#gVLPf

W podstawówce, do której uczęszczałam, uczyła pewna matematyczka. Wyglądała jak typowa nielubiana nauczycielka z kreskówek - zawsze spódnica w kratę, pantofle, włosy wystylizowane na hełm i ogromne okulary. W dodatku była typową Dolores Umbridge naszej szkoły, wszyscy się jej bali. Na szczęście nie dostąpiłam tej "przyjemności" bycia jej uczennicą. Sytuacja, którą chcę opisać, miała miejsce na zastępstwie. Nasz nauczyciel nie mógł przyjść, więc mieliśmy lekcję z Umbridge 2.0. Wszyscy byli wyjątkowo cicho, nikt nie odważył się chociażby głośno oddychać. Owa pani rozwiązywała zadanie przy tablicy. Stety lub nie, zauważyłam błąd. Grzecznie podniosłam rękę i poinformowałam o tym nauczycielkę. Tego, co było później nie byłam w stanie przewidzieć... Krzyczała co najmniej 10 minut, że jak to tak, co ja sobie wyobrażam, byle gówniara śmie poprawiać kobietę z jej wykształceniem?! Na koniec wpisała mi jedynkę. Załamałam się, była to moja pierwsza jedynka z matematyki.

Na koniec lekcji przeliczyła to jeszcze raz, przyznała mi rację i poprawiła ocenę na 5. Jeszcze nigdy nie widziałam tak zdziwionej klasy.
A nauczycielka może i bratała się z diabłem, ale przynajmniej potrafiła przyznać się do błędu. ;)

PS. W tym roku aplikuję na matematykę, trzymajcie kciuki!

#8Rh6d

Mam problem z nietrzymaniem moczu i bardzo łatwo mnie rozśmieszyć. To kiepskie połączenie, wiedzą o tym w zasadzie wszyscy moi bliżsi znajomi, jednak historie, które mi się przytrafiają są i tak dość żenujące.

Podobał mi się kiedyś jeden chłopak, staliśmy już u mnie pod domem i mnie rozśmieszył, zsikałam się w majtki, więc szybko się pożegnałam i wycofując się tyłem uniknęłam zdemaskowania.
Innym razem chłopak nie miał tyle szczęścia. Byliśmy sami w domu i akurat, siedziałam mu na kolanach, gdy spojrzał na nas mój pies i zaczął wymiotować. Tak mnie ta sytuacja rozśmieszyła, że chłopaka obsikałam.

PS Chyba mu się spodobało, bo teraz jesteśmy małżeństwem.

#IoSwH

Historia o tym, jak straciłam swoją godność w Tesco.

A było to wczoraj, razem z moim kolegą pojechaliśmy na większe zakupy do hipermarketu, cała akcja rozegrała się już przy samym wejściu.


Jak normalni klienci poszliśmy po wózki, stwierdziliśmy, że weźmiemy dwa mniejsze (żeby każdy z nas mógł się oprzeć na swoim, będzie wygodniej) zamiast jednego dużego (i to chyba był błąd). Jak to ja - uwielbiam jeździć na tych sklepowych wózkach, po prostu odpycham się od podłogi i sunę do przodu niczym statek przez morze, jej, tyle frajdy <3
Jednak ten wózek był mniejszy od tych, na których zawsze jeżdżę, a mój "sprytny" mózg nie wziął tej zmiennej pod uwagę i w rachunku prawdopodobieństwa nie wyliczył tego, że po prostu mogę się za przeproszeniem wy*ebać.

Wyobraźcie sobie ten moment odepchnięcia się od podłogi baby mającej 180 cm wzrostu, wózek nie wytrzymuje obciążenia, robi świecę na dwóch tylnych kołach, dziewczyna wypuszcza go z rąk, wózek odjeżdża z 3 m od niej nadal na dwóch kółkach, a niewiasta poleciała jak długa na ziemię i leży tam, nie wstaje od razu, wstyd jej nie pozwala. A kolega?
Udaje, że mnie nie zna, odchodzi i się śmieje <3


Gdybym miała to nagrane w zwolnionym tempie, gwałciłabym chyba cały czas przycisk replay, o ile nie umarłabym szybciej ze śmiechu. Ciekawe ilu ochroniarzy, którzy oglądali monitoring pojechało do szpitala przez nieopanowany atak śmiechu...

