#Di5pQ

Tą opowieść znam tylko z relacji rodziców... może to i lepiej. Kiedy miałam mniej więcej 3 lata, wybraliśmy się nad jezioro. Na ten sam pomysł wpadło też o wiele więcej ludzi. Tak więc chmara dzieci w moim wieku biegała po plaży, a z powodu wysokiej temperatury - większość oczywiście nago. Wtedy też prawdopodobnie po raz pierwszy zobaczyłam chłopca bez ubrania, no i ciekawość wzięła górę. Zaintrygowana co to takiego mu tam dynda chwyciłam mocno za jego przyrodzenie i nie chciałam puścić. Moja ofiara zaczęła się drzeć, dopiero mama mnie od niego odciągnęła. Nie chciałabym się znaleźć na jej miejscu. Cieszę, że tego nie pamiętam i mogę udawać, że to się nigdy nie zdarzyło...

#Jrwxa

Jakiś czas temu postanowiłam założyć konto na portalu randkowym. A że jestem w trakcie leczenia nowotworu z dobrym skutkiem, bo już bliżej niż dalej do całkowitego wyzdrowienia, to pomyślałam że może akurat uda mi się kogoś poznać. Zdjęcia wstawiłam te aktualne, czyli już z włosami, choć łysa główka też bardzo mi się podobała ;)

Nie musiałam długo czekać, jeszcze tego samego dnia pojawiło się kilku zainteresowanych panów, z którymi nawiązałam kontakt i rozmowa się toczyła w dobrym kierunku. Jednak, gdy po dłuższej rozmowie napisałam, że akurat w moim życiu jest choroba i wszystko się wokół niej toczy to czar prysł. Zastanawia mnie tylko jedno, czy lepiej do końca nie mówić prawdy, ale dlaczego mam to ukrywać. Każdy może zachorować, każdy może być w tej samej sytuacji. Nie czuję się gorsza, wręcz przeciwnie pokazuję ile mam siły i chęci walki o życie.

#CuDbd

Moja mama ciężko chorowała przez kilka lat. Podczas jednej z wizyt duszpasterskich, czyli tak zwanego "chodzenia po kolędzie" mama nie mogła podnieść się z łóżka, dlatego przyjęłyśmy księdza w sypialni. Był nowy w parafii i jeszcze nikogo z mieszkańców nie znał. 

Jak to zwykle bywa, na koniec wizyty większość rodzin daje duchownemu kopertę z jakąś tam niewielką sumką w środku. Ku mojemu zdziwieniu ksiądz Józef odmówił wzięcia koperty, tłumacząc, że tutaj te pieniądze są bardziej potrzebne i na pewno nam się przydadzą. Moja babcia próbowała mu ją wcisnąć, ale podziękował i wyszedł.
Był to JEDYNY taki przypadek przez dobrych kilka lat, kiedy mama była chora.

W dzisiejszym XXI wieku księża z powołania może nie występują często, jednak mówię wam - istnieją.

#NqKVQ

Już jakiś czas temu przeczytałam na tej stronie wyznanie chłopaka, który jechał autobusem "na gapę" i na słowa kontrolera "Bileciki do kontroli" odpowiedział mu "Błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli..." (http://anonimowe.pl/pTtWO). Stwierdziłam, że a co tam, raz się żyje i wykorzystam to przy najbliższej okazji kontroli w autobusie. Byłam ciekawa, co odpowiedzą i jak zareagują kontrolerzy z mojej małej miejscowości.

Wczoraj jechałam autobusem do mojego chłopaka, wsiadam i podchodzę do kasownika, wkładam bilet a tu klapa. Kasownik nie działa. Pomyślałam, że jest coś z nim nie tak, więc podeszłam do następnego. W tym samym czasie zauważyłam dwóch niezbyt przystojnych facetów, na dodatek wyglądających, jakby byli w ciąży. Zważywszy na to, że często jeżdżę autobusami od razu rozpoznałam tych panów - kanary. 

