#JKpxh

Będąc małą dziewczynką (miałam jakieś 4 lata) wierzyłam we wszystko, co mi powiedziano.
Kiedyś podczas niedzielnego obiadku u babci, gdzie zjeżdżała się cała najbliższa rodzina, moja mama z ciocią postanowiły sobie pożartować i poprosiły mnie, żebym poszła za nie załatwić się do toalety, bo im się nie chce wstać. Ja, jak to ja, w podskokach poleciałam do toalety. Siedzę... czekam... i nic. Nawet odkręciłam wodę, żeby zachciało mi się siku. Gdy po morderczych próbach mi się nie udało, pobiegłam z płaczem do mamy i cioci i zaczęłam je przepraszać, że muszą same iść, bo ja nie mogę się wysikać, a łzy podobno miałam wielkości grochu :)

#yBsPj

Historia zdarzyła się ok. 2 lata temu.
Mam 17 lat i należę do OSP (Ochotnicza Straż Pożarna)
Pewnego dnia dostaliśmy zgłoszenie o pożarze lasu.
Wiadomo, szybkie przygotowanie do akcji i wyjazd.
Wyobraźcie sobie jakie było nasze zdziwienie, gdy dojechaliśmy na miejsce i zobaczyliśmy mężczyznę, który smażył sobie kiełbasę w ogniu...
Pożar nie był duży, ale głupota ludzi mnie przeraża :/

#97EQI

Dużo tutaj historii ze szpitala, więc opowiem i swoją.

Trafiłam na trzydniową obserwację, kiedy bóle, a raczej dziwne "zatykanie" w klatce piersiowej zaczęło mnie już mocno niepokoić (swoją drogą miałam to od dawna i mam do teraz, ale nie o tym). Pan doktor nie wiedział co mi jest, więc położył w szpitalu. Ze mną były jeszcze dwie młodsze dziewczyny, ale wszystkie byłyśmy już nastolatkami koło osiemnastki.
Po serii testów i badań stwierdzono, że mam dość rzadką dolegliwość, która całkowicie nie jest niebezpieczna. Nie domyka mi się coś tam i przez to coś tam jeszcze innego działa trochę inaczej (lekarski bełkot). W rezultacie moje serce wydaje jeszcze jedno dodatkowe "puknięcie". I wtedy się zaczęło.

Najpierw przyszedł jeden lekarz i przyprowadził innego, by ten posłuchał mojego niezwykłego serca. Musiałam się całkiem rozebrać od pasa w górę. Pan doktor słuchał i słuchał, po czym stwierdził, że jak jestem wypoczęta, to słabo słychać. No więc na początek kilka przysiadów i pajacyków. Już po tym świeciłam z zażenowania czerwienią. Dziewczyny z sali chichotały, ale solidarność jajników sprawiła, że nie gapiły się na mnie.
Żeby tego było mało, jeden z doktorów - geniuszy wpadł na pomysł, by podzielić się tym niezwykłym przypadkiem z innymi i zaprosił do sali całe stado praktykantów - głównie młodych mężczyzn. Nie wiem jaki kolor miała moja twarz, ale musiała świecić neonową czerwienią. A że było ich wielu, to musiałam skakać kilka razy, a razem ze mną moje nie najmniejsze cycki, żeby każdy łaskawie mógł posłuchać mojego wyjątkowego serduszka.
To chyba najbardziej krępująca sytuacja w moim życiu.

#WPqdG

Było to około około 3 dni temu, podczas imprezy mojego przyjaciela w mieszkaniówce (na domówce). Warto wspomnieć, że nie była to byle jaka impreza, lecz impreza parterowa, połączyliśmy imprezę z jego sąsiadem.
W skrócie mówiąc: około 50 osób, drzwi na parter otwarty, mieszkania pootwierane na oścież, każdy chodził tam, gdzie akurat było mu wygodnie.

Jestem studentem 2 roku, jak łatwo się domyślić w Krakowie, jako zwykły prosty student lubię sobie po prostu zapalić zielone dary.

Około godziny 1.30 ktoś zadzwonił na policję.
Niczego się nie spodziewając bawiłem się świetnie w oczekiwaniu na koleżankę z darami.
Jest, dotarła, tylko koło 2, w te pędy zabraliśmy się do innego pokoju korzystać z naszych darów. Na nasze nieszczęście w tym samym czasie przyjechała policja, a że drzwi wszędzie pootwierane, nie krępowali się wejść do tego mieszkania, w którym akurat przebywaliśmy. W jednej sekundzie umundurowanych dwóch policjantów wpada do nas do pokoju i wita nas niespodziewanymi słowami "Oo, widać, że pani jeszcze nie zdążyła skręcić". Oczywiście my z oczami jak kula bilardowa patrzymy po sobie, nie wiemy co się właśnie dzieje, a zdawaliśmy sobie sprawę z konsekwencji. Na ten moment jeden z policjantów powiedział: "Macie 3 sekundy, żeby zabrać to w te pędy i się nie pokazywać, bo narobicie kłopotu sobie i innym".

