#6Kjx1

Gdy byłam mała lubiłam z rodzicami oglądać filmy. Często stosowali oni cenzurę mówiąc "zasłoń oczy" albo "nie patrz". Do czego oczywiście nigdy się nie stosowałam. Tak samo było w przypadku sceny z łbem konia w Ojcu Chrzestnym.

W przedszkolu za każdym razem gdy dzieci mogły korzystać z zabawek, jeden chłopiec miał zabawę polegającą na zabieraniu mi wszystkiego z rąk. Bawiłam się klockami, on wyrywał mi je z ręki. Postanowiłam go olewać i iść bawić się gdzie indziej, ale tam też wyrywał mi zabawkę. Nie skarżyłam się, ani nie kłóciłam, ale po kilku dniach opowiedziałam o tym tacie. Tata stwierdził, że nie powinnam dawać sobie wchodzić na głowę i powinnam mu się odwdzięczyć.

Następnego dnia sytuacja się powtórzyła, ale postanowiłam działać z zaskoczenia. W czasie leżakowania zachciało mu się iść do łazienki, więc pani opiekunka wyszła z sali aby go zaprowadzić. Zauważyłam, że zostawił zabawkę, a że był to koń postanowiłam działać podobnie jak w Ojcu Chrzestnym. Oderwałam mu głowę (koń był plastikowy ze "ściąganą" głową) i schowałam pod koc kolegi.

Po powrocie z łazienki chłopak podniósł koc aby się położyć i jego oczom ukazała się głowa ukochanej zabawki. Wpadł w szał. Płakał, krzyczał i groził pani opiekunce, że jak się cały koń nie znajdzie to "jeszcze zobaczy". Niestety dzieci szybko poinformowały panią, że to ja i tak się skończyła moja mafijna kariera.

#W9JYz

Historia sprzed 15 lat. Zbliżał się 6 grudnia, a oznacza to wizytę Mikołaja. Babcia przygotowała ze mną dla niego wierszyk. Nadszedł dzień spotkania w kościele. Mikołaj wymawia moje imię, więc idę dumna. Gadka szmatka, czy byłam grzeczna, itp. W końcu powiedziałam, że przygotowałam dla niego wierszyk, czym był zaskoczony i kazał powiedzieć. Wiec powiedziałam: "Mikołaju drogi, wejdź w dziecinne progi. Starym nie daj, bo to głupio - mają rentę, niech se kupią". Mina księdza, Mikołaja i rodziców - bezcenna!

#Dsftd

Zabrzmi to trochę jak tania komedia romantyczna, ale cóż zdarza się i w prawdziwym życiu. Ponad 4 lata temu zakochałam się w pewnym chłopaku. Wcześniej nie wiedzieliśmy o swoim istnieniu, mimo że mieszkamy w tej samej wsi. A poznaliśmy się przypadkiem przez wspólnego znajomego. Z początku zapowiadało się, że będziemy parą. Jednak mylne było to stwierdzenie. Mimo to zawsze słyszę, że byłam, jestem i zawszę będę najważniejszą osobą w jego życiu.

W styczniu ma odbyć się jego ślub. A ja jako najlepsza przyjaciółka mam być świadkową jego przyszłej żony, a mojej koleżanki. Boli to, gdy miłość twojego życia do ołtarza kroczyć będzie z kimś innym, a ty kochasz na tyle mocno, że rezygnujesz z własnego szczęścia, bo nie potrafisz pokochać tak samo kogoś innego.

Zawistna nie jestem, kibicuję im z całego serca i życzę wszystkiego dobrego. Nadal staram się być tą samą wspaniałą przyjaciółką, teraz już ich obojga.

#ZddwN

Mając jakieś 6-7 lat ja i moja kochana kuzynka zawsze wymyślałyśmy jakieś głupie zabawy w naszej ulubionej skrytce, między dwoma wielkimi krzewami winogron. Nikt nigdy nie znalazł naszej kryjówki, więc było to najbezpieczniejsze miejsce na wszelakiego rodzaju wygłupy.

W pewien deszczowy dzień oglądałyśmy jakiś film romantyczny, ciocia kazała nam wyjść z pokoju pod koniec, ale wróciłam się cicho i schowałam za kanapą, bo chciałam poznać zakończenie. Film był dla mnie wtedy dziwny, ale jednak mi się podobał.

Następnego dnia schowałam się z kuzynką do winogron i wpadłyśmy na genialny pomysł, aby się pocałować. Dałyśmy sobie soczyste buziaki, ale powiedziałam, że na filmie się rozebrali i wtedy buzi jest lepsze, bo pani ciężej oddycha i mówi, że jest jej dobrze. Więc rozebrałyśmy się i kontynuowałyśmy z buziakami. Jednak stwierdziłyśmy, że to nudne i poszłyśmy na chipsy.

