#ZN01W

Mając 15 lat pojechałam na dwa tygodnie wakacji do Irlandii, gdzie od kilku dobrych lat mieszka moja starsza siostra. Pewnego słonecznego dnia zadecydowaliśmy, że pojedziemy na wycieczkę pozwiedzać uliczki Dublina. Czteroosobową grupką wpakowaliśmy się do samochodu i przy dźwiękach energicznej, choć może odrobinę tandetnej muzyki Katy Perry pokonaliśmy trasę Belfast-Dublin. 

Pogoda była wręcz wymarzona, więc przystanęliśmy na jednej z uliczek by kupić sobie w kawiarence po gałce ulubionych lodów na ochłodę. Gdy dokonywałam tego arcytrudnego wyboru między bajkową czekoladą a soczystą maliną, kątem oka śmignął mi pewien malutki sklepik z kolorowymi karnawałowymi maskami. Ja jako wielbicielka tego typu rzeczy, wręcz musiałam sprawdzić jak dobrze zaopatrzony jest ten sklep. Dodam, że jeszcze nigdy nie spotkałam się w Polsce ze sklepem tego typu więc moja ekscytacja sięgnęła zenitu. Oznajmiłam siostrze, że przeszła mi ochota na lody i że jeśli nie mają nic przeciwko to przejdę się na drugą stronę ulicy do tego superowego sklepu z maskami. Znajomi siostry popatrzyli się na mnie dziwnie, ale nic nie powiedzieli. Usłyszałam tylko za sobą stłumiony śmiech, ale nie zastanawiałam się nad tym za bardzo. 

Tak jak sobie założyłam - przebiegłam przez ulicę i pociągnęłam za klamkę, wchodząc do swojego wymarzonego sklepu. W środku znajdowały się piękne (oszpecone ognistą czerwienią) futra, maski oraz dziwne manekiny, które przypominały balony. Ale co kto lubi, nie? I ruszyłam przed siebie, napotykając wzrokiem na sprzedawczynię, która mierzyła mnie dziwnym wzrokiem i po chwili zadała jakieś pytanie, którego kompletnie nie zrozumiałam przez charakterystyczny irlandzki akcent. Posłałam jej szeroki uśmiech, jakby chcąc oddać jak bardzo jestem wdzięczna za istnienie tego typu sklepów po czym skręciłam w lewo, oglądając resztę towaru. 

I jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast pięknych, ozdobnych masek zobaczyłam setki sztucznych, różowiutkich penisów. Nigdy w życiu nie byłam tak zażenowana. Z prędkością światłą opuściłam sklepik, dopiero po drodze zauważając wielki napis 'sex shop'.

Minęły trzy lata. Siostra i jej znajomi do dnia dzisiejszego wypytują mnie, czy znalazłam idealną dla siebie maskę, a ja udaję, że nie mam zielonego pojęcia o czym mówią.

#T3SWk

Pracuję dorywczo jako korepetytorka z języka angielskiego. Większość moich uczniów ma od 8 do 10 lat, więc praca z nimi nie jest łatwa, ale po każdej lekcji mam nową anegdotkę do opowiadania w gronie znajomych. Warto wspomnieć, że na każde zajęcia przynoszę ze sobą naklejki, które pod koniec godziny wklejam wspólnie z uczniem do zeszytu, taka forma nagrody. Pewnego razu poszłam na lekcje do 8-letniego Szymona. Zbliża się koniec naszej wspólnej nauki, wyjmuję więc z torebki naklejki z wizerunkiem smoków i mówię do chłopca, żeby wybrał sobie jedną z nich. Coby nawet taka operacja nie obyła się bez choćby małego elementu nauki, pytam Szymka:
- A jak jest po angielsku "smok"?
- Nie jestem pewien... Mam to na końcu języka...
- No śmiało! Na literkę "D"!
- Hmm... Dildo?

Możecie sobie tylko wyobrazić, jak ciężkie było opanowanie śmiechu i poprawienie chłopca bez śladu największego w świecie rozbawienia na mojej twarzy... Śmiać w głos zaczęłam się dopiero po wyjściu z klatki schodowej.

#OAzRd

Dokładnie dwa lata temu rodzice wręcz zmusili mnie bym poszła na urodziny ich znajomego. Miały być to urodziny niespodzianka, które organizowała jego żona. Wielokrotnie mówiłam, że nie mam ochoty i wolę posiedzieć w domu, jednak w końcu mnie namówili za pomocą mojej koleżanki, która również tam miała być. Mama pomagała żonie tego kolegi, piekła ciasta, różne potrawy, tata zgrywał muzykę. Ogólnie wszyscy się porządnie przygotowywali. W dzień imprezy niechętnie zaczęłam się szykować, a gdy wszystko było dopięte na ostatni guzik, ruszyliśmy pod podany nam adres. Pomagałam tacie i niosłam lodówkę turystyczną, w której były alkohole czy coś w tym stylu. 