Serdecznie podziękowania dla pana policjanta z okolic Bronowic za uratowanie nam tyłka i przyszłości. Cieszę się, że są jeszcze policjanci z dobrym sercem.

#cx9K8

Czytając wyznanie o kobiecie w ciąży, która cierpiała na pewną przypadłość (http://anonimowe.pl/kW91Z) przypomniała mi się taka oto historia.
Dwa i pół roku temu mój ukochany tata ciężko zachorował. Właściwie to ledwo przeżył. Przez rok miał stomię, a co się z tym wiąże - nietrzymanie gazów. Zawsze gdy gdzieś wychodził z mamą i coś mu się "wymsknęło", mama mówiła "przepraszam".
Mała rzecz, a potrafi człowieka podtrzymać na duchu :)

#CG3bZ

Jestem niewysoką dziewczyną, nie za grubą, nie za chudą. Jako że z facetami mi nie wychodzi, to stworzyłam udany związek z pracą, w której przesiaduję ciągle (tak, wiem, to pracoholizm).
Któregoś dnia skończyłam pracę o 22.00. Wsiadłam w auto i pojechałam do domu. Pod domem jak zwykle poszukiwania wolnego miejsca, żeby w miarę blisko zaparkować auto. Miejsca nie znalazłam, wiec auto stanęło 5 bloków dalej. Wygramoliłam się z auta, wyciągnęłam klucze od mieszkania z torby. Klucze noszę na dość długim łańcuchu, zakończonym karabińczykiem, który zazwyczaj przypinam do paska. Tym razem nie zrobiłam tego, tylko łańcuch schowałam w ręce. Lekko padało, a ja miałam bluzę z kapturem, więc naciągnęłam kaptur na głowę, zarzuciłam torbę na ramię i idę do domu. Na dworze ciemno, światła lamp nie działały, bo jakaś awaria była. Nagle na mojej drodze staje podpity, zmenelony dres i zaczyna gadkę: "Dawaj hajs i komórę, albo sam ci to wyciągnę z torby!". Jako że do strachliwych nie należę, to wypaliłam "Chyba śnisz, frajerze!".
 
Gościu zrobił szybki ruch w moim kierunku, a ja rozwinęłam łańcuch od kluczy, który był schowany w mojej dłoni. Wzięłam zamach i trafiłam dresa prosto w pysk. Łańcuch tak mu się jakoś dziwnie zawinął, że metalowy karabińczyk trafił go prosto w oko, co spowodowało chwilowe ogłuszenie napastnika i jego upadek. Do domu miałam już naprawdę blisko, więc zaczęłam biec ile sił w nogach. O dziwo mój napastnik jakimś cudem się ocknął i złapał mnie za kostkę, próbując uniemożliwić mi ucieczkę. W odruchu koleś dostał buta w zęby, a ja zaczęłam uciekać, byle szybciej dostać się do domu, w bezpieczne miejsce.
Zamknęłam drzwi na zamek, pozamykałam okna i na wszelki wypadek nie zapalałam światła w kuchni, która znajduje się od strony klatki schodowej. Na drugi dzień rano, idąc do sklepu po chleb, spotkałam znowu tego samego dresa. Stał oparty o ścianę sklepu i sączył piwko. Dres ten sam co wczoraj, za to miał pięknie spuchnięte oko w kolorze czerni, granatu i purpury oraz spuchniętą wargę po moim bucie.
Kto powiedział, że dziewczyny są słabe? ;)

#lxMdl

Mój dziadek był leśniczym. Jako "dorosłej" ośmiolatce każdy ostatni miesiąc wakacji pozwalał spać z nim w takiej wypasionej wieżyczce leśniczej. Dom dziadków był od niej oddalony o 2 kilometry.

Oglądaliśmy wtedy codziennie wschody słońca i podróżowaliśmy cały dzień po lesie (zachodząc tylko do babci po obiad).
Któregoś pięknego poranka wstałam wcześniej od dziadka. Nie było wolno mi chodzić po lesie samej, ale wpadłam na genialny pomysł. Postanowiłam zawieźć babci wcześniej nazbierane grzyby, żeby nie musieć wracać do domu tego dnia.
Mój dziecięcy móżdżek w tym cudownym planie nie brał pod uwagę ubrań czy butów. Tak więc o czwartej rano przez las biegnie bosa ośmiolatka z długimi poplątanymi brązowymi lokami w białej koszuli nocnej. Biegnę sobie szczęśliwa i nagle BUM!
Przewróciłam się o jakiś kamień czy korzeń.

Z buzi leci krew, panika, szybkie ogarnięcie sytuacji... trzy zęby na ziemi.
Jako że byłam tym rodzajem dziecka, które całe dzieciństwo nosiło się w siniakach i zadrapaniach zdobytych podczas zabaw, trzy stracone zęby były błahostką.

