#dlbF7
W czasie matury tak jak reszta trzecioklasistów zdawałam swoje egzaminy. Ostatnim dla mnie była biologia. Wychodząc z sali stwierdziłam, że czemu by nie zajrzeć do naszego profesora wychowawcy (był to polonista starej daty, typ dziadka, z którym można było zawsze przyjemnie porozmawiać). Spotkałam go w naszej klasie, grzebiącego w jakichś dokumentach. W klasie były również dziewczyny z mojej klasy. Miały dziwnie poważne miny, jednak stwierdziłam, że pewnie to z powodu matury. Podeszłam do pana, on zapytał się jak tam egzaminy itd. I w pewnym momencie powiedział do mnie słowa, których nigdy nie zapomnę:
- A tak w ogóle, pogrzeb Kamila jest we wtorek.
Na początku nie wiedziałam w ogóle o co chodziło. Jaki pogrzeb Kamila? Pan widząc moje zaskoczenie dodał:
- Kilka dni temu Kamil zmarł w nocy. Nie martw się, jego ciało już zostało poddane kremacji.
Żebyście nie nawrzucali na mojego profesora - on nie był nieczułym draniem i chciał pocieszyć. Niestety niezbyt mu wyszło. Wybiegłam z szkoły z łzami w oczach, a gdy brat otworzył mi drzwi, rzuciłam mu się w ramiona i ryczałam z godzinę. A później cały dzień leżałam na sofie, patrząc w sufit.
A teraz to, co mnie najbardziej zaszokowało w tym wszystkim: Kamil był naszą "gwiazdą" klasową, typem dowcipnisia. Rzucał często jakieś żarty na zajęciach, nieraz mu obrywało się za to - generalnie jednak i uczniowie, i nauczyciele go lubili. Kujonem nie był, ale miał dobre oceny. Nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych.
Więc jak umarł? Wbrew temu, co można pomyśleć, wcale nie umarł typową "nastoletnią" śmiercią. Nie upił się i nie przywalił samochodem ojca w drzewo. Nie zaćpał się. Nie popełnił samobójstwa. Nic z tych rzeczy. Po prostu usnął jednego wieczora i rano był już martwy. Ot tak.
Następnego dnia po rozmowie z wychowawcą odbyło się spontaniczne spotkanie klasy, w której to najbliższe przyjaciółki Kamila wyjaśniły (dużo łagodniej niż wychowawca mi) co się stało. Kamil od dłuższego czasu miał problemy z sercem i albo nie wziął wtedy leków, albo stres plus leki zrobiły swoje (nie pamiętam już dokładniej czemu).
Po pogrzebie przez długi czas miałam problemy z snem i do dziś jedną z moich największych obaw jest strach, że zasnę w łóżku i nigdy nie wstanę.
Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że Kamil miał plany. Chciał spędzić wakacje z dziewczyną. Chciał pojechać do Warszawy studiować bezpieczeństwo wewnętrzne, jak jego ojciec. Dziś miałby już 22 lat.
Po maturze zbyt brutalnie weszłam w dorosłość.
Kiedy chodziłam do podstawówki zaczadziła się u nas dziewczyna z 6 klasy, ja chodziłam wtedy do 5. Pogrzeb odbył się w wigilię. Nigdy tego nie zapomnę kiedy stałam przy trumnie patrząc na nią. Wtedy zrozumiałam że życie to nie bajka i można stracić kogoś tak z dnia na dzień. Chociaż nie żyje mi 3 rodzeństwa (zmarli przy porodzie, jestem najmłodsza więc nie rozumiałam przez co przeszła moja mama). Dzień tego pogrzebu pamiętam do dziś.
Smutne ;( Historia pokazuje że trzeba szanować każdy dzień, bo nigdy nie wiadomo kiedy będzie dane nam odejść...
Mam nadzieję, że moja siostra nie przeczyta tej historii. Sam choruję na serce od lat. Boje się, że będzie martwila się jeszcze bardziej :(
To ja Ci zdrówka życzę! :)
No co?
Alias, tabletki lykam. Ale i tak siostra się martwi.
@88fs dziękuję
U mnie w pierwszej liceum był chłopak. Też typ dowcipnisia ale za sobą nie przepadaliśmy. Zaczepialski i irytujący - na pewno takich znacie. No cóż... z nieznanych nikomu powodów odebrał sobie życie...
To cholernie bolesne nawet jak się nie lubi człowieka.
Przed drugą gimnazjum pochowałam kolegę z klasy. Świetny historyk, matematyk. Też miał sporo planów, widać było dla niego świetną przyszłość. Smutne jest też to, że sporo chłopców z mojej klasy obrażało go czasem bez powodu... teraz mam do tego zupełnie inne podejście. Wiem, co czujesz.
"Spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą" :'(
Uwielbiam cytaty pod wyznaniami...
Ech, smutna prawda...
Taaa, cytaty.. żeby chociaż były poprawnie napisane.
Czepiasz się...
"Życie choć piękne, tak kruche jest .. "
Poplakałabym się ale nie jestem sama w pokoju. To straszne, nie myślałam na początku wyznania że to będzie takie wspomnienie. :'(
To że nie jesteś sama w pokoju nie oznacza że nie masz prawa do okazywania uczuć. Ja np. często parskam śmiechem tak nagle i to w obecności innych (oczywiście przez Anonimowe)
Ja mam przyjaciela, nadal mam choć odszedł z tego świata rok temu. Serce mi krwawi i do tej pory mam problemy ze snem, nie ma dnia abym o nim nie myślała. Odszedł, bo ktoś odebrał mu życie..:( musimy nauczyć się żyć bez kogoś dla nas ważnych. ostatnio w zartach powiedziałam mojemu mężowi, że 'najwyzej pójdę do piachu!' a ten odpowiedział,że jak tak to on zaraz przy mnie będzie leżał... Wiem, że nie umielibysmy żyć bez siebie. Cieszmy się każdym dniem i dziękujmy,że dane jest nam budzić się rano
Smutne ;/
Aż mnie ciarki przeszły...to strasznie smutne :(