Gdy byłem mały chodziłem co niedzielę do kościoła oraz obowiązkowo w każde święta. W Wielkanoc zawsze wpadała mi w ucho jedna pieśń, aczkolwiek nigdy nie mogłem pojąć czym jest "nacudja". Co roku zastanawiałem się nad tym śpiewając swoją ulubioną pieśń wielkanocną. Nie wpadłem nigdy na to, aby zerknąć na wyświetlany tekst tylko po prostu śpiewałem. Pewnego razu zdecydowałem w końcu spytać się mamy czym, bądź kim jest owa "nacudja". Mama zdziwiona spytała skąd wziąłem takie dziwne słowo. Kiedy odpowiedziałem, że z pieśni kościelnej to poprosiła, abym jej zaśpiewał fragment. Bez namysłu zacząłem śpiewać:
"Zwycięzca śmierci, piekła i szatana.
Wychodzi z grobu, dnia trzeciego z rana.
Naród niewierny trwoży się, przestrasza.
Nacudjo nasza! Alleluja!"
Kiedy mama to usłyszała wybuchnęła śmiechem i uświadomiła mnie, że prawidłowy tekst to: "Na cud Jonasza".
W niedzielę podczas studenckiego święta kultury - Juwenaliów, zostałem "przekopany" podczas koncertu Zenka przez jakichś typków. Zabrali mi portfel i telefon. W połowie akcji przybiegła chyba dziewczyna jednego z dresików krzycząc "ku*wa debile, to nie ten, tamten był w zielonej bluzie". Panowie mnie podnieśli, grzecznie przeprosili i oddali przywłaszczone rzeczy.
Gdy sytuacja się uspokoiła nalegali aby skoczyć z nimi na piwo, oni stawiają. Jeden z nich powiedział żebym zapisał sobie jego numer i jak on to ładnie ujął: "Jakby jakiś lamus cię zaczepiał dzwoń, wpadniemy z ekipą obić mu mordę".
Kiedy byłam mała, byłam bardzo grzeczną i wrażliwą dziewczynką. Nie używałam brzydkich słów, nie biłam kolegów. Mieliśmy w przedszkolu chłopca, który był zupełnym przeciwieństwem mnie. No i tak się zdarzyło, że raz padłam jego ofiarą, podobno przez przypadek.
Kiedy oberwałam, momentalnie zaczęłam płakać tak, że nie dało się mnie uspokoić. Mieszkałam stosunkowo niedaleko przedszkola, dyrektorka zadzwoniła po moją mamę, a ta zjawiła się po pięciu minutach. Zastała mnie całkowicie zapłakaną i przeraziła się, że coś się strasznego stało. Nasz dialog wyglądał mniej więcej tak:
- Dlaczego płaczesz? Co sie stało?
- Bo, bo, bo on mnie uderzył!
- To trzeba było mu oddać! - powiedziała zirytowana mamusia.
- ALE JA MU NIC NIE ZABRAŁAM! - krzyknęłam wybuchając jeszcze większym płaczem.
Nie rozumiałam z czego mama zaczęła się śmiać..
Od niedawna wynajmujemy małe mieszkanie razem z moją dziewczyną. Ja pracuję w domu przy komputerze, a ona kończy studia. To zdarzyło się dzisiaj, pół godziny temu.
Akurat była pora jej powrotu, a ja musiałem się udać do WC z numerem 2. Ostatnio mam często takiego pecha, że jak akurat siedzę na tronie to ona dzwoni do drzwi. A że nie chce jej się szukać kluczy po torebce do dzwoni do skutku, wiedząc że jestem w domu. Mam też ostatnio taki problem, że wycieranie tyłka po kupie zajmuje mi sporo czasu, muszę kilkanaście razy podcierać zanim jest dobrze, więc czasami z opuszczonymi gaciami chodzę jej wtedy otworzyć i szybko uciekam z powrotem do kibla. Przezornie więc tym razem od razu otworzyłem zamek i zadowolony ze swojej przebiegłości poszedłem do klopa.
Po paru minutach, jak byłem w trakcie akcji, słyszę dzwonek do drzwi. No kurde, przecież otwarte, wystarczy nacisnąć klamkę! Krzyknąłem zirytowany "Otwarte!". Ale nie weszła, po chwili znowu dzwonek. No ja pierniczę, zwlokłem się i z opuszczonymi gaciami wyszedłem na przedpokój i znowu krzyczę "No wejdź przecież otwarte!".
Zobaczyłem jak klamka się opuszcza, drzwi się otwierają, więc czym prędzej chciałem czmychnąć do kibla, żeby mnie tak nie widziała. Niestety potknąłem się o jakiegoś buta, przez opuszczone gacie nie udało mi się złapać równowagi i poleciałem jak długi na szafkę na buty. Obejrzałem się, a w drzwiach... listonosz z przerażoną miną patrzy na mnie i mój goły, wypięty tyłek.
Na sekundę złapaliśmy kontakt wzrokowy, po czym chłop odwrócił się i uciekł po schodach. Mam przeczucie że od dzisiaj będę dostawał tylko awiza :(
Kiedy chodziłam do podstawówki często w domu mieliśmy awarie prądu. Siadałam wtedy z mamą przy stole i przez cały wieczór grałyśmy w karty przy zapalonych świeczkach.
