#FHxgb
Pewnego dnia miałem pozornie proste zadanie: wydać obiadokolację dla około 40 osób.
Na tę obiadokolację było przygotowane spaghetti bolognese.
Na kuchni zostałem ja i pomoc kuchenna, gdyż kucharze, po moim zapewnieniu, że dam sobie radę, poszli szybciej do domu.
Kolacja prawie w całości wydana, gdy nagle z okienka kelnerka pyta się mnie, gdzie jest kolacja dla dwóch wegetarianek.
Jako iż nie miałem wtedy smartfona z internetem, na którym to szybko sprawdziłbym co wegetariańskiego i dobrego można przygotować na szybko na kolację, wpadłem na wspaniały pomysł.
Otóż po prostu przecedziłem cały sos przez bardzo drobne sitko, tak żeby nie było tam ani kawałka mięsa, doprawiłem pieprzem i solą i podałem z makaronem jako "Makaron z sosem pomidorowym".
W duchu modliłem się, żeby owe panie nie odgadły, że coś jest nie tak. W końcu otwiera się okienko, kelnerka na mnie patrzy i mówi:
"Panie wegetarianki kazały pochwalić kucharza, bo dobry sos zrobił".
Człowiek nieświadomie to i szczura by zjadł i jeszcze pochwalił jakie bylo pyszne;) wszystko siedzi w głowie.
Znam bajkę Braci Grimm, gdzie ojciec zjadł własnego syna, nie wiedząc o tym. Macocha go posiekała w kawałeczki i ugotowała. Ich utwory były ciutkę przerażające XD.
Czy tam baśń, nie pamiętam.
Siostry Kopciuszka odcięły sobie palce...
A w pierwszej wersji śpiącej królewny, książe nie obudził jej i postanowił zrobić z nią 'ten tego'. Potem (9 miesięcy później) urodziła bliźniaki, a jeden z nich wyssał jej dźazgę z palca i się obudziła ;_;
Nie psujcie mi dzieciństwa,proszę. ;(
Kiedyś szukałem oryginalnych wersji tych bajek i nie mogłem znaleźć. Mógłby ktoś podesłać? :)
Ja mam taką książeczkę z oryginalnymi baśniami braci Grimm, więc nie mogę podesłać :c
@EarthQ I pięty też! Auu...
@MrsGinny podałabyś tytuł? ;>
O, właśnie! Podaj tytuł, ja też proszę:).
Ja na przyklad nie moge jesc bialka zwierzecego. Sitko sitkiem, ale nawet minimalna ilosc, ktora by jednak wleciala do tego sosu z powrotem, przyczynilaby sie do najszybszej mozliwej drogi do szpitala. Wegetarianie to nie tylko trawozercy z wlasnego wyboru.
Nie jestem uczniem szkoły gastronomicznej, ale lubię gotować i cóż.. Zwykły sos pomidorowy robi się kilkanaście minut, mogłeś się postarać i im zrobić nowy, pyszny sos. Tego nie trzeba nawet sprawdzać w internecie.
Przecież zrobił nowy i pyszny, nawet z rozdzieleniem na wegetarian:-D
Taa, powinniśmy się cieszyć, że w ogóle dostały jakikolwiek sos, co nie? :D
No własnie. Uczeń szkoły gastronomicznej a nie wie jak zrobić sos pomidorowy? Ja już chyba w wieku 11 lat robiłam sobie sama spaghetti z nim.
@CukierPuder
Ja się tak nie bawię, znowu gasnę w Twoim "blasku" :D
Wydaje mi się, że i tak jak na praktykanta to dobrze ogarnął sytuację.
Goście zadowoleni? Zadowoleni :)
i pewnie od tamtej pory umie już sos pomidorowy robić.. chyba.. ::D
No właśnie źle ogarnął sytuację. :D Serio, zamiast przecedzać ten sos od mięsa, mógł pokroić pomidory, i np. paprykę, poddusić, dodać przyprawy i voila! Gotowe. :)
Ja taki domowy sos pomidorowy robię w jakieś 10 minut, a nie byłam nawet praktykantką. :D
Ach, wiesz co, chyba po prostu przestanę odpowiadać na Twoje komentarze. :D Chociaż zawsze mnie kusi. ;*
Dziwne że zostawili ucznia samego.
Wcale nie takie dziwne. Kucharze lubią się wysługiwać praktykantami :/
nie tylko kucharze. wszędzie praktykanci odwalają najgorszą robotę. ;)
Praktykanci i młodzi na dorywczych.. nagle szefostwu przeszkadza każdy kurz i musisz wszystko sprzątać, szczegół ze ten syf tam sie od kilku lat zbiera
No rozumiem, że praktykanci odwalają brudną robotę, ale oni go zostawili z 40. głodnymi ludźmi. Powinni nadzorować jego pracę. Gdyby ktoś się zatruł, kto by za to odpowiadał.
