Mój tata od zawsze lubił żartować, ale zazwyczaj jego żarty śmieszyły tylko jego samego. Tego dnia było jednak inaczej. Moja mama prowadzi studio fitness i ma różne gadżety promujące interes: smycze, naklejki, etc. Trzy tygodnie temu siedząc przy kuchennym stole zajmowała się projektowaniem t-shirtów. Jako że ja i tata znajdowaliśmy sie w okolicy, zapytała nas: "Myślicie, że powinnam umieścić na nich moje zdjęcie?", na co mój tata odparł: "Ola, słyszałaś? Mama już szykuje kostium na Halloween!".
Tak, spał na kanapie.
Zdarzyło się to wczoraj. Godzina 22, jechałam tramwajem do mojej kuzynki. Winko, pogaduchy i te sprawy. Stałam sobie w tej części gdzie nie ma siedzeń. Nagle stojący obok mnie facet, którego wcześniej nie zauważyłam, powiedział coś w moim kierunku. Obracam głowę, a on, uśmiechnięty, wręcza mi do ręki żurawia. Tak. Żurawia z origami. Byłam bardzo zaskoczona, od razu podziękowałam i trzymałam prezent w dłoni. Jedziemy, jedziemy, trochę ta sytuacja zaczęła mnie krępować, bo widziałam kątem oka, że ten facet wciąż mi się przyglądał.
Nagle znowu zwrócił się do mnie i usłyszałam coś takiego: "Czy wie pani ile waży miś polarny?". Zaskoczona odpowiadam, że nie mam pojęcia, na to on: "Ja też nie wiem, ale to jest dobry moment żeby przełamać pierwsze lody" i chyba od razu powiedział swoje imię, niestety go nie zrozumiałam. Przedstawiłam się, uścisnęliśmy sobie dłonie. Pochwaliłam pomysł podrywu, potem się pożegnałam i wysiadłam, bo był już mój przystanek. Ten podryw był genialny i zrobił na mnie duże wrażenie :)
Bodajże dwa lata temu związałem się z pewną dziewczyną, generalnie zostałem zeswatany. Fajna dziewczyna, miła, uprzejma, układało się nam dobrze. Byliśmy ze sobą kilka miesięcy. W pewnym okresie chodziła cały czas przybita, smutna, tak jakby coś się stało, a ja nie wiedziałem co, a ona też mi powiedzieć nie chciała. W pewne popołudnie leżąc na łóżku i oglądając jakiś film wzięło mnie na przemyślenia. Nie dawało mi spokoju jej zachowanie, więc analizowałem dogłębnie, co mogło się stać i przez głowę przeszedł mi pomysł "a może mnie zdradziła i jej jest się wstyd przyznać?". Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Prosto z mostu zapytałem: "Zdradziłaś mnie?" I wtedy ona się rozpłakała, zaczęła mnie przepraszać, generalnie zrobiła z siebie ofiarę. W pewnym momencie nawet starała mi się wmówić, że została zgwałcona.
Zdenerwowałem się, kazałem jej się wynosić i żeby zniknęła z mojego życia. Wyjść z mojego domu wyszła, ale próbowała na milion sposobów skontaktować się ze mną i dalej przepraszać. Jako że jestem facetem honoru i moja duma została mocno szarpnięta, stwierdziłem, że to koniec, gdyby mnie kochała to by mnie nie zdradziła. Jakiś czas później, pewnego wieczoru wpadliśmy na siebie, ona oczywiście wykorzystała tę sytuację i próbowała znowu mnie przepraszać, mówiła że mnie kocha etc, etc. Ja, będąc już podchmielony i to dosyć mocno, nie chciałem się denerwować i chciałem ją szybko zbyć. W moim pijanym mózgu pojawił się pomysł, że powiem jej, że jestem gejem i że ona była tylko dla mnie testem tego, czy przypadkiem nie pociągają mnie kobiety. Jak pomyślałem tak zrobiłem.
