#mLFlj

Kilka lat temu miała miejsce taka oto sytuacja. Wizytę złożyła nam wtedy babcia. Moja mama robiła coś na komputerze, a babcia zajrzała do pokoju i zaczęła się bacznie przyglądać. Mama właśnie logowała się na pocztę, i wtedy babcia po wstępnej analizie mówi:
- Co to za bezsensowne hasło, same kropki!
Drobna rzecz, a bawi! :D

#rccF0

Kiedyś w pierwszej liceum omawialiśmy na polskim Makbeta. Okropnie nie chciało mi się go czytać, lekcje też jakoś mało porywające były, w teatrze zasnęłam (no cóż, spektakl w środku tygodnia po 20). Siłą rzeczy na sprawdzian z lektury poszłam kompletnie nieprzygotowana.

Zajęłam miejsce w ławce czekając na rozrywki, jak przygotowała nam polonistka. A tym razem fantazja poniosła ją mocno, bo zadała wypracowanie. Super, nawet strzelać nie można! Temat niby jakiś wybitny nie był: "Czy człowiek rodzi się zły, czy staje się taki w wyniku pewnych okoliczności?". Problemem było tylko to, że trzeba było odnieść się do postaci Makbeta.

Wypracowanie na dwie godziny, więc głupio siedzieć bezczynnie i gapić się w sufit, coś napisać trzeba. Zaczęłam więc jakoś od tego, co mniej - więcej pamiętałam. Ale argumenty wystrzelałam już w połowie pierwszej strony. Wisiało nade mną widmo jedynki, mogłam albo oddać tyle co mam i na pewno ją dostać, albo improwizować i liczyć na szczęście.

Wybrałam opcję drugą. Postanowiłam przetrzepać swój umysł w poszukiwaniu osoby, której biografię znam lepiej niż ona sama znała. Postanowiłam wykorzystać swoje historyczne zamiłowania i wybór padł na... Hitlera. Tak, zaczęłam porównywać Makbeta do Hitlera, aż w końcu pisałam tylko o tym drugim. Zajęło mi to prawie 5 stron, pracę oddałam.

Za mniej więcej tydzień pani nam oświadczyła, że sprawdziła prace. Jedne poszły lepiej, inne gorzej, kilka było całkiem nie na temat, ale jedna jej się szczególnie spodobała. Tak, moja praca okazała się być tą najlepszą, dostałam nawet 5+. Pani długo zachwycała się nad moim nowatorskim pomysłem z Führerem Makbetem i za każdym razem przy kolejnych wypracowaniach ją wspominała. Min reszty klasy nie zapomnę do dzisiaj, biedni namęczyli się tyle, a większość ledwo 3 dostała.

Po tym spektakularnym zwycięstwie zaczęłam wciskać Hitlera do wszystkich wypracowań. A tak sobie, żeby zobaczyć, co się stanie. Za każdym razem nauczyciele byli zachwyceni moimi pomysłami i błyskotliwymi skojarzeniami. Grunt to znaleźć temat trafiający w gusta wszystkich.

#5Uxg9

Miałem kiedyś kobietę. Prawie 4 lata związku, wiadomo, wzloty i upadki, ale byliśmy szczęśliwi. Do czasu aż wszystko zaczęło mi przeszkadzać, nawet to, że zamiast iść na imprezę, siedzimy w mieszkaniu i oglądamy serial, a ja przecież byłem młody, mogłem szaleć. Stwierdziłem, że muszę się jeszcze wyszaleć, a nie siedzieć ciągle jak emeryt na kanapie.
Rozstaliśmy się, pamiętam jak bardzo płakała, myślała, że to jej wina. Minęło kilka lat i... nie - wcale nie szalałem. Wiele razy chciałem wrócić do tego co było, ale wiadomo, że nie mogłem się przyznać do błędu... Z czasem zapomniałem, było OK.

Aż do teraz.. Tydzień temu spotkałem ją na parkingu przed sklepem, właściwie to ona mnie zaczepiła. Wyglądała świetnie, widać, że szczęśliwa. Chwila rozmowy i myślę, że może zaproszę ją na kawę, przecież na pewno za mną tęskniła, może jeszcze coś czuje. Jak szybko pomyślałem, tak szybko ugryzłem się w język. Powiedziała, że musi lecieć, bo zostawiła dziecko u siostry. Jakbym w pysk dostał... Ma dziecko, męża. A ja? Kawaler, nieudacznik, frajer, który bał się przyznać do błędu. Ile bym teraz oddał za to siedzenie na kanapie i oglądanie serialu razem...

Ludzie, kochajcie się. Nie odchodźcie, nie rańcie, ja wiem, łatwo się mówi. Ale w tym przypadku lepiej nie uczyć się na błędach. Chyba że moich...

