#I6cNV

Rodzice już tak mają, że jeżeli chodzi o te dobre cechy u dzieci z dumą przyznają się, że to po nich je odziedziczyły. Te gorsze zaś nie wiadomo skąd się wzięły. A jednak mam pewne podejrzenia, że nieogarnięcie, które jest moją charakterystyczną cechą, odziedziczyłam po tacie. A więc do rzeczy.

Tata stara się w życiu zachować złoty środek. Zjedzenie pączka jest usprawiedliwione godzinami spędzonymi na basenie. Sport sprawia mu przyjemność, dlatego też na pływalni jest częstym gościem, a wszyscy ratownicy go doskonale kojarzą. Tego dnia przyszedł jak zawsze popływać, zmęczył się, wyszedł z wody i ruszył szukać swoich klapek. Przy wejściu stały czyjeś stare domowe kapcie i mój tata zaczął się z nich śmiać. Zagadał ratownika, śmiejąc się z głupoty ludzkiej, gdy ten się nachylił do jego ucha, by nie mówić tego na głos "To pan przyszedł w tych kapciach"...
No tak. I w nich też mój tata później wracał do domu :D

#4xtjJ

Rok temu w wakacje, szkoła mojego kuzyna zorganizowała sześciodniową wycieczkę do Paryża. Pojechałam z nim.

Gdy już wracaliśmy do Polski, zatrzymaliśmy się w Niemczech na stacji benzynowej. Ja wzięłam portfel (bo łazienki tam były płatne) i wyszłam do łazienki, a mój kuzyn (z którym siedziałam w autokarze) został. Gdy już się ogarnęłam i wyszłam, okazało się, że... mojego autokaru nie ma. Obeszłam całą stację chyba z trzy razy, ale autokaru nie było.
Ze łzami w oczach poszłam do kasjerki na stacji i próbowałam się porozumieć gestami, naszą rozmowę zobaczył jakiś pan, który chciał zapłacić za paliwo i spytał mnie co się stało, ja wszystko mu wyjaśniłam, a on zabrał mnie do swojego samochodu (nawet nie wiem czemu wsiadłam do samochodu jakiegoś obcego faceta) i próbowaliśmy dogonić mój autokar. W międzyczasie dałam mu kartkę (którą miałam w portfelu) z numerem telefonu organizatora wycieczki, pan zadzwonił i zaczął wrzeszczeć na faceta, jak można zostawić 11-letnie dziecko w Niemczech, a on powiedział, że już zawracają.

Stanęliśmy gdzieś na poboczu i czekaliśmy na autokar. Gdy ten się pojawił, a z niego wyszła pani, która nas pilnowała, ja od razu pobiegłam do środka i się rozpłakałam, a mój wybawca był oburzony zachowaniem ludzi, którzy nas pilnowali. Gdy już odjechaliśmy zobaczyłam, że mój (kochany) kuzyn śpi, więc go obudziłam, a on powiedział, że nawet nie zauważył, że mnie nie ma.
Całą tę historię teraz wspominam z uśmiechem, ale chyba nie muszę mówić, jak moi rodzice byli źli, gdy się o tym dowiedzieli.

#g5dWN

Jestem w szczęśliwym związku od trzech lat. Mężczyzna jak marzenie. Całymi dniami możemy rozmawiać, śmiać się lub po prostu leżeć przytuleni. Rozumiemy się bez słów. Po kopie jaki dostałam w poprzednim związku, mój obecny mężczyzna jest balsamem na me rany. I kocham go do szaleństwa. Czasami sama się boję siły tego uczucia. Mogę dla niego przenieść góry, wskoczyć w ogień. Nie jest to ślepa miłość, ani wykorzystana. Dobrze nam razem. Nigdy się nie kłócimy. Przez 3 lata nie było między nami żadnej poważnej sprzeczki. Czasami na niego nakrzyczę, gdy nie chce wynieść śmieci lub pozmywać, ale to sporadyczne przypadki. On jest typem teraz już rzadko spotykanego dobrego człowieka.

