Gdy miałam 10 lat byłam bardzo zboczona. Na moje nieszczęście zgadałam się z koleżanką, która również miała TE same myśli co ja.
Pewnego razu rozebrałyśmy się i badałyśmy wzajemnie swoje ciała. Ohh. Wspomniałam już ze byłyśmy tak zajęte że nie zauważyliśmy kiedy wparował jej ojciec?
Nie? No właśnie.
Do dzisiaj jest mi głupio jak go widzę.
Wychodząc z Biedronki, jakieś dziecko powiedziało do mnie mamo, jednakże zaraz zauważyło swój błąd i przeprosiło, a ja uśmiechnęłam się i poszłam dalej.
Nagle usłyszałam, jak po cichu mówi do drugiego dziecka "Powiedziałam jakiejś starszej babie..."
We wrześniu skończę 20 lat...
Ostatnio zdarzyło się, że naderwałam więzadło w kostce. Niby nic, ale bardzo boli gdy postoję dłużej niż 10 minut. Praktycznie cały czas muszę leżeć, a jeśli już gdzieś idę, to tylko o kuli. Mam zwolnienie ze szkoły do końca kwietnia. Ale do rzeczy...
Wracałam akurat komunikacją miejską. Musiałam odebrać badania i jak na złość nikt nie miał czasu mnie zawieźć i odebrać. Wsiadam do MPK, patrzę - autobus pełen. Myślę sobie no trudno, jakoś wytrzymam i postoję.
Widząc mnie, popierającą się o kuli, typowy dres wstaje ze swojego miejsca mówiąc: "Tobie bardziej się przyda", a co lepsze - pomaga mi nawet usiąść, pozwalając oprzeć się na swoim ramieniu.
Jedziemy sobie spokojnie, chłopak próbuje mnie rozweselić, ale nagle wpada typowy moher, staje obok nas i rozpoczyna swój monolog jak to ja niewychowana jestem, bo ona musi stać, a ja zdrowa siedzę. Chłopak patrzy na babcię. Ja cała czerwona, już chcę wstać, bo nie lubię jak ktoś się na mnie wydziera, ale dres mnie powstrzymuje i typowym dla swojego wyglądu głosem mówi kobiecie, że nie mogę, ponieważ jestem o kuli itd.
Czegoś takiego nigdy nie widziałam: kobieta, która MUSIAŁA usiąść zrobiła się cała czerwona i wybiegła... Tak, wybiegła z autobusu na najbliższym przystanku.
Chciałam podziękować dresowi za to, bo gdyby nie on, to prawdopodobnie ustąpiłabym jej miejsca.
Pewnego razu byliśmy z chłopakiem sami w moim domu. Nazwę rzecz po imieniu - korzystaliśmy z nieobecności moich rodziców.
W pewnym momencie usłyszałam, że samochód mojego taty wjeżdża na posesję. Od razu więc oderwaliśmy się od naszych czynności i w pośpiechu zakładaliśmy ubrania - scena jak z dobrej komedii. Mój chłopak rzucił "ubranko" na podłogę, żeby na końcu je wyrzucić. W tym momencie do mojego pokoju wbiegł pies i wziął do pyska leżącą na ziemi prezerwatywę. Mój chłopak zaczął z nim walczyć, lecz z powodu spodni założonych tylko do kolan runął na ziemię i przegrał tę istną batalię. Nie wiedziałam, czy mam się śmiać, czy płakać.
Psiak od razu zbiegł na dół i gdy tylko mój tata wszedł do domu, rzucił mu gumkę pod nogi. Miny nasze i mojego taty nie do opisania, tylko pies zadowolony z siebie siedział i merdał ogonem :)
Pewnego razu po zrobionych zakupach układałam sobie grafik na resztę dnia, analizowałam, czy wszystko udało się kupić i co zrobić na obiadek.
W natłoku tych myśli... zaczepił mnie starszy pan.
Złapał mnie za ramię i szepnął:
- Ma pani działkę? Ma pani działkę!?
Zmieszana spojrzałam na dziadka z niedowierzaniem i pomyślałam, czy ja wyglądam na miastowego dilera (dobrze, że nie słyszał moich myśli). Odpowiedziałam, że nie, nie mam.
Na co dziadek odpowiedział:
- O, to proszę, to dla pani!
Uśmiechnął się i wręczył mi piękny bukiet świeżo ściętych żonkili.
Z uśmiechem na twarzy podziękowałam.
Długo mnie tak nic nie rozbawiło :-)
Moja babcia to żwawa kobietka, dodatkowa praca, opieka nad wnukami, działka i oczywiście wszystko na pełnych obrotach. Ale przyszedł taki czas, że sił już brakło i trzeba było babci trochę przystopować.