Żałuję tego po dzień dzisiejszy, bo moja eks rozpowiedziała o tym wszystkim naszym wspólnym znajomym i jak to na pocztę pantoflową przyszło, usłyszeli o tym praktycznie wszyscy moi znajomi. W sumie do tej pory dużo osób myśli, że jestem gejem. Na drugi raz przemyślę milion razy zanim coś palnę..
Kiedy byłam młodsza byłam bardzo, ale to bardzo wstydliwa. Mimo to nauczycielka zawsze wciskała mnie na wszystkie możliwe przedstawienia i występy, chcąc mnie podbudować. Mówiła, że kiedyś na pewno będę kimś. I teraz, kiedy zostałam kelnerką z ukrytym talentem, wciąż wspominam sytuację, w której moja wstydliwość wzięła górę.
Brałam udział w konkursie recytatorskim no i chcąc nie chcąc zaszłam na tyle daleko, że miałam występ o miejsce wojewódzkie, czy jakoś tak. Moi rodzice nie mieli czasu, żeby dowieść mnie na ten występ, a że córka sąsiadki też brała udział, pojechałyśmy właśnie z nią. Cały występ przebiegł nawet spoko, pomijając to, że recytowałam w przebraniu ślimaka. W drodze powrotnej strasznie chciało mi się siku, ale bojąc się odezwać i z nadzieją, że wytrzymam do domu, całą drogę przemilczałam. Nie udało się. Strumień poleciał prosto na siedzenie Mercedesa sąsiadki. Myśląc, że nikt się nie zorientuje po prostu poszłam do domu.
Mało tego, kilka dni później będąc u tej samej sąsiadki i bawiąc się z jej córka, wstydziłam się zapytać, czy mogę skorzystać z toalety. Ponownie zlałam się w majtki i uciekłam do domu. Sąsiadka nic nie powiedziała, ale później jakoś kontakt z jej córką mi się urwał. Tak oto przez moją wtydliwość straciłam przyjaciółkę i dosłownie olałam nowy samochód jej mamy.
Pewnej wrześniowej nocy wyszłam ze swoimi znajomymi na imprezę. Wychodząc na papierosa znalazłam telefon. Nie minęły 2 minuty, a właściciel zguby skontaktował się ze mną, dzwoniąc na swój numer z telefonu przyjaciela. Umówiłam się z nim pod wejściem na teren imprezy. Gdy się zjawił oddałam zgubę i zorientowałam się, że nie mam własnego. Chłopak trochę rozbawiony sytuacją pozwolił mi zadzwonić. Cisza. Nikt nie odebrał. Spojrzałam na ekran i zorientowałam się, że numer który wybrałam należał do mojej rodzicielki. No trudno, alkohol, zdarza się. Ponownie wpisałam numer i czekałam aż ktoś odbierze.
Stało się, usłyszałam męski głos i zaczęłam mówić, że zgubiłam ten telefon, że byłabym niezmiernie wdzięczna gdyby mi go oddał. Gdy mężczyzna zirytowany zaczął krzyczeć, że go obudziłam, że jest 2 w nocy i tłumaczyć, że to jest jego telefon strasznie się zdenerwowałam. Muszę przyznać, że wiązanka wyzwisk i przekleństw jaka wtedy poleciała w kierunku mężczyzny bardzo mi się udała, jednak gdy zwrócił się do mnie po imieniu trochę spanikowałam. Nasza dalsza rozmowa potoczyła się tak:
- Kim jesteś? Z kim rozmawiam?
- Twoim ojcem, ku*wa!
Dopiero wtedy zorientowałam się, że tym razem wybrałam numer taty zamiast swojego.
Ostatnio na zajęciach informatycznych mieliśmy wykonać projekt symbolu. Na pytanie, jakim programem trzeba się posłużyć, odpowiedź brzmiała: "kartka i ołówek". Kto szukał tego programu na pulpicie? No właśnie...
Jestem krótkowidzem, ale nie zawsze noszę okulary. Wszystko dalej niż 10 metrów jest nieco rozmazane, jednak przyzwyczaiłam się do tego i radzę sobie bez problemów.
