#5S09f

Mam syna w wieku 8 lat. Nienawidzi chodzić do szkoły i pewien czas temu wpadł na pomysł aby symulować choroby, żeby tylko zostać w domu. Powiedziałam mu, że zawsze rozpoznam, kiedy jest naprawdę chory, bo jak jest naprawdę chory, to trzęsą mu się ręce.

Od tego czasu jak udaje chorobę, to bardzo się stara przy tym przekonująco trząść rękami. A dla mnie to niezawodny znak, aby rozpoznać jego symulacje :)

#z0ORy

W czasach liceum wybrałam się na imprezę. Umowa była taka, że mój chłopak pójdzie na nią wcześniej beze mnie, ponieważ musiałam tego dnia coś załatwić, co oznaczało, że lekko się spóźnię.

Przychodzę, a mój chłopak już na dobre poleciał w zabawę, bo był ledwo przytomny. Zaczęłam go ogarniać i stwierdziłam, że dzisiaj się nie pobawię, bo ogarnięcie chłopaka jest dla mnie ważniejsze. Jednak on kiedy zaczęłam mu pomagać już był tak pijany, że zaczął mówić "Ale zostaw mnie, ja mam już dziewczynę". Ucieszyłam się, że mam tak wiernego chłopaka :)

Niedługo się jednak okazało, że leci na dwa fronty i chodziło mu o tę drugą...

#RTDxA

Jakiś czas temu mieliśmy z rodzicami i ciocią gdzieś jechać kolejką w Trójmieście. Jak to często w wakacje bywa - tłok. Ogólnie duszno i mało miejsca. Gdy pociąg zajechał na stację to ciocia przez okna zauważyła, że w środku wagonów było niezwykle luźno, a nawet wolne miejsca siedzące. Niestety większość ludzi stała w przedsionku i nie dało się wejść. Mama zaproponowała by się przepchnąć dalej i usiąść, bo długa droga nas czekała. 

Ciocia wsiadła i zaczęła się przedzierać. Za nią mama i ja. Tata wsiadł jako ostatni z naszej grupki a za nim jeszcze kilka osób. "Miły" pan za moim ojcem zaczął sobie torować przejście łokciami. W przejściu stała kobieta z wózkiem. Tata się wkurzył i wykrzyknął: "Co mnie pan tak pcha, zaraz na wózek wpadnę". Spocony pan odpowiedział: "A gdzie mam się pchać?". Tata odparł kasując tego typowego Janusza: "A znajdź se pan babę i w nią pchaj!". Mężczyzna więcej się nie odezwał, a wszystkim wokół poprawiły się nastroje.

#kyKKj

Ostatnio mój młodszy brat zaciągnął mnie do sklepu. Usłyszał, że do jego ulubionych chrupek dodają jakieś nowe naklejki czy coś, więc jako dumny kolekcjoner postanowił je zdobyć. 

Wchodzimy do sklepu, brat mówi jaki smak chce, no to mu go daję. Już mamy iść do kasy kiedy mówi: "Musimy wziąć inną paczkę". Ja zdziwiony myśląc, że chodzi mu o odmienny smak, zgadzam się na to. Jednak on przynosi mi taką samą paczkę. Nie rozumiejąc niczego, pytam go, dlaczego wziął taką samą. Odpowiedział: "No bo tu jest napisane, że wygrywa co druga paczka, a tamta była pierwsza".

#bGjpj

Ponad rok temu zgubiłam portfel w czasie juwenaliów. Stratę zauważyłam późno w nocy, a że nie było w nim niebagatelnej sumy ani dokumentów, jakoś to przeżyłam. Karta zablokowana, trudno, zdarza się.

Trzy miesiące później dostałam telefon - portfel znaleziony czeka na komendzie głównej policji, a do moich danych doszli po karcie płatniczej. Udałam się tam spodziewając się odzyskać puste wspomnienie po zawartości sprzed trzech miesięcy i spotkała mnie niespodzianka. Portfel nieco nadgnity, ale z calutką zawartością, łącznie z zapleśniałymi banknotami, zaśniedziałymi monetami i zamokniętymi kartami. Nie zginęło NIC, a osoba, która moją zgubę znalazła niestety nie ujawniła danych policji, przez co nadal nie wiem, komu dziękować za taką uczciwość. Niemniej dziękuję bardzo!

#AThPp

Moja znajoma z pracy przyszła pewnego dnia bardzo zmęczona. Niewiele myśląc zapytałem, co się stało, bo jej mina i widok na prawdę wskazywały na coś poważnego.

Okazało się, że wybrała się całą rodziną na grzyby. Jak to na grzybobraniu podczas powrotu znaleźli 4 kanie (dla niezorientowanych, są to grzyby bardzo podobne do muchomora sromotnikowego lecz jadalne). W domu dzieci strasznie chciały zjeść znalezione na koniec grzyby i moja koleżanka niewiele myśląc, przygotowała grzyby w panierce i wszyscy wspólnie zajadali się posiłkiem. Nawet kot otrzymał małą porcję na spróbowanie.

Po 5 minutach od rozpoczęcia kolacji kot dostał mocnych drgawek i działo się z nim coś niedobrego. Znajoma pomyślała od razu, że przyrządziła złe grzyby i że może jednak to muchomory. W jednej chwili wszyscy znaleźli się w samochodzie i byli w drodze do szpitala.

W szpitalu podejrzenie zatrucia, płukanie żołądka u każdego, lewatywy i podobne historie. Wykończeni nocną kuracją wrócili do domu. A w domu okazało się, że ich kot a raczej kotka leży w koszyku, a przy niej 6 małych kotków. Przez cały czas nie zauważyli, że ich kotka jest w ciąży.

