#4ae80

Wydarzyło się to sporo lat temu. Mam starszą siostrę, która uwielbiała mnie szantażować i robić na złość dla śmiechu. Rodzice pozwolili nam wierzyć w św. Mikołaja, ale w inne rzeczy nie. Nigdy nic nie dostaliśmy od wróżki zębuszki, zajączka i wielu innych. O wróżce dowiedziałam się od koleżanek, a że uwierzyłam w głupoty, które mi opowiadały, to uznałam, że spróbuję poprosić wróżkę zębuszkę o coś o czym marzyłam od dawna - owczarka niemieckiego.
Gdy wypadł mi ząb zabrałam się do roboty. Koleżanki mówiły mi bym położyła ząb na parapecie, więc położyłam go w tamtym miejscu razem z kartą o co proszę i poszłam spać.

Rano zauważyłam, że coś się zmieniło, więc z uśmiechem na ustach podleciałam do parapetu. Znalazłam tam kartę, gdzie było napisane "Niestety skończyły mi się już owczarki niemieckie, ale zamiast psa przyniosłam ci to". Spojrzałam na parapet, a na nim leżał stary grzebień z odłamanymi paroma ząbkami. Wpadłam w płacz, a siostra mnie przytuliła i powiedziała z uśmiechem goblina:
- Ale zobacz, jaki ładny grzebień dostałaś, nie ma paru zębów, zupełnie jak ty.

#i7eSj

Kiedy byłam mała ok. 6 lat bardzo pokłóciłam się z bratem. Doszłam do wniosku, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji jest wyprowadzka z domu. Tak więc zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy (były to głównie zabawki) i uciekłam... na drugi koniec podwórka.

Wyobraźcie sobie matkę, która znajduję swoje zapłakane dziecko, próbujące rozpalić ognisko za pomocą dwóch kamieni i krzyczące, że od dziś musi żywić się robakami.

#mPNqB

Bardzo dobrze pamiętam dzień gdy dostałam pierwszą miesiączkę. Przyjechałam jako piątoklasistka z wycieczki szkolnej, z czerwono beżowymi spodniami do domu. Pomijając iż w niewiedzy przeszłam tak całe miasto gdy dotarłam do domu i wreszcie to zobaczyłam, wydarłam się wniebogłosy:
- Mamo, czerwony Alarm!
- Że niby co?
- No krwawię, mamo ja krwawię!
Ja spanikowana nie wiem co robić. W końcu sytuacja opanowana. Ale nie o to chodzi w tej historii.

Mianowicie pokój dzieliłam wtedy z o wiele młodszym ode mnie bratem. Młody nasłuchał się moich wrzasków, a wieczorem gdy mama przyszła sprawdzić czy śpi, wyszeptał:
- Mamuń, jak ktoś krwawi to umiera?
- No tak, można tak powiedzieć.
- Aha, A Stynia (tak mnie wtedy nazywał) też dzisiaj krwawiła. Jak umrze, to znaczy, że będę miał swój pokój?

#bkOPk

Kilka lat temu mając 19 lat, od razu po maturze wyjechałam na pół roku za granicę jako Au-pair. Wiadomo, jedzie się tam, żeby nauczyć się języka, a nie konkretnie zarobić. Jednak dostawałam co miesiąc kieszonkowe od mojej "nowej rodziny". Od czasu do czasu kupiłam coś sobie z promocji, albo jakaś małą zabawkę dla dzieci, którymi się opiekowałam.

Wpadłam na pomysł, że zrobię rodzicom niespodziankę i kupię im romantyczny weekend w renomowanym hotelu w Polsce. Pieniędzy w rękę im nie dałam, bo oczywiście by nie wzięli, ale zamiast tego wręczyłam im kopertę z zaproszeniem na cudowny weekend tylko we dwoje. Wszystko było już opłacone, wystarczyło tylko wsiąść i jechać. Mina rodziców - bezcenna. Nie wiedzieli co powiedzieć, mama popłakała się ze szczęścia, tata też ukradkiem uronił łezkę. I tak o to 3/4 mojej kieszonkowej wypłaty wydałam na wyjazd dla rodziców. Za resztę kupiłam sobie troszkę ciuszków. To były moje pierwsze zarobione większe pieniądze będąc nastolatką.

Uwielbiam robić rodzinie niespodzianki i nawet często się to zdarza, a najbardziej ciekawi mnie ich reakcja. :)

#DzpV6

W naszej szkole jest coś takiego jak radiowęzeł. Mam nadzieję, że większość kojarzy co to jest za miejsce. Każdy może tam wejść i posiedzieć jeśli tylko ma ochotę.
Pewnego razu szłam sobie z moją przyjaciółką po korytarzu. W pewnym momencie zauważyła swoją siostrę, która kończyła coś ogłaszać - jest ona przewodniczącą szkolnego samorządu. Ja poszłam od razu, bo wiedziałam, że chcą porozmawiać o czymś prywatnym.