Jakieś pół roku temu pojawił się nieśmiało temat dzieci. Kategoryczne ucięcie tematu przez mego lubego trochę zabolało. Cóż, może nie czuje się gotowy do tej rozmowy?
Ale wtedy on zaczął się zmieniać. Wycofał się, skrył pod grubym pancerzem, którego nie potrafiłam przebić. Gdy wróciliśmy z imienin przyjaciela (nieco po alkoholu), nie wytrzymałam. Spytałam się prosto z mostu, o co mu do cholery chodzi. Usiadł w fotelu i schował twarz w dłoniach.
- Nie chcę, żeby moje dzieci spotkało to co mnie - odparł.

Zdenerwowałam się. Mam ojca alkoholika i uważałam, że nie może spotkać dziecka nic gorszego niż codzienne awantury, bicie, poniżanie. Co mu powiedziałam.
- Byłem molestowany.
Te słowa zawisły w powietrzu. Zaczęłam płakać, przytuliłam się do jego nóg. Jak się okazało, ojczym mojego lubego molestował go przez jakieś 8 lat, dopóki chłopak nie był w stanie się bronić (zaczął na 4-letnim dziecku). Teraz ani jego matka, ani żadne z rodzeństwa nie ma z nim kontaktu.

Byłam wściekła. Gdybym tego osobnika spotkała na ulicy, bez zastanowienia zabiłabym na miejscu. Bez względu na karę. Do tej pory tak myślę.
Mamie nic nie powiedział, mi jako pierwszej zwierzył się ze swojej tajemnicy.
Teraz wspólnie walczymy z jego demonami.
I staramy się o dziecko :)

A ja cały czas szukam gdzie tylko mogę tego zwyrodnialca, bo nie zostawię sprawy samej sobie.

#AbWO2

Historia opowiedziana mi niedawno przez tatę.
W zamierzchłych czasach, kiedy tata chodził jeszcze do liceum i najwyraźniej nie znał pojęcia empatii, wraz z klasową grupką podobnych sobie szczeniaków, znęcali się nad pewną dziewczyną. Dziewczyna, co dziwne, była raczej ładna, bystra, do najbiedniejszych nie należała - słowem, nie było powodu, by miała stać się kozłem ofiarnym. Może przyczyna leżała więc w tym, że miała duszę samotnika i przerwy spędzała raczej z nosem w powieściach? Dość, że z braku lepszego kandydata, szybko stała się ofiarą klasowych docinek.

Miesiące mijały, a dziewczyna, choć z podniesioną głową ignorowała wszystkie zaczepki, wyraźnie robiła się coraz bardziej blada, niejednokrotnie pojawiała się w szkole z zapuchniętymi oczami, przychodziła na lekcje coraz rzadziej... aż po wakacjach już nie wróciła i, jak się później okazało, zmieniła szkołę.

Tymczasem tata poszedł na studia, zmienił towarzystwo, wyszedł na ludzi i o całej sprawie zapomniałby, gdybym to nie urodziła się ja i nie poszła do podstawówki. Może niektórzy już zgadli -  moją pierwszą nauczycielką okazała się właśnie owa dziewczyna. Tata, gdy się dowiedział, słusznie się przestraszył (w końcu zrobił kiedyś dziewczynie piekło z życia), ale wątpliwości zachował dla siebie.

Wbrew jego obawom nigdy nie odczułam na sobie syndromu Snape'a, nie miałam żadnych problemów, a dziewczyna okazała się najlepszą nauczycielką, z jaką miałam styczność. Szybko odkryła, że nie boję się występować, proponowała różne konkursy recytatorskie, namówiła mnie, żebym zapisała się na zajęcia teatralne, dzięki czemu odkryłam swoją pasję do aktorstwa. Tata uznał, że albo nie poznała czyją córką jestem, albo o całej sprawie zapomniała i o swoich obawach nigdy nie wspomniał.

