#6aPda

3 lata temu poznałem świetną dziewczynę. Piękna, miła, inteligentna, z poczuciem humoru. Zamieszkaliśmy razem po 1,5 roku znajomości. Mieliśmy wspólne pasje i nieskończenie wiele tematów do rozmów.

A jednak pewnego dnia przyszedł ten dzień, kiedy udaliśmy się do kuchni (!) aby odbyć szczerą rozmowę. Nic nie przeczuwałem, ale 2 dni temu oglądałem serial "Sherlock", więc postanowiłem wytężyć wszystkie zmysły i przeanalizować moją jedyną od stóp do głów. Nic jednak nie przykuło mojej uwagi. Spięte włosy jak zawsze. Moja, na nią za duża bluza i legginsy. Lekki makijaż i kolorowe skarpetki. Myślę sobie "spokojnie, nic się nie stało przecież". Moja wybranka bardzo szybko chciała przejść do rzeczy i powiedziała mi:
- Słuchaj X, to koniec, nie mogę tego dalej ciągnąć, nie jestem godna być twoją dziewczyną, jesteś za dobry dla mnie.
Po czym spakowała się i opuściła niegdyś nasze wspólne leżę.

Dwa tygodnie później byłem w odwiedzinach u rodziców i szczegółowo im opowiedziałem jak to wyglądało, a moja niezawodna mamusia:
- Spokojnie synku, zostawiła cię, bo po prostu jesteś brzydki.
Kocham Cię mamo.

#qr5Wl

Kiedy byłem dzieciakiem, tak jak każdy mały chłopiec marzyłem żeby zostać żołnierzem. Wiadomo, w przedszkolu każdy chłopiec chce zostać żołnierzem. Lata mijały, ja przechodziłem kolejne etapy edukacji, podstawówka, gimnazjum, liceum, ale cały czas marzyłem o zostaniu oficerem Wojska Polskiego. Było to dziwne, szczególnie że zawód żołnierza nie był wtedy specjalnie popularny (wiadomo, dopiero co anulowano obowiązkowy pobór), a ja wciąż chciałem być żołnierzem. Często się koledzy ze mnie śmiali z tego powodu.

W liceum postanowiłem pójść na Akademię Marynarki Wojennej w Gdyni. Ciężko pracowałem, uczyłem się, ćwiczyłem. W końcu nadeszła upragniona rekrutacja. Przeszedłem testy sprawnościowe, wyniki z matury miałem bardzo dobre (rozszerzona matematyka 80%), testy psychologiczne zdane bez zarzutu, niestety lekarz w opinii lekarskiej napisał, że jestem niezdolny do służby wojskowej z powodu rzadkiego schorzenia - hipoplazja płuca lewego. Taka wada genetyczna, moje lewe płuco jest wielkości serca i jest niewydolne (nie działa). Załamałem się wtedy. Cały sens mojego życia stanął pod znakiem zapytania. Jeden człowiek zniszczył wszystkie moje plany.

Skończyło się na tym, że poszedłem na informatykę. Dzisiaj jestem magistrem informatyki, pracuję w znanej firmie informatycznej, zarabiam na tyle dużo, że stać mnie było na wybudowanie domu i kupienie dobrego samochodu z salonu bez brania pożyczek. Mam wspaniałą narzeczoną, która jest najlepszą kobietą na świecie. Co roku na wakacje mogę sobie pozwolić na wyjazd dosłownie na drugi koniec świata. Mam nawet psa i własne drzewo w ogródku. Teraz jeszcze tylko zmienić nazwisko mojej narzeczonej i spłodzić syna. Jednym słowem - życie z marzeń, a jednak wciąż noszę w sobie pustkę, wciąż nie odnalazłem swojej nowej drogi w życiu. Taka dziwna sytuacja że mam wszystko, a nie mam tego co było moim jedynym celem w życiu.

Konkluzją tego długiego tekstu nie jest to jak mi się poszczęściło, nie jest to, że zawsze można sobie ułożyć życie nawet jak wszystko się zawali, nawet lekarz, który zburzył mój światopogląd nie jest konkluzją.

