#QGJmk

Moja przyjaciółka w podstawówce była lekko zakompleksioną, puszystą dziewczynką z małą ilością wdzięku, taki klasowy grubasek. Znalazł się jeden chłopak, któremu wielką przyjemność sprawiało gnębienie jej na wszelkie sposoby z powodu jej tuszy. Wyzwiska, prześladowania, niszczenie rzeczy - typowa podstawówka. Doszło do tego, że moja przyjaciółka w wieku 10 lat miała objawy depresji, próbowała się okaleczać i tak dalej. Zaczęła również chodzić do psychologa. 

Rodzice chłopaka wychowywali go bezstresowo, dlatego jakiekolwiek uwagi ze strony rodziców mojej przyjaciółki w ich stronę nie przynosiły skutku. Nienawiść między dziećmi oraz rodzicami, wielkie dno, godziny płaczu, zepsute dzieciństwo.

Dzisiaj ta moja przyjaciółka to szczupła i bardzo ładna dziewczyna. Ona i ów chłopak są zaręczeni. Wraz ze swoimi rodzicami często spotykają się na "rodzinnych obiadach".

No cóż, los bywa przewrotny.

#wbDen

Z żoną udało nam się uzbierać pewną, sporą jak na nasze warunki, kwotę pieniędzy. Ja chciałem je przeznaczyć na zmianę samochodu na nowszy, żona chciała abyśmy zrobili remont mieszkania. Żona jest zadeklarowaną miłośniczką kompromisowych rozwiązań, dlatego po długich dyskusjach stanęło na tym że... robimy remont mieszkania.

#zB4nI

To było pare lat temu w liceum. Nasza szkoła zlokalizowana była między blokami i wieżowcami - z ostatniego piętra w szkole widać było dachy tych niższych bloków.

Tego dnia mieliśmy mieć szkolenie antyterrorystyczne. Przerwa przed lekcją fizyki. Kolega podszedł do wszystkich zebranych przed salą i powiedział, że w trakcie lekcji na jego hasło wszyscy chowają się pod ławki. Wiadomość się rozeszła i dotarła do wszystkich obecnych tego dnia ludzi z naszej klasy.

Przyszedł czas lekcji z nauczycielką, za którą nikt nie przepadał. W połowie lekcji kolega przystąpił do działania. Akurat była cisza w sali, a on wyjrzał za okno, z którego było widać dachy bloków i krzyknął na całą salę "SNAJPER NA DACHU!". Na to hasło dosłownie wszyscy schowali się pod ławki i siedzieli tam dobre 2 minuty. Większość krzeseł poprzewracana przez to w jakim pośpiechu się chowaliśmy. Z mega hałasu nastąpiła nagła cisza. Mina nauczycielki bezcenna. Za karę mieliśmy karną kartkówkę, którą wszyscy oblali, ale było warto.

Po pewnym czasie nauczycielka przyznała się, że myślała, że zaczęło się szkolenie i sama już chciała się schować pod biurko.

#AFoUb

Trenuję kajakarstwo i często na treningach pływamy z obciążeniem, czyli np 5 kilogramowym ciężarkiem. Obciążenie włożyłam trenerowi do motorówki na czas rozpłynięcia. Gdy nadszedł czas na solidny trening podpłynęłam do trenera, który czekał z ciężarkiem. Chciał mi pomóc, żebym się nie kaleczyła i w tej sytuacji wywiązał się dialog:
- Włoży mi trener?
- Z największą przyjemnością!
Na początku nie rozumiałam, z czego się śmiał...

#EApE7

Mam 18 lat i ta historia działa się w październiku ubiegłego roku. Był to dla mnie bardzo trudny czas. Dziewczyna, którą kochałem zerwała ze mną i to bez specjalnego powodu. Jestem raczej wesołym chłopakiem i koledzy z klasy zauważyli, że ze mną coś jest nie tak, bo praktycznie w ogóle się nie uśmiechałem. 