Jednak pod koniec trzeciej klasy, po ostatniej już wywiadówce, kiedy inni rodzice wracali do domów, tata nie wytrzymał i zapytał wprost, czy wie kogo uczy. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko słodko i powiedziała: „Szkoła to twój drugi dom, a skoro dziecko miało mieć ojca chama, to ktoś jej musiał nauczyć kultury”.
Tacie nigdy nie było tak wstyd, ale... może sobie zasłużył ;)
Uprzedzając pytania: nie, nie są razem. Mama dalej okupuje stanowisko mamy i nigdzie się nie wybiera ;)

#W2lYD

Któregoś dnia spacerując z psem pod blokiem, zauważyłem sąsiadów, małżeństwo około 60, którzy zmierzali w kierunku śmietników z dwoma wielkimi worami. Jako że szli dość blisko, usłyszałem ich rozmowę. Sąsiad zapytał żonę, czy nie za szybko wyrzucają rzeczy po jej ojcu, na co ona odrzekła "Na cholerę mi stare rupiecie w domu, ojciec tych gratów pełno trzymał, nie pozwalał wyrzucić, wreszcie mogę się badziewia pozbyć". Ku mojemu zdziwieniu sąsiadka nie wyglądała na zmartwioną tym, że jej ojciec dzień wcześniej odszedł, raczej wyglądała na zadowoloną, że już "po problemie" (pamiętam, że ten starszy pan był schorowany i wymagał opieki). Mąż sąsiadki chyba jest dość przesądny, bo na koniec ich rozmowy rzucił zdanie, że dziadek się za to pewnie zemści.
Nikogo akurat w pobliżu nie było, więc postanowiłem zajrzeć do owych worków, a w nich znalazłem stare monety, klasery ze znaczkami, kilka kompletnych przedwojennych mundurów oraz wiele innych antyków. Wziąłem worki do domu, zadzwoniłem do wujka, który zna trochę środowisko kolekcjonerów. Ogólnie udało mi się wszystko sprzedać za niecałe 14 tys zł.
W duchy nie wierzę, ale wygląda na to, że słowa sąsiada o tym, że starszy pan się zemści były trafione. Oni od dawna mają problemy finansowe, a ja właśnie za zarobioną kasę rezerwuję sobie wycieczkę dla siebie i mojej narzeczonej.

#M4NoD

Koleżanka mojego chłopaka została zgwałcona, a on, jako dobry przyjaciel, chciał jej pomóc. Czasami nocowała u niego w mieszkaniu (sama mieszka z rodzicami), "bo się lepiej czuła".
Trwało to niecały miesiąc - właśnie tyle potrzebowała owa dziewczyna, aby zacząć znowu współżyć. Szkoda tylko, że z moim chłopakiem.
No cóż... Penis, który leczy :)

#6qC9R

W zeszłym roku mojego brata z dnia na dzień coraz bardziej bolał brzuch. Najpierw wszyscy w domu myśleliśmy, że symuluje, żeby nie iść do szkoły - wiadomo. Ale kiedy mama w końcu zorientowała się, że nie udaje, wzięła go do lekarza. Diagnoza: zapalenie pęcherza. Dostał jakieś leki, które brał kilka dni, ale nic.

Pewnego wieczoru - koło 18 - zaczął płakać z bólu, zwijać się i ogólnie było z nim źle. Dodam teraz, iż nie posiadamy auta. Mama zadzwoniła po karetkę. Przyjechali (pomijając czas oczekiwania). Obejrzeli go, tam nacisnęli, tam pomacali i też stwierdzili, że zapalenie pęcherza. Powiedzieli mojej mamie, że mój brat musi jechać do szpitala, aczkolwiek oni karetką do nie wezmą. Mama wiadomo, przejęta, bo brat nadal się z bólu zwija, ale nie zrobiła żadnej awantury. Powiedziała tylko, że nie ma go jak zawieźć, bo nie mamy samochodu. Szanowni ratownicy skwitowali to słowem ''trudno'' i wyszli. Mama transport zorganizowała i w ciągu 15 minut mój brat był już w szpitalu.