Jak się okazało, z radiowęzła przez szkolne głośniki usłyszałam po 12 latach znajomości jaka to jestem tępa, że jestem wielkim kujonem, że ona ma mnie dość, ale przyjaźni się ze mną tylko dlatego, że chce sobie poodpisywać na sprawdzianach (o tym nawet nie miałam pojęcia) oraz, że najchętniej by się ze mną nie pokazywała, bo wstyd, ale trzeba.
Radiowęzeł nie ma żadnych szklanych okienek, więc swobodnie opierałam się o ścianę, centralnie obok drzwi.

Oczywiście połowa szkoły dołączyła się do mnie i słuchała tego trajkotania. Nie, nie śmiali się. Stanęli po mojej stronie i zaczęli mnie pocieszać.
Tak, dziewczyna zapomniała wyłączyć mikrofonu.

Cóż, ja straciłam "przyjaciółkę", a ona swojego kujona.

#ZGMSs

Zbliżał się nowy rok, a ja postanowiłem dłużej nie czekać i po trzech latach wspaniałego związku oświadczyć się swojej dziewczynie. Wszystko potajemnie zaplanowałem, zamówiłem pierścionek, nikomu ani mru-mru i wyczekiwałem sylwestrowej nocy, na którą szykowałem niespodziankę. W głowie układałem sobie, co i jak powiedzieć i próbowałem jak najszybciej stłumić stres alkoholem. Kiedy zegar wybił za pięć 12 i goście zaczęli wybywać na dwór, ja z sercem zapier*alającym jak muzułmanie do Europy spróbowałem drobnych podchodów i zagadałem:
- Kochanie, jest jeszcze taka jedna rzecz, którą chcę zrobić w tym roku...
Moja luba wyszczerzyła zęby w uśmiechu i zapytała uroczo:
- Kupę?

No i ciśnienie ze mnie zeszło natychmiast. Tylko atmosfera się trochę ulotniła i zabierałem się do tego następną godzinę.
Zgodziła się!

#3utul

Sytuacja sprzed paru ładnych lat...

Pogrzeb mojego taty, miałam 16 lat. Stoimy nad grobem, trochę ciężkie przeżycie, ale nie należę do tych którzy płaczą między ludźmi. Po uroczystości podchodzą różni ludzie, próbując składać kondolencje - trochę irytujące, że niektórych widziałam pierwszy raz, a zwracali się do mnie po imieniu.

Jak już skończyła się kolejka tych, którzy "odbębniali" obowiązek, to zaczęli podchodzić moi przyjaciele. Normalni ludzie, zawsze mają jakieś miłe słowo, aż lżej człowiekowi na duszy :) rozmawiając z nimi zaczęłam się uśmiechać i w ogóle było już ok...

Kilka dni później dowiedziałam się, że babcia obsmarowuje mnie przed całą rodziną, "bo ona w ogóle się nie umie zachowywać, śmieje się na pogrzebie własnego ojca". Dziękuję babciu.

PS. Zbieranie się do kupy zajęło mi 3 lata, ale moi przyjaciele byli przy mnie przez cały ten czas i bardzo mnie wspierali :)

#DPAvY

Kiedyś, kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem, mama wysłała mnie do sklepu po pół kilo bułki tartej. Sprzedawca zawsze trzymał w rękawie swoje suche żarty i tym razem też postanowił pobawić się w śmieszka. Dialog mniej więcej wyglądał tak:
- Poproszę pół kg bułki tartej.
- Niestety, jest tylko 500 gram.
- A to nie, mama chciała tylko pół kilo. Do widzenia.

Teraz jestem dorosła, a sklep dalej omijam szerokim łukiem.

#sVfuM

Wiele lat temu, w podstawówce, dostałam od rodziców telefon komórkowy, żebym nie musiała meldować się w domu osobiście. Wystarczył telefon i rodzice wiedzieli, że wszystko jest ze mną w porządku, a ja mogłam bawić się dalej na placu zabaw z resztą koleżanek. Miałam jednak ograniczenia czasowe. Rodzice kazali mi wracać zanim się ściemni.

Pewnego dnia bawiłyśmy się tak dobrze, że nie zauważyłam nawet nadchodzącego zmroku. Nie chciałam, żeby rodzice się martwili, więc do domu zaczęłam biec, jednocześnie wybierając numer naszego telefonu domowego. Byłam tak zmęczona, że w efekcie, gdy tata odebrał telefon, nie mogłam wykrztusić z siebie słowa. Tata się rozłączył zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. Wróciłam do domu i pierwsze co, to zapytałam, dlaczego się rozłączył, skoro to ja dzwoniłam. Rodzice tylko zaczęli się śmiać...

Z ich strony wyglądało to mniej więcej tak: zbliżał się zmrok, zadzwonił telefon, na stacjonarnym nie wyświetlił się numer, więc nie wiedzieli, kto dzwoni. Tata usłyszał tylko sapanie, więc rzucił słuchawką, a na pytanie mamy "kto dzwonił?" odpowiedział - "jakiś zboczeniec".
Dodaj anonimowe wyznanie