Tak więc bez większego przejęcia biegnę zasłaniając usta dłonią, z której wyciekała nadal krew i naglę słyszę dźwięk stłuczonego szkła. Zatrzymuję się, odwracam szybko, a tam trzech miejscowych pijaczków. Ja stoję i patrzę na nich, oni znieruchomieli w różnych przypadkowych pozycjach. Wszyscy stoją tak w milczeniu przez kilkanaście sekund. Nagle doszło do mnie jak to wygląda i zaczęłam im tłumaczyć wszystko... To znaczy chciałam, bo udało mi się tylko wydać z siebie jakiś dziwny bełkot.
Przysięgam, że nigdy w życiu nie widziałam, żeby ktoś w takim wieku tak szybko biegł wrzeszcząc, wzywając Boga i płacząc równocześnie.
 
PS Okazało się później, że rozwiązałam dziadkowi problem, bo pijaczkowie nigdy więcej w lesie się nie pojawili i nie zostawiali butelek oraz śmieci.

#nsSSq

Wracałam do domu autobusem od lekarza, siedziałam na miejscu najbliżej drzwi, by co jakiś czas dopływ świeżego powietrza poprawił moje marne samopoczucie.
Kilka przystanków dalej wszedł mężczyzna około 60-65-letni, stanął obok mnie i spytał, czy ustąpię mu miejsca, grzecznie odpowiedziałam, że niestety nie mogę, ponieważ właśnie byłam u lekarza, jadę do domu i bardzo słabo się czuję (było to po mnie widać, cała blada twarz, sińce pod oczami, wyglądałam jak 7 nieszczęść). Niestety pan odebrał to jako bezczelność z mojej strony i zażądał, bym opuściła JEGO miejsce. Odmówiłam, wtedy szarpnął mnie tak, że musiałam wstać. W tym samym momencie zwymiotowałam, prosto na jego koszulę, spodnie, buty, ogólnie masakra, przeprosiłam szybko i wysiadłam z autobusu, akurat był mój przystanek. Krzyki tego pana słyszałam jeszcze chwilę po tym, jak autobus odjechał.

Cóż, przykro mi, że tak się stało, ale choroba nie wybiera, normalnie bym została i to jakoś ogarnęła, ale byłam na ostatnich nogach i jedyne co byłam w stanie zrobić, to powlec się do domu.

#wNfcN

Niedawno zyskałam nową pracę - w szkolnej bibliotece. Ta, to się muszę męczyć. Ale nie o to chodzi.
Niedawno organizowana była wycieczka do Krakowa. Jako że nigdy tam nie byłam, a pani wicedyrektor złożyła mi propozycję wycieczki, to się zgodziłam.

Jedziemy. Wszystko pięknie, aż do momentu, gdy dojechaliśmy do pensjonatu, w którym spaliśmy. Miałam czuwać wraz z innymi nauczycielkami do wpół do drugiej w nocy, żeby pilnować, aby wszyscy uczniowie spali. Gdy wybiła ostateczna godzina naszego dyżurowania, ruszyłam w stronę sypialni. I nagle usłyszałam jakiś szept gdzieś za rogiem.
- No nie wierzę, Jola i Antek robią seks!
Stanęłam i zdziwiona zobaczyłam jakąś dwójkę uczennic, które na mój widok zwiały w popłochu do swoich pokojów, jakby gdyby nic.
Znałam ową parkę. Oboje często bywali w bibliotece, ale nic nie wypożyczali. Zapewne siedzieli tam, bo to jedyne miejsce, gdzie panowała podczas przerwy cisza.
Nie wiedziałam do końca, czy mam tam pójść, więc podeszłam pod ich pokój, z "wizytacją". Aha, robili to. TO.
To była wycieczka klas 4-6. Podstawówka.

PS Nigdy już nie pojadę na żadną wycieczkę szkolną... nigdy.
PS Tak, dla nich się to nie skończyło najlepiej. Jola zmieniła szkołę, Antek mnie unika.

#WQA0n

Kiedy byłam kilkuletnią dziewczynką, tata nauczył mnie języka "migowego".
Wymyślił go z rodzeństwem i kolegami lata temu na kolonii, gdzie nie mogli rozmawiać przy posiłkach. Dość szybko załapałam, o co w tym chodzi i któregoś razu, wracając od cioci pociągiem, wraz z tatą i wujkiem radośnie sobie migaliśmy, żebym poćwiczyła.

Podeszła do nas jakaś starsza pani. Patrzyła chwilę, dumała, po czym wyjęła z torebki batonika i niepewnie zbliżyła się do mnie, pogłaskała po głowie, wręczyła słodkość i z widocznym na twarzy smutkiem rzekła - Biedne, biedne dziecko...
Wielce uradowana z nieoczekiwanego prezentu wykrzyknęłam z radością - Bardzo pani dziękuję!

Mina pani świetna, ale chyba nie tego się spodziewała. :D
Dodaj anonimowe wyznanie