Zadzwonił kurier że ma dla mnie paczkę za pobraniem. Wyszłam wypłacić pieniądze z bankomatu. Idąc chodnikiem zauważyłam małe dziecko, może 6 lat. Samo, bez żadnej opieki, stało koło przystanku autobusowego i wyglądało jakby chciało przejść przez ulicę. Zaczęłam się przyglądać zaniepokojona, w mojej głowie od razu myśl “A gdzie są rodzice?”.
Rodziców jednak nie było widać, a dziecko wyszło na ulicę za stojącym na przystanku autobusem i niepewnie zaczęło przechodzić. Czułam że może stać się coś strasznego, a nikt nie reagował więc pobiegłem sprintem na ratunek.
Jak się zbliżyłam dziecko obejrzało się. Byłam na tyle blisko, że obraz mi się wyostrzył i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to nie było dziecko, a bardzo niska kobieta w średnim wieku, może nawet karlica. Zatrzymała się i patrzyła podejrzliwie jak biegłam prosto na nią… Nie wiedziałam jak wybrnąć z tej sytuacji więc nie przerwałam biegu i wskoczyłam do autobusu. Drzwi się zaraz zamknęły i autobus pojechał. A ja bez biletu, bez pieniędzy, tylko z kartą bankomatową. Modliłam się tylko żeby nie było kontroli. Na szczęście nie było i na następnym przystanku wysiadłam i wróciłam do domu.
Pewnego dnia odwiedziłam swoich dziadków i podczas picia kawy wywiązał się między nimi taki dialog. Babcia do dziadka:
- Czy jak umrę, to dasz moje ubrania nowej żonie?
- Nie, bo będą za duże :)
Dodam tylko, że gdyby wzrok zabijał, dziadka już by nie było. Mimo różnych sytuacji, dokuczania sobie dziadkowie bardzo się kochają i są ze sobą 50 lat. :)
To miało miejsce jakieś 19 lat temu, kiedy to chodziłam do zerówki. Dodam, że byłam bystrą i ambitną dziewczynką. W zerówce zanim nadszedł czas zabawy, musieliśmy się trochę pouczyć. Mianowicie poznawanie literek, łączenie je w sylaby, aż wreszcie czytanie krótkich zdań typu "Ala ma kota". Zanim nadszedł mój czas odpowiedzi, przysłuchiwałam się koleżankom i kolegom, jak potrafią czytać. Przeważnie dukali po literce, łącząc je w sylaby i po wielu trudach zdołali przeczytać zdanie. Ja natomiast potrafiłam czytać biegle i nie sprawiało mi to żadnej trudności. Gdy nadeszła moja kolej, udawałam że nie potrafię od razu przeczytać czytanki, więc odstawiałam cyrk przed grupą dukając literki. Do tej pory nie wiem, czym się kierowałam.
To było w czasie dzieciństwa. Byłam ślepo zapatrzona w swoją starszą siostrę. Jej aprobata była dla mnie cenniejsza niż mamy. A ona w nagrodę robiła tak, żebym często wychodziła na idiotkę. W podziękowaniu chyba.
Miałam może z 6-7 lat. Siostra była dwa razy starsza. Jako dziecko nie wiedziałam o intymnych sprawach. Bawiłam się przednio z siostrą. Chowałyśmy kredki po różnych zakamarkach i ich szukałyśmy - zabawa w ciepło, zimno. Nagle zachciało mi się siku. Powiedziałam o tym siostrze. Pobiegłam szybko do łazienki. Pech chciał, że była ona zajęta. W dodatku przez najstarszego brata. Wróciłam niezadowolona do siostry, mówiąc, że brat kazał mi iść na dwór.
Moja siostra wpadła chyba na najlepszy troll w swojej karierze. Powiedziała mi, co miałam powiedzieć, gdy zapukam do łazienki. Ale nie szeptem. Kazała mi wrzeszczeć na cały dom. Pobiegłam do łazienki. Zaczęłam kopać w drzwi i krzyczeć:
- Szybko! Szybko! Bo mam orgazm!!!
Gdybyście widzieli moją siostrę, która tarzała się wręcz po podłodzę. Wszyscy mieli ubaw ze mnie. Do tej pory mają. Uroki bycia najmłodszą z rodzeństwa.
Dodaj anonimowe wyznanie