#a6I61

Dziś o 6 rano skończyłam 17 tydzień z rzędu nocek w pracy. Już nawet nie pamiętam, jak wygląda świat w świetle słonecznym, bo całe dnie przesypiam, jednak nie zmienia to faktu, że jestem totalnie wykończona przez te nocki.

Od godziny 7:30 leżałam w łóżku i przewracałam się z boku na bok - sąsiad z góry, jak zawsze w weekend, puszcza od rana disco polo. W pewnym momencie, po jakiejś godzinie katorgi, nie wytrzymałam - wyskoczyłam z łóżka, poleciałam do góry, zaczęłam się do niego dobijać, a gdy otworzył drzwi - ochrzaniłam go od góry do
dołu.

Sąsiad wybuchnął śmiechem i stwierdził, że może mi pomóc zasnąć, bo zna świetne lekarstwo na problemy ze snem. Disco polo ucichło. Teraz leci w kółko "No chodź, chodź ze mną do łóżka"...

Ciekawe jak wielki związek ma to z tym, że wparowałam na klatkę w samych majtkach i cieniutkiej koszulce na ramiączkach.

#mdll2

Moi rodzice nie byli idealnym małżeństwem. Nieraz się kłócili, nieraz mieli ciche dni, nieczęsto okazywali sobie uczucia, ale wiem, iż mimo wszystko kochali się ponad życie.
Bo kiedy razem zachorowali na raka, wspierali się nawzajem z całych sił. Jedno dopingowało drugie. Razem spędzali czas w szpitalu podczas chemioterapii.
Niestety, oboje tę walkę przegrali.
Często mam przed oczami obraz taty klęczącego przy mamie w jej ostatnich godzinach życia, masującego jej zimne dłonie i stopy, żeby tylko trochę je rozgrzać...

Tęsknię za nimi każdego dnia, ale jeśli wierzyć w sny, to tam, gdzie teraz są, jest im dobrze. Podobno nawet wzięli ślub po raz drugi.
A ja mam swoich Aniołów Stróżów.

#AsQGZ

Historia ta miała miejsce 3 lata temu w wakacje, wraz ze znajomymi pojechaliśmy na działkę jednego chłopaka oddaloną o 30 km od naszego miasta. Mieliśmy spać w namiotach. Od razu dodam, że miałam bardzo dobry kontakt z tym chłopakiem i od pewnego czasu podobaliśmy się sobie.
Noc miałam spędzić wraz z nim w namiocie. Był już późny wieczór, wszyscy siedzieliśmy nad jeziorkiem, zrobiło się zimno, więc poszłam do namiotu założyć dłuższe spodnie. Niczego nieświadoma i przekonana, że jestem sama, wchodząc do namiotu na czworakach puściłam wielkiego głośnego bąka, jak się później okazało, chłopak, który mi się podobał wszedł od razu za mną, a ja puściłam mu bąka prosto w twarz...

Tego samego dnia zostaliśmy parą, i do dzisiaj jesteśmy razem.
Jak to mówią, od razu przeszliśmy na kolejny "level" związku ;)

#DaOYl

Pewnego dnia debatowaliśmy z moim narzeczonym o tym, jakiego psa będziemy mieć jak już kupimy swoje wymarzone duuuuże mieszkanie. Narzeczony, z którym jestem 3 lata i poznałam go na imprezie [wcześniej się nie znaliśmy - ważna informacja] powiedział, że kiedyś miał psa Atosa - wyżła weimarskiego. Mówił o tym, jaki to mądry i piękny pies, więc bardzo szybko przekonał mnie do tej rasy. Stwierdziłam, że musi mi pokazać zdjęcie swojego pieska przy najbliższej okazji.

W niedzielę jego rodzice zaprosili nas na obiad. Rosół, schabowy, ziemniaczki i te sprawy... Jak już zjedliśmy, poprosiłam mamę mojego lubego o album, w którym znajdziemy zdjęcie psa Atosa. OK, albumy wyciągnięte, oglądamy zdjęcia... Zaczęliśmy oczywiście oglądać również wszystkie inne zdjęcia z dzieciństwa mojego narzeczonego. W pewnej chwili zamarłam... Mama narzeczonego mówi:
- Oooo, a tutaj ten mały, co trzyma za rączkę tę dziewczynkę to nasz X [ X- to mój narzeczony]. Był wtedy na wycieczce w górach, Szklarska Poręba chyba...
- A wie pani, kto jest tą dziewczynką?
- No nie, a powinnam?
- To jestem JA!!!

