#aBPXW
Mieszkałem z byłą narzeczoną u mnie na kwadracie. Ona strasznie lubiła denerwować mojego kota... A to rzucać na niego koc, prześcieradło, itp. Ogólnie prześladowała kota. Mi to się nie podobało, bo nic złego kot jej pierwszy nie zrobił. Było wiele kłótni o to, że męczy mi kota, że kot ma już swoje lata, że chce spokojnie przeżyć życie.
Pewnego późnego wieczoru gdy kładliśmy się spać (kot lubi na łóżku z nami spać), ona zaczęła kręcić aferę, że boi się z kotem spać, że kot ją zaatakuje, itp. Jakby miała z nim spać pierwszy raz. Ja już konkretnie zmęczony leżę na łóżku (obok kot) i gadam, żeby się położyła z nami, a ta dalej że nie, żebym kota wyprosił. No to się wkurzyłem i powiedziałem: "Kot śpi ze mną. Jak chcesz, to śpij na podłodze!" I zasnąłem... Wstaję rano, przecieram oczy, a ona śpi na podłodze skulona... A kot ze mną :D
I tak wyszło, że kot nadal jest ze mną, a ona osobno!
#6emqD
W pewnym momencie powiedzieli, że kto pierwszy się zgłosi, może "potańczyć" taką lalką z kijem w d... w ręce i zaśpiewać "wszystkim znaną piosenkę" do tego. Z koleżanką od razu wystrzeliłyśmy jak babcie na puste siedzenie w autobusie. Poszłyśmy we dwie. Ja śpiewam, koleżanka tańczy tą lalką.
Wspominałam, że mam starszego o 3 lata brata? Nie? Leci więc piosenka a ja śpiewam:
"Hej! Hej! Heeej sokoły! Omijajcie teren naszej szkoły!
Dzwoooń, dzwoooń pooo karetkę, bo dyrektor wypił setkę!".
Wtedy zczaiłam się, że pomyliłam słowa...
#OTghK
W ten dzień było wyjątkowo ciepło, popołudnie, sąsiedzi oblegają przydomowe ogródki. Ja siedzę w toalecie i słyszę taki oto dialog (bardziej krzyczany niż mówiony), jaki wywiązał się między siedzącą w oknie córką a kolegą stojącym pod oknem:
- Wika wyjdziesz na dwór?
- Poczekaj spytam mamy (przybiega pod drzwi toalety)... Mama mogę iść na dwór?
- Poczekaj chwilę zaraz pójdziemy razem - odpowiedziałam.
Córka wróciła więc do okna i krzyczy:
- Wyjdę jak moja mama zrobi kupę!
- Co mówisz?
- Wyjdę jak moja mama zrobi kupę! (coraz głośniej)
- Co mówisz? nie słyszę.
I tak w ten deseń z 10x coraz głośniej.
Wybiegłam z toalety wściekła jak osa i tłumaczę w miarę spokojne dziecku, dlaczego niekoniecznie całe podwórko musi wiedzieć, co robi mama :)
Najlepsze było zakończenie. Wychodzimy, a kolega na cały głos:
- I co? Zrobiła twoja mama tą kupę?
Śmiech sąsiadów było słychać na pół miasta. Jak tu nie kochać dzieci :)
#et4ng
Podczas jednego z patroli ich wóz wjechał na minę pułapkę czyli tzw ,,Ajdika". Do dziś nie wiadomo, jaki cud spotkał mojego ojca, który wyszedł z tego bez szwanku, ale Tomek niestety nie. Przeżył to, ale kosztem jednej nogi oraz ręki. Wszystko wydawać by się mogło być w porządku, do czasu...
Objawił się u niego zespół stresu pourazowego czyli PTSD. Nikt, ani jego rodzina, ani mój ojciec nie wiedział o tym, kiedy pewnego razu dostał telefon, że jego najlepszy przyjaciel popełnił samobójstwo. Nie zapomnę wtedy swojego ojca, który spokojnie odłożył słuchawkę i zaczął płakać, co ja zobaczyłem po raz pierwszy w życiu... Wydawać by się mogło, że Polska to nie Ameryka, że takich przypadków nie ma, ale zdarzają się, tylko nikt o nich nie chce mówić..