Pewnego razu, podczas gry kiedy mama się zamyśliła ja postanowiłam wykorzystać sytuację. Nachyliłam się nad stołem by zobaczyć jej karty. Nagle poczułam ten okropny zapach. W pokoju momentalnie zrobiło się jaśniej. Spojrzałam w bok i co zobaczyłam? Moje długie blond włosy zaczęły płonąć, ponieważ zajęły się od świeczki podczas nachylania się!
Mama była w takim szoku, że nie mogla się ruszyć. Moja głowa jarzyła się niczym cholerna choinka. Spanikowałam i zaczęłam gasić płomienie obrusem. Włosy trzeba było sporo ściąć, chociaż i bez tego by się obyło, ponieważ zostawały w rękach. A ja nauczyłam się, że lepiej nie oszukiwać w karty :)
Było to jakieś 2 lata temu. W szpitalu na izbie przyjęć miałem szytą wargę i oczywiście zapomniałem wziąć z domu ubezpieczenia zdrowotnego, przez co pani pielęgniarka na recepcji wystawiła mi rachunek za opiekę lekarską, szycie itp. w wysokości 110 zł.
Pani była bardzo miła i powiedziała mi że jak dowiozę ubezpieczenie to nie będę musiał tego płacić. Na moje szczęście (lub nie szczęście) wujek miał wolny czas i zawiózł mnie swoim samochodem do domu po ubezpieczenie i z powrotem do szpitala. Gdy przyjechaliśmy mając już ubezpieczenie pielęgniarka była zajęta i kazała nam zaczekać parę minut.
Czekaliśmy tak ze 3 minuty i nagle wujek mówi do mnie, że no cóż chce mu się strasznie pierdzieć i że zaryzykuje i ulży sobie tutaj. Nagle wypuścił takiego cichacza okrutnika, po prostu masakra, straszna zawiesina. Niefortunnie akurat pielęgniarka na którą czekaliśmy wyszła z gabinetu po może 15 sekundach od tego "zdarzenia".
Gdy tylko poczuła zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia, że w ogóle można coś takiego z siebie wypuścić i niewiele myśląc zapytała "Co tutaj sie stało?! Coś sie rozkłada?". Wujek cały czerwony ze wstydu, a ja czerwony z powstrzymywania śmiechu. Zwaliliśmy całą winę na starszego dziadka śpiącego na łóżku na korytarzu (chyba czekał na jakiś zabieg).
Pokazaliśmy to ubezpieczenie i wychodząc już zauważyliśmy, że pielęgniarki obudziły tego dziadka, mówią że trzeba go przebrać i zaczęły z nim jechać w stronę łazienki.
Wczoraj spotkałem moją nauczycielkę z przedszkola. Nie widziałem kobiety na oczy 20 lat. Nie tylko mnie poznała, pamiętała jak mam na imię, spytała o moją siostrę która chodziła do tego samego przedszkola, ale jeszcze na koniec opowiedziała mi o losach moich dwóch najlepszych kolegów z przedszkola. Jestem w ciężkim szoku.
Sytuacja miała miejsce jeszcze za czasów gimnazjum. Był 1 kwietnia, prima aprillis. Nikt jednak nie był szczególnie dowcipny, dzień przebiegał bardzo spokojne.
Ostatnią lekcją była fizyka. Nasza nauczycielka była dość młoda i była wielką pasjonatką swojego przedmiotu. Często zdarzało jej sie opowiadać takie suche, fizyczne dowcipy.
Lekcja przebiegała sprawnie i nikt już nie myślał o tym, że dziś jest prima aprillis. Ale nasza pani, jak to na żartownisię przystało, zaczęła narzekać, że "Coś dowcipy się was dzisiaj nie trzymają". Nastała niezręczna cisza i w pewnym momencie jeden chłopak z szyderczym uśmieszkiem wypalił: "Bardzo ładnie Pani dziś wyglada".
Kobietę zamurowało, całą klasę również. Na jej twarzy zakwitł rumieniec wściekłości, kolega został wezwany do odpowiedzi i oczywiście dostał jedynkę, którą nauczycielka pięknie podkreśliła swoim uśmiechem pełnym satysfakcji. Chciała żartu i go dostała. Uwierzcie mi, że było warto, nawet pomimo jedynki.
To wydarzyło się gdy chodziłam jeszcze do podstawówki. Temperowałam sobie kredki. W pewnym momencie wpadłam na "świetny" pomysł. Postanowiłam, że to będzie szybki sposób na obcięcie paznokci. Wsadziłam palec w temperówę i do dzieła! Paznokieć pięknie oderwał mi się od palca... Ten ból i widok pamiętam do dzisiaj.
Sytuacja wydarzyła się mniej więcej tydzień temu. Byłem w trakcie szykowania się na grilla - wybrać ciuchy, umyć się, te sprawy. Akurat gadałem z moją żoną przez telefon, z którym poszedłem do dużej, trójkątnej wanny. Włączyłem sobie głośnik i czas lecial.
Nadszedł moment wyjścia z wanny. Dla informacji, krawędzie wanny są całe szerokie, a w jednym miejscu przewężone. Odłożyłem telefon na szafkę i zacząłem wychodzić, już w lekkim pośpiechu. Z tego wszystkiego zapomniałem o położeniu ręcznika na podłodze, a małżonka dalej słuchała.
Powiem wam, że dawno nie miałem okazji płakać. Prosiłem ją tylko, żeby się rozłączyła, bo nie chcę żeby tego słuchała. Trafiłem idealnie w to przewężenie, okolice mojego krocza są sine do dzisiaj.
Dodaj anonimowe wyznanie