#FcTcz

Wesele kuzyna. Nieistotne kiedy. Kościół, msza, czyli to co jest najnudniejszego na całym weselu. Zasypiałam, albo chociaż próbowałam, bo skutecznie utrudniał mi to chór, który darł się jak szalony. Ksiądz zaczyna chodzić z tacą i tutaj hit:

Elegancko ubrany facio, kładzie na tacę 50 zł. Aż 50 zł! Myślę sobie... oo kurde bogacz normalnie jakiś, albo chce pokazać co on to nie jest. Żonka zresztą też wystrojona w kreację od "zagranicznych" projektantów. A tu nagle co? Facet jak gdyby nigdy nic "rozmienia" sobie te pięć dych i bierze dwie dwudziestki.

Bije to na głowę choinkę ustrojoną jajami na twardo u mojej sąsiadki.

#sYSKn

Ta historia będzie treściwa i piszę ją tu ku przestrodze młodych ludzi.
Mianowicie przez ostatni miesiąc nie robiłem NIC. Spałem do 17, szedłem spać o 6-8 nad ranem. Olewałem wszystko i wszystkich, nie ruszałem się z domu, nie odzywałem się do nikogo - dlaczego? Ano dlatego, że mniej więcej od 4. klasy podstawówki powolutku, powolutku zaczynałem sobie odpuszczać.

Na początku to miało formę zupełnie niegroźną, bo w końcu po co się przejmować za wiele, to jest nawet niezdrowe dla serca. Sęk w tym, że straciłem w tym umiar - i to bardzo. Jestem obecnie w 2. klasie liceum i w styczniu w szkole byłem zaledwie 3 razy. Tak, 3 razy przez cały miesiąc.

Morał jest krótki i niektórym znany, pokonujemy trudności i się nie opierdzielamy (za przeproszeniem). Naprawdę, ludzie, jeżeli macie coś zrobić, nawet niech to będzie wyniesienie szklanki do kuchni, nie odkładajcie tego na potem. Zaczyna się od takich najprostszych rzeczy, a kończy się na tym, że odechciewa się wszystkiego - spać, wstać, jeść, WSZYSTKIEGO.

Udało mi się w końcu zebrać i te 3 dni co w tym miesiącu byłem, to były te 3 ostatnie dni stycznia. To była mordęga, wyjść z domu nigdy ciężej nie było. Ale dało mi to poczucie spełnienia w końcu obowiązku. To siedzenie w domu zaczęło mnie boleć. Nie doprowadźcie do tego, żebyście zrujnowali sobie życie. Jesteśmy pokoleniem, które jest mniej ambitne i więcej chce siedzieć i nic nie robić niż konstruktywnie spędzać czas. Im bardziej jednak będziecie się lenić, tym gorzej później będzie wrócić do normalnego życia. Trzeba za przeproszeniem ruszyć dupę i nigdy nie odpuszczać sobie codziennych zajęć, one tworzą i kształtują nasze życie. Wszystkie wytłumaczenia są tylko po to, żeby odsunąć od siebie winę, która leży tylko i wyłącznie w nas.

#cvlvc

Czytałam dziś historię, jak ktoś jako małe dziecko dostał kajdanki od wujka policjanta.
Ja też takie policyjne kajdanki posiadałam, lecz bez kluczyka, bo owe kajdanki zostały znalezione na ulicy.

Podobno takie kajdanki trzeba zgłosić, że się znalazło ponieważ policjant, który je zgubił może mieć problem (tak słyszałam, jak jest nie wiem, tego nie zrobiłam, bo znalazłam je w starych kartonach na strychu).
Również się nimi bawiłam, przypinałam to tu, to tam, ale zawsze na tyle luźno by dało się wyjąć rękę, czy cokolwiek.Zrobiło się dopiero konkretnie, gdy pokazałam je mojemu facetowi, wykorzystywaliśmy je w celach wiadomych jako para. Po takich właśnie igraszkach mój luby siedział w samych bokserkach, a ja nagle bezmyślnie w trakcie rozmowy bawiąc się nimi, skułam mu obydwie nogi... No niestety wyjąć się nie da, rozerwać tym bardziej... co teraz? Dzwonić na policję?! Jechać?! Ale w samych majtkach... ?!

