#95JJc

Gdy byłam małą dziewczynką każdy zawsze mnie chwalił, jaka to jestem grzeczna, uprzejma i miła. Mieszkałam w mieście, ale często przyjeżdżałam na wieś do ciotki. 

Pewnego razu przyjechaliśmy pomagać na żniwa. Ja miałam ok. 5 lat, więc tylko latałam i kręciłam się. Na koniec dnia poszliśmy na jakieś ognisko, które organizował sołtys. Mój wujek chciał zobaczyć jakie zboże jest u niego w tym roku, więc sołtys z wujkiem poszli do stodoły zobaczyć skoszone zboże. Ja powędrowałam za nimi, ponieważ bardzo lubiłam mojego wujka. 

Razem z nami poszła moja mama. Sołtys, gdy mnie zobaczył zaczął od razu mówić "O jaka ona pomocna, taka mała i fajna. I jaka grzeczna, cichutka."Moja mama była ze mnie dumna, do czasu kiedy nie weszliśmy do stodoły. Mój wujek zaczął oglądać zboże, podeszłam do niego, wzięłam garść zboża i je rzuciłam mówiąc "No sołtys, ale w tym roku masz chu*owe zboże".

Jakież oni mieli miny, nie mówiąc o mojej mamie.

#A01II

Jakieś dwa lata temu, jak chodziłem jeszcze do gimnazjum, nie byłem miłośnikiem geografii. Może nie przez sam przedmiot, ale przez przez nauczyciela, który ustalał swoje żelazne zasady. Jedną z nich był obowiązek posiadania wypełnionych ćwiczeń przy odpowiedzi. 

Z tego co było nam wiadomo, pan Władysław (bo tak nazywał się nauczyciel) nie zwracał uwagi na to co było napisane w ćwiczeniach, ale tylko czy wszystkie zadania były zrobione. Raz z nudów zacząłem uzupełniać ćwiczenia. Szło opornie, więc stwierdziłem że nie ma sensu ich wypełniać jak należy. Zabrałem się za układanie wierszyków, rymowanek itd. Oczywiście koledzy naokoło jak tylko to zobaczyli, dołączyli się do świetnej zabawy. 

Po 10 minutach, ćwiczenia były zapełnione bzdurami i literaturą popularną. Pamiętam nawet jeden wers wiersza. A leciało to tak: "Hałabała, sku*wiel srogi, robi dla Władzia jagódkowe pierogi". Wszystko zapisałem ołówkiem, żeby móc później wymazać.

Problem był w tym, że w ogóle o tym zapomniałem, a na następnej lekcji poszedłem do odpowiedzi. Gdy międzyczasie nauczyciel zaczął przeglądać ćwiczenia, zrobiłem się czerwony jak burak, a serce biło jak szalone. Co chwilę zatrzymywał się na jakiejś stronie, aż wreszcie trafił na słynny wierszyk. Popatrzył, po czym przewinął jeszcze kilka kartek, wpisał czwórkę i kazał mi siadać.

#YtFsZ

Dzisiaj wychodziłem z osiedlowego sklepu spożywczego. W drzwiach blokując je stał mały chłopiec. Powiedziałem do niego "Przepraszam", żeby mnie przepuścił. W tym momencie słyszę zza pleców dziki wrzask jego matki "Jezus Maria, ku*wa mać, no zleź z tego przejścia ale już, zasrańcu!".

Nie przepadam za dzieciakami, ale tego małego zrobiło mi się autentycznie szkoda.

#dyOjc

Po miesiącach nudnych lekcji historii, moja klasa postanowiła urozmaicić sobie zajęcia. Za każdym razem nauczyciel wykorzystywał nowo zakupiony przez szkołę rzutnik. Jedna z dziewczyn pobrała na telefon aplikację do zdalnego sterowania różnymi urządzeniami tj. telewizor itp. Okazało się, że działa to również na rzutnik. 

Z zimną krwią zaczęliśmy bawić się jego kosztem włączając różne tajemnicze okienka z ustawieniami rzutnika, które zasłaniały cały obraz. Nauczyciel, będąc pewnym, że to błąd systemu, poszedł do mającego w tym samym czasie lekcje informatyka i powiedział, że na komputerze wyskakują jakieś dziwne, niedające się zamknąć okienka. 

Historyk został na chwilę z klasą informatyka, a informatyk przyszedł do nas rozwiązać ten niesamowicie olbrzmi problem. W międzyczasie wyłączyliśmy okienko rzutnika, a na pulpicie w rogu pojawiło się małe okienko od antywirusa informujące o wygasającej licencji. Informatyk patrzy i nie dowierza. Pyta, czy to o to okienko chodziło. Bezwzględna klasa przytakuje. Informatyk klika wielki 'X' i bez problemu zamyka ramkę. Gdy nauczyciele się mijali, informatyk posłał historykowi tylko wymowne spojrzenie.

#wN4o1

Kiedyś, dawno temu, gdy jeszcze nie miałem wyznaczającego przynależność do lepszej warstwy społecznej prawa jazdy, dużo jeździłem rowerem. Miałem wtedy może 14 lat, nie pamiętam, sami za chwilę zrozumiecie. Jeździłem dosyć sporo, 50 km dziennie nie było żadnym wyzwaniem, a większość kości miałem już na rowerze połamanych. To było gorące, letnie przedpołudnie gdy postanowiłem odwiedzić kuzyna z sąsiedniej miejscowości i pojechać z nim nad jezioro (pierwsze fajki, pierwszy alko, pierwsze dziewczyny - sami wiecie). Kuzyna jednak nie zastałem w domu, a że nie było jeszcze komórek, to nie miałem z nim kontaktu. Postanowiłem wrócić do domu. Właściwie więcej nie pamiętam, za wszystko żałuję...

