodzi. Weszłam w link z wiadomości, kliknęłam "Lubię to!" gdzie trzeba i wydawałoby się, że jest po sprawie.

No i właśnie tu zaczyna się cała historia. Parę godzin po tym, jak kliknęłam sławne "Lubię to!" dostałam wiadomość (na tym samym portalu) - tym razem od jakiegoś kolesia, którego nie znam. Wiadomość wyglądała mniej więcej tak: "Dzięki bardzo za polubienie mojego komentarza, dzięki Tobie wygrałem!". Tak, to był kolega mojego eks (ten od konkursu).  Akurat przez te parę godzin zdążył mi się humor popsuć, więc to, co mu odpisałam nie było w żaden sposób miłe, wręcz przeciwnie, ale jego to nie zniechęciło. No cóż, pisał, odpisywałam mu. Był miły więc czemu miałabym mu nie odpisywać?

Pisaliśmy sobie tak, po jakimś czasie wymieniliśmy się numerami, żeby częściej pisać. Potem zamiast pisać to gadaliśmy... całymi godzinami. Od nie całych dwóch lat jesteśmy razem. Okazało się, że zaintrygowałam go właśnie tymi 'nie do końca miłymi' wiadomościami. Mój eks dalej nie wie, że to dzięki niemu jesteśmy razem.

#x4qsU

Pewnego słonecznego kwietniowego wtorku tak się złożyło, że udało mi się wcześniej wyrwać z pracy. Uradowany, postanowiłem zrobić narzeczonej niespodziankę, więc nie wiedziała, że zjawię się wcześniej. Po wejściu do naszego domu usłyszałem dziwne odgłosy dochodzące z sypialni. Moja narzeczona śmiała się figlarnie.

Uśmiechnięty podszedłem cicho do drzwi, chcąc ją mile zaskoczyć, ale mina mi zrzedła, gdy usłyszałem, jak czule mówi: "Przestań... kotku, kochanie ty moje, oooch, jesteś taki słodki...miśku, nooo...".  W jednej chwili poczułem, jak krew mnie zalewa. Pełen szoku i niedowierzania otworzyłem gwałtownie drzwi sypialni, gdzie zastałem narzeczoną na łóżku bawiącą się z... naszym kotem. Zaskoczona moim nagłym wtargnięciem wrzasnęła w niebogłosy, a kot ze strachu wbił wszystkie pazury w jej uda. Na nic zdało się moje przepraszanie, miałem przerąbane do końca tygodnia...

#bioAY

Mój nauczyciel od historii w liceum był alkoholikiem. W trzeciej klasie miałem bardzo trudny okres, moi rodzice się rozwodzili. I bez tego zawsze byłem cholerykiem, ale wtedy to już chodziłem zupełnie nabuzowany.

Któregoś dnia spóźniłem się na lekcję historii, bo zatrzymała mnie po lekcji nauczycielka matematyki. Coś w związku z przygotowaniami do matury, nie pamiętam już nawet. Tak więc gdy przyszedłem spóźniony na tę historię i próbowałem się usprawiedliwić rozmową z matematyczką w sprawie matury, to nauczyciel z drwiącym uśmieszkiem powiedział “Po co ci te przygotowania, przecież i tak oblejesz”. Jako wyszczekany dupek, którym zawsze byłem, odpowiedziałem szybciej niż pomyślałem “Jak obleję matematykę to zawsze mogę zacząć chlać i zostać nauczycielem historii w liceum, nie?”.

W klasie nawet nikt się nie zaśmiał, cisza jak makiem zasiał, ktoś westchnął, komuś wypadł długopis z ręki, ktoś zrobił głośnego facepalma. Oczywiście od razu dotarło do mnie co powiedziałem i wiedziałem, że będą konsekwencje. I były - nagana, powiadomienie rodziców, a nawet rozmowa z pedagogiem szkolnym.

#Lj5ce

Wczoraj byłem w markecie zrobić zakupy na niedzielę. Stałem w alejce ze słodyczami i oglądałem czekolady, a obok mnie stał jakiś mały chłopiec i patrzył na mnie. Uśmiechnąłem się do niego i powiedziałem "Cześć".

W tym momencie jego matka, która stała na drugim końcu alejki, z 10 metrów dalej, wydarła się "Kamilku wracaj tu natychmiast, chcesz zostać porwany?!".

Już dwadzieścia lat chodzę po tym świecie, więc jestem świadomy że mam brzydką gębę, ale bez przesady.

