#uK7uV
W ostatniej klasie gimnazjum walczyłam o czerwony pasek (z którego były dodatkowe punkty) i pisałam sprawdzian z fizyki, a żeby mieć na koniec 5, która była mi bardzo potrzebna do owego celu, musiałam sprawdzian napisać co najmniej na 4+. Coś mi nie szło ostatnie zadanie, gdzie trzeba było narysować jakiś schemat. Wszyscy już pooddawali swoje sprawdziany i wyszli przed czasem, zostałam więc tylko ja i nauczycielka. Pani podeszła do mnie, zauważyła, że sobie nie radzę i zaczęła mi podpowiadać, ale ja nie łapałam dalej, więc zabrała mi bez słowa kartkę, długopis i linijkę, narysowała co trzeba i kazała iść. :)
W taki oto sposób, dzięki Pani nauczycielce miałam czerwony pasek, a o zdarzeniu nikomu nie powiedziałam, coby Pani kłopotów nie miała i nie była posądzona o niesprawiedliwość. Wspomnę jeszcze, że jakby nie te dodatkowe punkty za pasek, to bym nie dostała się do wymarzonego liceum.
No ogólnie miło z jej strony, ale jak już pomagać to wszystkim. Sądzę, że inni też zapewne walczyli o dobre oceny na koniec
Na pewno miło było też osobie, która nie dostała się do tego liceum, bo autorka dostała dzięki swojej nauczycielce niesprawiedliwe punkty za pasek.
No dokładnie Yayen
Pewnie innym też naciągneła oceny :* Zazwyczaj tak robią nauczyciela pod koniec szkoły.
Ale w innej szkole mogli nie naciągnąc.
No ale skoro wszyscy wyszli przed czasem, to raczej mieli wszystko, czy nie?
Liczył się gest, nie przesadzajmy ;)
Czemu minusujecie Yayen? Nie we wszystkich szkołach nauczyciele są tacy fajni. Np. moja pani od geografii przez trzy lata próbowała uwalić mi pasek :/
A może nauczycielka znała autorkę na tyle, że wiedziała, że sobie poradzi i na lepszą ocenę zasługuje. Czasami umiejąc można głupi błąd popełnić lub ze stresu czegoś nie ogarnąć. I nie oszukujmy się oceny w żaden sposób nie odzwierciedlają wiedzy ucznia i to akurat nie od dziś wiadomo
Nie jestem za tym, żeby nauczyciel podpowiadał uczniowi. Pamiętam, że jak byłam w II klasie podstawówki to pani zrobiła klasowy konkurs ortograficzny, gdzie 3 najlepsze osoby miały przejść do następnego, międzyszkolnego etapu. Przeszłam ja, taka Roksana i Karol. Tego dnia nie było w szkole Jacka, przyszedł następnego dnia, i pani nie chciała pozbawiać go szansy na sukces, i też pisał. Niefajnie jednak zrobiła, podpowiadając mu, gdy on czegoś nie wiedział, i to przy klasie jeszcze. Efekt był taki, że Jacek dalej przeszedł (co nie jest dla mnie jakimś zdziwieniem w takowej sytuacji), a Karol nie, no i jak to dziecko któremu odebrano zabawkę popłakał się. Jestem pewna, że gdyby nie podpowiadała, to Karol by przeszedł dalej, także nie lubię takiej faworyzacji u nauczycieli.
W wyznaniu to raczej nie była faworyzacja, tylko pomoc. Poza tym, co innego jeśli chodzi o konkurs, gdzie ktoś idzie dobrowolnie, a co innego kiedy przedmioty są jednak narzucone.
U nas w podstawówce była sytuacja, że po dyktandzie na j. polskim nauczycielka dwukrotnie zmieniała punktację żeby tylko jedna dziewczyna (której matka zresztą też była nauczycielką w naszej szkole) nie dostała z niego jedynki.
@jeszczenie: Niechby to była "tylko" pomoc, a nie faworyzacja, to i tak nie zmienia to faktu, że Karol bez podpowiadania miał to III miejsce, a wychowawczyni podpowiedziała Jackowi nie jeden, ale parę razy. Jakby go nie lubiła, to by mu nie podpowiedziała. Proste.