W końcu przełamałam wstyd i poprosiłam ojca (złotą rączkę o pomoc)... przyjechał... ja cala zawstydzona, na co on mówi, nie martw się, Twój brat zrobił kiedyś to samo, z tymi samymi kajdankami (jak się okazało znalazł je kiedyś mój brat). Ja jeszcze większy szok, mój facet wręcz zakrywał twarz ze wstydu. A ojciec ze śmiechem w 30 sekund uwolnił go z kajdanek. Teraz się z tego śmieje razem z ojcem, a kajdanki wyrzuciłam, by w przyszłości nie znalazła ich młodsza siostra :).

#PsJAO

W zeszłym tygodniu mój tato miał udar. Ma problemy z chodzeniem i jedzeniem, a przed nim ciężka droga do zdrowia. Dużo rehabilitacji, ruchu i dieta. Mojej mamie jest ciężko z opieką nad nim, zwłaszcza że nadal do niego nie dociera to, co się stało. Nie rozumie, że musi zacząć dbać o siebie i zmienić tryb życia. Jest uparty i ignoruje nasze troski.
Ciężko jest się pozbierać po udarze. Jest dużo męczarni i nerwów.

Więc wyobraźcie sobie, że od tygodni zwlekam, żeby przekazać im pewną informację.
Muszę im powiedzieć, że mam nieoperowalnego guza mózgu. I szczerze, nie boję się o siebie, tylko martwię się o nich. Boję się, że to może pogorszyć stan taty, a mama całkowicie straci nadzieję.

#jDdnb

Nie mam pojęcia jak to się dzieje, może to po prostu przypadek, jednak często np. podczas rozmowy z kimś przechodzi mi czasem taka myśl sama z siebie o tym, co ta osoba zaraz powie, lub co zrobi i po paru chwilach to się sprawdza praktycznie w 100%.

Pracuję w małym sklepie z gazetami i książkami. Ostatnio ruch był tak mały, że strasznie się nudziłam. Nagle widzę starszą panią, zbliżającą się do mojego sklepu. Pomyślałam, że pewnie idzie po bilety, pomyślałam też o małej wodzie niegazowanej. Zanim weszła do środka miałam przygotowane dokładnie 2 bilety ulgowe. Co kupiła kobieta? 2 bilety ulgowe i właśnie wodę niegazowaną. To właśnie ten moment dał mi do zrozumienia, że zdarza mi się to często.

Jednak nie jest to nigdy na zawołanie. Jeśli myślę o tym, że "ciekawe czy znów się uda" i próbuję odgadnąć co się zaraz stanie, to nigdy się nie udaje. Myśli przychodzą same z siebie tak jakby nieświadomie (Nie wiem jak to ująć).

Ostatnio siedziałam w domu, czekając na chłopaka. Mieliśmy obejrzeć jakiś film, spędzić razem wieczór. W pewnym momencie coś mi mówiło, że coś jest nie tak, przyjdzie smutny. Stwierdziłam, że zrobię mu coś dobrego na kolację. Okazało się, że zmarł mu dość bliski wujek. W momencie gdy o tym usłyszałam, niewiele myśląc krzyknęłam: "No wiedziałam!!" Jego spojrzenie bezcenne. Ale na szczęście ma trochę dystansu i po tym jak nieudolnie starałam się mu wszystko wyjaśnić (byłam strasznie zmieszana, było mi głupio) i opowiadałam mu od A do Z jak to jest, to stwierdził, że choć na chwilę oderwałam go od smutnych myśli, po czym wyśmiał moje "magiczne zdolności" .