#ZzTAJ

Moja małoletnia kuzynka, mimo tego, że jest jeszcze dzieckiem, przeszła w życiu bardzo wiele. Na co dzień wychowuje ją tylko ojciec, który od czasu do czasu lubi zajrzeć do kieliszka. Polega to na tym, że potrafi przepaść bez wieści na kilka dni i nic, ani nikt go w tym czasie nie interesuje. W takich sytuacjach pojawia się problem, bo ktoś musi się zaopiekować małą: zaprowadzić do szkoły, ogrzać dom, ugotować coś na obiad itp.

Ostatnio, zważywszy na to, że jestem chwilowo bez pracy, postanowiłam się tym zająć. Można powiedzieć, że poczułam się jak młoda matka, bo seria obowiązków domowych spoczywała tylko na mnie, ale muszę przyznać, że spędziłyśmy ze sobą kilka naprawdę fantastycznych dni. Nadszedł też dzień kiedy ojciec małej, a mój wujek doszedł do siebie i widząc, że wszystko jest już w porządku mogłam z czystym sumieniem wrócić do swojego domu. I wtedy właśnie zauważyłam, że siostra jest smutna, a kiedy zapytałam co się stało, ona spojrzała na moją walizkę i odpowiedziała:
- To są właśnie wady tego, że mój tata przestał pić.

Zawsze byłyśmy ze sobą blisko, od samego początku traktowałam ją jak siostrę rodzoną, a nie kuzynkę, ale te słowa dały mi do zrozumienia, że zrobiłam naprawdę dobry uczynek. Nic mnie to nie kosztowało, a fakt, że mogłam komuś pomóc i dać poczucie bezpieczeństwa jest przeogromny.

#dEGYT

Mam troje rodzeństwa. Właściwe dwoje. Ale w praktyce mam tylko siostrę. Prawie 3 miesiące temu mój brat zmarł. Chorował, ale nikomu o tym nie mówił. Jego dziewczyna jest z nim w ciąży.

Ostatnio rodzice gdzieś wyjechali i mama poprosiła mnie żebym posprzątała w domu. Znalazłam karton, a tam rzeczy brata. Były tam zdjęcia z wojska, jakiś imprez, jego dziewczyny i pierwszego usg mojego chrześniaka. Oglądam je, a tu znajduję swoje zdjęcie jak miałam góra 9 lat. Momentalnie łzy miałam w oczach. Przez 18 lat myślałam, że ma mnie gdzieś, nasze relacje były średnie, jedno na drugie nagadywało, zawsze lepszy kontakt miał z drugą siostrą. Zdjęcie znalazłam dokładnie 2 miesiące po jego śmierci.

Doceniajmy swoich bliskich, bo na każdego przyjdzie pora, a może nawet szybciej niż myślimy.

#Qq91s

Kilka lat temu, kiedy byłem jeszcze młody i głupi, traktowałem kobiety przedmiotowo. Zmieniło się to dopiero kiedy poznałem miłość swojego życia ;) Uwielbiałem nosić okulary przeciwsłoneczne, bo mogłem wtedy do woli podziwiać walory przedstawicielek płci piękniejszej.

Kiedy miałem 21 lat, pewnego dnia okazało się, że z moim wzrokiem coś się dzieje i musiałem zakupić okulary korekcyjne. Następnego dnia idąc przez centrum miasta, płynąc wręcz po chodniku skąpanym w promieniach słońca, oddawałem się swojemu ulubionemu zajęciu, podziwianiu kobiecych dekoltów. Stojąc przy przejściu dla pieszych i czekając na zielone światło, zapatrzyłem się na na walory dziewczyny obok mnie. W tym momencie usłyszałem "Napatrzyłeś się już?". Tak, zapomniałem, że mam na nosie zwykle okulary, nie przeciwsłoneczne.

Od tego czasu minęły 4 lata. Pisząc to wyznanie siedzę w swoim fotelu, a na moich kolanach śpi syn tej dziewczyny ;) Mam mieszane uczucia, kiedy myślę o tym, że kiedyś pewnie zapyta mnie jak poznałem jego mamusię.

#Z3APP

W listopadzie dowiedziałam się że mam nowotwór. Zaczęła się moja przygoda z chorobą, bieganie po szpitalach, rezonanse magnetyczne, płacz i lament w domu. Moja mama bardzo źle zniosła wieści o mojej chorobie i próbowała targnąć na swoje życie.

Miałam w tym czasie znajomą ze studiów, której ufałam, która mnie wspierała. Powiedziałam jej o chorobie, o jej postępach i również o tym, co wydarzyło się mojej mamie. W grudniu nadszedł czas operacji, 10 godzin na stole, 3/4 wyciętego guza, 24 godziny na bloku pooperacyjnym pod czujnym okiem specjalistów. W końcu wróciłam na oddział neurochirurgii, wybudziłam się, udało się!