Będąc już w danym miejscu, wydawało mi się trochę za cicho ale pewna siebie szłam dalej. Przed wejściem do salki, był jeden schodek, oczywiście go widziałam jednak mają na sobie wysokie buty... szpilką zahaczyłam o jego koniec i runęłam jak dłuuga wraz z tą lodówką na kolana! W tym momencie zapaliły się światła, wszyscy krzyknęli "niespodzianka", a ja zorientowałam się, że jestem na własnej 18-tce. Moje zażenowanie sięgnęło zenitu, zaś goście nazwali to "wejściem smoka".

#7RVjD

Gdy byłem jeszcze w gimnazjum udzielałem sie w harcerstwie. Wracałem właśnie z 3 tygodniowego obozu. Do tych co nie wiedzą, jak taki obóz wygląda, to ogólnie przez pierwszych kilka dni obozu buduje się łóżka, półki i stojaki na miski przy jeziorze. Miski służą w wiadomym celu czyli do mycia się. Tak jak pisałem na początku trzeba wszystko zbudować, a przez ostatnie dni wszystko zniszczyć i posprzątać las. Więc przez "dni robocze" raczej nie ma czasu na higienę, tylko jakieś podstawy (zęby, nogi w jeziorze). Wracaliśmy autokarem, no i jak wiadomo czasami trzeba zrobić postój na toaletę, jedzenie, itp. Zajechaliśmy właśnie pod restaurację z fast foodami, a obok była stacja benzynowa. Wszyscy poszli kupić coś do jedzenia, ale ja miałem ambitniejszy plan.

Wykorzystałem to, że byłem ubrany "roboczo" tj. spodnie bojówki, kurtka niemiecka moro i buty wojskowe. Do tego wyglądałem okropnie. Mialem mało czasu na sen i byłem cały brudny. Jako iż nikt nie poszedł na stację postanowiłem zrobić pracownikom maly kawał. Przerzuciłem przez ramię starą maskę przeciwgazową i wybiegłem na stację. Wypatrzyłem pierwszego lepszego pracownika obsługi i udając niemiecki akcent pytam go, jaki mamy rok. Po tym jak odpowiedział, że mamy 2011, krzyknąłem: "Tak, udało się!" i wybiegiem na zewnątrz. Miny ludzi bezcenne ?

#yILXV

W mojej podstawówce postrachem szkoły była nauczycielka przyrody. Niestety była to osoba, dla której liczyło się tylko by było zrobione, a nie czy umiemy. Dlatego też bardzo często sprawdzała czy mamy uzupełniony zeszyt ćwiczeń i wystawiała z niego oceny. Zauważyłam jednak, że ona nie czyta tego co tam jest, tylko przy nieuzupełnionych polach stawia 'x', a przy zrobionych ptaszka. 

Od tego dnia zawsze miałam piękne piąteczki z ćwiczeń. Nie pamiętam teraz jakie głupoty tam pisałam, ale do dziś pamiętam, że na pytanie: "Skąd w Afryce ludzie pozyskują wodę" moją odpowiedzią było: "z kranu".

#G4SEd

Lubię góry. Lubię do tego stopnia, że praktycznie każdy wolny weekend spędzam w Tatrach. Pewnego ładnego, słonecznego, wakacyjnego weekendu znów pojechałem w Tatry, w celu zdobycia Świnicy. 

Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale niestety dzień wcześniej miałem problemy żołądkowe. Myślałem, że jest już po wszystkim, w końcu rozwolnienie nie trwa wiecznie. Ale jak to mawiają "Miłość i sr*czka przychodzą znienacka". Byłem właśnie na samym szczycie Świnicy i nagle mnie dopadło. Oczywiście weekend, słoneczna pogoda - jednym słowem na szczycie pełno ludzi, igły nie wciśniesz. A moja potrzeba musiała zostać załatwiona tu i teraz, nie było czasu na schodzenie i szukanie ustronnego miejsca. Wyjścia były dwa: albo załatwiać się na szczycie wśród ludzi, albo robić w majtki. Wybrałem więc pierwszą opcję i bez zażenowania kucnąłem nieco z boku i zrobiłem to, co miałem zrobić.

Do dziś zastanawiam się, co ludzie musieli pomyśleć, gdy podczas robienia sobie pamiątkowych zdjęć, na drugim planie uwiecznili wypróżniającego się kolesia?