Dla Ciebie może fajnie, ale według mnie to zwykły brak szacunku dla innych. Oni też walczyli o oceny, byli nauczeni (wnioskuję tak, skoro wcześniej oddali), a za to co? Ktoś, kto miał mniej w głowie lepiej na tym wyszedł. Podchodzę do tego tak, gdyż nie raz już w mojej karierze szkolnej, ktoś kto ściągał (bo do tego też bym porównała pomoc nauczyciela), wyszedł na tym lepiej. Naprawdę frustrujące uczucie, że oszustwo popłaca. Aż się czasem odechciewa wszystkiego.
Ja przez coś takiego nie dostałam się kilka lat temu do wymarzonego LO i jakoś żyję. Tamto wyznanie o teście gimnazjalnym jeszcze było spoko, bo dziewczyna jednak rozwiązała te zadania. A aktorka tego wyznania jest całkowita oszustka i wiele innych osób bardziej zasługiwało na miejce w tym "wymarzonym LO"
Oj bez przesady. Życie nigdy nie jest sprawiedliwe. Od kiedy ludzie to tacy porządni się zrobili?
A dlaczego ktokolwiek ma cieszyć się z niesprawiedliwości dotyczącej nieznajomych mu osób?
Ludzie nie zrobili się porządni, wręcz przeciwnie. Po prostu wszyscy martwią się tylko o własny tyłek i o to żeby kto inny nie miał lepiej od nich.
To teraz pomyślcie, że jesteście na miejscu osoby, która własnymi siłami dostałaby się do tego liceum, ale odpadła, bo jakaś osoba nieznająca podstaw fizyki dostała "nielegalną" pomoc. Już nie jest tak fajnie, co? Nie chodzi tu o potępianie autorki, bo to zdarzyło się lata temu, ale o tę radość czytelników, jaka to super nauczycielka. Nie, to typowa pani pedagog faworyzująca wybrańców.
@niebieskimotylek dokładnie!
Macie ból dupy o to, że nauczycielka podpowiedziała jej budowę schematu [którego z a p o m n i a ł a] lub dokończenie jednego zadania na sprawdzianie? I wywnioskowaliście z tego, że autorka nie rozumiała fizyki, a zajęła miejsce komuś bardziej zasłużonemu? ;)
Co ja czytam...
Przecież to nie jest tak, że autorka musiała mieć średnią na koniec roku co najmniej 4.70 jeszcze przed lepszą oceną z fizyki, nie jest tak, że 90% odpowiedzi na teście wypracowała sama, nie jest tak, że musiała mieć wahającą się ocenę z fizyki [zapewne 4/5] i nauczyciel widząc jej starania po prostu się zlitował...
Moja pełna poczucia sprawiedliwości dusza burzy się na takie rozwiązania ;(
Z tego co słyszałem to teraz egzaminatorzy na egzaminie gimnazjalnym sprawdzają, czy wszystko jest dobrze przeniesione w ramach procedur, aby nie zawalić egzaminu przez stres.
A twoja nauczycielka oczywiście zachowała się nieprofesjonalnie. Od tego są oceny, aby odzwierciedlać umiejętności ucznia, a nie aby przymykać oko na ściąganie, czy pomagać łapać oceny, bo w końcu potrzebne na świadectwo. Ogólnie uważam, że ściąganie i inne temu podobne praktyki powinno się ostro tępić, wtedy oceny byłyby bardziej miarodajne.
Wydaje mi się, że porównywanie przeniesienia odpowiedzi na kartę, a napisanie zadania za ucznie, to lekka przesada. W pierwszym przypadku to nadal odzwierciedla wiedzę danej osoby (oczywiście pod warunkiem, że nauczyciel nic nie pozmienia, ale wydaje mi się, że chodzi tu właśnie o roztargnienie spowodowane stresem), a w drugim... czy to nie jest nierówne traktowanie? Faworyzowanie? Dla mnie raczej słabe.
Przecież to właśnie napisałem. Przedstawię to jeszcze raz w punktach.
-Obecnie egzaminatorzy sprawdzają, czy wszystko jest dobrze przeniesione i jest to najzwyczajniej w świecie dobra decyzja, aby nie zawalać egzaminu przez stres.
-Nauczycielka osoby opisującej wyznanie zachowała się niesprawiedliwie, nieuczciwie i nieprofesjonalnie i zwyczajnie oszukała. Część osób tutaj pisze, że fajna nauczycielka, a ja sądzę inaczej. Przecież jeśli pomoże jednej osobie uzyskać lepszy wynik i wspiąć się na jakiejś liście, gdzie decydują punkty, to innej przeszkodzi, a być może ta inna miała uczciwych nauczycieli, nie zmyślających za uczniów odpowiedzi na teście.
