#uao95

Leżę z moim chłopakiem na łóżku. Trochę mi się nudziło, więc zaczęłam mu dokuczać, aż w końcu się na nim położyłam i przygniotłam. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia, więc usiadłam na nim okrakiem, skrzyżowałam ręce i ze skupioną miną zaczęłam wpatrywać się w ścianę. Chłopak nieco zdziwiony się pyta:
- Co ty robisz?
Na co ja bez mniejszego zastanowienia odpowiedziałam:
- Wysiaduję jajka.

#mWrtQ

Dostałem naprawdę dobra pracę za granicą, dobrze płatną, zero problemów z urlopem, a przede wszystkim umowa na stałe. Pomyślicie - żyć, nie umierać :)

Bylem w Polsce na urlopie. Dwa dni przed wylotem do Londynu, poznałem atrakcyjną dziewczynę, była bardzo mądra. Dzień przed wylotem jeszcze zaprosiłem ją na spacer, rozmawiało się świetnie, ale wszystko co dobre szybko się kończy. Wróciłem do pracy i na szczęście ciągle utrzymywałem z nią kontakt. Czułem coś takiego, że muszę bliżej ją poznać. Trwało to długo, aż w końcu zdecydowałem zrezygnować. Tak, zrezygnować z życia tam, by zdobyć właśnie tę dziewczynę.
Udało się, jesteśmy razem, za kilka miesięcy nasza rocznica. Ona bardzo się stara i jest naprawdę szczęśliwa, co bardzo mnie cieszy. Nie żałuję tej decyzji. Jest teraz dla mnie wszystkim. Nie wyobrażam sobie życia bez niej.

Miłości zawsze warto dać szansę! Nieważne ile by się zarabiało, jak ważna byłaby ta praca, czy ile ryzykujecie dla innej osoby... Nigdy nic nie stoi na przeszkodzie, by dać sobie szansę, a na pewno warto. Miłość jest najważniejsza, czyż nie? :)

PS. Moja ukochana przegląda anonimowe, mam nadzieję, że mile ją zaskoczę tym wyznaniem :)

#DJ07d

Było ciepłe lato, nie padało. Zdarzenie to miało miejsce jakieś 10 lat temu, miałam wtedy 10-11 lat. Moja przyjaciółka zachorowała i razem z jej mamą udałyśmy się do miejscowej przychodni spacerkiem.
Do przychodni prowadziły dwie drogi, wybrałyśmy tę po schodkach, od centrum miasteczka.

Jako, że lubiłam na nich przesiadywać, postanowiłam poczekać na Hanię i jej mamę. Obydwie udały się w kierunku przychodni, a ja klapnęłam na poręczy i zaczęłam zjeżdżać.

W pewnym momencie podszedł do mnie nieznajomy. Ów nieznajomy był średniego wzrostu, łysy, ubrany w ciemny garnitur oraz posiadał walizkę. Jako 10-letnia dziewczynka miałam gdzieś, kto przechodzi obok, miałam przecież ciekawsze zajęcie - zjeżdżanie.

Nie zwróciłabym na niego uwagi, gdyby nie fakt, że przyglądał mi się dłuższą chwilę. W końcu podszedł do mnie i zapytał, co robię tutaj sama. Jak na dziewczynkę w swoim wieku, byłam wiele razy uświadamiana o zagrożeniach ze strony nieznajomych, że wiedziałam, iż, jeśli skłamię w takiej sprawie, Bozia mnie nie ukaże. Odpowiedziałam, że "czekam na mamę, za sekundę ma wrócić".
Ale nieznajomy nadal nie odchodził. Skonsternowana, nie wiedziałam już co mam robić, jak się zachowywać.
- Słuchaj, pewnie lubisz słodycze, co? Tu niedaleko mam autko, a w nim mam dużą reklamówkę słodyczy. Może się przejdziemy? Dam ci wszystko. - Powiedział z uśmiechem na twarzy.

Miałam już wołać o pomoc, ale moje oczy padły w kierunku Hani i jej mamy, a gdy się odwróciłam, żeby grzecznie odmówić, nieznajomego już nie było.

Ucieszona, że przyjaciółka jest już po wizycie u lekarza i będzie żyć, o całej sprawie zapomniałam. Dopiero kilka dni później, będąc u Hani na obiedzie, opowiedziałam jej rodzicom o tamtejszym popołudniu i co się stało. Ci uświadomili mi, co tak naprawdę mogło się stać, a ja na dzień dzisiejszy wspominając tamten dzień, mam gęsią skórkę i dziękuję rodzicom, że od małego wpajali mi zasady, żeby nie ufać nieznajomym.

#a9fiR

To było w roku 1998, ja miałam 5 lat moja siostra miała lat 6. Mieszkałyśmy w bardzo małej wiosce w województwie łódzkim – miała ona ok.100 mieszkańców. Miałyśmy zawsze dużo głupich pomysłów i większość czasu spędzałyśmy na zabawie w piaskownicy lub na placu zabaw obok domu. Nasi rodzice zazwyczaj nas nadzorowali, będąc w pobliżu.

Pewnego słonecznego dnia w lipcu, któraś z sąsiadek wychodziła za mąż. Nasi rodzice wiedzieli od dawna o tym i postanowili zakpić z własnych córek. Obie z siostrą byłyśmy ogromnymi fankami Michaela Jacksona i jego muzyki... Nasi rodzice wiedzieli, że sąsiadka będzie jechała do ślubu białą limuzyną (co na ówczesne czasy na wsi, rzadko się zdarzało), opowiedzieli więc nam historię o tym, że dzisiaj przez naszą wieś będzie przejeżdżał Michael Jackson i będzie szukał dzieci do teledysku...