Konkluzją są moi rodzice - bo wciąż, przez tyle lat nie mogę zrozumieć, jak dwójce teoretycznie przeciętnych ludzi udało się zaszczepić we mnie taki patriotyzm, że jedyne czego pragnę w życiu, to bronić ojczyzny, lub umrzeć starając się jej bronić. Dla mnie moi rodzice są moimi bohaterami, którzy nauczyli mnie wstawać do hymnu, nawet jeśli leci w jakimś filmie. Kochajcie swoich rodziców, często im to mówcie i podziękujcie im za wszystko! Bo może się okazać, że nie będziecie już mieli okazji, ja swoim nie zdążyłem podziękować...

#OjIF6

Mój 4-letni brat codziennie wieczorem losuje jedną osobę z kontaktów telefonicznych mojej mamy, tylko po to żeby powiedzieć: "Kocham cię np. babciu, dobranoc".
Czasem jest to ciocia, kuzyn albo mamy szef, ale wszyscy zawsze się cieszą i około godziny 21:00 są pod telefonem.
Mała rzecz, a cieszy.

#IxWIV

Urodziłam się 13 maja. Wyszłam za mąż 13 maja za faceta, który urodził się 13 lipca. Rok później, również 13 lipca, urodziła się nasza córka. 13 stycznia tego roku mąż dostał awans, a 13 lutego wygrał samochód. Obecnie spodziewamy się drugiego dziecka, na 20 maja, ale kto wie...;) Moja szczęśliwa 13.

#OSSNt

Moje wyznanie jest po części opowieścią i pokazaniem jaki jest świat, a po części poznaniem zdania innych.

Jestem 24-letnim chłopakiem, wysokim, przystojnym brunetem (w mniemaniu kobiet oczywiście), studiuję, pracuję, mam auto. Uogólniając jestem już ustawiony. Jedynego czego mi brakuje, to szczęścia w miłości, przez to jestem użytkownikiem rożnych portali randkowych czy czatów.

Na jednym z dosyć bardzo popularnych czatów poznałem 23-letnią dziewczynę. Piękna, długowłosa blondynka. Bardzo podobał mi się jej charakter, mieliśmy wiele wspólnych pasji. Zaczęło się jak zawsze: czatowanie, telefony, a później spotkanie. Od samego początku świetnie się dogadywaliśmy. I od początku była ze mną szczera w dosyć ważnej kwestii, a mianowicie wcześniej zdarzało jej się randkować z facetami i już na pierwszych randkach iść z nimi do łóżka, ale że już z tym skończyła i szuka czegoś poważniejszego.

Z jednej strony bylem zaskoczony wyznaniem, a z drugiej trochę mi zaimponowała szczerością. Oznajmiłem jej, że ja jestem typem faceta, który uprawia seks tylko w związku, z osobą, do której coś czuje, więc nie ma raczej opcji, żebym się z nią przespał na randce. Miałem wiele okazji do przygodnych stosunków, ale zawsze odmawiałem, kłóci się to z moim sumieniem, choć nieraz byłem przez to wyśmiewany przez moje otoczenie. Z kolei jej to bardzo zaimponowało.

Doszło do pierwszego spotkania - kino. Świetny film, później (jako że był późny wieczór i bardzo zimno) długa rozmowa w aucie. Wszystko ładnie, pięknie. Ustawiliśmy się na następny dzień. Też wszystko miodzio, ładnie się klei, ona happy, ja happy. Wyrażała chęć na kolejne spotkania, bo wszystko jest świetnie i w ogóle.

Kolejnego dnia dostaję wiadomość na FB (no a gdzieżby indziej - poważni ludzie rozmawiają o poważnych sprawach przecież tylko na FB), że jestem świetny, że bardzo jej imponuję pod każdym względem, że ją pociągam fizycznie, ale że jednak nie poczuła tego czegoś, że brakuje jej w tym "fajerwerków".

Na moje pytanie, czy brakuje jej tego, żebym ją po prostu porządnie przeleciał, nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć. Mnie zamurowało - koniec znajomości przez to, że miałem do niej szacunek i jej nie przeleciałem na randce.