#IzkKi

Letnia noc, coś koło 5 lat temu. Miałem ok. 14 lat. Mieszkam w bloku na trzecim piętrze w dwupokojowym mieszkaniu. Jeden pokój należy do rodziców, drugi do mnie i brata. Tej właśnie feralnej nocy brat nocował u babci, więc byłem w pokoju sam. Nie mam pojęcia co strzeliło mi wtedy do łba i jestem pewien, że to co wtedy zrobiłem nie powtórzyło się nigdy więcej, ale niestety... tamtej nocy lunatykowałem. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że uroiłem sobie "przez sen", że mój brat śpi w którymś z mieszkań na czwartym piętrze i muszę do niego iść. Wstałem więc z łóżka i w samych gaciach z kołdrą przerzuconą przez ramię wyszedłem z pokoju, podszedłem do drzwi wejściowych przekręciłem klucz i wyszedłem na klatkę...

Tę historię trzeba opowiadac z dwóch perspektyw. W momencie kiedy ktoś przekręcił klucz w drzwiach od domu, rodzice zerwali się jak poparzeni. Posrana mama szeptem powiedziała ojcu żeby poszedł sprawdzic co się dzieje. Warto tu napisac że mój tata to typ odważnego mężczyzny nie żadna miękka pipka. Ojciec (również w samych majtkach) podszedł ostrożnie do drzwi i zobaczył przez judasz że na klatce świeci się światło, co utwierdziło go w przekonaniu że coś jest nie tak. Nie dostrzegał jednak nikogo na naszym piętrze. Pomyślał że być może ktoś klęczy i grzebie coś przy zamku. W tym momencie mój ojciec-świr wpadł na genialny pomysł założenia po cichu butów, żeby gonic domniemanego gnoja po klatce kiedy zacznie się akcja. Nagle światło zgasło, ale po chwili znów się zapaliło. Miał 100% pewności, że ktoś jest na klatce wiedział już jednak, że nie na naszym piętrze....

W tym czasie stałem sobie na 4 piętrze i tylko dlatego nie próbowałem wejść do któregoś z mieszkań, bo nie byłem na 100% pewny w którym rzekomo miał być mój brat. Światło zgasło, ja je zapaliłem. W końcu stwierdziłem że czas wracac do łóżka..
Wracam sobie spokojnie do domu, łapie za klamkę a tu huk jakby bomba wybuchła. Ojciec z okrzykiem wojennym z impetem otwiera drzwi.. Ja w tym momencie się obudziłem. Ok. 3 w nocy zobaczyłem mojego tatę, który stoi z zamachniętym na mnie ramieniem i drze japę jakby nie wiem co się stało. Z tego zamachu zdążył jakoś odbić rękę w bok unikając mojego nokautu i zamiast uderzyć, objął mnie krzycząc: BOŻE ŚWIĘTY SYNEK! Na to wszystko do przedpokoju wbiegła z przerażonym krzykiem zupełnie nie wiedząca co się dzieje mama.. Z nerwów wszyscy zaczęliśmy płakać. Moje mieszkanie jest usytuowane od razu przy schodach prowadzących do góry, dlatego nie miał szans na ocenę czy to ja, zobaczył po prostu postac wchodzącą do jego mieszkania. Tego przerażenia nie da się opisać..

Do rana już nie zasnęliśmy, a ja bałem się zasnąc jeszcze z tydzień... i nie, nie mam pojęcia co myśleli sąsiedzi. Mama później opowiadając, myślała że ktoś dźgnął ojca nożem kiedy się tak wydarł. A to tylko ich syn wrócił do domu.

#CJmYl

Moi rodzice dość wcześnie postarali się o moją obecność na tym świecie. Gdy miałam dwa lata tata jeszcze studiował. W tym czasie miał wyjątkowo uciążliwy przedmiot, jakim była logika, prowadzona przez równie uciążliwego profesora.

Pewnego dnia, idąc przez miasto, ze mną w tradycyjnej spacerówce, ojciec spotkał profesora. Wiadomo - wymiana uprzejmości, krótka rozmowa, no i oczywiście chwalenie się maluchem.

Jednak, jak wiadomo, spacerówka znajduje się na wysokości nóg. Podejrzewam, że chciałam się włączyć w dyskusję, bo pociągnęłam za spodnie rzeczonego profesora. Ten był na tyle staromodny, by nosić szelki. Szarpnięcie dwuletniej ręki sprawiło, że szelki puściły, a spodnie na środku ulicy poleciały w dół.

