#iv2RG

To będzie bardzo krótkie wyznanie :D

Mam 20 lat i nie umiem wiązać sznurówek.
Moi rodzice po tym, jak nauczyli mojego brata, chyba po prostu stwierdzili, że mnie już nie warto. Nie raz sama się próbowałam tego nauczyć, ale w internecie nie ma prawie w ogóle jakichś pomocy z tym. No tak... Wszyscy wychodzą z założenia, że tego powinni mnie rodzice nauczyć.
Ludzi się na pewno nie spytam... wiecie jakie to krępujące?
Mam 20 lat, prawo jazdy, studiuję na politechnice i co? I kurczę butów nawet zawiązać nie umiem.

#9A2k9

Dwa dni temu w pracy miałam niefortunną sytuację - wpadłam w poślizg i uderzając o szafkę twarzą pozbyłam się zęba, mojej jedynki. Polało się trochę krwi i telefon do mojego chłopaka, aby się mną zajął.
Ogólnie jestem zarejestrowana do dentysty, jednak jeśli jeszcze raz usłyszę piosenkę Kultu "Dziewczyna bez zęba na przedzie" w wykonaniu mojego ukochanego, to się zabiję...
Od dwóch dni praktycznie tylko to słyszę z jego ust ;)

#jn3sq

Kiedy uczęszczam jeszcze do gimnazjum, nasza wychowawczyni - pani od polskiego - postanowiła zabrać nas do teatru na sztukę pt. "Don Kichot".

No więc wchodzi te 20 osób w wieku wczesno-gimnazjalnym do sali, zajmuje miejsca i się zaczyna, na scenę wchodzi babka. Półnaga. Z cyckami na wierzchu.
Okazało się, że to jakaś interpretacja artystyczna i cały spektakl był w tym guście. Nie wiem, jakim cudem wpuścili bandę dzieciaków, ktoś nie dopilnował czy co...

Nasza wychowawczyni przez te 2h pięknie udawała, że nic się nie dzieje. A koledzy siedzieli i dosłownie się ślinili. Pewnie zapamiętają na długo ;)

#iSc7z

Całą swoją młodość wstydziłam się swojego ciała. Zawsze "coś" mi w nim nie pasowało. Nie nosiłam spódnic, bo miałam grube nogi, brzuch był zbyt mało wysportowany, rysy twarzy jakieś nie takie, nieważne, ile ważyłam, zawsze widziałam w lustrze grubasa.

Unikałam swoich starych zdjęć, bo pamiętałam, że dawniej byłam brzydka i nie chciałam na to patrzeć. Dzisiaj postanowiłam to przezwyciężyć.

Wiecie co zobaczyłam na tych fotografiach? Piękną, młodą, wysportowaną i zgrabną dziewczynę. Byłam taka głupia! Gdybym mogła cofnąć czas, przeżyłabym młodość bez kompleksów, bez wstydu na plaży, kochając siebie i swoje ciało takim, jakim było.

#sqxKn

To ja - chłopak od nieudolnego podrywu w cukierni. Od feralnego dnia minęło trochę czasu. Z bunkru musiałem wyjść i pędzić do pracy.

Czy się ogarnąłem? Nie do końca. Gdy tylko ktoś jadł przy mnie ciastko, robiłem się czerwony jak burak. Uciekałem w popłochach przed złotym szyldem sklepiku, a cała sytuacja wypaliła we mnie głębokie piętno - niechęć do słodyczy. Jakby gorzej być nie mogło.

Oczywiście, że mogło. I było. Zachciało mi się wycieczki rowerowej za miasto. Jechałem sobie spokojnie, gdy zaczęło lać. Szybkości pedałowania mógłby pozazdrościć niejeden. Ale deszcz = śliska jezdnia. Bardzo śliska, sprawdziłem to kolanami (nie polecam spotkań z asfaltem). Jednak jakoś wróciłem do domu, rany przemyłem, bandaże założyłem, cacy. Taa, chciałbym.

