#3LzDZ
Mam 20+ lat, lecz problemy od najmłodszych lat mnie nie opuszczały. Choć miałam wspaniały dom, w którym była miłość szacunek i ciepło, zawsze pakowałam się w kłopoty. Cud, że moja mama nie osiwiała, z każdym dniem walczyła o mnie, o moją przyszłość, o każdy mój dzień, aby to akurat on mógł być tym przełomowym. Nie odpuściła i dzięki jej ogromnej matczynej miłości i latach walki o mnie wyrosłam na odpowiedzialną za siebie i innych (w końcu!) kobietę, pełną empatii i ciepła...
Wyjechałam za granicę, poznałam cudownego faceta, z ogromem miłości i cierpliwości do mnie i moich fochów, pewnych niezrozumiałych zachowań, spowodowanych nie do końca zaakceptowaną przeszłością. Darzy mnie ogromnym szacunkiem i miłością z wzajemnością. Mogę patrzeć godzinami jak śpi i wstawać o 5 rano żeby zrobić mu kanapki do pracy. Cały czas utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem jedna jedyna do końca. Jednak skłonności do problemów po raz kolejny dały o sobie znać - został aresztowany na podstawie sprawy sprzed lat. Załamałam się, nasz wypieszczony domek z ogrodem, nasz ukochany pies, nasz związek, firma, co teraz?
Chwilę po tym okazało się, że mam nowotwór, który pociągnął za sobą szereg innych przewlekłych chorób. Nadal jestem tu i czekam na niego, choć minęło już wiele czasu i kolejne długie miesiące osobno przed nami, ale wspiera mnie jak może. Ale dopiero w tym momencie doceniłam, że jesień tak naprawdę jest piękna. Zauważyliście kiedyś jak pięknie wirują liście na wietrze? Zimą tego roku, gdy spadł śnieg to nie zaszyłam się w domu jak zawsze, tylko biegałam z moim ukochanym psem po śniegu i śmiałam się jak dziecko. Doceniłam przyjaciół. Już nie czekam aż oni zadzwonią i zapytają, co słychać-dzwonię sama, niech też poczują, że o nich myślę. Zawsze chciałam zrobić full rzeczy i full rzeczy się nauczyć, zawsze uważałam, że mam czas.
Dziś o nich nie myślę - ja je po prostu robię. W pracy jak mam chwilę uczę się języków, wstaję rano zamiast pospać dłużej i pędzę do hurtowni po materiały, nie obijam się nic nie robiąc, tylko bawię się z moim psem, a potem idę do pracy. Kto wie ile razy jeszcze będzie mi to dane? Przytulam często mamę i rozmawiam z moim młodszym bratem o życiu, aby wyszedł na ludzi. Doceniam każdy telefon od Taty, który nie mieszka w Polsce od lat i każde marudzenie mojego partnera i każde zwykle słowa "kocham Cię".
I chce podziękować anonimowo wszystkim, dzięki którym jestem dziś tu pełna miłości.
Piszę to, bo mam nawrót choroby. Chciałabym abyście zapamiętali, że żyjecie DZIŚ, jutra może nie być.
Idź przytul Mamę i Tatę i podziękuj przyjaciołom za obecność.
Brak mi słów. Piękne wyznanie.
Piękne wyznanie, bardzo prawdziwe... nie martw się, jesteśmy z Tobą, wkrótce los się odwróci.
Dużo zdrowia i uśmiechu :)
piękne wyznanie, życzę Tobie dużo zdrowia ☺ na pewno się wszystko dobrze ułoży!
Jedyne wyznanie, które tak naprawdę wzięłam sobie do serca... I liczę że będzie na głównej.
mam łzy w oczach. Trzymaj się kochana!
To smutne, że człowiek dopiero w obliczu choroby jest w stanie docenić swoje zdrowie i życie...
Piękne wyznanie :) Zdrówka życzę ;)
Żyj tak, żeby niczego nie żałować, żeby moc opowiadać to później wnukom. :)
Bo anonimowe to jedna, wielka i kochająca rodzina!😉😘😳
Tak .. dokładnie .
Najpiękniejsze rzeczy doceniamy gdy uswiadamiamy sobie ,że możemy je stracić. Nagle zaczynamy dostrzegać w świecie różne drobnostki ,ktorych nigdy nie dostrzegalismy,a które są teraz najpiękniejsze! ♡
Jestem chyba za wrazliwy, bo az lezka sie w oku zakrecila. Wyznanie super, prawdziwe w 100%.