#HaECU

Przeczytałam dzisiaj historie o dziewczynie, której marzeniem było znalezienie męża prawnika. Ja również posiadam męża, wykonującego ten zawód. Jednak moja historia posiada zgoła odmienne zakończenie...

Po 12 latach małżeństwa dowiedziałam się, że mąż ma kochankę. Najgorsze jest to, że kompletnie tego nie żałował, zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Zdecydowałam się na rozwód. Problem jest taki, że mój mąż jest adwokatem zajmującym się głównie rozwodami. I jest w tym niestety piekielnie dobry.

Schody zaczęły się już ze znalezieniem prawnika. Okazało się, że w moim mieście pięć kolejnych kancelarii odmówiło reprezentowania mnie. Dawali mi delikatnie do zrozumienia, żebym sobie odpuściła. Kiedy mąż się dowiedział, powiedział mi, że mam sobie dać spokój z tymi bzdurami, albo zrobi z mojego życia piekło. Ja jednak byłam wówczas zdeterminowana.

Znalazłam adwokata, wniosłam pozew. Rozprawa natomiast była najgorszą rzeczą w moim życiu. Ciągłe odroczenia, zwolnienia lekarskie, a jak już się łaskawie pojawił, robił wszystko, by jeszcze ją przedłużyć. W dodatku wyciągał na światło dzienne najgorsze rodzinne brudy, najbardziej intymne tajemnice... Tak minęły trzy lata. Ja całkowicie wyczerpana, zaproponowałam mu, że zrzeknę się wszystkiego: mieszkania, wspólnych oszczędności, a nawet alimentów na naszą córkę, by tylko dał mi rozwód i zniknął z naszego życia. Nie zgodził się, chciał bym to ja wycofała pozew.

Na kolejnej rozprawie wniósł o to, by córka z nim mieszkała, podczas gdy w ciągu trzech lat naszej rozprawy, odwiedził ją zaledwie kilka razy. Nie wytrzymałam. Wybiegłam z sądu i postanowiłam odpuścić. Wycofałam wniosek.

Dzisiaj żyję z innym mężczyzną, z mężem praktycznie nie mam kontaktu. Myślę, że jestem szczęśliwa. Żałuję tylko, że zmarnowałam trzy lata życia w stresie i z nieprzespanymi nocami. I tego, że już do końca życia pozostanę żoną prawnika...

#mONJ1

Poznałam męża mając 20 lat. Palił wtedy dużo trawki, czasem zdarzało się coś mocniejszego. Od razu dałam mu do zrozumienia, że nie ma na co liczyć póki ma z tym środowiskiem cokolwiek wspólnego. Rok później Kuba był czysty, a my byliśmy zaręczeni. Jedyne co pozostało z tamtych czasów to Kuby 'przyjaciel' - wiecznie pijany albo naćpany (kokaina czy heroina nie były mu obce), średnio co drugi dzień próbował zwalić się nam na głowę. W końcu powiedziałam dość i oznajmiłam wtedy już mężowi, że albo pozbędzie się pasożyta ze swojego życia raz a dobrze, albo ja odchodzę. Gość zniknął.

Pojawił się 6 lat później, twierdząc ze jest czysty i chce odbudować z Kubą kontakt. Spotkali się kilka razy z daleka ode mnie. Jednak któregoś dnia wracam do domu i widzę jego, siedzącego na dywanie z moją dwuletnią Marysią. W dłoni trzymał skręta - chyba zresztą nie pierwszego, bo cały pokój był zadymiony. Oznajmił mi spokojnie, że Kuba wyszedł na chwilę do bankomatu pożyczyć mu pieniądze.

Ostatni raz biłam się chyba z 20 lat temu z bratem, ale gość dostał taki wp****ol, że uciekał z mieszkania aż się kurzyło.

Jutro mam pierwszą rozprawę w sprawie o pobicie. Kuba dzwonił do niego zaraz po zajściu, by dać mu do zrozumienia że ma się więcej do nas nie zbliżać. Ten odparł, że nie ma zamiaru, bo jestem wariatką. Warto było, oj warto.

