Historia zdarzyła się, gdy byłam w wieku przedszkolnym. W wolnych chwilach (których było całkiem sporo patrząc na mój wiek) robiłam to co wszystkie inne dzieci, bawiłam się, wychodziłam na dwór, lubiłam również oglądać telewizję. I właśnie tutaj historia się rozpoczyna... Miałam swoje ulubione bajki takie jak "Król Lew" czy "Teletubisie", lecz lubiłam też bardzo pewien serial - "Miodowe Lata".
Pewnego słonecznego dnia spacerowałam z rodziną po mieście, gdy zaczepiła nas pewna starsza pani. Zwracając się do mnie i moich rodziców, wywiązał się miedzy nami dialog:
Starsza pani: Ohh... Jaką mają państwo śliczną córeczkę!
Rodzice: Dziękujemy bardzo, staraliśmy się jak możemy.
Starsza pani: Dziewczynko jak masz na imię?
...i wtedy wkroczyłam ja, dumnie wypinając swój brzuch, grubym głosem odrzekłam:
- KAROL!
A następnie pobiegłam przed siebie.
Sytuacja miała miejsce kilka lat temu, może w piątej klasie podstawówki. Poszłam do łazienki na przerwie. Było tam kilka dziewczynek z pierwszej klasy, drzwi wszystkich kabin zamknięte, a żeby wejść, wiadomo, najpierw trzeba zapukać. Pukam więc, gdy nagle zza drzwi słyszę cichy głosik osoby, która zajmowała tę kabinę: "Proszę!"
Jej koleżanki na zewnątrz zaczęły się śmiać, ja sama powstrzymałam się i poszłam do innej kabiny, która akurat była pusta. Dzieci są uczone w szkole, że jak ktoś puka, to mówi się "proszę", ale powinno się je także uświadomić, że ta odpowiedź nie dotyczy ubikacji...
Przychodzi taki dzień, gdy człowieka postanawia wziąć się za siebie i schudnąć. No cóż, dziś wieczorem przysiady, nożyce, aż w końcu wzięło mnie na bieganie. Wracam do domu po 30 minutach biegania, frajda, pełna ekscytacja, parę kalorii może spalone. Nagle czuję głód. Długo nie myśląc, herbatka i duża porcja frytek z solą i ketchupem zjedzone i jeszcze wpieprzam ciastka. Pozdrawiam ja i moje kalorie!
To było jakieś 4 lata temu. Moja mama zadzwoniła do mojej siostry i kazała jej wynieść suszarkę z praniem na balkon. Jako że moja siostra była zbyt leniwa, zaraz krzyknęła do mnie "Wynieś suszarkę na balkon". Byłam w szoku i nie wiedziałam, po co wynosić ją na balkon, bo przecież suszarki nie muszą się suszyć, lecz zrobiłam to.
Minęło pół godziny i siostra zapytała mnie, czy już to zrobiłam. Odpowiedziałam, że tak i że może sprawdzić. Sprawdziła. Jej mina była bezcenna. Wyniosłam suszarkę do włosów.
Kilka lat temu, kiedy to byłam w 1 klasie gimnazjum wraz z koleżanką miałyśmy przygotować pewną grę na zajęcia techniczne. Ogólnie świetna sprawa. Czułyśmy się niczym inżyniery konstruując własny wynalazek z pudełka po butach, baterii i śrubek.
No właśnie, śrubek. Musiałyśmy się udać do pobliskiego sklepu w celu ich zakupu. Gdy już weszłyśmy i mijałyśmy te wszystkie nic nieznaczące dla kobiet, męskie epcie pepcie w końcu są i one! Piękne, zgrabne śrubki. Rozglądam się, podziwam te najładniejsze i rozmyślam, które najbardziej będą pasować do naszej gry.
W końcu wybrałyśmy, ale zaraz, ile one kosztują? Rozglądam się i szukam naklejki z ceną. Kiedy już się natknęłam, zobaczyłam tylko wielkie 11.99 zł i bez zastanowienia wykrzyknęłam z wielkim oburzeniem na całe gardło: "RANY BOSKIE TO ZA JEDNĄ?!". Na co miły pan obok, lekko zdezorientowany odpowiada: "Nie, nie za kilogram...".
Historia miała miejsce, gdy miałam jakieś 5 lat. Moja mama musiała załatwić pewnego dnia wiele ważnych spraw na mieście, ale nie miała mnie z kim zostawić, więc zabrała mnie ze sobą. Czas wyjścia się zbliżał, musiałyśmy szybko się ubrać i wyjść. Mama, by zaoszczędzić trochę czasu dała mi wszystkie ubrania, które miałam włożyć, bym sobie sama poradziła z ubraniem się. Ciągle pospieszała mnie, ponieważ do autobusu było mało czasu.