Moim zdaniem nie zachowałes się fajnie i nie ma z czego byc dumnym. Jestem wegetarianka i osobiscie nienawidze, jak ktos probuje wciskac mi cokolwiek z mięsem- bo tak, czuje różnicę, nawet w sosie czy zupie. Już nie mówiąc o tym, że byłyby poważne problemy, gdyby któraś z pań była wegetarianka z powodów zdrowotnych.
Przyszedł kiedyś do restauracji jakiś koleś, który powymieniał różne składniki na pizzy, na same warzywa. Chciał również pizzę bez ani odrobinki sera, bo jest uczulony. Niestety dostał pizzę z serem, ktoś tam zapomniał, koleżanka zaniosła mu do stolika. Zeżarł połowę pizzy i kazał sobie zapakować resztę do domu, mówiąc na odchodne, że był bardzo głodny i zjadł tą pizzę bo musiał, ale "jutro wyjdą mi takie syfy że przyjdę i będą mi je panie wyciskać" - nie muszę tłumaczyć naszego obrzydzenia na twarzy,prawda? Przeprosiłyśmy,zaproponowałyśmy rabat, ale wszystko z niesmakiem na twarzy... Kto normalny mówi takie rzeczy kelnerkom?
I o ile zrozumiem, skoro jak piszesz czujesz różnicę w sosie z mięsem/bez, tak nie rozumiem takich chwilowych upodobań, bo "wege jest modne" - ale zjem sobie mięsko raz czy dwa,no bo szybciej. (albo ser ) :D
W której kategorii mieści się wegetarianizm, gdzie ktoś lubi mięso ale rezygnuje z niego z przyczyn etycznych? Bo to często jest wybór na całe życie, więc raczej nie moda. Poza tym, nie spotkałam się z osobami które są wege bo to modne :P W moim otoczeniu panuje raczej przestarzałe przekonanie że mięso jest niezbędne do życia xD
Zobaczyły, co tracą :P a tak serio, gdyby ich wegetarianizm był spowodowany przez problemy zdrowotne, to byłoby delikatnie mówiąc niefajnie...
Powiem tak - sama jestem wegetarianką i nigdy w życiu świadomie nie zjadłabym czegoś takiego. Uważam, że takie wprowadzanie ludzi w błąd jest po prostu podłe. ALE z drugiej strony jestem świadoma, że przez te ostatnie 10 lat mogło się zdarzyć, że ktoś celowo bądź przypadkiem zaserwował mi podobne danie. Zawsze dopytuję, zawsze jak mogę to czytam składy produktów, które jem, ale cóż, różnie bywa. Oczywiście mogłabym jeść tylko w domu albo w lokalach wegańskich/wegetariańskich, ale szczerze mówiąc nie chcę, żeby moja dieta aż do tego stopnia rządziła moim życiem. No cóż... jakoś trzeba z tym żyć.
Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal :D
Na studiach mieszkałam z wegetarianką i jej zachowanie było dla mnie chore, przykłady:
1. Szynka, mięso, pasztet, itp moje żarcie nie mogło leżeć na półce z jej serkami i warzywami (bo będą śmierdzieć mięchem).
2. Nie mogłam zrobić sobie tostów przed nią, bo potem urządzenie śmierdziałoby mięsem.
3. Nie mogłam przy niej jeść swojego mięsnego jedzenia, bo to "obrzydliwe".
Po tych akcjach, które urządzała, jak miód na moje serce, było odegranie się mojej drugiej współlokatorki, która upiekła ciasto i przywiozła je po weekendzie. Wegetarianka zeżarła talerz jabłecznika. Jego autorka tylko się uśmiechała, a potem z niekłamaną satysfakcją powiedziała mi, że dodała do niego SMALEC :)
No i super!
Do nas przyszła kiedyś koleżanka-weganka, która twierdziła, że się mega źle czuje po wszystkim co od zwierząt, no ok, jedliśmy owocki, jej pies, którego też karmi wegańsko zeżarł mi z kuchni wszystko, co tylko dosięgnął (chyba jest non-stop głodny, bo wpierniczył również obierki od marchwi i ziemniaków). Zasiedziała się trochę, no to mój chłopak poczęstował ją zupką warzywną. Zjadła, nigdy lepiej się nie czuła. Wieczorem przypomniał sobie, że warzywka były duszone na masełku....
1