Już nigdy nie odzyskam swojej godności, została tam, na podłodze w hipermarkecie Tesco :,)

#s5itF

Opowiem Wam pewną historię, która nie daje mi spokoju.

Jakiś czas temu widziałem na swoim osiedlu takiego faceta. Ma żonę i dzieci. Często go widziałem takiego jakby na kacu, przestał dbać o siebie. Czasem nasze spojrzenia się spotykały, jakby oczekiwał ode mnie ''dzień dobry''. Spotykałem go często na osiedlu, a raz nawet z piwem. Sobie myślę: Jezu, gość ma pracę, rodzinę i się stacza pijąc w parku. Ogólnie wyglądał coraz gorzej. Pewnego razu widziałem jak stał koło przystanku autobusowego i opierał się ręką o drzewo - pomyślałem, że pewnie pijany, bo widziałem to z autobusu.
Wracam wczoraj z miasta i widzę klepsydrę na tablicy. Jego żona zmarła na raka w wieku 48 lat. Tam, gdzie ja widziałem kaca i przepicie, tam pewnie było przygnębienie i nieprzespane noce...
Poczułem się jak ostatnie gówno... NIGDY NIKOGO NIE WOLNO OCENIAĆ.

#3QiYk

Mieliśmy rodzinną imprezę i nocowało u mnie kilka osób, które przyjechały z daleka. Mąż zabrał wszystkie starsze dzieci na zwiedzanie miasta, ja pojechałam na dworzec odebrać kolejnych przyjezdnych. Moje małe pociechy razem z dwójką szkrabów kuzynek zostały pod opieką rodziny, która została w mieszkaniu.

Wracam z gośćmi. Podaję wszystkim zgromadzonym kawę, ale atmosfera jakaś gęsta, wszystkie oczy na mnie, nikt nic nie mówi, część widzę tłumi śmiech. Ja tysiąc myśli - "jestem brudna? zapomniałam ubrać stanika? coś nie tak powiedziałam?" no ale żadna teoria jakoś nie wydała mi się trafna, więc po prostu zapytałam, o co chodzi. Na to babcia święcie oburzona powiedziała, że dzieci bawiły się moimi SZEŚCIOMA WIBRATORAMI! Że ona je zabrała, schowała przed dziećmi i przed gośćmi (schowała, ale nie omieszkała o nich opowiedzieć) i że jak tak mogę, itd...

W pierwszej chwili zrobiło mi się głupio, ale przemyślałam sprawę i nijak nic mi się nie zgadza, bo nie dość, że nie trzymam takich rzeczy w miejscu, gdzie mogłyby je dzieciaki dorwać, to przede wszystkim, nie mam sześciu wibratorów... I co jest grane? Sąsiad podrzucił? Ciotki zabrały ze sobą na imprezę? Mąż ma swój arsenał?

Poprosiłam babcię, żeby je przyniosła i je pokazała, wszyscy słyszeli, niech jeszcze zobaczą. Babcia przynosi torbę z Lidla, demonstracyjnie ją rozchyla i... wszyscy w śmiech, ktoś się zakrztusił, mi mało brakowało do posikania się i tylko biedna babcia nie wie, skąd ta wesołość. Już zaczyna mówić, że to nieśmieszne, że nie tak wychowywała swoje dzieci, żeby teraz się śmiały z tego, że dzieci się takimi rzeczami bawią... aż ktoś ją uświadomił.
To były zabawkowe miecze świetlne.

Dzieci nadal nie rozumieją, czemu babci się tak bardzo nie spodobały. Uznały, że babcia nie jest fanką Gwiezdnych Wojen...

#UPX1L

Mieszkam z chłopakiem w kawalerce w wieżowcu. Naprzeciwko naszych drzwi wejściowych jest winda. Ale do rzeczy. Chłopak wychodził do pracy, dał mi buziaka i wyszedł. Czekał na windę. Chciałam poprawić mu humor na dzień dobry i spojrzałam przez wizjer, czy jeszcze czeka. Uchyliłam drzwi i postanowiłam zamachać mu krągłym biustem. Facet jak zobaczy cycki, zawsze się cieszy.
A tu zonk. Ułamek sekundy po tym, jak otworzyłam drzwi, wychodził sąsiad...

