#ZJAKE

Ostatnio byłam u lekarza (nie było to w Polsce i wszystko jest okay).
Chwila rozmowy, opowiadam pani doktor co mi dolega, a ona zapisuje wszystko na komputerze, po chwili mówi, że chyba wie co mi dolega, ale idzie się skonsultować.
Nie mogłam się doczekać, wiec sprawdziłam co tam było...

Pani doktor wpisywała i szukała wszystko w Google...

#qkxJ8

Jestem w gimnazjum. Jestem wesołą nastolatką. Zawsze się uśmiecham. Nie potrafię tego opanować. Nawet gdy nie powinno mi być do śmiechu, ja się śmieję. Więc nauczyciele uważają mnie za arogancką, ironiczną i olewającą wszystko.

Tydzień temu na pracy klasowej z fizyki, gdy po 10 min skończyłam cały sprawdzian, wcześniej w ogóle się nie ucząc, byłam bardzo ucieszona! Praca była mega łatwa. Ciągle się uśmiechałam, a nauczycielka dziwnie się na mnie patrzyła. Na przerwie miałam atak głupawki. Na kolejnej lekcji również się śmiałam, aż nauczycielka zaczęła zwracać mi uwagę i pytać, czy dobrze się czuję.

W piątek miałam rozmowę z wychowawcą, psychologiem szkolnym i z dyrektorem. Pytali się mnie co biorę, przeszukali moją szafkę szkolną, plecak i kieszenie. Oczywiście nic nie znaleźli. Byłam ucieszona, bo kto by nie był, jak by okazało się, że miał rację i nieomylni nauczyciele się pomylili? Każdy!
Dodam tylko, że przeskoczyłam dwie klasy w podstawówce i nie jestem jeszcze dojrzała psychicznie, choć gdy chcę, to potrafię. Te dwa lata różnicy w gimnazjum to jest ogromna przepaść.
Ale wracając do oskarżeń o narkotyki, nauczyciele mi nie wierzą.

Ludzie! Nie każda wesoła nastolatka to ćpunka!

#0x7Sw

Czwarta klasa podstawówki. Pani oddała sprawdzian z niemieckiego, muszę przyznać, że z niechęcią spoglądałam na kartkę - a raczej ocenę.
Nauczycielka kazała przeliczyć punkty i w razie zastrzeżeń - podnieść rękę. W tym momencie wpadłam na brawurowy pomysł.

Podniosłam rękę: A mama mówiła, że pani to jej daleka kuzynka!
Trochę zdziwiona i zmieszana nauczycielka rzuciła tylko krótkie: A co to zmienia?
Na co rezolutna ja udzieliłam krótkiej i treściwej odpowiedzi: OCENĘ.

PS Nie, to jednak niczego nie zmieniło...

#dw9vK

Pośród wszystkich historii o gównie, pragnę zarzucić czymś nowym. Zamiast wyznań o kupie, sikaniu i wszystkich wypadkach, które spotkają nas w najmniej pożądanych momentach, idźmy w innym kierunku. Bo kto uwielbia cycki? I teraz prawie całe tłumy Anonimowców podnoszą ręce do góry.
Prawie całe.
Oprócz mnie.

Moja historia nie do końca jest anonimowa, ponieważ jej świadkiem było kilka osób. Och, ile bym dała, żeby jednak to nie miało miejsca… Jednak od początku.
W czerwcu 2015 byłam piętnastolatką, która w tabeli rozmiarów biustonoszy przemierzyła już znaczną część liter. Nosiłam wówczas rozmiar miseczki G. Oczywiście większość ludzi uważa, że to wspaniałe, ale dla mnie mój ogromy biust, przy marnym wzroście 1,59 m, jest jedynie kompleksem.
Wcześniej nie robiłam sobie nic z tego… Aż do feralnego dnia.

Wyobraźcie sobie. Ostania lekcja pod koniec roku. Luzy, wszyscy już jedynie myślą o nadchodzących wakacjach. I wtedy w klasie zjawia się on. Wysoki, dobrze zbudowany, ciemnowłosy… Ach… I te piękne oczy.
Chłopak podobał mi się już od dawien dawna, a tamtego dnia, gdy się pojawił, coś we mnie pękło. Oblawszy się gorącym potem, miałam przyspieszony puls, urwany oddech, a wszystko wokoło wydawało się wyraźniejsze.
I nastąpił punkt kulminacyjny.

Nauczycielka kazała mi iść do klasy obok i przynieść rekwizyty z przedstawienia. Ale co?! Tak po prostu miałam przejść obok niego?! Obok cud chłopaka, który stał we framudze drzwi, opierając się niczym James Dean?!
Wyczułam w tym moją szansę. Okej, wyruszałam, do niego, jak poszukiwacz złota w stronę Eldorado. Przeszłam przez klasę w jego kierunku, uśmiechając się promiennie i kręcąc biodrami. Wpatrywałam się w te śliczne oczy i czułam wzrok chłopaka na sobie. Podziałało to jak zastrzyk adrenaliny. Chcąc wyglądać jeszcze lepiej niż zazwyczaj, zrobiłam ostatni krok. Zarzuciwszy włosy, uśmiechnęłam się najpiękniej jak potrafię i minęłam go w drzwiach.
Prawie go minęłam.