#aDgDp

Od zawsze byłam dzieckiem dość pulchnym i odkąd pamiętam byłam obiektem drwin znajomych na podwórku, czy w szkole, co nie wpływało dobrze na moje samopoczucie.
"O moj Boże! Ona musi ważyć z tonę hahah"
"Jesteś taka gruba! Powinnaś schudnąć albo umrzeć"
"Ja na twoim miejscu wstydziłabym się swojego wyglądu"

Sytuacja miała miejsce jakieś 2 lub 3 lata temu, kiedy zaczynałam szkołę średnią. Przez lata wyśmiewania stałam się osobą niezwykle zamkniętą i cichą. Zdiagnozowano u mnie fobię społeczną, co nie pozwałało mi w pełni korzystać z uroków nowej szkoły, a anemia, spowodowana małą ilością spożywanego przeze mnie jedzenia (robiłam wszystko, co możliwe, żeby schudnąć) sprawiała, że wyglądałam na wiecznie chorą i zmęczoną. Blada, osłabiona, nieustannie ubrana na czarno, ani trochę nie przypominałam tych pięknych, zdrowych i popularnych.

Godzina 15. Siedziałam na dworcu, czekając na autobus, którym miałam dostać się do domu. Słuchawki w uszach, spuszczona głowa, brzuch domagający się pożywienia, nawet ślepy zauważyłby, że coś z tą dziewczyną jest nie tak. Zainteresował się mną pewien pan. Niezbyt zadbany, około sześćdziesiątki, w brudnej koszuli, spytał o godzinę. Odpowiedziałam, a mężczyzna uśmiechnął się, po czym wypowiedział słowa, przez które prawie się popłakałam.

"Wszystko będzie dobrze, panienko. Tylko niech się panienka nie poddaje!"

Odszedł w momencie, gdy podjechał autobus. Weszłam do autobusu ze łzami w oczach i całą drogę powrotną słyszałam w głowie jego głos. Poszłam za jego radą. Dziś mam 18 lat i ani trochę nie przypominam chorego "ideału", który narzuciło nam społeczeństwo. Dwa lata zajęła mi walką z samą sobą o swoje zdrowie i udało mi się wygrać. Teraz mam fantastycznych przyjaciół, chłopaka, dla którego jestem idealna, i który kocha absolutnie każdy fragment mnie. Jednak konsekwencje wcześniejszych działań pozostały. Z anemii cieżko mi się wyleczyć, boję się jeść, a zwykłe wejście po schodach kończy się niamałą zadyszką.

Dlatego apel do wszystkich dziewczyn i nie tylko - nie musicie podporządkowywać się określonym standardom! Najważniejsze jest zdrowie i jeśli komuś nie podoba się, że masz odrobinę więcej ciałka tu i tam, to należy kopnąć tego kogoś w tyłek i odejść z podniesioną głową. Ważna jest umiejętność zaakceptowania siebie i swoich wad. Jeśli ktoś uważa, że niszczenie swojego organizmu i psychiki jest warte wyglądania, jak (za przeproszeniem) wieszak, to pragnę uświadomić, że nie jest.

#h40jc

Około 20 lat temu, kiedy w pięknych latach 90 przychodziły do Polski różne kolorowe towary zza granicy, doszło do pewnej sytuacji. Miałam jakieś 5-6 lat. Mama wybrała się na zakupy do sławetnego MarcPolu i zabrała mnie ze sobą. Żmudne to było zajęcie, zaczęłam być nieznośna, mama stojąc w kolejce pozwoliła mi pobiegać blisko niej. Trzeba nadmienić, iż był to niedzielny wieczór, dwie kasy na 10 otwarte, ludzi malutko. 

Moją uwagę przykuły kolorowe żelki przy kasie kilka metrów dalej. Nie widziałam jeszcze takich, była to jakaś nowość, prostokątna gruba żelka w kolorach tęczy. Nie przelewało się u nas, nie chciałam mamy prosić o kupno słodkości. Rozejrzałam się więc i szybko schowałam żelkę do kieszeni. 

W drodze powrotnej męczyły mnie wyrzuty sumienia, z nerwów nie mogłam zjeść kolacji, ani usnąć wieczorem. W końcu popłakałam się. W przerwach w szlochaniu przyznałam się mamie i pokazałam skradziony łup. Gdy moja mama spojrzała na słodycz, roześmiała się ogromnie, nie mogła się kilka minut uspokoić. 

Na moje pytanie, o co chodzi, odpowiedziała:
- Dobrze córciu, żeś taka moralna, bo gdybyś to skrycie zjadła, mogłaby ci się stać krzywda.
- Ale jak to, mamuś, od żelki?
- Dziecko, to nie żelka, tylko kostka do WC.

Od tej pory (wcześniej też w sumie mi się nie zdarzyło) nigdy więcej nic nie ukradłam.

#naxtA

Niedawno kupiłam nowy telefon. Jak to po zakupie nowego urządzenia postanowiłam dopasować go do swoich wymagań. Ustawić tapetę, wygaszacz, dźwięki i takie tam. Natrafiłam w ustawieniach na opcję "informacje o właścicielu". Polega to na tym, że gdy telefon jest zablokowany owa informacja wyświetla się na ekranie. Niewiele myśląc wpisałam tam swój numer telefonu, aby jabym zgubiła telefon znalazca mógł się ze mną bez problemu skontaktować.

Miałam tak to ustawione przez 2-3 miesiące i dopiero po tym czasie zorientowałam się że mój sprytny pomysł ma pewną lukę...
Dodaj anonimowe wyznanie