I jak się domyślacie, jak spotykam go na korytarzu czasem, to pyta mnie, czy jemu też tak będę machać na do widzenia... Wstydzę się wyjść z domu xD

#ejHiN

Kilka lat temu byłam w Anglii na wakacjach u siostry. Z racji tego, że nie miałam co robić, wybrałam się do sklepu po chipsy. W tym sklepie, była kasa w której samemu kasuje się towary. Dość długa była kolejka do zwykłej kasy, więc postanowiłam pójść do samoobsługowej. Niestety gdy do niej podeszłam coś się zepsuło i kasjer kazał mi przejść do normalnej kasy. Gdy pewna kobieta pozwoliła mi wejść przed siebie, inna powiedziała po polsku:
- Ja szmaty nie puszczę. Niech sobie gnojara postoi.
Byłam w szoku. Nie chciałam, żeby uszło jej to na sucho, więc powiedziałam:
- Ja pani też nie znam, ale od szmat nie wyzywam.
Od razu na jej twarzy pojawił się burak. Odłożyła koszyk z zakupami i szybko wyszła ze sklepu.

Byłam z siebie dumna jak nigdy w życiu :)

#qq5md

Chciałabym opisać wam teraz moją dość dziwną histroię, której do tej pory nie do końca rozumiem...

No więc: w wieku 12-13 lat byłam na tydzień na wakacjach u mojej przyszywanej kuzynki w niewielkiej wsi. Znałyśmy się od dawna, dużo się odwiedzałyśmy, nocowałyśmy, więc mniej więcej znałam otoczenie i ludzi.

Któregoś dnia postanowiłyśny się przejść, przy okazji pójść do niewielkiego sklepiku na lody, bo było naprawdę gorąco.

Po jakimś czasie zadowolone idziemy z tymi lodami dalej (sklep był niedaleko domu kuzynki, a my chciałyśmy się jeszcze przejść). Idziemy akurat rzadko używaną drogą asfaltową, otacza nas las. Nagle zauważyłyśmy, że z naprzeciwka idzie jakaś starsza kobieta. Nic w tym dziwnego, bo przecież to jednak jest droga, więc można kogoś spotkać. Tak więc ani trochę się tym nie przejęłyśmy, idziemy dalej.

Gdy kobieta była jakieś 10-20 (już nie pamiętam dokładnie) metrów przed nami zobaczyłyśmy, że trzyma coś za plecami. Spojrzałyśmy na siebie trochę zdziwionym wzrokiem. Ona oprócz tego też jakoś dziwnie szła, jakby utykała.

I nagle stało się. Babka wyciągnęła zza pleców SIEKIERĘ i zaczęła nas gonić! My oczywiście rzucamy lody i przerażone uciekamy.

Wrzeszczała coś za nami, ale z tego przerażenia nie pamiętam dokładnie co, ale chyba, że jakaś Jadwiga (?) jej coś tam powiedziała, że my jesteśmy głupimi gówniarami, że musimy umrzeć, że w nocy ktoś umrze...

Na całe szczęście kobieta już nie była taka młoda, więc po jakimś czasie się zmęczyła, jednak my sprintem biegłyśmy dalej dobry kawałek do domu kuzynki.

Dopadłyśmy drzwi całe przerażone, zapłakane i zasmarkane. Niestety były zamknięte, ale kuzynka miała klucz.

Otworzyłyśmy i weszłyśmy do środka. Byłyśmy same. Ona cała trzęsie się ze strachu (zawsze wszystko mocno przeżywała), ja próbuję ją uspokoić.

Jeszcze przed powrotem jej rodziców, ustaliłyśmy, że nikomu o tym nie powiemy. W sumie nie wiem dlaczego, to pewnie jeszcze przez te emocje.

A najdziwniejsze, że później ani ja, ani ona nigdy więcej nie widziałyśmy tej kobiety. Może była z innej miejscowości, jednak to było jak najbardziej chore...
Dodaj anonimowe wyznanie