Przechodząc obok skuliłam się w ramionach… i to był błąd. Poczułam przeszywający ból i runęłam jak długa na ziemię. Nie, moi drodzy. Nie potknęłam się ani nic. Zaczepiłam cyckiem-gigantem o klamkę. Wbił się pomiędzy piersi i co? I dupa. Klasa w śmiech, ja na podłodze, trzymając się za biust, a chłopak nade mną mówi „Ja nic nie zrobiłem”, ukrywając śmiech.
Cycki bolały jeszcze do końca dnia, duma również. Przyjaciółki dotychczas mi wypominają próbę uwodzenia, a on?
Ha, jest kwiecień 2016, a ja dalej staram się go zdobyć.

#Hq3UK

To było rok temu. Dyrektor technikum uczył nas historii. Był niski z wąsami i wyglądał tak jakby o starożytności mógł opowiadać z własnych doświadczeń. Często zapominał, że ma z nami lekcje i nie przychodził, albo przychodził i po sprawdzeniu obecności gdzieś sobie szedł i nie wracał. Kiedy jednak udało mu się przeprowadzić lekcję, to zazwyczaj przerabiał z nami cały rok ten sam temat i robił kartkówki, również ciągle na ten sam temat.

Temat "Zimna wojna". Kartkówki wyglądały tak, że dostawaliśmy jakieś 3 pytania i mieliśmy pisać. Dyrektor sprawdzał często przy nas te kartkówki i zauważyliśmy, że on zaskakująco szybko je sprawdza, nie patrzył na to co jest napisane, tylko ile jest napisane. Wpadliśmy na pomysł pisać na przykład dwa razy to samo albo pisać byle co i rzeczywiście wpadały za to dobre oceny. Niestety nic nie trwa wiecznie...

Kolega, by sprawdzić naszą tezę na temat sprawdzania kartkówek, postanowił napisać coś ciekawego na kartkówce... I właśnie akurat wtedy jego kartkówkę dyrektor przeanalizował dogłębnie. Dyrektor zwykle spokojny człowiek po sprawdzeniu kartkówek nie wytrzymał i zaczął krzyczeć "Bartek, ty tłumoku! Zimna wojna to wina Tuska!?".

#tb8e0

Historia podobna do wielu innych, historia masy ludzi, którzy sami starają się poradzić sobie z tym problemem. Mam syna, ma prawie 4 latka, z matką dziecka się nie dogaduję, nie mieszkamy od kilku lat razem, jedyne co nas łączy to to piękne małe szczęście, dla którego jestem w stanie zrobić wszystko.

Tuż po rozstaniu nie widywałem go wcale, płacząc pod jej drzwiami i głośno krzycząc! Lecz to ona ma kartę przetargową, to jej się wszystko należy, ja jestem nikim, nie mam do niczego praw. Czuję, jak bardzo jestem mu potrzebny, a nie mogę przejść, przełamać drewnianych drzwi, które dzielą mnie od niego. Włącza się rozpacz, sprawę kieruję do sądu, czekam dwa miesiące, ciągle nie widując dziecka.

Nareszcie nadszedł ten dzień, dzień sądu, rozprawy, w końcu wszystko się ułoży. Opisuję wszystko w sądzie ze łzami w oczach, ona zaprzecza. W końcu pada wyrok, otrzymałem drugi i czwarty weekend miesiąca, od soboty godziny 9:00 do niedzieli godziny 18:00, oraz środy od 9:00 do 19:00, oraz tydzień wakacji. Tyle czasu mogę poświęcić swojemu dziecku, pomimo tego, że gdy go odwożę, to krzyczy i płacze, pytając, a raczej prosząc, czy może zostać jeszcze jedną noc. Informuje mnie, że zapomniał czegoś z domu, co nie jest prawdą, byleby spędzić jeszcze godzinę ze mną.
 
Jak wielu ojców problem teraz naświetliłem? Po trzech latach od rozstania nadal płaczę wracając do pustego domu, który tylko na kilka godzin w miesiącu jest wypełniony jego obecnością.
Synu, przepraszam Cię, że nigdy nie będę uczestniczył w Twoim życiu na tyle długo ile bym chciał, lecz taka padła decyzja pana w czarnym ubiorze z łańcuchem na szyi. Do matki dziecka nie mam pretensji, bo dobrze się nim zajmuje, lecz nadal ma mi za złe nasze rozstanie, mam nadzieję, że kiedyś zrozumie, że nie powinna odbijać sobie tego na dziecku...

Puenta jest taka, że właśnie złożyłem sprawę o dodatkowe widzenia, zgadnijcie o ile? O dodatkowe 48 h w miesiącu i dodatkowy tydzień wakacji, mam nadzieję, że sędzia będzie litościwy.

#rZe2Z

Opowiem wam pewną historię, nie będzie na końcu "jesteśmy x lat po ślubie i mamy super dzieci", ani żadnego smutnego czy umoralniającego zakończenia.