Chyba nigdy nie byłam w takim szoku... Pochodzimy z naprawdę dużego miasta, a ja pamiętałam wszystkie dzieci z przedszkola, ale jego ani trochę! Mój narzeczony ma bardzo oryginalne imię, ponieważ urodził się w Niemczech i wydawało mi się niemożliwym, abym nie zapamiętała tak innego imienia, a jednak... Wygląda na to, że od najwcześniejszych dziecięcych lat los pchał nas ku sobie... No a w sierpniu ślub :)

#yH2Yw

Historia sprzed kilkunastu lat, czasy przedszkolne.

Myślałam wtedy już w miarę logicznie, jak na swój wiek, ale zdarzały się wyjątki.

Dodam tylko, że wychowałam się w kochającej i szczęśliwej rodzinie, dlatego do tej pory zastanawiam się, jak wpadłam na ten pomysł.

Od czasu do czasu moja mama kupowała taką dziwną wędlinę, która pod wpływem światła tęczowo się mieniła. Do tej pory nie wiem dlaczego tak było, pamiętam tylko, że smakowała bardzo dobrze, więc na pewno nie była stara czy zepsuta. Te kolory jednak nie dawały mi spokoju, zawsze jedząc ją na śniadanie czy kolację, zastanawiałam się o co chodzi.

W końcu mój mały mózg odkrył wstrząsającą prawdę. Mama chce mnie otruć i aplikuje jakąś zabójczą substancję na moje kanapki, dlatego wędlina mieni się wszystkimi kolorami tęczy.

Zastanawiacie się co zrobiłam ze swoim odkryciem?
Nic, jadłam dalej, żeby mamie nie było przykro, choć było mi trochę smutno.

#TpeKN

Sytuacja zdarzyła się w te wakacje.
Był słoneczny i mega upalny dzień. Pojechaliśmy z bratem i tatą oraz moją koleżanką na plażę koło naszego miasta. Były to już godziny popołudniowe, więc na moje szczęście niewiele było świadków opisanego niżej zdarzenia.

Jak to zawsze nad wodą bywa, nie mogło obejść się bez skakania z pomostu. Tak się akurat złożyło, że na pomoście stał mój tata, pilnując, by młodszy brat nic sobie nie zrobił.
W pewnym momencie skoczyłam z największego rozbiegu w moim życiu i wystrzeliłam w powietrze jak z katapulty, po czym wbiłam się w lustro wody idąc wprost na dno.
Wynurzyłam się dość szybko, ale siła, z jaką uderzyłam o wodę oraz prędkość spowodowały delikatne osunięcie się pewnej części mojego kostiumu kąpielowego.
Krzyknęłam do koleżanki, która była może dwa metry ode mnie, że "tak skoczyłam, aż mi stanik spadł!", na co mój tata z miną starego, mądrego Indianina odparł z pomostu, że "jakby się miał na czym trzymać, to by nie spadł"...

Dzięki, tato.

#EB00z

Jakiś czas temu wsiadłam do autobusu podmiejskiego. Ludzi nie było mało, jednak dość źle się czułam, więc skorzystałam z wolnego miejsca na przedzie. Siedziałam sobie i rozmyślałam, patrząc w okno, kiedy z rozmyślań wybudził mnie głos około 50-letniej pani:
- Co za bezczelna smarkula! Rozwaliła się na tym siedzeniu, a ja muszę stać! Zaraz to zgłoszę kanarom, niech ją wywalą z tego autobusu! Ja mam trzecią grupę inwalidzką, mi się należy siedzenie!

Dodam, że darła się tak, że cały autobus ją słyszał. Wokół niej stało/siedziało kilka kobiet w podobnym wieku i wszystkie kiwały głowami na znak aprobaty. Wtedy podeszła do mnie kontrolerka biletów, więc podałam jej moją legitymację osoby niepełnosprawnej mówiąc:
- Proszę, ja mam pierwszą grupę. (osoby z pierwszą grupą niepełnosprawności nie muszą przeważnie kupować biletów w komunikacji miejskiej, więc pokazują legitymację).

Nigdy wcześniej nie widziałam u nikogo tak zażenowanej miny. Owa kobieta zrobiła się cała czerwona na twarzy i nie powiedziała już ani słowa. Pozostałe kobiety też siedziały w milczeniu i żadna nie spojrzała w moją stronę. A ja, szczerze mówiąc, poczułam satysfakcję z tego, że utarłam jej nosa. Może i po mnie nie widać na pierwszy rzut oka, że jestem niepełnosprawna, no ale można podejść, zapytać o miejsce w takiej sytuacji, bez chamskiego zachowania.

#DkwcP

Jestem chłopakiem, mam 25 lat i chciałbym podzielić się z Wami moją historią. Dlaczego to robię? Może trochę w formie przestrogi.