Dni mijały, a moi znajomi do mnie nie przychodzili, nie pisali, totalnie przestali ze mną rozmawiać. W końcu po tym milczeniu sama napisałam do kolegi, z lekkim żalem pytając, czemu nie przyszedł, choć obiecał mi odwiedziny. On w skrócie opowiedział mi o tym, że moja zaufana koleżanka ze studiów napisała mu, że ja jestem zbyt zmęczona i sobie nie życzę żadnych wizyt. I tak rozszedł się łańcuszek, w którym rzekomo nie chciałam nikogo widzieć ani z nikim rozmawiać. Mało tego, osoba która go zapoczątkowała, nie odezwała się do mnie słowem, nie odwiedziła mnie... i rozpowiedziała wszystkie intymne dla mnie sprawy na uczelni. Teraz od osoby do osoby ludzie na studiach wiedzą że mam nowotwór, a moja mama jest na tyle słabą i wrażliwą osobą, że targnęła się na swoje życie.

Na chwilę obecną przy moim boku trwa trójka osób z całego grona znajomych jakich miałam, reszta odwróciła się ode mnie, widocznie bezpowrotnie... A stwierdzenie, że przyjaciół poznaje się w chorobie i biedzie... jak dla mnie nie zawiera ani nuty fałszu. Teraz czeka mnie już trzecia operacja wycięcia potwora z mojego ciała i jestem w 100% pewna, że 3 osoby z pewnością przyjdą do mnie do sali, przynosząc ze sobą ciepło, miłość i oddanie.
Wolę umieć na palcach u ręki policzyć ludzi, którzy są w moim życiu, niż gubić się wśród obłudy i zliczaniu pseudo znajomych.

#njNHM

Bardzo dobrze znam kobietę, która długo starała się z mężem o dziecko. Zawsze powtarzała, że jej maleństwo przyjdzie na świat pierwszego dnia wiosny.
Dwa razy poroniła, ale oboje nie tracili wiary.
Udało się - zaszła w ciążę. Przeleżała 7 miesięcy. Dziecko dobrze się rozwijało. Były jednak obawy o jego zdrowie.

Na kilkanaście dni przed spodziewanym terminem zaczęły się skurcze. Kobieta była w szpitalu, ale jej lekarz był na sympozjum w innym kraju. Bała się o dziecko i chciała, aby prowadzący ciążę był przy porodzie. Skurcze nie ustawały, więc zaczęła głaskać brzuch i mówić do maleństwa, aby poczekało jeszcze trochę.
Po godzinie skurcze ustały.
Minął cały kolejny dzień.
Cisza.

Następnego dnia rano pielęgniarka poinformowała kobietę, że doktor jest w drodze do szpitala. Po kilku godzinach zaczęły się silne skurcze. Dziecko urodziło się całe i zdrowe.

Tak oto przyszłam na świat pierwszego dnia wiosny 199...r.
Od samego początku próbuję spełniać wszystkie marzenia mojej mamy.

#Kretk

Zawsze byłam typem indywidualistki. Unikałam towarzystwa i w konsekwencji moje życie uczuciowe było pasmem porażek i rozczarowań. Gdy poszłam na studia, postanowiłam się zmienić. Rzuciłam się w wir imprez i na jednej z nich poznałam Adama. Był niezwykle przystojny, dobrze zbudowany i szarmancki. Do tego miał w oczach ten błysk. Nie wiem, jak to ująć w słowa, ale wydawał się łobuzem. Spotykałam się z nim przez kilka tygodni, choć wiedziałam, że podobam się też koledze ze studiów. Kacper był cichy, trochę podobny do mnie z okresu liceum. Nie był jakoś szczególnie urodziwy - przy Adamie wyglądał jak zakompleksiony szczeniak, ale za to onieśmielał mnie swoim dobrym wychowaniem i inteligencją. Zawsze pomagał mi, gdy czegoś nie wiedziałam, a po zajęciach odprowadzał do domu. Zbliżyliśmy się do siebie, ale nie byłam gotowa na kolejny krok. Wciąż myślałam o Adamie.

Musiałam podjąć decyzję, z którym z nich chcę być. Byli tacy różni - jeden ekscytujący, tajemniczy, a drugi stateczny, taki zwyczajny. Nie wiem, co mną wtedy kierowało, ale postanowiłam dać szansę Kacprowi. Koleżanki pukały się w głowę, ale ja zaufałam przeczuciu.

Dziś ja i Kacper jesteśmy trzy lata po ślubie. Mamy śliczną córeczkę i synka w drodze. Kacper kocha mnie i dba o naszą rodzinę. Tymczasem Adam wciąż jest sam. Z tego co wiem, zmienia dziewczyny jak rękawiczki.
Czasem dobrze jest zaufać intuicji i nie oceniać książki po okładce..
Dodaj anonimowe wyznanie