Rano czułem się, jakby przejechał po mnie tir i kilka osobówek. Gorączka, katar, kaszel, łupanie w krzyżu, doszły nawet wymioty, jako kara za niedosmażenie mięsa. Pomyślałem "nie będę się oszukiwać, złapałem przebrzydłe choróbsko, trzeba do lekarza, niech coś przepisze". Poszedłem, poczekałem, pan mnie zbadał i dał receptę. Wszystko wyjątkowo sprawnie, więc ogarnęła mnie nadzieja, że może jednak wyczerpałem limit pecha. Pocieszony udałem się do apteki.

I wszyscy już wiedzą, kogo tam spotkałem. Anioła mego, piękność nad pięknościami, cudo wspaniałe. Ale wciąż pamiętałem o haniebnym czynie, toteż ukryłem się za kolejką starszyzny. Anielica otrzymała potrzebne preparaty, już miała wychodzić, gdy jej wzrok zatrzymał się na mnie. I jakby się w piekle zgadali - kichnąłem. Próbowałem zasłonić się dłońmi, ale i tak z nosa wyleciał obrzydliwy, zielono-żółty glut. Wytarłem go chusteczką z prędkością światła, jednak wszystko widziała. Odraza wypisana na jej twarzy będzie mi się śniła po nocach i prześladowała po kres moich dni.

Jak tak ma wyglądać moje dalsze życie romantyczne, to ja dziękuję państwu bardzo, idę do zakonu.

#r5xDB

W tym roku pojechałam z projektu do Włoch. Mieszkałam przez tydzień u bardzo ładnej dziewczyny, która pierwszego dnia oprowadzała mnie po domu, dała mi obiad, a po tym powiedziała, że idzie wziąć prysznic. Ja w tym czasie poszłam do swojego pokoju się wypakować.
Gdy usłyszałam, że ktoś mnie woła, wzięłam prezenty, które miałam dla każdego członka rodziny i poszłam. Nagle widzę kogoś nowego, od razu hej haj heloł, zaczęłam się przedstawiać itd. Nawet nie wiecie jakiego buraka spaliłam, jak okazało się, że przed chwilą przedstawiłam się dziewczynie, którą widziałam chwilę wcześniej. Laska nie miała makijażu, była w starych dresach, soczewki wyjęła i zmieniła na okulary, a na jej głowie był jakiś rozczochrany kok. Zorientowałam się, że to ona, dopiero gdy usiadłyśmy na łóżku w jej pokoju.

#jQ36M

Poniższa historia wydarzyła się jakieś 10 lat temu, kiedy byłam w gimnazjum.
Któregoś dnia skądś wracałam, byłam bardzo zmęczona. Normalnie nigdy mi nie przeszkadzało (i nie przeszkadza) stanie w autobusie czy tramwaju, ale wtedy byłam naprawdę skonana.

Wsiadam, w autobusie wszystkie miejsca zajęte, a droga czeka mnie dość długa. Pierwsza myśl - po prostu poprosić kogoś o ustąpienie miejsca. Jednak, kiedy popatrzyłam na wszystkie "przyjazne" twarze współpasażerów, stwierdziłam, że jak wyskoczę z taką prośbą, to po prostu mnie zjadą i tyle, na miejsce nie mam co liczyć.
Przyszedł mi więc do głowy inny, "genialny" pomysł - udawać ciężarną. Na moją korzyść działało to, że wyglądałam dość poważnie jak na te swoje 14-15 lat oraz miałam na sobie sukienkę. którą od biedy można by uznać za ciążową.
Podchodzę więc do pierwszej lepszej siedzącej kobiety i mówię, że bardzo proszę o ustąpienie miejsca, bo jestem w ciąży. Babka patrzy na mnie wilkiem, ale ustępuje. Szczęśliwa siadam, rozglądam się dookoła - i zamieram. Dosłownie dwa kroki ode mnie stoi największa plotkara w szkole, która usłyszała właśnie moje publiczne wyznanie.
Oczywiście, następnego dnia wszyscy w szkole wiedzieli, że jestem ciężarna i plotki na mój temat ucichły dopiero po kilku tygodniach, kiedy widoczne było, że jednak nie jestem (chociaż założę się, że niektórzy do tej pory obstawiają, że poroniłam lub miałam skrobankę).
Na koniec - żeby było jasne - naprawdę nie jestem dumna z tego, że udawałam ciężarną i myślę, że po prostu karma wróciła :)