#TKagk

Moja pierwsza wizyta u ginekologa. Po krótkim wywiadzie lekarz zaprasza mnie do badania. Informuje, aby rozebrać się do badania. Chyba ze stresu zdałam błyskotliwe pytanie: "A skarpetki też?". Na szczęście skarpetek nie musiałam ściągać, ponieważ jak to lekarz stwierdził, to że leci muzyka to nie oznacza, że muszę robić striptiz :)

#BRbv5

W zeszłym roku zaczęłam nałogowo jeździć na rolkach. Dzień bez przejechanych 25 km był dniem straconym. Każdego ranka, ewentualnie po południu, wychodziłam na ścieżkę która jest położona przy ruchliwej ulicy w kierunku Krakowa.

Bardzo często kiedy jeździłam spotykały mnie jakieś zaczepki ze strony kierowców. A to jakieś okrzyki godowe, a to machanie, trąbienie czy też samo wpatrywanie się co ja takiego dziwnego wyprawiam. Nie znoszę takich zaczepek. 

Pewnego pięknego popołudnia jak to zwykle jeździłam sobie wzdłuż tej ścieżki. Jak też przystało, w samochodzie jechał mężczyzna który coś krzyknął, pomachał i... po sekundzie usłyszałam trzask. Ten właśnie mężczyzna wjechał w samochód na sąsiednim pasie powodując niezłą stłuczkę.

Można powiedzieć że spowodowałam pierwszą w moim życiu stłuczkę samochodową - będąc na rolkach.

#07xaj

Zdarzenie miało miejsce jakieś 20 lat temu i przydarzyło się moim rodzicom. Mieli wtedy po 25 lat i byli w mieście załatwić jakieś przedślubne sprawy. Mój tata miał własny samochód, Fiata 126p, ale nie w tym rzecz.

Było to lato, więc zaraz po wejściu do samochodu odsunęli szyby. Kiedy wyjeżdżali z parkingu pod bankiem, żeby udać się na zakupy, moja mama rzuciła torebkę na tylne siedzenie przez prawe ramię. Jakież było jej zdziwienie kiedy wysiadając chciała wziąć torebkę, a jej tam nie było. Tata zaczął się śmiać że może i to nie jest najnowszy samochód ale takich dziur, żeby torebka wypadła, to on jeszcze nie ma.

Jak się okazało pod tym bankiem moja mama wyrzuciła torebkę przez okno, a nie na siedzenie. Wyobraźcie sobie miny policjantów na pobliskim komisariacie, kiedy poszła zgłosić zaginiecie torebki... Na szczęście jakiś uczciwy człowiek odniósł zgubę na ten właśnie komisariat :)

#lmfSn

Parę lat temu, mając kilka dni wolnego postanowiłem wyskoczyć z wykrywaczem metalu na małe poszukiwania militariów. Za cel obrałem sobie las z licznymi okopami z czasów I WŚ. Z początku nie szło mi za dobrze, znajdowałem tylko współczesne "artefakty" po turystach-śmieciarzach czy to nieroztropnych grzybiarzach, ale nie opuszczało mnie przeczucie, że dziś znajdę coś ciekawego. 

Godziny mijały, dzień chylił się ku zachodowi, gdy włócząc się wśród starego drzewostanu zauważyłem z daleka, że kilkadziesiąt metrów ode mnie na jednym z drzew coś wisi... Po podejściu okazało się, że był to... wisielec. Ogarnęło mnie niemałe przerażenie i myśl czy to jakiś kawał, może kukła, manekin na sznurze. Niestety okazał się to mężczyzna, wiszący na gałęzi. Las gęsty, teren niedostępny, zasięg komórkowy marny i półmrok ogarniający wszystko. Nie myśląc długo, oznaczyłem na odbiorniku GPS miejsce znalezienia wisielca i pobiegłem w te pędy w kierunku samochodu, wiedząc, że na skraju lasu zasięg komórkowy powinien być, by poinformować policję. 

Biegiem te kilka kilometrów przez las minęło szybko, na szczęście zasięg złapałem w między czasie i poinformowałem policję o swym "znalezisku". Nim przybyła policja było już całkiem ciemno. Wstępne zeznania, co pan tu robił itp i ruszyliśmy wspólnie do wisielca. Po oględzinach, wezwanie prokuratora, któremu tez chwilę zeszło nim pojawił się na miejscu, bo w ciągu dnia nie łatwo było tam trafić, a tym bardziej po zmroku z latarkami. Na szczęście mój udział został wykluczony i mogłem się oddelegować ale nim się wszystko zakończyło było dobrze po północy. Wracając do samochodu dopiero zaczęło do mnie dochodzić czego byłem świadkie. Do domu wracałem w kompletnej ciszy, nawet radia nie włączałem, dość miałem emocji na jakiś czas.
Dodaj anonimowe wyznanie