#hTBWr
W chwili obecnej mam wielki szacunek do życia i zdrowia. Wiem, jak łatwo można je stracić na wiele lat lub na zawsze. Wiem, jak ZUS i MOPS, a więc państwo, 'dba' o osoby, które nie mogą pracować z powodu stanu zdrowia lub dlatego, że właśnie opiekują się swoim dzieckiem. Wiem też, jak łatwo jest dostać rentę/zasiłek, jeśli wie się jak, przez co osoby, które faktycznie potrzebują pomocy nie zawsze ją otrzymują. Nawet nie wiecie ile osób ma rentę z powodu alergii np.na pleśń czy kurz lub przebytej operacji w dzieciństwie...
Żyję ze świadomością, że za 20lat nie będę mogła pracować lub będę pracować na część etatu w domu, bo będę musiała opiekować się bratem. Wiem, że państwo mi nie pomoże. Rodzina powoli poodwracała się od nas (brak możliwości wyjazdu na wszystkie wydarzenia typowo rodzinne spowodował ich coraz mniejszą ilość i w końcu ich brak) - zostałam tylko ja i moja mama, która jest dla mnie największym autorytetem. Całe życie przykładałam się do nauki, a teraz pracy, aby mieć jak największe zabezpieczenie na później.
Nie mam przyjaciół. Trudno z kimś się zaprzyjaźnić, jeśli po szkole/pracy od razu trzeba być w domu, aby pomóc. Po kilku odmowach na udział w imprezach zaproszenia przestają napływać.
I wiecie co? Jestem szczęśliwa, bo nie mam wygórowanych oczekiwań od życia i cieszę się tym, co mam. Nawet jeśli jest tego niewiele.
Z rodziną najlepiej na zdjęciu.. Szczerze? Coś mnie trafia jak widzę, że rodzina odwraca się, bo nie przyjeżdża się na spotkania rodzinne. Przecież jeśli nie ma się możliwości, to nie jest wyraz złej woli, a podejrzewam że znają waszą sytuację.. A jednak się odwrócili. :(
Ostatnie zdanie jest piękne, ale jednocześnie odczuwam coś takiego, że choć Was nie znam (Ciebie i Twojej mamy), to aż chciałabym dać Wam gwiazdkę z nieba.. Za to, że tak się staracie, poświęcacie. To naprawdę godne podziwu.
Trzymaj się :)
Piękne i wartościowe wyznanie. Dla właśnie takich warto odświeżać tę stronę co 5 minut.
Dobrze, że potrafisz docenić życie i pomagasz mamie, że nie stałaś się zgorzkniała "bo nigdzie nie mogę wychodzić".
Mama pewnie pęka z dumy z takiej córki.
Bardzo smutne wyznanie. Życzę zdrowia dla Brata i więcej szczęścia!
Szczerze mówiąc, bardziej szkoda mi takich osób jak autorka, niż osób chorych. I mogą się teraz posypać minusy, ale prawda jest taka, że najbliżsi takich właśnie ciężko chorych ludzi nie żyją dla siebie tylko dla innych. Jak w wyznaniu, od dzieciństwa żyją w kręgu osób chorych, zamiast beztrosko się bawić, oglądają inne chore dzieci i są ciągane po szpitalach. Poźniej myślą tylko o tym, jak swoją przyszłość ustawić właśnie pod chorego brata czy siostrę, czy rodzica.
Autorka sama przyznaje, że nie żyje swoim życiem, nie ma przyjaciół, bo zamiast spotykać się z nimi (czyli robić to, co każdy nastolatek czy dwudzistoparolatek) pomaga przy bracie w domu.
Smutne w cholerę...
Ja znowu mam siostrę, która ma tylko rok. Jest całkowicie zdrowa, ba! jest najcudowniejszym dzieckiem jakie znam (i nie mowię tak tylko dlatego, że jest moją siostrą :p). Moja mama zdaje się nie rozumieć na czym polega macierzyństwo, bo jak urodziła mnie miała tylko 20lat, więc zgaduję, że rodzice we wszystkim jej pomagali. Więc ja, pomimo że mam 17lat, spędzam KAŻDĄ wolną i niewolną chwilę z małą, bo mama 'jest zmeczona' lub po prostu 'bo to moja siostra'. Więc wychodzi na to, że spędzam z nią więcej czasu niż jej matka. Nie mogę spokojnie wyjść na siłownie czy zakupy, bo od razu słyszę 'tak, zostaw mnie samą z dzieckiem, w ogóle nic nie robisz......'. Zachowuje się tak do tego stopnia, że obawiam się wyjsc gdziekolwiek z domu. Dlatego nawet nie chcę myslec, jakie zycie mają ludzie, którzy muszą się opiekować chorymi.
może to zabrzmieć okrutnie, ale to nie jest wasz obowiązek zajmować się chorym rodzenstwem, macie swoje zycie, dlatego przeżyjcie je swobodnie, zamiast spędzać kazdy moment na myśleniu o tym, co musicie
Czytam anonimowe codziennie, ale Twoja historia równie dobrze mogłaby być moją. Tyle, że mój brat jest starszy, posiada inne upośledzenie. Za pół roku kończę studia w innym mieście, praktycznie co weekend musze wracać do domu żeby zająć się bratem, bo rodzice muszą pracować. Znajomi nie zawsze rozumieją, że nie przychodzę na imprezę dlatego, że mam ich gdzieś, a po prostu nie mogę. W gimnazjum się buntowalam, pomagałam, ale byłam o to zła na cały świat. Z czasem zrozumiałam i mam gdzieś opinie innych. Jako dziecko nie miałam kolegów ani koleżanek, wszyscy się ze mnie śmiali, że skoro mój brat jest taki, to pewnie ja też jestem jakaś psychiczna. Po drodze spotkało mnie bardzo dużo niezrozumienia. No ale cóż, skończę studia i musze wracać do rodzinnego miasta, po drodze spotkałam mojego obecnego narzeczonego, który od początku wiedział, że ze mną czeka w pakiecie mój brat, bo wiem, że będę musiała się nim zająć, ba mój narzeczony jest świadom od początku, że związek ze mną oznacza zamieszkanie w innym mieście. Nigdy nie spotkałam osoby, która byłaby w praktycznie tej samej sytuacji co ja. Mogę powiedzieć, że w tym przypadku wiem co czujesz. Damy sobie radę! :)
U mnie sytuacja jest trochę podobna, chociaż to ja mam MPD, a moje rodzeństwo jest dużo starsze. Na tą moją "chorobę" złożyło się kilka czynników, ale nie o tym.
Mam 17 lat i modlę się żeby nie dostać całkowitej niezdolności do pracy. Prawda jest taka, że ludzie mojego pokroju mogliby by nie istnieć, bo bardzo rzadko są użyteczni, a życie towarzyskie? Ciężko o nie kiedy część dzieciństwa spędziłeś w gipsie, a teraz jesteś zajęty nauką i rehablitacją, by jakoś żyć
Nie każdy niepełnosprawny musi jeździć na wózku czy mieć downa, pamiętajcie o tym i nie wrzucajcie ich do jednego worka.
Nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej niż to, że naprawdę Cię podziwiam :)
Jestem pod ogromnym wrazeniem twojej postawy i mam nadzieję, że twoje życie będzie w przyszłości mimo trudu cudowne :)
Nie przejmuj się innymi, najważniejsze jest to, że Ty jesteś wspaniała siostra i córka
Łezka mi się w oku zakręciła.. Dużo zdrowia, uśmiechu i szczęścia życzę!