Dawno temu, miałam może wtedy 12 lat, wracaliśmy z Włoch w wakacje. Samochód zapakowany, wszystkiego w całym samochodzie pełno i ruszyć się nie można.
Jak to na autostradach, trzeba zapłacić za przejazd autostradą. Podjeżdżamy do bramek, tata odlicza kwotę, a moja 4-letnia wówczas siostra budzi się ze snu kamiennego i mówi zaspanym głosem:
- Ja poproszę frytki.
Dawno nie widziałam tak śmiejącej się pani przyjmującej opłaty...
Jakiś czas temu, miałam w telefonie ustawiony dźwięk tłuczonego szkła. Wybrałam się z mężem na zakupy do sklepu, w którym panie pracujące leniwie, snuły się pomiędzy regałami, pełnymi przepięknych kieliszków, szklanek, porcelany, talerzy...
I wtedy zadzwonił mój telefon...
Reakcja sprzedawczyń - bezcenna!
Niedawno ja i dwójka moich najlepszych kumpli, zaczęliśmy studia w jednym z największych miast w Polsce. Jak to początek studiowania, każdego wieczora ostra popijawa.
Niestety, pewnego razu wyskoczyliśmy do klubu, wiadomo, alkohol, jak i inne mocniejsze używki wjechały na naszą imprezę. Nie pamiętam prawie całej imprezy jak i powrotu do domu. Bankowo pomogli mi wrócić koledzy.
Następnego popołudnia obudziłem się jeszcze nietrzeźwy...
Po krótkiej chwili czas na ocenę strat. Portfel, telefon, wszystko jest.
Nie bardzo jednak wiem jak wytłumaczyć ogolone miejsca intymne, nogi i brodę...
Dzięki chłopaki!
Ostatnio w szkole rozmawiałam z koleżanką. I wywiązała się między nami rozmowa o pękniętych gumkach..
- Wiesz co, pękła mi wczoraj wieczorem gumka, nie wiem co robić, ratuj! - mówi koleżanka.
- Kurczę, nigdy mi nie pękła gumka, też nie mam pojęcia co zrobić!
I tak sobie rozmawiamy. Przez resztę dnia cała szkoła patrzyła się na nas dosyć dziwnie. A na koniec co? Wezwanie do pani pedagog. Czy my jesteśmy uświadomione, kochając się tak w młodym wieku... My tylko wielkie oczy zrobiłyśmy i zdziwione spytałyśmy o co chodzi... i wszystko się wyjaśniło - chodziło o pękniętą gumkę.
Tylko, że nam rozchodziło się o gumkę od aparatu ortodontycznego...
Niestety, ale takie są realia dzisiejszych szkół, że nie można w spokoju porozmawiać :)
Kiedyś po całym domu szukałam telefonu. Zdenerowani już rodzice zapytali:
- A próbowałaś zadzwonić na swój numer?
Na co ja z poważną miną odpowiedziałam:
- Dzwoniłam. Nie odbieram.
Wczoraj, mimo choroby, poszłam odebrać mojego sześcioletniego brata ze szkoły (moja mama miała bardzo późno wrócić z pracy). Po drodze wstąpiliśmy do sklepu, gdzie młody zauważył karty kolekcjonerskie ze Star Wars'ami (do wymiany z kolegami itd.). Miał ich już kilka, ale niezbyt dużo, więc oczywiście zaczął błagać swoimi błękitnymi oczkami, których zawsze mu zazdrościłam, żebym mu kupiła paczkę. Nie miałam dużo pieniędzy, ale się zgodziłam. Niech się cieszy.
Byliśmy już przy kasie z papierem toaletowym, lekiem przeciwbólowym i oczywiście kartami pod pachą, gdy pani kasjerka oznajmiła iż dzisiaj jest ostatni dzień sprzedaży owych kart. "No cóż, trudno, może znajdziemy je w innym sklepie". Widzę, że brat trochę posmutniał, ale nie mogłam nic zrobić. Ale płacąc, pani podała mi wraz z rachunkiem stosik kart. "Niech pani szybko schowa do kieszeni, żeby nikt nie zauważył". Ja lekko zdziwiona zaczęłam dziękować i dziękować, ale to nie wszystko; pani wstała, podeszła do innej kasy i podała jeszcze jeden stosik z kartami! Nie wiedziałam co powiedzieć. Podziękowałam jeszcze raz i usłyszałam, że kasjerka ma bardzo podobnego wnuka :)
Po tym wydarzeniu zaczęłam wierzyć w miłych ludzi, a brata zaczęłam uczyć "magicznych słów", bo burak nawet nie podziękował ;)
Ps. Pani dała nam 36 paczek kart, każda z nich zawiera po 4 (czyli łącznie 144 karty).
Wczoraj strasznie się spieszyłam. Wbiegłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic i popsikałam się pod pachami lakierem do włosów. Szybko się ubrałam, uczesałam i spryskałam moje włosy dezodorantem. Dopiero przy wyjściu dotarło do mnie co zrobiłam.
Prawo jazdy mam od paru lat, więc i często tankuję samochód. Nie przelewa mi się z pieniędzmi, więc z reguły jest to 50 zł poświęcone na paliwo.
Każdy, kto kiedyś tankował samochód wie, że ciężko jest wycelować równą sumkę. Z reguły brakowało mi od 20 gr do 70 gr do pełnych 50 zł, jednak płacąc przy kasie zawsze odpuszczałam. Podawałam banknot i odchodziłam. Często myślałam sobie, że może komuś po mnie tych parę groszy braknie i moje nadmiarowe "przeleją" się na konto potrzebującej osoby.
Myślałam tak do dnia, kiedy mojemu tatusiowi brakło 50 groszy na stacji. Nie odpuszczono mu. Musiałam się ubierać i jechać na stację, aby dać mu 50 groszy. Mściwa nie jestem, ale od tego czasu inaczej patrzę na zostawianie reszty...
To było dwa lata temu. Miałam wtedy 19 lat i uciekł mi ostatni autobus do domu. Zdenerwowana, przemoczona i rozgoryczona postanowiłam złapać 'stopa'. Nie powiem, bałam się, było ciemno, zimno.. Nigdy nie wiadomo na kogo trafisz. Zatrzymał się czarny samochód, ledwo co widziałam, ale wsiadłam. Za kółkiem siedział sympatyczny, starszy Pan. Rozmawiamy chwilę, gdy nagle:
- Z reguły ludzie boją się ze mną jeździć...
Serce zaczyna mi szybciej bić.
- Dlaczego? - ściskałam już wtedy telefon w kieszeni, żeby w razie potrzeby uderzyć napastnika i wyskoczyć z samochodu.
- No sama zobacz - wskazał na tyły samochodu.
Niepewnie się odwracam, a tam... TRUMNA!
Cholera, pod sam dom podwiózł mnie karawan, ale pan okazał się być bardzo sympatyczny i krzywda mi się nie stała. Mama jedynie była bardzo zdziwiona, jak zobaczyła z czego wysiadam...
Jakieś parę lat temu, mój dziadek wybrał się z moim wujkiem do szpitala nowym samochodem na badania kontrolne, bo miał hemofilię. A więc poszli na te badania, wszystko dobrze, no to pora wracać, wchodzą na parking... Samochodu nie ma. Szukają, nie ma.
Wujek wkurzony i smutny, a dziadek zaczął płakać. Wujek więc go się spytał o co chodzi, a dziadek na to:
- Moja parasolka tam została...
Dodaj anonimowe wyznanie