#M1J6A

Sytuacja z dzisiejszej nocy. Wraz z kumplem podczas przerwy na nocnej zmianie zdecydowaliśmy, że pojedziemy coś zjeść, a ze względu na późną porę, bo było coś około 3, jedyna opcja jaka nam została to znany wszystkim CPN i słynne hot dogi.

Tak więc stoimy sobie po złożeniu zamówienia i czekamy na upragnioną parówkę, po czym przyjeżdża facet i staje za nami. Kolejka się powiększa.
Przyjechał radiowóz i podchodzi do nas młody pan policjant w celu zakupu (jak sądzę) również jakiejś gorącej parówki. Facet za nami zagaduje:

- Proszę, pan stanie przede mną, bo pan na służbie.
- A nie, nie, w porządku, przerwę mamy.
- A, przerwa... Oczywiście.. PRZERWA SIĘ NALEŻY! JAK PSU BUDA!, jak to się mówi...

Mina pana policjanta bezcenna :-D Tamten gość strzelił mocno dojrzałego buraka i już nic więcej nie powiedział... Ja natomiast oplułam się ze śmiechu :-D

Pozdrawiam serdecznie obu panów :-D
Poprawiliście mi humor na kolejne dni :)

#zUx5o

Miałam 6 lat, gdy rodzice obchodzili hucznie 10. rocznicę ślubu. Obiad w restauracji dla dziadków, wujków, słowem: impra jak się patrzy. Ja, wystrojona w suknię, powiedziałabym, podchodzącą pod balową, wyglądałam wprost olśniewająco.

Dzięki licznej gromadce kuzynów nie mogłam narzekać na nudę, tak że po obowiązkowym zjedzeniu obiadu poszliśmy bawić się na dworze. Szaleliśmy, gdzie się dało. W pewnym momencie ktoś zaproponował zabawę w chowanego. "TAAAK, uwielbiam chowanego!" pomyślałam nierozgarnięta ja. Już z daleka zobaczyłam idealne miejsce na moją kryjówkę - przy płocie stała betonowa ściana, za którą na pewno nikt by mnie nie znalazł. Jakoś nie zastanawiało mnie, dlaczego tylko ja zapragnęłam się tam schować. Wchodząc za tę nieszczęsną ścianę, zerkałam za siebie, czy nikt nie patrzy. Wiadomo, nikt nie może mnie zdemaskować!

Patrzyli. Całe szczęście, że patrzyli. Dosłownie w ostatniej chwili zauważyli, że tam wchodzę, ale krzyki, żebym tego nie robiła doszły do mojego małego móżdżku z opóźnieniem. Zrobiłam o jeden krok za dużo. Moja nóżka nie stanęła na ziemi, lecz utonęła w szambie, a wraz z nóżką reszta mnie. Pływać nawet w wodzie nie umiałam, a co dopiero w szambie. Kuzyni szybko mnie stamtąd wyciągnęli, rodzice odwieźli do domu (tata pozbywał się przeokrutnego smrodu z auta przez miesiąc). Na imprezę oczywiście nie wróciłam, bo ryczałam jakby mnie mordowano.

Moja piękna księżniczkowa suknia została spisana na straty, ale uparłam się, że trzeba ją odratować. Tata położył ją na trawie i z daleka płukał wężem ogrodowym, ale niestety efekt marny. Nadal waliła gównem na kilometr. Mnie zaś kąpano godzinami, odór ustał po kilku dniach.

Uwierzcie mi, to wydarzenie wywołało traumę. Zagrałam GŁÓWNĄ rolę, bez Ł w środku. Na szczęście nikt oprócz mojego brata nie przypomina mi o moim pływaniu w szambie.

Do dziś pytam Boga, za jakie grzechy.
Dodaj anonimowe wyznanie