Po 3 dniach obudziłem się we własnym pokoju. Miałem zaniki pamięci, części wspomnień do dziś nie odzyskałem, a i łatwo zapominam wydarzenia z życia, tak więc piszę o tym, czego sam nie pamiętam. W drodze powrotnej miałem dotrzeć rowerem do początku mojej miejscowości, gdzie na lekkim wzniesieniu, od kiedy tylko pamiętam, są domki letniskowe. Z jednego z nich na drogę miał wyjeżdżać VW Transporter, tyłem, bo co nie te lepsze warstwy społeczne z prawkiem to nie dadzą rady? Według tego, co mi później opowiadał kierowca - nie widział mnie i tak doszło do wypadku. Ja rowerem - on cofając busem z górki, zderzenie muchy z wołem. Znalazł mnie leżącego na drodze, ponoć po chwili wstałem - pewnie było to dla niego chwilą wytchnienia która nadeszła po wiecznej chwili niepokoju - jednak mnie nie zabił. Mój rower miał przekrzywioną kierownicę, więc pierwsze za co się wziąłem, to naprawa układu kierowania. Wziąłem rower i powiedziałem kierowcy, że nic mi nie jest i pojechałem do domu. 

Matka - jak to matka, od razu widziała, że coś ze mną nie tak, a ja na jej pytanie: Co się stało? Powiedziałem: Miałem wypadek. I poszedłem spać olewając resztę pytań.
Trzy dni później wstałem z bólem głowy i prawie nic nie pamiętałem. Do dziś, jak o czymś zapomnę, to wykręcam się wypadkiem.

#qoI17

Siedziałam w szkole i nagle poczułam, że wzbierają we mnie gazy. To była dopiero połowa lekcji, a nauczycielka nie wypuszcza do łazienki. Musiałam jednak dać im upust, więc wymyśliłam taki przebiegły plan: "Upuszczę linijkę, a w tym czasie jak ona będzie uderzać o ziemię ja sobie ulżę". 

W rzeczywistości wyszło trochę inaczej - upuściłam linijkę, wszyscy obejrzeli się i skierowali swój wzrok w moją stronę, i właśnie wtedy puściłam strasznego, głośnego bąka.

#CGbck

Dwa lata temu, w wakacje, mieliśmy na działce strasznie dużo czereśni. Jadłam je praktycznie garściami. Zza granicy przyjechała moja siostra z małym synkiem, który też chciał je jeść. Siostra żeby wyciągnąć pestki musiała przekrajać czereśnie na pół. Tym samym dokonała niezwykłego odkrycia. 

Wszystkie owoce były robaczywe. A ja przez pół lata je jadłam i nie zwróciłam na to uwagi...

#Erqed

Kiedy chodziłam do szkoły, po lekcjach szłam do biura mamy, po czym wracałyśmy razem do domu. Zawsze otwierałam bramę wjazdową do parkingu. Pewnego razu otwierając zauważyłam, że jest ona zastawiona. Wkurzyłam się i krzyknęłam do mamy na cały głos: "Jakiś debil zastawił bramę!" Po czym drzwi samochodu otwierają sie i z samochodu wychodzi szef mamy.

#ndM3z

Historia miała miejsce trochę ponad dwa lata temu. Jako że byłam dobra z matmy a mój chłopak wręcz przeciwnie postanowiłam, że mu pomogę. Umówiliśmy się u mnie, wszystko byłoby dobrze gdyby nie mały szczegół. 

Ładnych parę lat wcześniej moja mama była na wycieczce. Jako pamiątkę kupiła mi i mojemu rodzeństwu ogromne kredki, które dziś mogłyby skojarzyć się z czymś podobnym do dildo, jednak my jako małe dziewczynki nie pomyślałyśmy nawet o tym. Tak więc pamiątka leżała w szafie nie ruszana, aż do wtedy. Ja spokojnie sprawdzałam mu równania, poprawiałam błędy, a on jako osoba ciekawska zaczął przeglądać mi szuflady. Znalazł tą kredkę, popatrzył się na mnie dziwnie, a ja czerwona jak burak nie wiedziałam co powiedzieć i wydukałam tylko "Dawaj to od mamy". 

Chłopak zdziwiony milczał chwilę, a następnie ze zmieszaną miną spytał "Mama kupiła ci sprzęt do masturbacji?". Chwilę siedziałam bez ruchu nie wiedząc co powiedzieć, jedyne co robiłam to gapiłam się na tą nieszczęsną kredkę. No ale w końcu mu wyjaśniłam co to jest.

Od tego zdarzenia minęły dwa lata. Myślałam ze zapomniał, niestety stało się inaczej. Warto zaznaczyć, że dziś nie jesteśmy parą ale nadal mamy dobry kontakt. Podczas jednej z ostatnich rozmów przypomniała mu się ta historia i spytał delikatnym głosem "Ej a masz jeszcze tę kredkę?". Na co ja zdziwiona zaczaiłam dopiero po chwili i mówię, że tak, a on do mnie "A używasz?". Dla zakończenia tematu odpowiedziałam "Tak, za każdym razem gdy o tobie myślę". Jego mina bezcenna :D
Dodaj anonimowe wyznanie