W poczekalni zwijał się z bólu, ale mimo to czekał do 22. Kiedy w końcu zobaczył go lekarz, zrobił jak najszybciej USG i wyszło. Rozlany wyrostek robaczkowy i zapalenie otrzewnej. Uśpili go i zrobili mu operację.
Po wszystkim lekarz z wyrzutami spojrzał na mamę jak na jakąś najgorszą matkę i powiedział, że przewożą dziecko do pokoju, ale jeszcze 30 minut i przewozili by go do chłodni.
Tyle w temacie KOCHANEJ POLSKIEJ SŁUŻBY ZDROWIA..

#hpXJg

Kojarzy ktoś może piosenkę zespołu Domowe melodie - Brzydala? Powiem szczerze, że niedawno przekonałam się, jak ta piosenka jest prawdziwa.

Wszystko zaczęło się 3 lata temu na studenckiej imprezie. Tam poznałam JEGO - 24-letniego studenta informatyki ze sporą nadwagą i pryszczami na twarzy, zakochałam się w nim od pierwszej rozmowy. Nie był w żadnym stopniu podobny do przystojnych chłopaków, z jakimi się umawiałam jako bądź co bądź dość atrakcyjna dziewczyna. I mimo złośliwych komentarzy swoich koleżaneczek z wymuskanymi lalusiami, kochałam go naprawdę mocno. Wspólne koncerty, spacery, granie w gry - jak w bajce... Jak to często słyszałam - Piękna i Bestia.

Czasami zdarzało mi się chodzić na siłownię, żeby nie mieć potem wyrzutów jedząc tłustą pizzę. Mój ukochany postanowił zacząć chodzić tam ze mną, co bardzo mnie ucieszyło, chociaż nigdy na to nie nalegałam. Uznał, że najwyższy czas coś zmienić w swoim życiu i schudnąć (a potem się oświadczyć). Przez półtora roku wstawałam wcześniej, żeby przygotować zdrowe posiłki na cały dzień, wspierałam w ćwiczeniach, znosiłam żarty znajomych, wszystko dla niego. Kiedy schudł 30 kg i stał się naprawdę przystojnym mężczyzną... zostawił mnie.

Dla kogo? Dla jednej z moich byłych przyjaciółek, które nazywały go "grubą świnią" i zastanawiały się, jak ja mogę być z kimś takim. Kiedy odbierał swoje rzeczy z naszego mieszkania usłyszałam, że teraz nie chce marnować całego życia z jedną kobietą, skoro może mieć każdą.
Ręce mi opadły, ale trudno, jakoś to przebolałam. Życie trwa dalej, a ja znów szukam swojego księcia z bajki.

#OyLpn

Historia całego mojego niespełna 27-letniego życia przed Wami. Od zawsze w moim życiu jest dwóch mężczyzn - mój chłopak (który to zmienia się co jakiś czas) i mój przyjaciel, który pamięta mnie jeszcze z czasów, kiedy robienie w pieluchę było czymś totalnie normalnym. To tak tytułem wstępu.

Dotychczas w moim życiu pojawiło się już 3 takich, z którymi miałam mieć dzieci, dom budować, podróżować, ale dwóch zmyło się gdy tylko zaczęła się mowa o ślubie. Trzeci się ostał, może dlatego, że jego mamuśka bardzo chce mieć już wnuki, coby synek już drzewo zasadził, syna spłodził i dom wybudował, więc ten pierścień piękny zakupił i oświadczyć się postanowił. Oświadczyny przyjęte, rozpoczęliśmy szukanie sali, zespołu, wybieranie najpiękniejszych zaproszeń, atrakcji dla gości...