W końcu udało nam się wyjść z domu. Pierwszy punkt - bank. Czekamy w długiej kolejce, a mi się bardzo nudziło, więc chodziłam sobie po banku szukając zajęcia. W pewnym momencie mama zauważyła, ze cały czas trzymam rękę w spodniach, jakbym czegoś tam szukała. W pewnym momencie z dość sporej odległości krzyknęłam na cały bank do mamy:
- Mamo! Nie włożyłaś mi majtek!
Biedna speszona mama, która miała wzrok wszystkich dookoła na sobie zawołała mnie do siebie i próbując wybrnąć z sytuacji powiedziała:
- Córciu, przecież masz majteczki, na pewno się pomyliłaś.
- Mamo, no nie mam! Zobacz sama!
W tym momencie udowodniłam mamie, że jednak miałam rację. Niestety nie tylko jej.
Moi rodzice urodzili się tego samego dnia, miesiąca i roku. W dodatku nazywają się Adam i Ewa. Nie, nie mam na imię Kain ani Abel.
Gdy byłam mała często rysowałam dla rodziców. A teraz przeglądając po paru ładnych latach kolekcję moich dzieł, zauważyłam, że mama przed schowaniem obrazku do specjalnego pudełka, podpisywała je komentarzem czyj to rysunek (mój czy siostry), ile miałam lat i dla kogo został stworzony. Jakie było moje zdziwienie kiedy znalazłam rysunek 4 letniej mnie z komentarzem mamy "Powiedziała, że to dla taty, bo jest zły i idzie podpalić Zus".
Wszystko działo się 16 lat temu podczas moich pierwszych wakacji nad morzem.
Miałem wtedy 3 lata i byłem bardzo ruchliwym i ciekawym świata dzieckiem toteż wszędzie mnie było pełno i musiałem znać działanie wszystkiego. Rodzinka chętnie oprowadzała mnie po wszystkich ciekawych miejscach Trójmiasta, jako że był to rok '99 to centra handlowe nie były często spotykane w Polsce, a dla mnie była to pierwsza wizyta w galerii, bo pochodzę z małej miejscowości. Było to CH Klif w Gdyni.
Biegałem sobie uradowany po całym centrum, a za mną moja mama. Bardzo ciekawym obiektem dla mnie stały się ruchome schody, niby widywałem je już wcześniej, ale zawsze to jakaś atrakcja. Kiedy podszedłem do jednych z nich zobaczyłem otwartą puszkę z dwoma świecącymi i ogromnymi jak na moje łapki przyciskami. Wyglądały zupełnie jak na filmach sci-fi, jeden był duży i zielony, a drugi (ciekawszy) był duży i czerwony. Oczywiście nie wyobrażałem sobie, żeby ich nie wypróbować, podbiegłem więc do puszki i wyobrażałem sobie, że jestem jedną z filmowych postaci i zaraz wysadzę coś wielkim, świecącym czerwonym przyciskiem. Nacisnąłem.
Moje wyobrażenia okazały się nie do końca sci-fi... Huk, błysk a zaraz po tym głucha cisza. Wszystko zgasło, ciemno było w całym centrum. Obok mnie błyskawicznie pojawił się jakiś pan z obsługi. Oczywiście zacząłem krzyczeć, co obudziło w mojej mamusi jakiś instynkt. Podbiegła do nas i nie czekając nawet na pierwsze słowo pana z obsługi nawrzeszczała na niego, myśląc, że chciał mi coś zrobić.
Pierwszy i ostatni raz w życiu moja mama biegła ze mną pod pachą przez ciemne centrum handlowe goniona przez ochronę... Dopiero na parkingu dała sobie wytłumaczyć, że wysadziłem korki...
Jako dziecko często bawiłem się u sąsiadów w piaskownicy. Pewnego razu do mojego kolegi zza miedzy, z którym łączyły nas przyjacielskie stosunki, przyjechała jego kuzynka. Była dokładnie w naszym wieku, a mieliśmy wtedy bodajże po 8 lat. Na początku nie chciałem, aby jakaś osoba, a tym bardziej osoba płci przeciwnej wchodziła do naszego "królestwa", czyt. piaskownicy. Mówiłem do Mateusza, bo tak miał na imię mój przyjaciel, żeby ją odesłał. Niestety nie chciał tego zrobić, bo nie wypadało i bał się ciotki. Okazało się, że źle osądziłem dziewczynkę. Była świetnym budowlańcem i zbudowała nam piękne wieżowce i autostrady. Z niedowierzaniem spoglądaliśmy na wspaniałe dzieła małej Kasi. Aż żal było tego dotykać.
Do dzisiaj mamy świetny kontakt. Mateusz pracuje przy ubezpieczeniach, Kasia jest architektem, a ja.. księdzem :)
Dodaj anonimowe wyznanie