Wiem, chciałam tylko napisać, że się z tym zgadzam i dodać coś od siebie. Bez hejtu.
Myślałem po prostu, że napisałem tak, że nie da się zrozumieć intencji.
Oceny bardzo żadko są odzwierciedleniem naszych umiejętności. Niemal wszyscy z poznanym mi nauczycieli postawiło choć jedną ocene niesprawiedliwie.
Jak dla mnie nie ma nic złego w naciąganiu uczniom oceny na koniec szkoły. I tak większość materiału zaraz się zapomnij :) Nie rób z igły, widły.
Na pewno ci na dyktandzie naciągnęli ocenę :D
To, że często nauczyciele zachowują się nieprofesjonalnie, nie znaczy, że należy pochwalać takie zachowania.
Ciekawi mnie jak wy byście się zachowali na miejscu autorki? Powiedzielibyście; ,,Nie prosze Pani, to nie fair! Niech Pani tego nie robi nie chcę tego paska. Innym może być smutno? ''
Coś mi się nie chce wierzyć ;) Dla mnie nie ma nic złego w naciąganiu ocen na koniec szkoły. Niemal wszyscy nauczyciele tak robią. Pewnie innym uczniom owa fizyczka też naciągneła ocene.
To normalne, że ludzie zwykle myślą najpierw o sobie, tutaj wina leży głównie po stronie nauczyciela.
Jeśli myślisz, że to jest dobre, to może tak losowo kilku osobom dać po 100% z matury, aby ktoś kto chce dostać się na medycynę, czy inny oblegany kierunek się dostał? A jeśli akurat ty byłbyś pierwszy na liście niezakwalifikowanych, bo ktoś dostałby tak 100%, to na pewno chwaliłbyś takie praktyki.
A mnie zastanawia to czy ci którzy prowadzą nagonkę na autorkę wyznania, by odmówili nauczycielce pomocy, gdyby byli w takiej samej sytuacji 😁 Wybaczcie ale wątpię 😉
Oczywiście, byłam w podobnej sytuacji i odmówiłam pomocy :) Nie mierz wszystkich swoją marną miarą.
NiebieskiMotylek, a dla ciebie figa.
Wku*wia mnie takie coś niesamowicie. Skoro ktoś nie potrafi, i punktów ma na styk, to znaczy, że nie jest taki najlepszy. Tobie nauczycielka pomogła, a ktoś kto sam wypracował więcej punktów niż Ty, to się przez to nie dostał. Takie coś powinno być karane. Szkoda, że nie ma kamer w szkołach w każdym miejscu...
Kiedyś w gimnazjum, mieliśmy sprawdzian u nauczyciela, u którego wszyscy ściągali z czego tylko się dało, zeszytów, kartek telefonów (przedmiot nie był ani trochę ważny czyt.plastyka,ale pan wymagał nie wiadomo czego) jednakże nic sobie z tego nie robił, jak czegoś nie wiedzieliśmy to podpowiadał. Kiedyś zostało mi jedno zadanie, już sobie położyłam zeszyt na kolana i szukam, patrzę, a tu nauczyciel stoi nademną, myślę sobie oho mam problem. A ten do mnie Karolinka (imię zmienione) co ci tam pomóc? No i dziwić się że nie było oceny na koniec roku niżej 4 😂❤❤❤
Ja kiedyś miałam być dopytywana na 5 z fizyki. Przeddzień terminu stwierdziłam, że to pierdzielę i się nie uczę. Nauczycielka powiedziała mi, że nie muszę odpowiadać i mam 5 :D bo dowiedziała się od męża, że pracował dawno temu z moją mamą i się bardzo lubili (uprzedzam komentarze- nie, nie mieli romansu)
U mnie na maturze z matematyki była taka sytuacja, że dziewczyna nie naniosła odpowiedzi na kartę na końcu i zorientowała się dopiero jak oddała kartę, bo nauczycielka jej o tym powiedziała. W komisji byli tylko nauczyciele z naszej szkoły, więc nas znali, ale mimo że prosilismy całą klasą nauczycielkę żeby na jej biurku pozwoliła jej dopisać to nie pozwoliła... Obiecaliśmy jej, że to nie wyjdzie poza mury tej klasy (była nas mało i pisaliśmy maturę w normalnej klasie) to nie... Niestety ta dziewczyna matury nie zdała, a zapomniec ze stresu można...
Dodam że maturę pisałam w 2011.