Gdy doszedł moment wybierania świadków, od razu stwierdziliśmy, że będzie to para (chłopak i dziewczyna), z racji że mój luby ma siostrę w moim wieku stwierdził, że on wybierze ją, a ja mogę wziąć na świadka mojego przyjaciela. Tak więc wszystko ustalone. Umówiliśmy się, że ja poproszę sama, a on sam. Tego samego dnia umówiliśmy się na spotkania z naszymi świadkami, oni się niczego nie spodziewali, często ja jadam coś z moim przyjacielem, a on często jada z siostrą.

Ja trochę poddenerwowana, on pyta co jest. No to ja mówię, że bardzo chciałabym, żeby został świadkiem na moim ślubie. Nigdy nie widziałam takiego żalu w jego oczach. Już wiedziałam, że coś jest nie tak. Usłyszałam, że odpowiedź da później, zjedliśmy jakby nigdy nic się nie stało i jak zwykle odwiózł mnie pod sam dom, wręczył mi kopertę, przeprosił, że nie zostanie świadkiem i że to wszystko zniszczył, że zrozumie jak już nigdy więcej nie będę chciała go zobaczyć.

W liście datowanym na kilka lat wstecz wyznał mi miłość... Żyłam w friendzonie od tylu lat i nigdy go nie zauważyłam, dopiero po tym liście zrozumiałam, że to od niego dostałam najwięcej miłości w swoim życiu. Gdy byłam w szpitalu, to mój obecny odwiedził mnie 3 razy, bo nie mógł patrzeć na rany na buzi (miałam wypadek samochodowy), on był codziennie. Ja narzekałam, że będę oszpecona do końca życia, a on powtarzał, że jestem piękna tak czy inaczej. Jak łapałam gumę w aucie, co zdarza mi się często, to nie mój luby urywał się z pracy, a on. Gdy złamałam rękę spadając ze schodów, bo się poślizgnęłam, mój luby przez telefon zaśmiał się, że jestem zazdrosna o mecz z kolegami i dlatego chcę by wrócił do domu, a on przyjechał... On zauważał każdy kwiatek, który posadziłam w ogrodzie, nową bluzkę, fryzurę, nawet nowy kolor szminki widział.

Dopiero ten list uświadomił mi, jak bardzo potrzebowałam tego zimnego prysznica. Jak bardzo jego potrzebuję. Mój ślub miał się odbyć za 1,5 roku, może będzie szybciej?

Zauważajcie ludzi obok siebie.

#MZYlJ

Dzisiaj (13.06.16) postanowiłam po raz pierwszy oddać krew. Gdy już ją oddałam, razem z przyjaciółką, postanowiłam wybrać się do "Biedronki" po zapiekanki. Stoimy w długiej kolejce, w pomieszczeniu strasznie gorąco, jedna kasa otwarta, a mi robi się słabo. Wzrokiem namierzyłam stolik przy wejściu, próbuję do niego dotrzeć, mówiąc do ludzi "przepraszam, słabo mi" w nadziei, że usuną mi się z drogi, nic bardziej mylnego, ludzie zamiast zejść bardziej stawali mi na drodze. Ledwo dotarłam do stolika i usiadłam, później nie pamiętam nic. Z opowiadań przyjaciółki wiem, że od razu podbiegła mi pomóc, panikowała, krzyczała, aby ktoś jej pomógł, czego nie zrobił nikt. Ludzie byli zajęci swoimi zakupami, a ona krzyczała, na szczęście szybko się ocknęłam i wszyscy patrzyli na mnie jak na dziwoląga.
Jeżeli widzicie, że ktoś zemdlał, to nie bójcie się podejść, jeżeli wiecie co robić, a nawet jeśli nie to też. Wyzbywajmy się znieczulicy ludzkiej.
Dodaj anonimowe wyznanie