Ale okej, mam bilet, więc nie mam się czym przejmować. Podchodzę do tego kasownika, wkładam bilet, a tu też nic. Kurde, co jest?! Miła pani koło mnie mówi mi, że coś jest nie tak i nie działają wszystkie kasowniki w autobusie. Myślę no cóż, nie działa, to co ja mogę poradzić? Zauważyłam dwie moje koleżanki, więc podeszłam do nich i zaczęłam rozmawiać. Wysiadły na następnym przystanku. Jakoś po 5 minutach jazdy kierowca powiedział, że kasowniki już działają. Okej, kasuję bilet i siadam pod oknem, słuchawki w uszy i jadę. 

Myślałam, że kontrolerzy są w autobusie tylko dlatego, że nie działały te całe kasowniki. Jednak po chwili wstają i zaczynają sprawdzać bilety. W końcu sobie myślę, że wykorzystam ten tekst. Już się śmieję pod nosem, kiedy widzę kontrolera idącego w moją stronę. Podchodzi do mnie, ja ściągam słuchawki i się na niego patrzę. Oczywiście standardowy tekst: "Bilet do kontroli poproszę". Ja patrzę się na niego, on już ma powtórzyć zdanie, kiedy ja mu odpowiadam: "Błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli...".

Nigdy nie zapomnę twarzy tego "kanara", który zrobił wielkie oczy i nie wiedział, co mi odpowiedzieć. Oczywiście już zaraz chciałam mu dać ten bilet do kontroli, ale on odpowiedział mi, że widział jak kasowałam bilet i nie muszę go wyjmować. Odchodząc ode mnie, spojrzał się i z niedowierzaniem pokręcił głową i się śmiał. 

Czyli tekst chyba działa :)

#oDYat

Gdy byłem nastolatkiem miałem powodzenie wśród dziewczyn. Mój tata natomiast nie miał szczęścia do kobiet, był po rozwodzie.

Pewnego dnia poznałem Magdę, która później została moją dziewczyną. Z racji tego, że mieliśmy po 12 lat na "randki" zawozili nas rodzice. Spotkania mijały, my się bawiliśmy, gdy w tym samym czasie nasi rodzice spędzali miło czas.

Jak to w tym wieku bywa po pewnym czasie ja i Magda rozstaliśmy się. Jednak nasi rodzice (mama Magdy również była samotna) nie zaprzestali się spotykać.

Kilka lat później nasi rodzice wzięli ślub, a my z byłej pary staliśmy się rodzeństwem.

#nsQ2b

Od pierwszej klasy często, a nawet bardzo często wychodziłem na osiedle. W trzeciej klasie kolega kupił diabełki i odpalał je w ręce. Niestety odpalił mi jednego przy uchu.
Na początku tylko szumiało, później już nic nie słyszałem. Zaniepokojony pobiegłem do mamy i pojechaliśmy do lekarza. Okazało się, że mam uszkodzony nerw i jest możliwość, że będę słyszał na to ucho o wiele gorzej. Na szczęście jakimś cudem słuch zregenerował mi się.

Po tym wydarzeniu przez dwa lata nie wychodziłem na osiedle, ale coś mnie skusiło i w końcu wyszedłem. Było to zimą, kilka dni przed moimi urodzinami. Goniłem pewnego kolegę, a on bez namysłu rzucił kijem w tył. Pech chciał, że dostałem w oko i jego okolice. Pojechałem do okulisty (ludzie jak mnie zobaczyli to od razu mnie przepuścili) miałem zdartą przednią warstwę i jedną głębszą ranę w oku. Pani doktor powiedziała, że mam wielkie szczęście i leczenie będzie trwało jeden miesiąc i będzie bolesne, ale będzie wszystko dobrze. Teraz tylko osoby, które wiedzą o tym zdarzeniu, widzą jego lekkie ślady.

Ale od tamtego czasu już nie wychodziłem na osiedle.