#0MEmb

Kilka lat temu udzielałem się w organizacji, która zajmowała się zapobieganiem samobójstwom. Każdego miesiąca pewien mężczyzna wpłacał na nasze konto 100 zł. To było trochę jak w zegarku. Ten sam dzień, ten sam mężczyzna, wszystko to samo od ponad 4 lat. Wydawało mi się to trochę dziwne, ale nigdy tego nie kwestionowałem. Aż pewnego razu zauważyłem załączony komentarz: "Dla Michała - Tata".

Ta dotacja była kiedyś kieszonkowym jego dziecka.

Jeśli myślisz, że nikomu nie będzie cię brakować, kiedy odbierzesz sobie życie, mogę ci przysiąc, że będą tęsknić za tobą do końca swojego życia.

#h0S8V

W zeszłym roku byłem świadkiem dość ciekawej scenki w częstochowskim centrum handlowym, a było to akurat 14 lutego. Walentynki to piękna idea, ale niestety niesamowicie skomercjalizowane (a na dodatek czasami sztuczne) święto. W sklepach serduszka na lewo i na prawo, na ścianie, przy przymierzalniach, na produktach, serduszka zwisające z sufitu i serduszka w artystycznym nieładzie rozsypane spontanicznie na witrynach. Widok tak wielu serduszek i czerwieni w mijanych po drodze sklepach sprawia, że człowiek odnosi nieodparte wrażenie, że znajduje się raczej na finale WOŚP, a nie w centrum handlowym. Wszędzie pełno czerwonych róż, są przy produktach na wystawie, przy hostessach realizujących bony walentynkowe i w dłoniach co drugiej niecierpliwie oczekującej na kinowy seans „Gray’a” kobiety. Taki spory miszmasz unoszący się w powietrzu - małe ceny, wielkie nadzieje i promocja na kostkę zapachową do WC w pewnej drogerii (najwyraźniej gdyby ktoś już rzygał tą wszechobecną miłością wylewającą się z witryn, to chociaż mógłby poczuć się otulony niesamowitym zapachem tropikalnego lasu).

W całym tym sztucznym obrazku znalazł się jeden bohater, a właściwie bohaterka, która pozwoliła mi uwierzyć, że mimo wszystko można okazać głębię uczucia w bardzo prosty, niesamowicie szczery sposób. Kilkuletnia dziewczynka, wyglądająca jak mała księżniczka, w lekko kręconych blond włosach i kolorowej sukieneczce, idąca z mamą w stronę wyjścia nagle przystanęła, zwróciła uwagę na punkt z kwiatami i pociągnęła mamę za rękę, wskazując palcem stoisko. Obie podeszły do stoiska, dziecko żywiołowo i z entuzjazmem w oczach, a matka powoli, zdziwiona zachowaniem córki.

Paru mężczyzn mozolnie kończyło już zakup kwiatowego suweniru dla swoich partnerek, tak jakby była to jakaś przymusowa czynność, którą w tym dniu każdy obywatel płci męskiej pod groźbą kary czekającej po powrocie do domu musi wykonać, a mała dziewczynka pod opieką mamy przygląda się i rączką sprawdza różyczki wystające z kubełka prawie tak dużego jak ona sama.

- Chcesz taką? - spytała po cichu zdziwiona zachowaniem córki mama.
- Tak! - mała bohaterka ochoczo odpowiedziała i szybko wskazała palcem na jedną z różyczek. - Chcę tę!

W tej sytuacji pani sprzedająca kwiaty uśmiechnęła się do małej księżniczki, a mama zapłaciła za kwiatka, podała go córce i ruszyła z małą w stronę schodów prowadzących do wyjścia. Po chwili jednak dziewczynka się zatrzymała, spojrzała na mamę podniosła błagalnie obie ręce, by ta mogła ją podnieść i przytulić, a gdy już mama to zrobiła, to mały aniołek podając jej przed chwilką zakupioną różyczkę powiedział głośno i z radością:
- To dla ciebie, mamusiu, na walentynki.

Uwierzcie mi, być świadkiem tak okazywanych uczuć w całym tym zgiełku walentynkowym, wśród tej emocjonalnej tandety i płytkich gestów - bezcenne.

#d9ImO

Rok temu w ferie zimowe pojechałam na jakiś czas do ciotki. Była właścicielką małej suczki maltańczyka, która uwielbiała bawić się z innymi psami. Raz gdy wyszłam z nią przed blok nie założyłam jej smyczy... i to był błąd. Suczka rzuciła się pędem na dużego psa, który leżał grzecznie obok grupki chłopaków. Chwilę potem zobaczyłam jak kochane pieski "zabawiają się" w krzakach. Od razu pobiegłam zabrać maleństwo od owczarka. Właściciel widząc moje niekorzystne próby złapania suczki, zaoferował mi pomoc. Złapał swojego psa za smycz i odciągnął.

