#CB8dQ

Pierwsza klasa podstawówki. Dużo osób z mojej klasy chodziło na stołówkę na obiady. Skoro one chodziły, to i ja z nimi. Minął może miesiąc czasu aż w końcu jakieś dwie panie podeszły do mnie i zapytały, kiedy w końcu zapłacę za obiady. A ja zupełnie nie miałam pojęcia, że za to się płaci. Wezwali moją mamę i musiała za wszystko zapłacić. Później zapisała mnie na obiady i już mogłam legalnie jeść obiady.

#chh2r

Jakiś czas temu zostałam poproszona przez przyjaciółkę o pójście na koncert jej ulubionego zespołu. Zaproponowała nawet, że kupi mi bilet. Wiedząc, jak bardzo jej na tym zależy, zgodziłam się. W trakcie koncertu (jak mam w zwyczaju) patrząc na spożywane przeze mnie piwo, zamyśliłam się. Totalnie odpłynęłam. 

Jakie było moje zdziwienie, kiedy dostałam plastikową butelką wody w głowę. Pierwsza myśl, co za debil rzuca butelkami z wodą i czemu do cholery wszyscy na mnie patrzą. Jak się okazało butelką rzucił piosenkarz, z pytaniem "komu chce się pić"? Wszyscy ręce do góry, a tu trafia akurat w moją głowę, odbija się od niej i trafia w moje ręce. Przypadek? Nie sądzę.

Dobrze, że nie rzucał cegłą.

#mulKM

Moja mama opowiadała mi niedawno, że jak chodziła kiedyś ze swoim chłopakiem, to poszli na grób pradziadka tego chłopaka w dzień Wszystkich Świętych. Jej chłopak stanął przed grobem, chwycił mamę za rękę i powiedział: "Przedstawiam ci moją przyszłą żonę". 

Wszystko się zgadza, tata chyba przewidział przyszłość :)

#q8y65

Gdy miałam 6-7 lat, poszłam pewnego razu z mamą do marketu. Zakupy jak zakupy, mała ja wymuszająca zabawkę, bo jak ja nie mogę dostać dziesiątej zabawki w tym tygodniu. Gdy już pogodziłam się z decyzją mamy, że nie dostanę tego co chcę, nagle zaczepił mamę chłopiec. Może miał z 10lat, podchodził do sporej liczy ludzi, ale wszyscy go zlewali. Widać było, że jest biedniejszy. Z tego co pamiętam, była to zima, a on stał w samej bluzie. A więc gdy już moja mama się zatrzymała, chłopiec zapytał się mamy, czy mogłaby dać mu kilka bułek, ponieważ jego mama wszystko przepiła, a on nie ma co jeść. 

Moja mama od razu wzięła go za rękę i zrobiła mu duże zakupy (do dzisiaj pamiętam jak nie mógł ich unieść), kupowała wszystko, co wpadło jej w ręce, także słodycze... Co mnie trochę zaczęło irytować, bo jak to moja mama kupuje obcemu chłopakowi słodycze, a ja nie mogłam dostać zabawki? Zaczęłam urządzać sceny, płacz, bo ja chcę i koniec. Chłopakowi, któremu moja mama robiła zakupy bardzo zrobiło się głupio i aby złagodzić sytuację chciał zrezygnować ze słodyczy, abym dostała swoją zabawkę.

A ja? Mam do dzisiaj tą głupią zabawkę, mimo że mam 18lat, ale razem z nią wyrzuty sumienia za swoją głupotę wtedy, jest mi bardzo wstyd.

#097NX

Od niedawna pracuję (a właściwie pracowałem) w jednej z sieci sklepów ze sportowymi ciuchami. W niedzielę, około godziny 18:00 weszła do sklepu dziewczyna, max 19 lat. Widzę po niej, że raczej nie posiada plantacji stówek na ogródku. Podchodzę i jak to sprzedawca zadaję pytanie: "Dzień dobry, w czym mogę pomóc?". W tym momencie dziewczyna mi zaczyna wymieniać parametry jakich oczekuje od kurtki. To odpowiadam, że owszem, że mamy taką kurtkę, która sprosta jej wymaganiom, ale kosztuje 500 złotych. Oczy dziewczyny od razu posmutniały, więc ja jako dzielny bohater (sprzedawca) proponuję inną, tańszą o połowę, jednak dziewczę nawet nie popatrzyło. Patrzę, wyjmuje portfel i zaczyna liczyć od banknotów po najmniejsze nominały. Miała 350 złotych i pytała, czy nie będzie w najbliższym czasie promocji na tą kurtkę. Jako że dopiero zaczyna się sezon, powiedziałem, że na pewno nie, ponieważ kurtkę dopiero dostaliśmy i wyprzedaże najszybciej będą po sezonie. Myślałem, że się rozpłacze (w sumie zdziwiło mnie to, że z powodu głupiej kurtki dziewczynie zbiera się na płacz). Powiedziałem więc, żeby podeszła z tą kurtką za 500 złotych do kasy, to coś "zdziałamy". 