Ponad trzy lata temu moja młodsza siostra, nieradząca sobie z problemami życia codziennego, dokonała okrutnego dla całej naszej rodziny wyboru i popełniła samobójstwo. Wszyscy byliśmy w szoku, nie wiedząc co skłoniło ją do tak drastycznego kroku.

Przez cały ten ciężki dla mnie czas pomogła mi przejść moja dziewczyna, z którą byłem dosyć niedługo, bo tylko pół roku. Okazała się ona jednak dla mnie wielkim wsparciem. Po całym tym przykrym wydarzeniu żyliśmy jeszcze bardziej pogłębiając swoją miłość.
Pewnego dnia oznajmiła mi, że coraz gorzej radzi sobie z problemami i coraz częściej dotykają ją myśli samobójcze. Bardzo uraziło mnie to co powiedziała, bo przecież "jak ma prawo tak mówić i użalać się nad sobą, skoro wie, co zrobiła moja siostra". Był to największy błąd mojego życia. Największy. Zamiast wspomóc ją w problemach, ja byłem oburzony jej słowami. Myślałem tylko o tym, że próbuje zwrócić na siebie uwagę.

Dwa lata temu, trzy miesiące po naszej rozmowie, popełniła samobójstwo. Popełniła samobójstwo, ponieważ JA nic nie zrobiłem, aby jej pomóc, kompletnie nic. Codziennie siedzę przy jej grobie, myśląc jakim idiotą byłem, że pozwoliłem jej odejść. Była to wspaniała osoba, której nie zapomnę do końca życia, dlatego błagam Was ludzie, nie bagatelizujcie takich słów, ponieważ ja je zlekceważyłem i teraz nic nie ma dla mnie sensu, całe moje życie legło w gruzach dokładnie 7 marca 2014 roku. Nie macie pojęcia ile bym dał, żeby cofnąć czas...

#6itmv

Czy znacie to uczucie, kiedy bardzo chce ci się srać, ale wszystko jest przeciwko tobie?
Właśnie ja tak miałam niedawno.

Podczas gdy wracałam z korepetycji, strasznie zachciało mi się kupę. Z każdym krokiem było coraz gorzej. Nagle zza winkla wyłonili się znajomkowie. Oczywiście gadka szmatka na wstępie, potem wypytywali co tam. Już miałam w głowie tyle misternych tekstów jakie mogę powiedzieć, aby uciec jak najszybciej do kibelka, ale niestety kupa przyćmiła mój głos. Po około 10 minutach cała uradowana prawie że pobiegłam w stronę domu.

Koło mnie jest takie dość spore skrzyżowanie - oczywiście ze światłami. Jak na moje zasrane szczęście, włączyło się czerwone światło. "A pierdzielę to" pomyślałam i żwawo przebiegłam przez ulicę. Już cała uradowana zaczynam biec, gdy nagle słyszę:
- Chwileczkę! - odwracam się, a tam STRAŻ MIEJSKA! - Proszę tu podejść.

No więc tak zrobiłam. Nasłuchałam się, pitu pitu, bla bla itp... A kupa cisnęła się coraz bardziej. Podczas gdy kochany pan zaczął wypisywać mandat, nie wytrzymałam i powiedziałam:
- Proszę szybciej, bo zaraz się zesram.

PS. Chęć zrobienia kupy nie sprawi, że ludzie się nad tobą zlitują, tylko dowalą ci kolejny mandat za obrażanie straży na służbie...

#r6i2C

Mając 13 lat, pisałam na czacie z pewnym chłopakiem 16-letnim, wymieniliśmy się zdjęciami, często pisaliśmy ze sobą, nawet przez telefon rozmawialiśmy, po dłuższym czasie postanowiliśmy się spotkać.

Mając w głowie słowa taty, że nie wolno umawiać się w odludnym miejscu, umówiłam się w centrum handlowym. Przyjechałam szybciej, by pochodzić po sklepach, byłam na górnym piętrze, gdy zadzwonił mój telefon i chłopak spytał, czy mogłabym podejść do niego na parking, odmówiłam i poprosiłam, by wszedł do budynku. W tym czasie oparłam się o barierkę i obserwuję drzwi wejściowe, wchodzi jakiś dziadek koło 45-50 lat, wyciąga telefon i... okazało się, że to ten "chłopak".

Spanikowałam, powiedziałam, że już do niego idę, tylko wejdę do WC. Zwiałam drugim wyjściem, wskoczyłam do autobusu i dopiero wtedy mu napisałam, że nie przyjdę. Pisał jeszcze do mnie, że miłość nie patrzy na wiek itp., w końcu się znudził.

Każdą następną znajomość weryfikowałam już za pośrednictwem Skype'a.
Dodaj anonimowe wyznanie