Postanowiłam kupić sobie nową bieliznę, z okazji urodzin mojego chłopaka. Chodziłam z koleżanką po sklepach, aż wreszcie natrafiłam na fajny i całkiem niedrogi komplet. Mam spory biust, lecz jestem bardzo szczupła, z tego względu wzięłam mały biustonosz i pognałam do przymierzalni.

Przymierzyłam. Był ewidentnie za ciasny, jednak fajnie opinał bimbały i postanowiłam pokazać się w całej okazałości koleżance.

W trakcie pytania "I jak?" odsłoniłam zasłonę i stało się coś, czego nie życzyłabym najgorszego wrogowi. Zapięcie stanika wystrzeliło. Odpięło się, a mój biust uwolnił się jak orka z popularnego filmu.

Wspomniałam już, że w przymierzalni była kolejka, a ja stałam naprzeciw niej?
Szybko zasunęłam zasłonę, w tle słysząc chłopczyka - "Mamo, a tej pani było widać cycki".

#pK2QT

Tyle tu o dresach, a nic o skinach.. Otóż moja historia zaczyna się tydzień po terminie porodu. Ja ogromna, spuchnięta, zmęczona i z obolałym pęcherzem czekam na windy (jedna mała, druga duża) w wieżowcu, w którym mieszkamy z mężem. Małe zakupy w torbach ciążą.

Przeskakując z nogi na nogę widzę zbliżających się do mnie 3 łysych, wydziaranych, wysokich, w bojówkach obwieszonych ciężkimi łańcuchami Panów Skinów z ostatniego piętra. Myślę, no to pięknie. Mam przesrane. Wiem jaką mają opinię, słyszę co się wieczorami dzieje pod blokiem i doszły mnie opowieści sąsiadek. Zatrzymali się przy mnie i łupią to na siebie, to na mój ogromny brzuch.. Przyjechała winda, wsiadają i przytrzymują mi drzwi.

Po minach widzę, że jak nie wsiądę to mnie wciągną siłą, to tylko 6 pięter, nie zdążą mnie chyba skrzywdzić, najwyżej ich przygniotę.. Ze łzami w oczach wchodzę do windy, wciskam piętro, drzwi się zamykają, jeden mi się wzrokiem wwierca w brzuch i słyszę:
- Hehe, dobrze, że towarowa przyjechała, bo byśmy się nie pomieścili. Dej te siatki, bo urodzisz.

Z wrażenia chyba, moje spóźnione już tydzień dziecię kopnęło mnie w pęcherz. Posikałam się...

#JiVax

Upalne lato 2014 roku, mała mieścina na południu Polski. Jak co weekend większość młodych ludzi z okolicy zbierała się na imprezę do dyskoteki nieopodal. Chodziły głosy, że właściciel ma kontakty z mafią, że ma przekupioną policję, ale ja w to nie wierzyłem, bo można było się fajnie zabawić i spoko atmosfera. Aż do tego dnia...

Kumpel zrobił grilla, ja i moja dziewczyna, nazwijmy ją Ania, poszliśmy tam i po wypiciu kilku piwek i zjedzeniu kiełbaski wszyscy ruszyliśmy do klubu. Zabawa jak zawsze, tańczymy, pijemy aż do momentu, kiedy dostaję w twarz od typowego Sebixa za nic. Wiele nie myśląc oddaję i po kilku minutach szarpania lądujemy na zewnątrz w asyście kilku ochroniarzy. I wtedy zaczyna się najprzyjemniejsza część historii.

Zostaliśmy z Sebixem otoczeni przez kilku karków i w ruch poszły pięści, buty, pałki, gaz i wszystko inne czym ochroniarze dysponowali. Później jak przez mgłę. Widziałem kątem oka Anię biegnącą mi na pomoc. I nic. Czarna dziura. Obudziłem się na torach kolejowych, kilka kilometrów dalej. Pewnie myśleli, że nie przeżyję i jak znajdą moje ciało, że niby pociąg przejechał pijanego. Jakoś dotarłem do domu, dowiedziałem się, że Ania leży w szpitalu, bo ją też pobili, kiedy chciała mnie ratować. Pojechałem do niej, przy okazji obdukcja.

Trzy złamane żebra, złamana ręka, dwa wybite zęby i wstrząs mózgu. Ani złamali obie nogi. Gdy doszliśmy do siebie na tyle, że mogliśmy opuścić szpital, złożyliśmy zeznania na policji i myśleliśmy, że doprowadzimy właściciela jak i ochroniarzy przed sąd. Przeciwnie. Sprawa została tuszowana, my nie dostawaliśmy żadnych informacji.

Za to przychodziły listy z pogróżkami, głuche telefony, czarne audi stojące całą noc przed domem, porysowane samochody. Postępowanie zostało umorzone, a groźby ustąpiły. Ale sprawiedliwości żadnej. A ja do dziś nie mogę sobie wybaczyć, że ktoś tak mógł pobić moją ukochaną kobietę. Po prostu nie mogę. A policja to banda przekupnych sku*wysynów.
Dodaj anonimowe wyznanie