Raz na długiej przerwie siedziałem sam na ławce, totalnie zamyślony, gdy podszedł do mnie kumpel z klasy chcąc mnie pocieszyć. Powiedział, że widzi, że coś jest nie tak, ale żebym się nie przejmował. Akurat był większy ruch na korytarzu i powiedział, żebym wskazał mu dziewczynę, która mi się podoba, a on może ją zna i coś się pokombinuje. Przeszło naprawdę dużo dziewczyn, ale żadna mi jakoś specjalnie się nie podobała. W końcu pokazała się taka jedna. Nie była wyjątkowo ładna, ale zaintrygowało mnie to, że była jedyną w szkole dziewczyną bez makijażu. Wskazałem ją i już mieliśmy iść pogadać, jednak odmówiłem. Bo w głowie zaistniał mi zupełnie inny epicki pomysł, jakby się tu z nią zapoznać, a przy okazji sprawdzić czy jestem taki odważny, za jakiego się mam. Akcję zaplanowałem na następny dzień, kolega miał w tym czasie dostarczyć mi takich informacji jak: do której chodzi klasy i przede wszystkim czy jest wolna. Dostałem sms wieczorem z danymi i o tym że wolna, można brać póki ciepła ;)

Nadszedł ten dzień. Plan był już dopracowany do perfekcji. Gdzieś 15 min. po rozpoczęciu lekcji powiedziałem nauczycielowi, że muszę wyjść do toalety i wyszedłem z klasy. Musiałem się śpieszyć, bo lekcję miała w innym budynku szkoły. Pobiegłem tam, stanąłem pod drzwiami klasy, w której właśnie miała matematykę (specjalnie wybrałem tą lekcję). Uspokoiłem oddech po biegu, ale przez adrenalinę i tak trzęsły mi się ręce. Pomyślałem że raz kocie śmierć i bez pukania otworzyłem drzwi do klasy. Wzrok wszystkich uczniów i nauczyciela trafił na mnie, wyprostowałem się i przybierając poważną minę powiedziałem, że dyrektor wzywa Angelikę do siebie. Zapadła chwila ciszy, bo z naszym dyrektorem nie ma przelewek. Nauczyciel kiwną głową, że zezwala na opuszczenie klasy. Dziewczyna, która rzekomo była wzywana do dyrektora, wstała. Było widać, że jest zaniepokojona. Przepuściłem ją w drzwiach, przeprosiłem nauczyciela i zamknąłem za sobą drzwi. Ona już się oddalała, podbiegłem do niej by ją zatrzymać. Powiedziałem, że to tak naprawdę ściema i że najzwyczajniej w świecie mi się spodobała i w ten oto sposób chciałem się z nią zapoznać. Jeszcze nigdy nie widziałem takiego szoku na twarzy. Myślałem, że jej zaimponowałem, ale wybełkotała tylko, że ma już chłopaka.... 

Cały plan poszedł w pizd..... Teraz to ja byłem bardziej zszokowany od niej. Jednak nie dałem za wygraną. Pogadaliśmy chwilę i odprowadziłem ją do klasy. Sprawdziłem potem na fb i rzeczywiście kogoś miała. Koledze nie podarowałem tego jak mnie wkopał. Jednak chociaż na chwilę nie myślałem o swoim nieszczęsnym uczuciu i dowiedziałem się że moja odwaga nie zna granic ;)

#eZ42a

Od kilku miesięcy mieszkam i pracuję w Berlinie w małej kawiarni w centrum miasta. Nie mam może zarobków szczególnie wysokich lotów, ale na pewno są godniejsze od stawek w Polsce. Tak czy owak... 

Wczoraj do kawiarni przyszła para starszych osób. Żywo dyskutowali po polsku o młodych ludziach, którzy opuścili swój kraj. Nawet zrobiło mi się przez moment głupio słysząc ich słowa, ale cóż. Poglądów innych nie zmienisz, choćby nie wiem co.
 
