#WWZNO
Jej pies beztrosko sobie pływał, a my rzucałyśmy mu jak najdalej kamienie, żeby go czymś zająć w wodzie. Po skończonej 'kąpieli' wróciłyśmy do domu, oddałam kuzynce własność i zorientowałam się, że nie mam własnego sprzętu do dzwonienia. Spanikowana wróciłam w tamto miejsce i szukałam wszędzie, mając cichą nadzieję, że telefon leży gdzieś w pobliskich krzakach lub na kamieniach. No właśnie, kamienie, które wrzucałam do wody. Na głębszą wodę. Rzuciłam niczego nieświadoma telefon do rzeki.
Moje poszukiwania spełzły na niczym, bo woda do najczystszych nie należała, a gdzie dokładnie wrzuciłam telefon, nie wiedziałam. W dodatku gdy opowiedziałam koleżance tę historię, jej tata-mruk o mało nie udusił się ze śmiechu.
Współczuję ;( ja zawsze boję się że telefon wpadnie mi do studzienek na ulicy ;p
Koleżance kiedyś wpadły klucze idealnie do studzienki :Dn szczęście miły pan pomógl nam je wyciągnąć patykiem :D
Kiedy byłam mała zawsze chciałam wrzucić monetę przez kratkę kanalizacyjną i wyciągnąć ją gumą do żucia jak na bajkach, żeby sprawdzić czy to działa :D Ale nigdy tego nie przetestowałam
Przypomnieliście mi moją fobię z dzieciństwa
Babcia powtarzała mi żeby nie stawać na kratkach i włazach kanalizacyjnych (które były dla mnie co najmniej jak ocalały fragment drzwi dla Rose z "Titanica"), bo woda może wytrysnąć.
I tak całe dzieciństwo żyłam w straszliwym przekonaniu, ze włazy kanalizacyjny strzelają wodą niczym wściekłe gejzery, kiedy się na nie nadepnie, posyłając tym samym właz (i człowieka na nim stojącego) na orbitę 😂
Ja pamiętam, jak kupiłam sobie telefon. Miałam go tydzień...
W śmingusa dyngusa, wracając do domu dostałam z 3* wiaderek wody od sąsiada.
Ja pamiętam, jak szłam do szkoły - chłopcy z mojej klasy urządzili nam "lany poniedziałek" - już widziałam, jak idą do mnie z wiaderkiem i butelkami wody, więc zaczęłam krzyczeć "Poczekajcie!! Schowam telefon!"
Telefon schowałam do torebki, torebkę odłożyłam na bok i zaatakowali :D Wiedziałam, że się nie wybronię, bo było ich 4, więc przynajmniej się "zabezpieczyłam" :D
Wiem jak to brzmi: Ona jedna, ich czterech... ;)
Mi kiedyś wpadł do kałuży, bo wysiadałam z samochodu, a telefon miałam na kolanach zapominając o tym.
Ja mam obawy siedzac na pomoscie nad jeziorem :o Zawsze wyobrazam sobie, ze moj telefon przemknie miedzy belkami niczym Bruce..
Mój telefon to weteran, dużo przeżył.
Ja odkąd dostałam pierwszy telefon wyribiłam sobie nawyk dotykania kieszeni w której mam telefon i robię tak nawet 15 razy na godzinę
Zawał
Brawo Agnes smh, I twój tata "co z tego, że produkują teraz nowsze telefony, kupię jej dokładnie taki sam model jak wczesniej!"
Zawsze gdy spada mi telefon to zanim go podniosę w myślach mówię "oby nie pękła szybka, tylko nie szybka". No i raz spadł mi telefon, ale niestety do studzienki kanalizacyjnej. Ciekawe czy zbiła się wtedy szybka...
Ja z kolei zbierałem z tatą chaszcze z rzeki. Musiałem się sporo wychylić, a że było stromo to zjechałem do rzeki. Skarpetki do wywalenia, a kroksa nie udało się wyciągnąć z mułu :v