#IqoiN

Wyjechałem do Niemiec, by zarobić trochę grosza na nowy samochód. Nigdy szczególną sympatią nie pałałem do tej marki, ale wybór padł na jakieś ciekawe BMW. Tak, zdaję sobie sprawę z klątwy, jaka ciąży na tej marce... 'Bolid Młodzieży Wiejskiej' itd. Mam to w d*pie :)

Jestem zatrudniony w dużej korporacji produkujacej żywność. W zależności od zapotrzebowania kadrowego lądujemy na różnych stanowiskach. Mieszanka narodowościowa: Polacy, Niemcy, Rosjanie. Mimo tego nikt nikomu kosy w żebra wbić nie chce, wręcz niesiemy sobie nawzajem pomoc nie patrząc na pochodzenie. Przychodzi informacja 'ty ty i ty (w tym ja) praca przy taśmie. Myślę sobie pięknie... Znowu 8 godzin bólu pleców i grzebania w filetach z kurczaka jadących sobie na taśmie na wysokości jajek. Z racji tego, że jestem osobą dość wysoką taka praca moim plecom nie służy, ale cierp ciało jak żeś chciało.

Zostaliśmy ustawieni zaraz obok Rosjan wraz z grupą starszych pań z Polski. W takiej pracy jak wiadomo rozmawia się momentami o pierdołach... Gdzie studiuję, bla bla. Nagle podchodzi kobieta na oko 30+ lat. Okazuje się, że to jakaś znajoma kobiet z którymi chwilę wcześniej rozmawiałem. Po czym slyszę: "No laski... Ustawili was koło ruskich. Je***a tania siła robocza (zarabiają mniej od nas), tyle tu tego bydła przyjechało, wy musicie stać koło tych małp, nawet pewnie z nimi się nie da porozmawiać". Panie już wiedzą i się śmieją, ale nic nie mówią. Po czym ta kobieta stanęła za mną, położyła rękę na moim ramieniu i z uśmiechem kiwając głową (jakby w geście przyjaźni) powiedziała: "A ciebie gamoniu to pewnie z jakiegoś Kaukazu przywiało". Bardzo się zdziwiła, gdy odpowiedziałem: "Mnie przywiało z miasta na południu Polski... Niech zgadnę, pani zapewne z wioski, ale umysłowej?". 

Nie muszę chyba tłumaczyć, że bardzo się zdziwiła, odwróciła na pięcie i szybko oddaliła. Panie, z którymi pracowałem bardzo się śmiały i mówiły że wreszcie się przejechała na tym swoim pieprzeniu do "obcokrajowców". Klasyczny przypadek człowieka raka - trudny do wytępienia, a toczy od środka niczym kornik. Traktujmy innych, tak jak sami chcielibyśmy być traktowani zwłaszcza za granicą, a w obliczu chamstwa ze strony osoby, która jest zapewne brakującym ogniwem między człowiekiem a pawianem, nie można pozostać obojętnym.

PS Sprzedam Opla.

#55fam

Mój wujek w pracy porządnie załatwił sobie palec. Trzeba było zdjąć paznokieć. Polecono mu by udał się do ubezpieczalni po pieniądze. W końcu wypadek przy pracy. Pani z ubezpieczalni przegląda jakieś dokumenty, gdzie jest napisane "dokonano zdjęcia paznokcia" i pyta: "A gdzie pan ma to zdjęcie?"...

#LtjTZ

Moja ukochana matula ostatnio zapoznała się z mamą mojego wybranka, niby nic takiego kiedyś to nastąpić musiało i oboje się z tym liczyliśmy. Warto jednak dodać, że moja rodzicielka pracuje w szpitalu, a mamę mojego chłopaka poznała przy okazji robienia jej lewatywy. Pierwsze koty za płoty, a i na wspólnym obiedzie będą miały o czym rozmawiać...

#tuZvD

Jak to bywa w pociągach - tłok niesamowity. Kupiłam bilet, zajęłam wolne miejsce i zaczynam bawić się telefonem. Po chwili podszedł do mnie przystojny chłopak, pytając, czy może usiąść obok. Oczywiście się zgodziłam, cała w skowronkach myślę, jakby tu zagadać.

Chłopak też wydawał się być mną zainteresowany, niewinne uśmieszki i niby przypadkowe ocieranie o nogę. Plan wymyślony - trzeba przejść do działania. Tak, wszystko zapowiadało się pięknie, do momentu, kiedy nie wyjął telefonu i nie powiedział: "Hej kochanie, co słychać?".

Trochę zabolało, ale mam jedną zasadę: gdy ciało A oddziałuje na ciało B, to ciało C się nie wpie*dala. :)
Dodaj anonimowe wyznanie