"Dobra Cezary, ja zamówię!" - odezwała się starsza kobieta. Stojąc już przede mną zaczęła bełkotać po niemiecku. Bełkotała tak niewyraźnie, że nie byłam w stanie zrozumieć co zamawia. Dlatego kulturalnie zapytałam po polsku, co chciałaby zamówić. Nagle urocza staruszka zmieniła się w zołzę. Ni stąd, ni zowąd zaczęła wykrzykiwać, że ktoś taki jak ja powinien pracować w kraju, a nie po zachodzie się szwendać. Ku mojemu zupełnemu zdziwieniu zaczęła wyzywać mnie od homo-nie-wiadomo, od idiotów. A ja co? A ja stałam jak ta głupia, starając się utrzymać uśmiech na twarzy. 

Z tym samym uśmiechem w końcu odparłam: "Chciałabym zarobić na emeryturę, która pozwoli mi na takie ekskluzywne wycieczki na zachód". Kobieta zaniemówiła.

#FfHpT

Dawno, dawno temu, w roku 1991, kiedy życie miało zupełnie inny smak, kiedy za 10 000 zł kupowało się zachodniego batonika i całe wieczory biegało po dworze bawiąc się w podchody - chodziłam do "zerówki".

Raczej byłam dość grzeczna, choć miałam już wtedy ognisty temperament i skrajnie głupie pomysły. Pewnego pięknego wiosennego popołudnia, kiedy pani wychowawczyni wyprowadziła całe stadko dzieci na podwórko - ja postanowiłam symulować złe samopoczucie i pozostać w sali. Przypadkiem się zdarzyło, że był tam jeden z moich kolegów. Nie pamiętam już jak miał na imię, ale jak tak patrzę na zdjęcie to ciśnie się na usta - Denis Rozrabiaka. Było słonecznie, wszyscy byli długo na dworze, a nam się baaardzo nudziło. Jako że mieliśmy wspólnego wroga - naszego zerówkowego "kujona" - postanowiliśmy z pełną premedytacją wyciąć mu z zeszytu wszystkie "szóstki". Oj nie potraficie sobie wyobrazić, ile radości sprawia odarcie kujona z całej jego dumy. Przez chwilę byliśmy jak Bonnie i Clayde! 

Wystarczyło potem usunąć dowody i pobiec na dwór by wmieszać się tłum, co też uczyniliśmy. Niestety jak się okazało niezbyt skrupulatnie wyszło nam usuwanie śladów. Co skutkowało tym, że kolega obczaił braki fragmentów swojego zeszytu, a pani postanowiła zrobić przesłuchanie, a znała się na rzeczy. Jako że symulowanie chorób i furii wychodziło mi nader skutecznie postanowiłam symulować płacz, złość i przeogromne zdziwienie, bo jak to tak oskarżać dziewczynkę o tak złe uczynki... Pani zwątpiła, a ja po 24 latach niniejszym wyjawiam wam tę tajemnicę, pozdrawiając rocznik '85 z Przedszkola nr 2 przy ulicy Malczewskiego w Gdańsku ;)

#MghtB

Niestety, jak to zwykle bywa, na początek wakacji rozchorowałam się. Cały boski dzień musiałam leżeć w łóżku i odpoczywać. Jak wiadomo - choroba męczy organizm. A pech chciał, że przez chorobę nie mogłam wykonywać żadnej ciekawej czynności, ani jeść, ani pić, tańczyć, skakać, nawet do toalety nie mogłam dobrze dojść o własnych siłach. Wiedząc, że tata wyjechał, siostry nie ma cały dzień, a mama zajęta domowymi porządkami, rozebrałam się do bielizny i korzystając z okazji poszłam spać. 

Obudziłam się pod koniec dnia i o dziwo, czułam się rewelacyjnie! Wychodząc z pokoju nie pomyślałabym nawet, że umknie mi ważny szczegół zaplanowany na ten dzień. Otóż właśnie wtedy - bo jakżeby inaczej - do mamy przyszedł zaprzyjaźniony ubezpieczyciel. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że przywitałam go w samej bieliźnie, z fryzurą niczym po uderzeniu pioruna. 