- A może pozwolisz, że pomogę ci odprowadzić pieska? - zapytał z "czarującym" uśmiechem.
I wtedy przypomniałam se słowa kolegi "Jaki właściciel taki pies", więc bez słowa odeszłam z futrzakiem na rękach, słysząc za moimi plecami ściszony głos:
- I widzisz kundlu! Ty poru**ałeś, a ja nie!

#VQ71N

Mam dwie siostry. 5-latkę, dziką szaloną i wiecznie zazdrosną o młodszą 3-latkę. Lubi jej dokuczać, zabierać zabawki, nie daje nawet do mamy podejść żeby ją pogłaskała. Od razu krzyk i lament, że ma sobie pójść, chciwą i łakomą. Nic nie dają rozmowy, prośby i błagania, że nieładnie i nie wolno. Mamy nadzieję, że wyrośnie z tego i staramy się być dobrym przykładem.

Natomiast młodsza to istny aniołek, opiekuńcza, kochająca, słodkościami ze wszystkimi się podzieli, a jeżeli zostanie jedno ciasteczko, to jeszcze schowa dla taty, bo on w pracy i sama nie zje. Dzielnie znosiła młodsza starszą, aż wreszcie musiała zacząć sobie radzić.

Tak więc mała słodka trzyletnia główka wymyśliła system. Kiedy kochana starsza siostra zaczęła znów ją zaczepiać, na początku krzyczała i wołała mamę, jak to nie pomagało, to biła pięścią, po czym kolejnym krokiem był kop nogą, a na końcu chwyt "z bańki". Parę dni temu tak przyfasoliła starszej, że krew się polała, warga rozbita, pierwszy mleczak usunięty... i wiecie? Pomogło! Od kilku dni spokój.

Jestem dumna z małej, ma wielkie serce i poradzi sobie w życiu ;)

#V4g8F

Narzeczony oświadczył mi, że jedzie na zakupy. Nigdy nigdzie się beze mnie nie wybierał, co mnie bardzo zdziwiło. Byłam pewna, że pojechał kupić mi prezent na Walentynki. Wrócił po 10 minutach. Był na CPNie. Po gumki. Stwierdził, że jedno dziecko na razie wystarczy. Rok temu w Walentynki zaszłam w ciążę.

Nie wiem jak mu teraz powiedzieć, że znowu będzie tatą :)

#xEB8m

Chodzę do Liceum Plastycznego.
Pewnie kojarzycie, że plastycy noszą takie czarne duże teczki.
Pewnego dnia wracam już do domu autobusem, ciasno jak w puszcze, znudzona stoję i słucham muzyki, i w pewnym momencie pani około 60-tki pyta mnie, gdzie kupiłam taki fajny telewizor....
Cały autobus w śmiech.

#9wcbH

Od zawsze stałem na uboczu, od zawsze byłem wyśmiewany z racji pochodzenia z biednej rodziny, od zawsze byłem tym złym. Rozwód rodziców wymusił na mnie szybsze dojrzewanie, zaczęły się pierwsze poważne problemy, zaczęły się pierwsze pasje. Poszedłem do najlepszego technikum w moim mieście, potem na studia. Dzisiaj mija 3 rok od skończenia studiów. Mam dom, żonę, dziecko w drodze. Robię to co lubię, stać mnie na wiele.

Jak to się stało? Gdy inni imprezowali, ćpali itd. ja siedziałem w garażu robiąc coś z niczego, potem tknęło mnie w automatykę i systemy sterowania. Po inżynierce wyjechałem do Londynu, gdzie zacząłem nowy rozdział. Udało mi się trafić do wymarzonej firmy. Tydzień temu byłem w Polsce, w mojej rodzinnej miejscowości. Kilku starych "kolegów" grzeje miejsce na ławce z piwek, kilku pracuje na budowie, kilku stara się o coś lepszego.

Każdy koniec to nowy początek, zawsze trzeba wierzyć w swoje siły i nie przejmować się tym co mówią inni.
Dodaj anonimowe wyznanie