#umNAx
Pojechałem po praktykach do dziewczyny, było to dość wcześnie bo około 11, jej mama miała akurat wolne. Zaproponowała kawę, ale odmówiłem i tak chwilę posiedzieliśmy, pogadaliśmy, aż w końcu zadała, to magiczne pytanie: "Czy poczęstuję się andrutem". Ale jako że nie znałem tego określenia to wypaliłem: "Nie dziękuję, nie jadam takich owoców". Nazwa 'andrut' skojarzyła mi się z grejfrutem.
Ich śmiechu i mojego wstydu, kiedy mi wytłumaczyły, że to wafle, nie zapomnę chyba nigdy.
Oja, przypomniały mi się czasy podstawówki i andruty w sklepiku za 1zł ?
Taak! Pyszne były ^^
U nas były po 50 gr :D
U nas nadal są :D
Teraz za andruty ze sklepiku poszłabyś siedzieć ;)
W żabkach sprzedają andrutu 3szt za 3zl polecam ^^
A ja pamiętam jak bawiłyśmy się, że to była Eucharystia ?
Andruty Piotrusia <3
Miałeś prawo tego nie wiedzieć :) Ja też długi czas nie znałem tej drugiej nazwy, praktycznie parę miesięcy temu się o niej dowiedziałem :p
Ja dalej nie znam - co to jest? Rodzaj wafla jak mniemam z pierwszych zdań wyznania?
Już sprawdziłam w google grafika - przeciez to po prostu wafle przekładane nadzieniem - zwykłe wafelki. Po co wymyślać jakieś dziwne nazwy :D
Nazwa andruty? Andruty to takie cieniutkie koła, w sumie nie wiem z czego, ale rozplywaly sie szybko w ustach, dość często też się do nich klejąc. Żadne tam wafle i inne pierdy. Andruty to andruty :D
O, takie: (audycja zawiera lokowanie produktu) http://mlodelata.pl/img/exhibits/big/1158.jpg
Ja te
Też*
Właśnie, andruty to coś w rodzaju słodkich opłatków.
A u mnie andruty to te takie słodkie opłatki jakby, co w sklepie można kupić, a wafle to to co wyskakuje w Google jako np. andruty kaliskie.
Twoje andruty to nic, u mnie w rodzinie na tzw "donaty" czyli te pączki z dziurką mówi się... DZINDZIBOŁY, nawet nie wiesz jak irytujący może być śmiech ludzi, którzy dopytują "o co ci chodzi?" ach... 15 lat życia spędziłam w niewiedzy, że DZINDZIBOŁY to wymysł babci a nie powszechna nazwa (od 6 lat znam nazwę "donaty")
Miałam deja vu xD To jak w historycznej opowieści o kalafijorze xD
Ej, ja też! :D
Dziękuję, właśnie się dowiedziałam, że przez całe życie żyłam w błędzie mówiąc AMDRUTY :D
Mogłeś powiedzieć jej, ze na grejpfruta mówisz andrut XD
Ja się teraz dowiedziałem :)
Pamiętam jak zawsze biegłam po te "andruty" do sklepiku szkolnego i udawało się księdza podającego Komunie :D
O boze tak hahaha, i było "ciało chrystusa" *ktoś otwiera usta i zabiera jezorem* "amen"
Zjadłabym andruta :D
Nie ty jedna ^^
Eh, wspomnienia! W dziecięcych czasach bawiłam się z siostrą ,,w kościół". Ona była ,,siostrą organistką" a ja ,,księdzem" (tak na marginesie, jestem kobietą;)). Z andrutów wycinałyśmy kieliszkiem coś na kształt hostii. Dzieciaki z sąsiednich klatek przychodziły do nas ,,na msze".;) ;) ;) Nawet własnego ministranta miałam! ;) ;) )