Nie mam pojęcia jakim cudem mój ojciec w ogóle zaliczył ten przedmiot, ale trzeba przyznać, że wcześnie zabrałam się za zdejmowanie mężczyznom spodni...

#IWXsj

Pod koniec podstawówki bardzo ochoczo udzielałam się w harcerstwie. Był to też jeden z nielicznych momentów, gdy miałam długie włosy.

Jedną z ulubionych czynności na leśnych obozach jest wspinanie się po drzewach w uprzęży, a potem zjeżdżanie z nich, korzystając z tak zwanej "ósemki" (kawałek metalu w kształcie 8, przez który przeplata się linę).

Dziarsko wdrapałam się na sam szczyt, popatrzyłam chwilę do dołu i z dumą zaczęłam zjeżdżać. Chciałam spojrzeć ile mam jeszcze do ziemi, bo zależnie od tego trzeba odpowiednio panować nad liną. I tak, byłam na tyle głupia, by nie spiąć włosów. Te wkręciły się w "ósemkę" a ja zawisłam między gałęzią, z której zjeżdżałam i na której był instruktor, a ziemią i ani w tą, ani w tamtą. Drużynowy, mimo lęku wysokości, musiał wdrapać się bez zabezpieczeń na drzewo i obciąć mi włosy przy samej skórze! Zanim mu się to udało, pod drzewem zebrał się już spory tłum gapiów. Marzyłam żeby choć raz w życiu zemdleć na zawołanie.

Ale to jeszcze nie koniec. Kilka lat później zaczęłam spotykać się z pewnym chłopakiem, który często wyśmiewał się z harcerzy. Dopiero po trzech latach związku przyznał się, że raz był na obozie i miał bardzo kiepskie doświadczenia. W wyniku rozmowy okazało się, że mieszkaliśmy w namiotach naprzeciwko siebie. Więc sobie myślę: "Jaka romantyczna historia, będzie co dzieciom opowiadać...". W tym momencie słyszę: "O Boże! To Ty jesteś tą idiotką, co wkręciła sobie włosy na drzewie!"...

#Uw9FJ

Kiedyś gdy wracając tramwajem z zajęć, koleżanka tak mnie rozbawiła że z buzi wypadła mi guma i wylądowała na kolanie jakiejś pani, nad którą stałam. Kobieta w ogóle się nie zorientowała więc udawałam że nic się nie stało. Zrobiło się jeszcze straszniej w momencie kiedy moja przeżuta guma zsunęła się z jej kolana i wpadła do torby którą babeczka miała między nogami... Chyba był tam jakiś prezent sądząc po papierze w bałwanki.

Mam nadzieję że prezent mimo wszystko się podobał i przepraszam za bonus jaki do niego dodałam.

#nh6Ih

Jestem "świeżym" kierowcą. Nie umiem tankować, w dodatku mój samochód jest na gaz. Ostatnio przyleciała z Anglii moja przyjaciółka i wybierałyśmy się nad morze. Paliwo się skończyło, więc podjechałam na najbliższą stację, wchodzę do środka i mówię do mężczyzny pracującego tam "Dzień dobry, mógłby mi Pan pomóc? Bo nie wiem w którą dziurę wsadzić". Dopiero jego wybuch śmiechu uświadomił mi co powiedziałam...

#kbHHW

Gdy byłem mały chodziłem co niedzielę do kościoła oraz obowiązkowo w każde święta. W Wielkanoc zawsze wpadała mi w ucho jedna pieśń, aczkolwiek nigdy nie mogłem pojąć czym jest "nacudja". Co roku zastanawiałem się nad tym śpiewając swoją ulubioną pieśń wielkanocną. Nie wpadłem nigdy na to, aby zerknąć na wyświetlany tekst tylko po prostu śpiewałem. Pewnego razu zdecydowałem w końcu spytać się mamy czym, bądź kim jest owa "nacudja". Mama zdziwiona spytała skąd wziąłem takie dziwne słowo. Kiedy odpowiedziałem, że z pieśni kościelnej to poprosiła, abym jej zaśpiewał fragment. Bez namysłu zacząłem śpiewać: 

"Zwycięzca śmierci, piekła i szatana.
Wychodzi z grobu, dnia trzeciego z rana.
Naród niewierny trwoży się, przestrasza.
Nacudjo nasza! Alleluja!"

Kiedy mama to usłyszała wybuchnęła śmiechem i uświadomiła mnie, że prawidłowy tekst to: "Na cud Jonasza".
Dodaj anonimowe wyznanie