Pewnego dnia złamała nogę. Kilka miesięcy w szpitalu i długa rehabilitacja - ale sukces! Zaczęła chodzić. Minął tydzień, złamała tę samą nogę w innym miejscu. Miesiące w szpitalu, długa rehabilitacja, odleżyny i opiekunka całą dobę. Nie było możliwości, żeby dała sobie radę sama chociaż usiąść na łóżku, potrzebowała pomocy przy każdej czynności. Wzięła się jednak jak to się mówi "za szmaty" i znów była coraz bardziej niezależna.
Idę do niej w odwiedziny, a babcia śmiga z balkonikiem. "O proszę, widzę, że ktoś tu niedługo będzie nieźle zasuwał"- mówię. Na co kochana babcia odpowiada "Pff... Ale afera. A ty myślisz, że co? Ja nie mam zamiaru CAŁE ŻYCIE w łóżku leżeć!!".
Dodam, że babcia ma 92 lata...
Za czasów młodości mojego ojca w sylwestra był taki zwyczaj, że nocą, gdy już wszyscy spali, chodziło się i wyciągało furtki bądź część bramy wjazdowej i wynosiło gdzieś, gdzie ciężko ją znaleźć. Czyli jak ktoś nie zabezpieczył swojej bramy, to mógł jej później szukać kilka dni po całej wiosce.
No więc rankiem przed sylwestrem wszyscy łańcuchami lub czym się dało zabezpieczali swoje bramy, ale sąsiad mojego taty uznał, że on nie musi tego robić, bo ma groźnego psa, którego wszyscy się boją i nikt nawet się nie zbliży. Dla mojego taty zabrzmiało to jak wyzwanie...
Wyobraźcie sobie minę tego sąsiada, gdy następnego dnia rano okazało się, że jego pies razem z budą są na dachu przystanku autobusowego, a jego furtka wisi obok gdzieś w połowie słupa od latarni...
Co tu dużo pisać. Jakieś 3 miesiące temu byłam na pierwszej randce w moim życiu, i to z chłopakiem, którego kocham od 3 lat.
Tak się zestresowałam, że zaczęłam gadać głupoty i opisywać żałosne sytuacje, które miały miejsce w moim życiu, typu: "W przedszkolu zrobiłam siusiu na przedstawieniu, grając śpiącą królewnę, kiedy mój kolega królewicz dał mi buziaka w policzek. Wszyscy zaczęli się śmiać, było to widać od razu przez moją cieniutką sukieneczkę. On jednak się nie śmiał. Była to moja pierwsza miłość".
Chłopak popatrzył na mnie ze zdziwieniem i powiedział, że jestem jego królewną. Nie wiedziałam o co chodzi, gdy ten za chwilę mnie pocałował. Po pocałunku powiedział: "Tylko już nie siusiaj".
Zorientowałam się, że to on. Mój królewicz z przedszkola. Przez cały wieczór nie dowierzaliśmy. Teraz jesteśmy parą. Kiedyś nie wierzyłam w przeznaczenie, ale jednak coś w tym jest.
Historia miała miejsce w moje 18 urodziny, kiedy rozmawiałam z mamą przez telefon o tym, jak ma wyglądać mój tort. Wywiązała się między nami taka rozmowa:
Ja: Chciałabym, żeby to było związane z tenisem.
Mama: Sama nie wiem, to nie wypada, bo nauczyciele itd.
Ja: Ale mamo, to moje wielkie hobby, pasjonuję się tym od lat, dobrze wiesz, że to lubię!
Mama była dziwnie zażenowana, a ja nie rozumiałam dlaczego. W końcu okazało się, że zamiast słowa tenis usłyszała słowo penis.
Nie chcę wiedzieć co sobie pomyślała, gdy mówiłam, że to moje wielkie hobby od lat...
Wydarzyło się to dawno, dawno temu, kiedy miałam 17 lat. Pewnego słonecznego dnia, gdy wróciłam po szkole do domu i nacisnęłam klamkę okazało się, iż dom jest zamknięty, a kluczy brak. Pomyślałam wtedy, że zapewne zostawiłam je w drugiej torebce, która znajduje się teraz w domu.
Po chwili oczekiwania i zastanawiania się co powinnam zrobić w tej beznadziejnej sytuacji, postanowiłam się nieco porozglądać. Tak oto okazało się, że okno do mojego domu jest uchylone. Wpadłam więc na genialny pomysł, by się przez nie prześlizgnąć.
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Weszłam do domu, załatwiłam swoją potrzebę i postanowiłam poszukać zagubionych kluczy. Niestety po wielu wysiłkach i poszukiwaniach okazało się, że kluczy nie ma. Zatem co genialna ja zrobiłam w tej sytuacji? Znów wyszłam przez okno, zamknęłam je i czekałam ponad 2 godziny na schodach, aż moja rodzicielka wróci z pracy i mnie wpuści do domu...
Takie zaćmienie mózgu...
Dodaj anonimowe wyznanie