Nie zastanawiając się wiele z siostrą i pomocą mamy (która jest przedszkolanką) zaczęłyśmy robić wielkie plakaty ze zdjęciem naszego idola, który owego dnia miał przejeżdżać obok naszego domu.

Najlepszy punkt widokowy był koło piaskownicy... Nadeszła godzina zero.
Biała limuzyna miała zaraz przejechać obok naszego domu, obie z siostrą stałyśmy przy ogrodzeniu w typowym dla małych dzieci szale, machałyśmy plakatami z wielka podobizną Jacksona i machałyśmy jak opętane aby limuzyna się zatrzymała.
Przejechali obok.

Szkoda, że nie widzieliście miny naszych rodziców. Do tej pory się z nas nabijają... A panna młoda nadal nie wie o co chodziło.

#j5a3X

Kiedy byłam mała myślałam, że w ściekach mieszkają krokodyle, ale nie byle jakie krokodyle. Krokodyle czytające listy. Za każdym razem kiedy kończyłam sprawę na tronie, brałam kawałek papieru toaletowego, długopis ze stosu krzyżówek na pralce i pisałam do nich listy.
Prosiłam w nich żeby nie przychodziły do mojego domu (zawsze bałam się, że siedząc na tronie, któryś z nich ugryzie mnie w tyłek), a w zamian za to będę im wysyłać jedzenie.
I tak oto mała dziewczynka spłukiwała połowę obiadu w toalecie.

#Vw7Kb

2 lata temu w wakacje spotkałam się z moją kuzynką. Ciągle obgryzała paznokcie. Moja ciocia próbowała różnych sposobów, nic nie działało. Postanowiłam i ja spróbować.

Wzięłam miskę wody i solniczkę. Wsypałam całą zawartość i starannie wymieszałam, aż woda była bardzo słona. Wzięłam pędzelek i posmarowałam jej paznokcie. Mówiłam "nie liż, bo to jest szkodliwe". Ona przerażona pyta się mnie "co to jest?", a ja bez chwili zastanowienia odpowiadam "placebo". Najwidoczniej pierwszy raz słyszała tę nazwę, co ją trochę wystraszyło. Chciała to natychmiast zmyć, bo bała się, że coś jej się stanie, ale ja bardzo poważnie powiedziałam, że jak już posmarowane to nie można zmyć, bo może bardzo zaszkodzić.
Siedziała z wyciągniętymi rękami 2 godziny, dopóki woda nie wyschła.
Od tamtego czasu nie obgryza paznokci ;).

#wpNdi

Mam dopiero 18 lat, a jak do tej pory byłam zawsze zakochana bez wzajemności.
Jeden, drugi i potem trzeci. Wtedy poznałam kolegę, który jak się dowiedziałam nie szuka dziewczyny. Znajomość była świetna a ja.. zakochałam się. Zaczęłam się modlić o chłopaka, który widziałby we mnie dziewczynę, a nie tylko kumpelę. I tak oto po trzech latach odkochałam się ;)

Poznałam kilka tygodni temu fajnego chłopaka. Zabawny, inteligentny, no i przystojny. Rozmawiając z nim powiedziałam, że często zakochuję się bez wzajemności i mam pecha w miłości. Liczyłam, że to on będzie tym moim facetem.
A on powiedział, że jego problemem jest to, iż wiele dziewczyn się w nim zakochuje, a on chce być sam.

Friendzone forever xD

#4zvoA

Kilkadziesiąt lat temu moja ciocia pisała maturę z języka polskiego. Wypracowanie ma się rozumieć. Stres zabiera ponoć 70% wiedzy, w tych procentach wiedzy mojej cioci gdzieś zagubiła się ortografia i zapomniała czy "ból" piszemy przez "ó" czy "u". Myślała i myślała. Ostatecznie ryzykując naganę, a nawet konfiskatę pracy, stuknęła w pana siedzącego przed nią z pytaniem:
- Jak się pisze słowo "ból"?
Mężczyzna milczy, myśli, w końcu zrezygnowany odpowiada:
- Wie pani co? Niech pani napisze "cierpienie".

#Sxkzb

Był to okres studniówkowy. Pewnego dnia dostałam wiadomość od znajomego z podstawówki z zapytaniem, czy nie chciałabym z nim iść na studniówkę. Zatkało mnie. Ów chłopak nie był jakoś na ogół lubiany. Nie gadałam z nim nigdy na osobiści. Widziałam go ostatni raz w 6 klasie. Rozmawiałam o tym ze znajomymi. Okazało się, że prosił wcześniej jeszcze kilka koleżanek. Każda odmówiła z tych samych względów, wstyd. Zrobiło mi się chłopaka żal i się zgodziłam. Stwierdziłam, ze bardzo musi mu zależeć.

Bawiłam się całkiem dobrze, poznałam parę ciekawych osób, jednak po północy stwierdziłam, że czas już wracać. Poprosiłam mojego towarzysza aby odprowadził mnie na przystanek. Na miejscu podziękowałam mu i przytuliłam. Naszym ostatecznym gestem okazało się uściśniecie dłoni. Problem w tym, że... w jego dłoni znajdował się banknot stuzłotowy. Szczęka mi opadła. Oddałam mu pieniądze i zaczęłam się śmiać.

Biedny się tak przejmował swoją gafą, że przez tydzień mnie jeszcze przepraszał. Swoją drogą... Dobry biznes :)
Dodaj anonimowe wyznanie