Teraz pytania, jakie powinien sobie każdy zadać. Czy w tym świecie zawsze wszystko musi się zaczynać od łóżka? Czy nie można szanować siebie i kobiet, i zaczynać wszystkiego "normalnie", czy tylko trzeba taką złapać za włosy, zaliczyć i dopiero liczyć na jakiś związek?

#hbhAK

Byłem wtedy na czwartym roku studiów, a przez prawie 3,5 roku nic nie robiłem, by zdobyć jakieś doświadczenie, bo "tata pomoże".
Niestety, jak moja kochana rodzinka dowiedziała się, że ich kochany, pierworodny syn jest homoseksualistą, to mnie wydziedziczyli.

Zostałem sam, z ostatnimi oszczędnościami na koncie i kawalerką, która na szczęście była od początku przepisana na mnie. Wtedy zacząłem szukać pracy, a raczej jakiegokolwiek stażu. Przy moich kalkulacjach wyszło, że bez jakiegokolwiek przypływu gotówki starczy mi na maks pół roku lub na ponad rok, przy bardzo oszczędnym trybie życia. Od razu skończyło się kupowanie drogich produktów, chodzenie do restauracji etc. Stałem się typowym biednym studentem, który nawet nie potrafił sobie znaleźć bezpłatnego stażu w kancelarii, bo jego kochany ojciec wydał wilczy bilet dla syna. Nawet kochani przyjaciele z roku nagle zniknęli, gdy wyszło, że znajomość ze mną nie przyniesie im korzyści, lecz same straty. Przy mnie zostało tylko dwóch przyjaciół z liceum.

Pewnego dnia udałem się już do milionowej kancelarii, w której również nikt nie potrzebował jakiegokolwiek nowego stażysty. A bardzo miły pan na koniec rozmowy powiedział "radziłbym ci chłopcze zmienić kierunek studiów", z takim pięknym szyderczym uśmiechem. Uświadomiony, że to nie ma sensu, zrezygnowałem z jakiekolwiek próby zdobywania doświadczenia, ale studiów nie postanowiłem rzucić. Skończę te i wylecę gdzieś za granicę, taki miał być plan.

Swoją dopiero co zaplanowaną przyszłość postanowiłem zapić. Z racji mojej biedoty z buta szedłem do przyjaciela, który wynajmował mieszkanie w niezbyt ciekawej okolicy. Już mam skręcać, gdy słyszę jakiś krzyk. Szybko podbiegam, jest tak: jakichś dwóch typków, którzy szarpią jakąś dziewczyną. Jednemu zdążyłem przywalić w twarz, lecz drugi przywalił mi ze szklanej butelki w bark, po czym obaj wraz z torebką dziewczyny uciekli. Dziewczyna w mega szoku, prosi, czy mógłbym zamówić jej taksówkę do domu, bo ukradli jej telefon, po czym wpada w panikę, że przecież nie ma też pieniędzy.

Zaproponowałem jej, że ją odprowadzę, ale wyszło, że mieszka prawie 40 minut drogi stąd. Zamówiliśmy taxi, pojechałem z nią, by później oddała mi pieniądze. Jesteśmy na miejscu, ona już ochłonęła i wtedy zauważyła, że mój bark krwawi. Zapłaciliśmy taksówkarzowi, ona powiedziała, że mnie ktoś od niej odwiezie. Żadne ale nie wchodziło w grę, chciała się odwdzięczyć. Dom świadczy, że na brak pieniędzy nie ma co narzekać. Wchodzimy, a tam drzwi otwiera facet, co mnie ostatnio olał w kancelarii. Był równie zdziwiony co ja...

O dziwo skończyło się happy endem. W zamian za uratowanie córki zostałem przyjęty, a po zdanej aplikacji zatrudniony. Mimo gróźb ojca nie wyrzucili mnie, a ja tylko szkolę się, by spotkać się z ojcem na sali i go pokonać...
Dodaj anonimowe wyznanie