Najgorsze i tak dopiero miało nastąpić. Moje życie opiera się na ciągłym pechu i robieniu z siebie debila. Tak więc by tradycji stało się zadość, w pośpiechu próbując wycofać się do swojego pokoju, moje majtki zahaczyły się o.. klamkę, która swą nieczystą siłą i mocą chwytania koronkowych majtek, rozdarła je w efektowny sposób. Przez pierwsze 5 minut miałam łzy w oczach, myśląc "boże, cóż za upokorzenie" i miałam ochotę wyć. Wychodząc pan K. powiedział, że nie ma czego się wstydzić, w końcu nic się takiego nie stało, prawie.

#iD3BY

Wczoraj oglądałam sobie spokojnie telewizję, gdy zachciało mi się pić. Poszłam więc do kuchni, nalałam sobie soku do szklanki, wróciłam do pokoju i usiadłam na kanapie. Po chwili chciałam przełączyć kanał, ale nie znalazłam wzrokiem pilota ani na kanapie, ani na stoliku, ani nigdzie indziej w pokoju. Przypomniałam sobie, że byłam w kuchni, więc poszłam tam powtórnie. Przejrzałam wszystkie blaty, ale tam też ani śladu pilota. No nic, postanowiłam przejść się po mieszkaniu, przeszukałam swój pokój, pokój brata, łazienkę...  Nawet zajrzałam do przybytku ulgi, chociaż kto normalny chodzi z pilotem do WC... Zrezygnowana wróciłam do salonu i jeszcze raz zaczęłam się rozglądać po pomieszczeniu, gdy... poczułam, że mam coś w ręce... Tak, to był pilot. Od kilku minut łaziłam po całym domu, szukając czegoś co ciągle miałam w ręce...

#YcUso

Na początek zaznaczę, że byłam wyczekanym dzieckiem, które na świecie pojawiło się dopiero po 11 latach starań i dlatego zawsze na mnie chuchano i dmuchano. Rodzice w wieku 7 lat nie pozwalali mi nawet iść do sklepu. Nie wiedziałam niczego co związane było z kupowaniem ani sprzedażą towarów. Według moich rodziców było to dobre, ale teraz z perspektywy czasu widzę, że jednak dla mnie skończyło się to marnie.

Byłam w pierwszej klasie podstawówki. Wszystkie dzieciaki już od pierwszego dnia zadowolone biegały z paczkami chipsów, ciasteczkami, lizakami i innymi zakazanymi teraz w sklepikach szkolnych pysznościami. Zastanawiałam się skąd oni to wszystko mają, więc spytałam kolegi skąd ma koleją paczkę chrupek. Ten odrzekł, że na samym dole jest sklepik, więc zaraz na następnej przerwie zerwałam się i pobiegłam uradowana, pierwszy raz w życiu, na zakupy. Podeszłam do lady. W oczy rzucił mi się baton Knoppers. 

Jako, że moja technika czytania była na poziomie -10, to chcąc o niego poprosić powiedziałam po prostu "Knap!". Sama się sobie dziwię w czym te nazwy są podobne, ale trudno. Pani ze zdziwieniem spojrzała na mnie i kazała powtórzyć. Wtedy krzyknęłam "Knap! Matko boska...". Pani sklepikarka chyba widziała, że jestem niedoświadczona więc kazała mi pokazać palcem, co chcę kupić. Podała mi nieszczęsnego batona i podała cenę. Ja stoję jak wryta.. mija 10 sekund, 15, 20, a ja nadal nic. Zażenowana pani spytała "Masz dziecko pieniądze?" a ja na to wielce zdziwionym głosem - "Nie?". Pani batona zabrała, a mnie w sklepiku nie widziano przez długie miesiące.
Dodaj anonimowe wyznanie