Cóż, nadal nie mam pojęcia o co chodzi, czy może każdy tak ma, czy jest to po prostu rozwinięta intuicja, ale chociaż chłopakowi humor się poprawił. :)

#NZkTl

Jestem urodzoną pesymistką. Odziedziczyłam to po tacie, który jest bohaterem mojej historii.
Będąc razem w zagranicznym parku rozrywki, postanowiliśmy iść na najbardziej ekstremalny rollercoaster jaki widziałam. Wjeżdżając na samą górę kolejki w mojej głowie pojawiły się same czarne scenariusze.
- A co ja coś pęknie, złamie się, a my spadniemy?! - mówię do taty, licząc na słowa pocieszenia. On równie spanikowany jak ja, ale z niesamowitym spokojem w głosie odpowiada:
- No to umrzemy.

#iHwRv

Rok akademicki, semestr letni. Stoję o poranku, czekam na autobus… Zawiesiłam swój wzrok, znalazłam tzw. „martwy punkt”, rozmyślając co by założyć na wieczorną imprezę. Nagle moje przemyślenia przerywa owy „punkt”, który nie okazuje się „martwym”, a żywą postacią męską, o długich przetłuszczonych blond włosach, z tłustym młodzieńczym trądzikiem na twarzy, patrząca na mnie z wyrzutem „co ty chcesz ode mnie dziewczyno?!”. Odwracając się z purpurą na twarzy, myślę „masz gust dziewczyno…”.

No nic, zbliża się mój autobus, jest dobrze… im szybciej stąd zniknę tym lepiej. Ale zaraz… Blondas wstaje i oczekuje na ten sam miejski autobus, którym ja chcę podróżować. E tam, przecież jest tyle drzwi, wejdę od końca, by czasem się nie styknąć z blondasem, który wchodzi środkowymi. Lecz los znów złączył nas na swojej drodze… Napierający tłum ludzi wymusił przejście na korytarz, gdzie ponownie spotkałam się ze swoją „sympatią”. Ok., dam radę..

Stoję zestresowana, pilnując aby czasem mój wzrok nie zabłądził w jego stronę. Niestety… pech chciał, że trafiliśmy na rozdrażnionego kierowcę, który bardzo gwałtownie prowadził swoją jazdę, rzucając nami jak „workiem ziemniaków”. Ja zaś przy tym jako „napalona niewiasta” rzucałam się na mojego blond sąsiada, który co chwila zerkał z miną „ogarnij się”. Ajć… myślę „co cię nie zabiję to cię wzmocni!”. Aby nie tknąć nawet włoskiem towarzysza, w pełni kontroluję siebie, pracę kierowcy i napierający tłum, kurczowo trzymając rączkę, do tego stopnia, że następnego dnia pojawiły się zakwasy w ręku (jest moc!). Ale chwila, atmosfera w autobusie lekko się przerzedziła, rozglądam się - blondas zniknął. Uff... co to była za ulga, gdy mogłam w końcu puścić rączkę i się rozluźnić.

Moja radość nie trwała zbyt długo, gdy Pani o dość obfitych kształtach, załadowana zakupami po brzegi próbowała się przeciskać przez wąski korytarzyk gdzie stałam. No cóż… próbujemy! W pewnym momencie myślałam, że jednak utkniemy pomiędzy siedzeniami, lecz odchylając się do tyłu złapałam za siedzenie i tym o to sposobem Pani prześliznęła się w dalszą część korytarza. Zuch dziewczyna! Lecz nagle, ku mojemu zdziwieniu siedzenie, które złapałam aby się oprzeć poruszyło się…
Okazało się, że to wcale nie siedzenie, a kolano… yhym… taaa.... zgadnijcie kogo?!

#WMXRy

W mojej parafii ksiądz ma taki zwyczaj, że chodząc podczas mszy i zbierając ofiary błogosławi dzieci, czyli po prostu nakłada im ręce na głowę.
Jednak ostatniej niedzieli pewien mały chłopiec siedzący przede mną, na widok księdza wyciągającego rękę, postanowił przybić proboszczowi piątkę.

Dawno nie było mi tak wesoło w kościele. :)
Dodaj anonimowe wyznanie