Pracuję w sklepie papierniczym z zabawkami. Mamy możliwość zrobienia ksera, skanów i tego typu rzeczy. Parę lat temu w okresie największego ruchu do ksera ustawiła się długa kolejka studentów i uczniów (sklep jest w pobliżu 3 szkół), którzy chcieli skierować różnego rodzaju materiały.
W pewnym momencie do sklepu wchodzi starsza babcia i wyciąga pojedynczą kartkę jakiegoś formularza, widzi kilometrową kolejkę i wzdycha zrezygnowana. Jednak pyta się kolejnych osób z kolejki, czy może się "wepchać", pokazując pojedynczą kartkę. Oczywiście wszyscy zniecierpliwieni, ale puszczają babcie. Staruszka podchodzi do ksera, podaje kartkę i mówi: "100 razy proszę skserować". Miny studentów bezcenne, wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Moja babcia we wrześniu 1966r. była umówiona u lekarza na zabieg usunięcia ciąży. Tak się złożyło, że lekarz zachorował na anginę i jej zabieg został przełożony. Następnego dnia jednak babcia zmieniła zdanie i w efekcie urodziła się moja mama, a w konsekwencji 18 lat temu ja. Można powiedzieć, że zawdzięczam życie anginie :)
Poprzedni egzamin praktyczny na prawo jazdy oblałam w 42. minucie podczas zmiany pasa i kiedy szłam na następny, to nadal się stresowałam, ale miałam już gdzieś, czy zdam, czy nie. Nie szło mi tak pięknie jak ostatnim razem, ale póki co wszystko zaliczałam.
Nagle klops - egzaminator każe mi zaparkować prostopadle przodem, co nie zawsze mi wychodziło. Tym razem też nie poszło. Zostawiłam za mało miejsca na wyjście dla pasażera. Po nieudanej próbie egzaminator powiedział, że spróbujemy jeszcze raz. Zaczęłam główkować, co mam zrobić, żeby mi wyszło to parkowanie, kiedy wpadłam na genialny pomysł - po prostu go nie wykonam.
W moim mieście egzaminacyjnym są tylko dwa parkingi, gdzie kursanci zazwyczaj parkują prostopadle przodem. O jednym wiedziałam, że nie ma tam miejsca, bo przed chwilą robiłam tam jednokierunkowe, a teraz byłam na drugim. No więc postanowiłam zrobić z siebie idiotkę. Kiedy po tym nieudanym parkowaniu przejechaliśmy kawałek, to wywiązała się między nami mniej więcej taka konwersacja:
- Niech pani tam drugi raz zaparkuje.
- Ale gdzie tam? - zapytałam się.
- No tutaj, dokładnie tutaj - i wskazał mi to miejsce.
- Nie wiem, nie widzę tego...
- No za tym niebieskim samochodem niech pani zaparkuje!
- Za którym niebie...
- JUŻ ZA PÓŹNO! Przejechaliśmy! Proszę jechać dalej...
Pojechaliśmy dalej i wtedy kazał mi zawrócić tyłem z wykorzystaniem bramy, co mi wyszło obłędnie i ostatecznie egzamin zdałam.
Pewnego dnia moja mama poprosiła mnie abym umyła mojego małego brata (6 miesięcy). Oczywiście zgodziłam się i pobiegłam nalać ciepłej wody do wanienki dla dzieci. Na półce dla szamponów stały 4 butelki, 2 były odwrócone przodem, a 2 tyłem. Chwyciłam pierwszą lepszą i nałożyłam sobie szamponu na rękę.
Gdy już przyniosłam umytego brata do pokoju, moja mama powiedziała, że to ciekawe że mój brat pachnie jak nasz pies. Pobiegłam szybko do łazienki i oglądając dokładnie wszystkie szampony wybuchłam śmiechem.
Nigdy nie przyznałam się mamie, że przypadkowo umyłam brata szamponem dla psów.
Pracuję w pewnym parku rozrywki. Pracuje w nim również moja mama. Rok temu kiedy sezon był w pełni, a ogrom ludzi przewijał się przez park, pracowałyśmy właściwie w jednym miejscu, więc miałyśmy na siebie przysłowiowe "oko".
W pewnym momencie przy mamie ustawiła się rodzinka: mama, babcia i kilkuletni chłopiec. Temu ostatniemu coś się ewidentnie nie spodobało, więc zaczął cicho popłakiwać. Widząc to mama chłopca zaczęła go głaskać i pocieszać. Wtedy ten zamiast się nieco uspokoić, zaczął się przeraźliwie drzeć. Jego płacz i wrzask słyszał chyba cały park przez dobre 15 minut. Kobiety nie wiedziały, co zrobić. Obiecywały mu zabawki i lody, a ten nic.
W tym momencie do akcji wkroczyła moja mama, która jest osobą bardzo cierpliwą i miłą - do czasu. Podeszła do chłopca, odciągnęła na bok, chwyciła go za ramię i powiedziała mu coś szeptem do ucha, jednocześnie uśmiechając się do reszty rodzinki. Dziecko natychmiast zamilkło, a mama dostała pochwałę i podziękowania od pań, że ma "cudowne podejście do dzieci".
Spytałam później mamę, jakimi to magicznymi słowami uspokoiła dziecko. Okazało się, że były to "Przestań się drzeć, bo ci przywalę!".
