Dziadek uwielbiał psy. Po śmierci ukochanego psiaka kupił małego boksera. Szczeniak prześliczny z charakterystyczną łatką na piersi. Dziadek czasami brał go do pracy, ale pewnego dnia zniknął - ktoś go ukradł! Rodzinna zrozpaczona, dziadek po jakimś czasie kupił następnego, bo bez psa pusto i smutno. Minęły dwa lata, dziadek wyprowadza swoje szczęście na smyczy, patrzy a tu jakiś facio trzyma pięknego boksera. Rozpoznał, że to ten który został mu skradziony przed dwoma laty.
Dziadek podszedł, pochwalił, że pies ładnie wygląda, wytłumaczył sytuację, podziękował za opiekę, wręczył niemałą ilość pieniędzy za utrzymanie i do domu wrócił z dwoma psami :)
Dodaj anonimowe wyznanie
A myślałam, że pies uciekł, zgubił się i po kilku latach jakoś wrócił, bo i takie historie się słyszy. Nie mniej jednak, super, że tak wyszło :)
Mój psiak sam ucieka przez otwartą furtkę. I zawsze idzie w to samo miejsce. A jak ja go dorwe na ulicy to spierdziela przede mną szybciej niż ja robię interwały biegajac!
Miałam kiedyś psa, który uciekał sobie co jakiś czas i gdy na drugi dzień stał pod blokiem to trzeba było do niego z pętkiem kiełbasy wychodzić, żeby łaskawie wrócił do domu :D haha :D
Coś mi się wydaje, że po 2 latach pies wcale nie miał ochoty wracać do Twojego dziadka, zwłaszcza, że był szczeniakiem kiedy go ukradziono.
Nie sądzę. Wiele lat temu kolega mojego teścia był zmuszony oddać mu swojego pieska. Ów kolega, wiele lat później odwiedził teściów i gdy tylko znalazł się przy bramce, jego dawny przyjaciel wystartował ku niemu niemalże z prędkością dźwięku, rzucił się na niego radośnie i nie odstępował go nawet na krok.
Zgadzam się z Nadią, nawet jakby się cieszył nie znaczy, że bardziej kochał Dziadka. Na pewno był przywiązany do nowego właściciela i gdyby go teraz zobaczył, zareagowałby tak samo i nie odstępował na krok. Ale wymowne jest, że oddał przyjaciela za pieniądze, więc chyba w tym przypadku na dobre wyszło.
A ja z drugiej strony myślę, że gdyby właścicielowi faktycznie tak bardzo na psiaku zależało to by go nie oddał mimo wszystko. Gdyby ktoś na ulicy powiedział mi, że w moim ukochanym psiaku rozpoznaje swojego, który mu zaginą przed laty to co najwyżej mogłabym mu współczuć straty. Na pewno "na słowo" nie oddałabym sporej części swojego serca. Nawet za "niemałą sumkę".
Ech, ale jednak patrzmy od strony psa. Miał pana, który go wychowywał, uczył, szkolił, był z nim przez 2 lata. I nagle został odebrany, ot tak, na spacerze, do zupełnie obcego człowieka. Może mam trochę inny tok myślenia bo wychowałam się w otoczeniu psów, ale jak dla mnie dziadek mógł po prostu odpuścić... W końcu chodzi o dobro zwierzęcia, któremu przecież całej sytuacji nie wytłumaczysz.
gdy byłam mała, moja babcia miała kota, piękne trzykolorowe umaszczenie i charakterystyczna dziura w uchu, której nabawił się w jakiejś bójce, gdy miałam 8 lat, kot nagle zniknął, wszyscy uznali, że jak to kot, wpadł pod samochód lub coś w tym stylu. 10! lat później, gdy moja babcia wróciła skądś do domu, pod jej drzwiami siedział ten kot, wszedł do domu, poszedł w swoje dawne ulubione miejsce i zdechł.
Tak się zastanawiam... skoro gość tego psa oddał to go nie ukradł. Dlaczego więc gdy go znalazł nie rozwiesil ogłoszeń o znalezieniu psa? ;-;
Mógł go kupić. Mi też kiedyś ukradli psa, jakiś czas później spotkałam staruszkę z moim psiakiem, okazało się, że kupiła go na bazarze :/
Czy tylko ja bym nie sprzedał psa po dwóch latach jego wychowywania? Przecież przez taki okres czasu pies się przywiązuje, człowiek też powinien.
W życiu nie oddałabym psa nawet za duże pieniądze. Chyba,że gość zrozumiał, że pies dla twojego dziadka jest ważniejszy niż dla niego
Wiesz, jeszcze jakby pies sam uciekł, ale on został ukradziony
Mi tata przypadkiem wywiózł kota do miasta pod blok cioci, nie wiedział, że kot jest z tyłu i wyleciał jak otworzył drzwi... Oczywiście razem z siostrą w płacz naszej kici nie ma, po 10 miesiącach przyjeżdżamy z ferii od cioci patrzymy do łóżeczka dla lalek leży tam nasza kicia (uwielbiała tam spać). Nasza radość nie znała granic. Jak się potem okazało ciocia była przed swoim mieszkaniem rodzinnym i zobaczyła kota. Kici kici i kot że tak powiem wskoczył w jej ramiona.
Mój kot potrafi wybiec z mieszkania (mieszkamy w bloku, na 9 piętrze), pobiec po schodach na samą górę (lub na sam dół, co gorsza) i czekać tak jakby pod naszymi drzwiami, ale na innym piętrze xD
:D Widać inteligencji mu nie brakuje