Zrobiłem jej rabat pracowniczy na 30% oraz 5% z karty stałego klienta, której stricte nie miała. Zapłaciła 325 złotych, ku mojemu zdziwieniu nie ucieszyła się tak bardzo jak myślałem, nawet nie podziękowała wzięła kurtkę i wyszła bez żadnego "do widzenia". 

Minęło 15 minut... Dzwoni kierowniczka i mówi, że dziewczyna, którą obsługiwałem, to tzw. "tajemniczy klient", który ocenia pracę sprzedawców i że co ja w ogóle zrobiłem, że w ogóle mogłem jej tą kurtkę za darmo dać. Zwolniła mnie. Nie zawsze warto być miłym.

#dPewz

Jak miałam jakieś 8-9 lat pojechałam z rodzicami i bratem na wakacje nad morze. Co roku jeździliśmy w to samo miejsce. Trzeciego dnia pobytu idąc na plażę weszłam z mamą do sklepu po jakieś picie. Mój tata z bratem stwierdzili, że idą w stronę plaży i tam zaczekają przed wejściem. Wychodzę z mamą ze sklepu i widzimy z daleka, że jakiś wielki pies bawi się z dzieckiem i mówimy, że fajnie, itd. 

Dochodzimy do chłopaków, a tam wielkie poruszenie - okazało się, że ten "wielki pies" był dzikiem, który próbował uciec, bo coś go wystraszyło i pech chciał, że jak tatuś przed nim uciekał, dzik wpadł na niego i mój zacny tata skończył z wybitym barkiem, więc cały wyjazd do końca spędził w gipsie.

Ogólnie sama wakacyjna historia na tym się kończy, ale z nią wiąże się też inny wątek. Mianowicie po powrocie do szkoły pani poprosiła nas o napisanie wypracowań jak spędziliśmy wakacje. Więc jak to grzeczne dziecko, które uwielbiało język polski, opisałam historie która przydarzyła nam się na wakacjach, byłam pewna że dostanę 5 jak nie 6! Jednak pani nauczycielka dała mi wtedy 3. Więc ja cała w nerwach (jak na wyszczekaną 8-9 latkę) idę po lekcji i pytam jakim prawem dostałam 3 jak przecież to jest na 5! Pani nauczycielka tłumaczy mi, że samo wypracowanie jest bardzo dobre, z tym, że obniżyła mi ocenę za kłamstwo. Ja oczy jak pięciozłotówki pytam, jakie kłamstwo, przecież to prawda!? 

Wywiązała się awantura w skutek czego moja mama została wezwana do szkoły. Pani pewna siebie opowiada o moim rzekomym kłamstwie na temat ataku dzika i z uśmiechem czeka, aż mamie zrobi się głupio. Na co moja kochana mamusia z pełną powagą odpowiada, że dokładnie tak wyglądały nasze wakacje, a jak jej nie wierzy może pokazać gazetę lokalną, w której historia została opisana + skoro nie chce wierzyć dzieciom w to co napiszą, to po co zadaje im wypracowanie.

Mina nauczycielki była ponoć bezcenna, ocena nagle została zmieniona na 5 i usłyszałyśmy obie "Bardzo przepraszam! Ale byłam taka pewna, że to dziecięca wyobraźnia".

#5UxTv

Kilka tygodni temu postanowiłem, że znajdę mojej narzeczonej jakąś pracę, bo skończyła już szkołę. Zobaczyłem ogłoszenie mówiące o tym, że w pizzerii, w której szefową była moja znajoma, poszukują dostawcy pizzy. Myślę sobie - na pierwszy raz idealna praca. Zadzwoniłem i pyk, udało się.

