#IWXsj
Jedną z ulubionych czynności na leśnych obozach jest wspinanie się po drzewach w uprzęży, a potem zjeżdżanie z nich, korzystając z tak zwanej "ósemki" (kawałek metalu w kształcie 8, przez który przeplata się linę).
Dziarsko wdrapałam się na sam szczyt, popatrzyłam chwilę do dołu i z dumą zaczęłam zjeżdżać. Chciałam spojrzeć ile mam jeszcze do ziemi, bo zależnie od tego trzeba odpowiednio panować nad liną. I tak, byłam na tyle głupia, by nie spiąć włosów. Te wkręciły się w "ósemkę" a ja zawisłam między gałęzią, z której zjeżdżałam i na której był instruktor, a ziemią i ani w tą, ani w tamtą. Drużynowy, mimo lęku wysokości, musiał wdrapać się bez zabezpieczeń na drzewo i obciąć mi włosy przy samej skórze! Zanim mu się to udało, pod drzewem zebrał się już spory tłum gapiów. Marzyłam żeby choć raz w życiu zemdleć na zawołanie.
Ale to jeszcze nie koniec. Kilka lat później zaczęłam spotykać się z pewnym chłopakiem, który często wyśmiewał się z harcerzy. Dopiero po trzech latach związku przyznał się, że raz był na obozie i miał bardzo kiepskie doświadczenia. W wyniku rozmowy okazało się, że mieszkaliśmy w namiotach naprzeciwko siebie. Więc sobie myślę: "Jaka romantyczna historia, będzie co dzieciom opowiadać...". W tym momencie słyszę: "O Boże! To Ty jesteś tą idiotką, co wkręciła sobie włosy na drzewie!"...
Jesteście jeszcze razem? XD
To chyba z tego opowiadania dzieciom nic już nie wyjdzie...
Ale nadal z sobą jesteście?
Urocze ^_^