#00klL

Odwiedził mnie dzisiaj w pracy pewien niepełnosprawny pan. Opowiedział mi o swoim przypadku. Ma porażenie i przez to szpital w Łomży chce amputować mu obie nogi. Człowiek, który faktycznie ma problem z poruszaniem się, ale daje radę i się nie poddaje. Natomiast we Wrocławiu po konsultacjach usłyszał, że jest praktycznie 90% szansy na wyleczenie. Dowiedziałem się, że ma około 30 lat i jest po studiach. Sam nie może znaleźć pracy, a musi sobie jakoś radzić.

Na ogół starałem się nie zwracać uwagi na takie osoby, ponieważ sprawia mi to dużo przykrości, że takie osoby są w naszym kraju marginesem społecznym. Dlaczego? Bo są biedni? Bo wydają pieniądze na leczenie? Bo wierzą w to, że można ich wyleczyć? Bo może mają marzenia, do których dążą? Dzisiaj się przełamałem i chodź sam jestem jeszcze przed wypłatą, to chociaż małą sumę podarowałem temu człowiekowi.

Gratuluję naszej Polskiej Służbie Zdrowia, nie ma to jak iść na łatwiznę i poucinać facetowi nogi, bo szkoda pieniędzy na jego leczenie..

#Ky98m

Drogę powrotną z pracy do domu postanowiłam przebyć tramwajem. Jak zwykle stanęłam na końcu wagonu. Z zaciekawieniem obserwowałam, jak pani z plakietką zawieszoną na szyi bezdźwięcznie podchodzi do kolejnych osób, które sięgają do swoich portfeli. Zaczęłam się zastanawiać, czy też powinnam wspomóc głuchoniemą, kiedy z zaskoczeniem uświadomiłam sobie, że to kontrola biletów.

#4nwFS

Kiedyś, za czasów gimnazjalnych, będąc tym wiecznie napalonym i pełnym "energii" nastolatkiem, postanowiłem wykorzystać chwilę samotności i zaraz po tym gdy rodzice wyszli na zakupy, wziąłem się za "walcowanie turbo ptysia". Szybko "sfinalizowałem transakcję" i coś zwróciło moja uwagę.

Otóż w tym okresie mieliśmy remont balkonów, przy bloku stało rusztowanie a na nim i na wcześniej wspomnianych balkonach poruszali się fachowcy. Jak zapewne się domyślacie drodzy czytelnicy anonimowych, moją uwagę przykuł budowlaniec, który znajdował się akurat tuż obok mojego okna. Do tej pory nie wiem, czy facet przyglądał się jak "walę Niemca po kasku".

Chwała Bogu że w tamtych czasach nie miał czym zrobić dobrego zdjęcia czy też filmiku, dzięki czemu nie zostałem gwiazdą internetu.

#0n8Gn

Historia zdarzyła się, gdy byłam w wieku przedszkolnym. W wolnych chwilach (których było całkiem sporo patrząc na mój wiek) robiłam to co wszystkie inne dzieci, bawiłam się, wychodziłam na dwór, lubiłam również oglądać telewizję. I właśnie tutaj historia się rozpoczyna... Miałam swoje ulubione bajki takie jak "Król Lew" czy "Teletubisie", lecz lubiłam też bardzo pewien serial - "Miodowe Lata".

Pewnego słonecznego dnia spacerowałam z rodziną po mieście, gdy zaczepiła nas pewna starsza pani. Zwracając się do mnie i moich rodziców, wywiązał się miedzy nami dialog:
Starsza pani: Ohh... Jaką mają państwo śliczną córeczkę!
Rodzice: Dziękujemy bardzo, staraliśmy się jak możemy.
Starsza pani: Dziewczynko jak masz na imię?
...i wtedy wkroczyłam ja, dumnie wypinając swój brzuch, grubym głosem odrzekłam:
- KAROL!
A następnie pobiegłam przed siebie.

#uiLch

Sytuacja miała miejsce kilka lat temu, może w piątej klasie podstawówki. Poszłam do łazienki na przerwie. Było tam kilka dziewczynek z pierwszej klasy, drzwi wszystkich kabin zamknięte, a żeby wejść, wiadomo, najpierw trzeba zapukać. Pukam więc, gdy nagle zza drzwi słyszę cichy głosik osoby, która zajmowała tę kabinę: "Proszę!"

Jej koleżanki na zewnątrz zaczęły się śmiać, ja sama powstrzymałam się i poszłam do innej kabiny, która akurat była pusta. Dzieci są uczone w szkole, że jak ktoś puka, to mówi się "proszę", ale powinno się je także uświadomić, że ta odpowiedź nie dotyczy ubikacji...
Dodaj anonimowe wyznanie