Narzeczona poszła parę razy do tej pracy, po czym stwierdziła, że nie da rady i że to nie dla niej. Myślę sobie: ok, nic się nie stało, znajdziemy co innego. Ale następnego dnia zmieniła zdanie o 180 stopni. Zaczęła do pracy chodzić nawet w dni wolne - pomagała, bo był "duży ruch", dodam że charytatywnie.

W sobotę ze mną zerwała, bo "tak będzie lepiej", bo "od dawna coś było nie tak". Puenta: dzisiaj się okazało, że oprócz pracy znalazłem jej też nowego chłopaka. Też był zaręczony.

#5oTMF

Zawsze myślałam, że osoby wykształcone posiadają jak jak to nazywam życiową inteligencję, czyli np. wiedzę, jak się zachować w danej sytuacji, nie oceniają innych po pozorach itp. Moja matka niestety jest totalnym tego zaprzeczeniem, a ostatnio przeszła pod tym względem samą siebie. 

Mam 26 lat i od 7 lat mieszkam w Lublinie. Moja matka ponad 300 km dalej. W ten weekend postanowiła mnie odwiedzić. Uprzedziłam ją, że pewnie będzie w domu mój współlokator, współlokatorki raczej nie. Przyjechala, poznała Radka, poszłyśmy do mnie do pokoju. Tam oczywiście ze szczegółami wypytała mnie, czym się Radek zajmuje na co dzień (jakby to miało jakieś znaczenie - w końcu to tylko współlokator, a nie kandydat na jej zięcia). Gdy jej powiedziałam, że jest po szkole zawodowej i pracuje fizycznie, ta wpadła w istny szał. Zaczęła się na mnie drzeć, że jak mogłam tak nisko upaść, by mieszkać z takim zerem, że to przecież totalne dno jest, byle kto, że pewnie mnie d... swędzi, skoro mieszkam z kimś takim... Byłam w ciężkim szoku, Radek oczywiście wszystko słyszał. Wyszedł z domu i tylko potem wysłał mi smsa, że wróci do domu dopiero, gdy moja matka sobie pojedzie, bo skoro on jej tak przeszkadza, to nie będzie drażnił jej oczu swoją obecnością... 

Nie mogę pojąć, jak można być tak okropnym człowiekiem. Odkąd pamiętam, ona zawsze taka była. Wystarczyło, że ktoś z moich znajomych jej się nie spodobał, to słyszałam, że jestem zerem, skoro się z kimś takim zadaję. Co więcej, potrafi stosować szantaże w stylu: jak nie przestaniesz się z nim/nią spotykać, to ja się powieszę. Rozmowy z nią nie pomagają. 

Gdy byłam młodsza, tak to wszystko przeżywałam, że ze stresu dostawałam tak silnego bólu głowy, że podejrzewano u mnie guza mózgu... Mówi się, że rodziców się kocha bezwarunkowo. Wiem jednak, że to nieprawda. Moi znajomi, gdy jadą do domu, cieszą się, że się spotkają z rodzicami. Ja te wyjazdy traktuję jak obowiązek i gdy już jestem w domu nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do Lublina, bo tak naprawdę tylko z dala od domu czuję się szczęśliwa.

#guIqW

Sytuacja miała miejsce, kiedy miałem z 4 latka. Wybraliśmy się razem z wujostwem i rodzicami na plażę. Temperatura była wysoka jak to w sezonie letnim, a najlepszą ochłodą są lody, więc wujek wraz ze mną, czyli jak się okazało później młodym Casanovą, został wysłany po tenże smakołyk bogów. 

Przed nami w kolejce stała młoda dziewczyna w bikini, a ja będąc pobudzony poprzez interesujący widok znajdujący się naprzeciwko mojej głowy postanowiłem klepnąć w jeden z pośladków i zobaczyć, co się stanie. Wtedy oburzona dziewczyna odwróciła się i niczym Jackie Chan sprawnym obrotowym ruchem sprzedała wujkowy soczysty policzek. Po dosyć szybkim wytłumaczeniu zaistniałej sytuacji przeprosiła nieszczęśnika, a całą sytuację potraktowała z humorem. 

Tak oto od młodego wiedziałem, co jest najlepsze dla mężczyzny.
Dodaj anonimowe wyznanie