#3U1tR
To w tej chwili poszedłem na dwór, znalazłem jakiś gruby kij. Gdy sołtys szedł do domu, ja wyskoczyłem z krzaków z tym patykiem i przywaliłem mu w plecy tym patykiem krzycząc: "Oddaj babci pieniądze!". Nie oddał ;)
#e995C
Pielęgniarki przegoniły mojego tatę, więc ten, niewiele myśląc, pojechał po teścia na wódkę. Usiedli razem na krawężniku pod naszym domem. Na ulicy wszyscy się znali i każdy wiedział, że moja mama niedługo ma urodzić. Tego upalnego dnia mój ojciec i dziadek upili sporą część sąsiadów, za moje zdrowie. Pili tak sobie do momentu, gdy z domu zaczął dobiegać dzwonek telefonu. Tata odbiera:
- Halo?
- Czort się nam wykluł, już po wszystkim - odpowiedział kobiecy głos.
- A kto mówi? - zapytał z przerażeniem tata.
- A ile żon ci ku*wa rodzi?!
Przez ogromny wysiłek mama miała bardzo zmieniony głos, którego tata nie rozpoznał. Minęło ponad 21 lat, a tata do tej pory przeprasza za to mamę, gdy wspominają moje narodziny. :)
#1gYEj
Co najlepsze trzy tygodnie później zaszłam w ciążę, więc butelka się przydała ;)
#IJdqm
Historia właściwa. Jako mała gówniara podglądam tatę malującego lawetę. Do dziś pamiętam ten piękny, srebrny kolor. Bardzo chciałam mu pomóc, ale niestety się nie załapałam. Parę godzin później widzę obiekt moich westchnień zostawiony samotnie. Oto jest ona, puszka z piękną farbą, o którą opiera się jeszcze wspanialszy majestatyczny pędzel. Podchodzę ostrożnie, rozglądam się na boki, nie widzę nikogo, więc... zaczynam malować ścianę domu. Różowego wówczas domu. Po paru chwilach stwierdziłam, że to jednak nudne jest, więc rzuciłam wszystko i poszłam się bawić.
Parę godzin później słyszę głosy. Wszyscy dorośli zaczynają rozmawiać o nowo odkrytym arcydziele. Sparaliżowało mnie. Moja mała blond główka już wyobraziła sobie, że trafi do domu dziecka. Jedynym ratunkiem było ukrycie się. Wbiegłam do domu z zamiarem schowana się w skrzyni, ale po drodze spotkałam młodszego brata. Wtedy to narodził się mój szatański plan.
Podeszłam i zaczęłam przedstawienie: "Czemu to zrobiłeś? Nie udawaj że nie wiesz! Zobaczysz, że ci się dostanie. Nie wolno dotykać takich rzeczy. Idź się lepiej przyznaj!". Zaprowadziłam go na miejsce zbrodni, gdzie wszyscy już się zebrali, zastanawiając się, kto jest autorem dzieła. Kiedy zobaczyli mnie z bratem i łzy w jego małych oczkach, nagle stało się coś niezwykłego, całe zdenerwowanie opuściło rodziców i dziadków. Wzięli młodego na ręce, zaczęli pocieszać i śmiać się, że będzie malarzem, artystą. Nie powiem, czułam delikatną zazdrość, że on zbiera wszystkie laury. Ale dalej przekonana byłam, że ja na jego miejscu dostałabym wciry, więc stałam obok dumna z siebie, ledwo tłumiąc śmiech.
No cóż, nigdy nie byłam słodkim dzieckiem w przeciwieństwie do brata, za to wyrosła ze mnie mała aktoreczka :) Przez lata pocieszałam się myślą, że najwybitniejsi docenieni zostają po śmierci.
Teraz mam 19 lat i zawsze kiedy opowiadam tę historię, nikt mi nie wierzy, a brat w dalszym ciągu jest przekonany, że to była jego robota. Trudno, niczego nie żałuję. :)
#g8GU9
Nagle przyszedł nasz (już były) znajomy. Chłopak ten miał problemy z narkotykami. Bez żadnego powodu pobił jednego z moich kolegów. Oczywiście próbowaliśmy go uspokoić, ale jak to bywa "na głodzie" z chłopakiem nie dało się dogadać. Nagle wyciągnął nóż - chciał pokazać jaki to z niego kozak i pogrozić koledze że zaraz dostanie tzw. kosę w brzuch. No więc kosę dostałam ja... Skończyło się na operacji i tygodni pobytu w szpitalu.
Niczego nie żałuję, gdybym nie zareagowała mój kolega być może skończyłby wiele gorzej. Od tamtej pory nie chcę mieć nic wspólnego z ludźmi, którzy biorą narkotyki, nie toleruję żadnego rodzaju używek. Niestety trauma została. Do tej pory boję się, że sytuacja się powtórzy.