Miałam wtedy lat 15. Zdarzenie miało miejsce w wakacje. Pod koniec roku szkolnego zgubiłam swoją pensetę do brwi. Oczywiście jak dla każdej nastolatki, zarośnięte brwi, to koszmar - dla mnie też. Zrozpaczona próbowałam wielu sposobów, aby zakryć moje krzaki, ale niestety nie bardzo mi to wychodziło.
Dodam jeszcze, że wraz z 7-letnim bratem mieliśmy taką naszą zabawę, polegającą na 20 minutowym intensywnym ruszaniu się (taniec, skakanie itp). Jako że nie umiał zbyt wyraźnie mówić nazywał to "ruchaniem się". Brzmiało to jak sprośna zabawa, ale moi rodzice czaili bazę i go tylko poprawiali, aby nie robił takich głupich błędów.
Pewnego dnia ubłagałam mamę, abyśmy udały się do sklepu po potrzebny mi sprzęt. Oczywiście cała rodzinka w domu wiedziała, że moje brwi to koszmar. Nawet mój 7-letni braciszek. Gdy uradowana weszłam wraz z mamą i braciszkiem do sklepu, trafiłam na dział z maszynkami do golenia. Mój młodszy braciak wiedział do czego służy to ustrojstwo. Nagle poczułam szarpnięcie w stronę regału z pogromcami niechcianego owłosienia. Chwilę później mały zaczął krzyczeć na cały sklep "A może tym usuniesz swoje krzaki i w końcu będziesz mogła się ruchać!?".
Miny klientów i pracowników sklepu - bezcenne. Ja oczywiście cała czerwona udałam się po zamierzony sprzęt. Starając się jak najszybciej opuścić sklep natknęłam się na wiele zbulwersowanych spojrzeń.
Mam lekki problem z gazami, czasem zdarza mi się pierdnąć niekontrolowanie przy kimś. Całe szczęście raczej zdarza mi się to raczej w domu, więc rodzina to olewa.
Pewnego dnia siedziałam z moim chłopakiem, rozmawialiśmy i zaczęliśmy się śmiać, gdy z mojego tyłka wyszedł pierd. Nie jakiś mocny, śmierdzący pierd, ot taki zwykły pierd. Zrobiło mi się głupio, przeprosiłam, a co mój chłopak na to?
Powiedział, że cieszy się, że to zrobiłam, bo to nas zbliżyło do siebie jeszcze bardziej, że niczego nie musimy się przed sobą wstydzić. Może takie nic, ale uważam, że mam cudownego chłopaka :)
Wraz z siostrą poszłam na zakupy do Biedronki. Jako że moja mama pracuje to musiałam małego gluta ciągnąć za sobą. Moja siostra ma dwa latka ale czasami ciężko za nią nadążyć. W sklepie spuściłam ją z oka dosłownie na moment, a ona już się znalazła na drugim końcu sklepu, trzymając jakiegoś chłopaka za rękę.
Chłopak był cały czerwony, a obok niego stała rozwścieczona dziewczyna. Podeszłam szybko do nich i mówię "Przepraszam to chyba moje dziecko". A na to ta zdenerwowana dziewczyna: "Nie do końca chyba tylko twoje! Mała powiedziała że Tomasz jest jej ojcem!". Chłopak zaczął się tłumaczyć że on mnie nie zna, że gdy mnie nie widział i tylko ją kocha. Sama byłam w szoku.
Z tego co się w końcu dowiedziałam moja mała siostra widząc tego Tomasza złapała go za rękę krzycząc "tata tata tata!". Pewnie koleś miał niezłe przesłuchanie w domu mimo moich i jego tłumaczeń.
Jako dziecko bardzo pragnęłam mieć psa. Wiecznie prosiłam o niego rodziców, zarzekając się że będę świetną właścicielką czworonoga. Jednak oni nie akceptowali mojej miłości, a tym bardziej nie wierzyli, że będę w stanie się nim zająć i go codziennie wyprowadzać.
Toteż wystawili mnie na próbę. Tak oto przez tydzień chodziłam trzy razy dziennie wyprowadzać samą smycz. Pozdrawiam sąsiadów, którzy obserwowali, jak spacererowałam ze smyczą i czekałam aż się "załatwi".
Miałam 15 lat, byłam szczęśliwą nastolatką bez większych problemów. Lecz nic nie trwa wiecznie, zakochałam się i całkowicie odebrało mi rozum.
Zaczęłam chodzić z pewnym chłopakiem, niezbyt urodziwym, ale miłość nie wybiera. Jednak coś nie grało. Zawsze miałam powodzenie i gdy już chodziłam z chłopakiem, okazywał on spore zainteresowanie moja osobą. W tym przypadku było jednak inaczej. Przekonana, że wina tkwi we mnie, postanowiłam zrzucić parę kilo, by mnie w końcu zauważył. Diabeł mnie pokusił.
Dziś minęły 3 lata, ja mam 18 lat, choruję na anoreksję i mimo, że jest znaczna poprawa, uraz związany z chorobą zostanie do końca życia. A chłopak? Zostawił mnie po roku. Stwierdził, że nie chce chodzić z nienormalną.
Nigdy, ale to przenigdy, nie zmieniajcie się dla kogoś na siłę. Ja przypłaciłam zdrowiem.
Dodaj anonimowe wyznanie